wtorek, 28 lutego 2017

Kim będzie, gdy dorośnie...

Milczę, ględzę, mam depresję. Zamykam drzwi, otwieram oczy. Gdzie ja jestem? Ten sam obraz, co zawsze, te same słowa, co przedtem. Zwyczajny mężczyzna...nie...chłopiec jeszcze. Taki psotny, dziecinny i zalotny. Zabawiałam go, zajmowałam, na instrumentach dla niego grałam, by rozerwać, rozśmieszać. Gdy krzyczałam, z miejsca się poderwałam. Odnalazłam go pod łóżkiem, gdzie leżał z mokrym od łez pluszowym Kłapouszkiem. Wzięłam go w objęcia i pozwoliłam płakać, a w myślach wypowiadałam otuchy zaklęcia. Ucichł. Założyłam płaszcz, jemu kurtkę, buty. Podał mi rękę, gdy mu nuciłam cicho piosenkę, o życiu, o prawdzie, o tym kim się stać może, lub kim będzie, i o wartościach, o których nie mam bladego pojęcia. Dlatego zaprowadziłam do mamy tego Małego jeszcze Księcia.

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...