wtorek, 31 marca 2015

Wciąż mnie nie zatrzymasz

"No i się hajtnąłem." Mówisz, krzyżując palce pod stołem. Mówisz tak, by mnie obrazić, rozzłościć, pokazać hierarchię w stadzie, kto jest nad kim. Mówisz: nie znam Cię, więc skąd, do diabła, wiesz jak mnie zranić? Potem zamykam oczy, myślę o tym wszystkim, co straciliśmy. Przez lata walki o upolowanej łani kawałki. Potem każde odchodzi w bezpieczne miejsce, z dala od siebie, tak gdzie nikt w kończeniu posiłku nie przeszkodzi. Jesteśmy tylko doskonałym przykładem anarchii w wilczym stadzie. Nie zaglądaj teraz do butelki, choć jej nie widzę, wiem, że jest pusta. Skończyliśmy ją wczoraj, nie ma już nic na jej dnie. Nie wyglądaj przez okno, nie ma dziś dla nas słońca. Są chmury burzowe i wieje wiatr sztormowy. I nigdy nie bój się próbować, robić dobrych lub złych rzeczy. Kończyć i zaczynać od nowa. Bo mimo, że Cię nie poskładałam, to wciąż się w Tobie kocham.

poniedziałek, 30 marca 2015

Rozważna i romantyczna

No i się stało! Worek się rozpruł, a z niego całe dźwigane zło wysypało. Trzeba teraz przystanąć, własnym lękom przyjrzeć się z bliska, przeanalizować, a potem z powrotem wszystkie do worka wcisnąć. I tak myślę sobie, dlaczego nie okazujemy miłości? Dlatego, że znamy własne słabości. Nosimy rany zadane w przeszłości, posypujemy solą, pielęgnujemy własne wady, chwalimy u innych podłości. Jesteśmy obłudni i mali, w swoim sztucznym świecie z ciasnymi poglądami. Nazwałam Cię św. Piotrem, tchórzem, łotrem, lecz sama byłam Judaszem, zdrajcą, samobójcą, katem. Zamiast myśleć co sama robię, znów koncentruję się na tobie. Gdy jestem dobra, potrafię dobre cechy w tobie znajdować, lecz nie, gdy się gniewam. Wiesz, jednak cieszę się, że Cię poznałam. To jak wygrana na loterii, dzięki Bogu, że zagrałam. Ale zaraz zaraz, co ja znowu wyprawiam, co ja robię? Tańczę, z radości skaczę, znów zakochałam się w Tobie? Jaki los, jaka wygrana, miłość to żadna wypadkowa, to suma. Myśl jak facet, a zachowuj się jak dama!

niedziela, 29 marca 2015

Kur już zapiał

Dziś byłam na ewangelii i słuchałam dokładnie, o czym księża prawili. Przyglądałam się swojej duszy i co na jej dnie. Odkryłam żałość, smutek. Przyszło zrozumienie Chrystusowych cierpień i Jego w odpowiedzialności osamotnienie. Krzyż swój każdy dźwigać musi, choć nas przytłacza, za gardło chwyta, dusi. Ach Piotrze, czemu się Go wyparłeś? Gdy: czy Go znasz, zapytali stchórzyłeś, ze strachu zamarłeś. A jak Go wcześniej kochałeś? Jak mu wierność i dozgonność obiecywałeś? Nie lubię Cię św. Piotrze, zbytnio przypominasz mi kogoś jeszcze, co wyparł się swego imienia, virtualnego związku ze mną, zaparł się w imię hedonistycznego życia, świętego spokoju, w imię życia bez cierpienia. Zwyczajnie się przestraszył, że uwiódł Marię Magdalenę, kobietę niezamężną i nie - matkę. Bo cóż znaczy kobieta, która nie mając męża do kogoś wzdycha, na niego jak pies wiernie czeka. Kobieta niezależna, to pojęcie w tamtych czasach błędne. Bo kobieta zawsze jest słabsza od mężczyzny, dlatego przez niego wieki wyzyskiwana. Więc gdy jakiś dochód miała, znaczy, że ciałem zarabiała. Bo w tamtych czasach tylko dwie role spełniała: prostytutki i matki. Tylko przez pryzmat ciała była postrzegana. Nie była tym, kim chciała, bo nie była wcale wychowywana. Była potrzebna dopóki dzieci reprodukowała. Jeśli zaś męża nie miała, wówczas żyła w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Mogła być za prostytutkę brana i kamieniami obrzucana. Lub jeśli będąc niezamężną dzieci posiadała, mogła zostać przez każdego mężczyznę wraz z dzieckiem zamordowana. A ty, żyjąc w swych górach, gdzie wciąż kobieta niezamężna za pierwszą prostytutkę pokutuje, mnie za usługi sowitą przyjemnością zapłaciłeś. A potem inni o mej "niezależności" się dowiedzieli. I przyszli do mnie górale. O tym, co o mnie wiedzą powiedzieli, tylko sprawiedliwości, przyjemności i ukarania brudnej kobiety chcieli. Ty wówczas odszedłeś, poszukać już lepszej, świętszej. I znalazłeś. Tam, w swej wielkiej wsi, świętą: Matkę - Agnieszkę! Kur już zapiał, choć już trzy razy się mnie wyparłeś, lecz zbyt daleko odszedłeś i nawet go nie usłyszałeś.

sobota, 28 marca 2015

Dokąd można tak wzdychać?

Nie trać czasu na romantyczne marzenia. Już dość się napłakałam, że kochasz, ale niczego nie zmieniasz. Weź swoje łoże i idź, zmierz się z życiem, za barki je chwyć. Odrzuć szatańskie podszepty, by żyć na niby, w wielu sferach, odkładając rzeczy ważne na przyszłość. Żyj chwilą obecną, tym co tu i teraz. Zdobądź to, co ci czas umili, lecz nie bądź rozpustny, umocnij się w sakramencie. Nie bój się, że się pomylisz. Jeżeli naprawdę oddasz mi serce, to zobaczysz jak będę ci wierna i służyć ci z radością będę. A jeżeli masz siedzieć bezczynnie i zamiast wieść życie mnicha, nieszczęśliwy do marzeń o kobiecie wzdychać, to lepiej się ożeń. Bo może choć jej się przydasz. No nie mnie, tylko tej do której wzdychasz!

piątek, 27 marca 2015

Eech...młodość

Co będzie się dziś działo, Boże? Czy będzie lepiej, czy jeszcze gorzej? Szukałam pociechy, w męskości uczciwości. Znalazłam obojętność, namiastkę miłości. Bo młodzi mężczyźni nie dają miłości, są słabi, bezkarni, nie mają konsekwencji świadomości. Lub idą w zaparte mimo braku monopolu na prawdę. Wychowani w czasach wielkiej rewolucji sexualnej, dającej namiastkę wolności. Popychają się wzajemnie do różnych podłości. A gdzie w grę wchodzi ciało, tam człowiekowi jest wciąż mało. Popadają w konflikt z prawem, z samym sobą, w etyczne skrajności. Wiodąc życie podwójne, raz ascetyczne to znów bujne, mają myśli niespójne. Dziś ci mężczyźni młodzi są winni cierpień ludzkości. Mają młodość i urodę, uważają się za bogów. Tak, Bóg stworzył człowieka, a młody człowiek również z swoim boskim dziełem stworzenia, lub niszczenia nie zwleka. To go stawia na równi z Nim, jest leszy od niejednego starszego człowieka. Ale nie bądźmy na nich źli. Postępują źle i trudno się z tym pogodzić. Lecz się mylą tylko dopóki są młodzi. I mimo popełnionych w młodości błędów większość na ludzi wychodzi.

czwartek, 26 marca 2015

Odrzutek

Więzienie jest super. To tylko takie mieszkanie z kratami, bez planów na przyszłość, marzeń, za to z kwiatkiem w oknie i firankami. Potem wychodzisz kiedyś na wolność, marzysz o tym całymi miesiącami. Ale ten świat na ciebie nie czeka, ma cię za odrzutka, za nic. Jesteś jednak w środku. Przyjmujesz częste widzenia. No raczej są to słyszenia, lub pisanie z jakimiś przypadkowymi mężczyznami. Uświadamiam sobie wtedy, jak mało zabawne jest życie, jak nie mam siły walczyć o nie. Drugorzędną rolę grać trzeba zawsze i że tylko pokora i ciężka praca się sprawdzają w moim stanie. I nie wolno się przywiązywać zbytnio do życia, bo ono jest kruche i szybko gaśnie. Napiszę jeszcze o tym, bo przez najbliższe tygodnie moje życie jest od życia odłączone. Ale teraz moje zmęczenie i frustracja dają już o sobie znać, oczy mi się zamykają. Po wczorajszym duszy i serca przeciążeniu i dzisiejszych nerwach, tylko głowę przyłożę do poduszki i od razu zasnę.

?

Zbiję kogoś. Boję się, że nie wytrzymam. Tej niesprawiedliwości nie mogę znieść. Tej nierówności, w której od lat żyję. Wykorzystywania od lat przez Zbyszka, potem jego kumpli, teraz Niemcy, Helga. Nie wytrzymam tego ciężaru. Przygniótł mnie. Krzyczę, nie mam cierpliwości. Wszystko idzie źle. Dlaczego się na odwagę nie zdobyłam wcześniej i nie zabiłam się?

Śnieżnobiały ptak

Jestem na straconej pozycji, moja walka niczego nie zmieni. Jestem tylko pozostałym po czekoladce papierkiem, zjadłeś wnętrze i wyrzuciłeś resztę. Teraz próbujesz się za to, co zrobiłeś wybielić. Po co marnujesz kartki na dyskusję, przecież nikt nas nigdy razem nie widział, nikt się do Ciebie o to nie przyczepi. Ja jestem tylko w dowodzie numerkiem, zapomnianą cyfrą. O nas wiedział tylko mój spowiednik. Zawsze jednak w innym kościele się zwierzam, więc zawsze nie tylko za siebie, ale za nas oboje pokuty dźwigam. Walczę już tyle lat, lecz nie wywalczyłam nawet na swoją wolność nadziei. Choć pokazałam wielokrotnie, że mam swoją godność, to nie robiłam tego mądrze, ty zawsze, gdy czegoś chcesz, sprawiasz, żeby wszyscy to widzieli. Jesteś cwany, gdy się bronisz, gdy SWEJ-subiektywnej prawdy dowieść chcesz, piszesz, zwracasz się do innych Wszem i Wobec, by ci dopingowali, aplauzowali. Lecz gdy krzywdę mi wyrządziłeś, ukrywałeś wszystko, tak skrzętnie, żeby się kiedyś twoje kochanki lub koledzy nie czepiali. Jesteś teraz Bogiem, masz u stóp swych świat cały. Młody, ambitny, bez nałogów, bez dzieci, kobiety, bez przeszłości, niczym łza czysty, niczym kreda biały.  Zawsze miły, grzeczny, energiczny, nigdy nawet o aborcji nie myślałeś, bo i jak, skoro swoje kobiety przez lata virtualnie wykorzystywałeś, a gdy ich czas mijał, to je porzucałeś. Po co ja to wciąż wspominam, nie draśnie cię nawet moja krzywda. Będziesz dobrym obywatelem, nadal wielkim myślicielem, kobieciarzem-nie, po prostu zwykłym cwaniakiem i farciarzem. Będziesz pisał swoje wiersze, zgrabne, powabne i wyrafinowane, by w zawiłościach ukryć prawdę. Wiesz, ukrywając o sobie i mnie prawdę, szukając alternatywnych  zbyt długich tłumaczeń stałeś się zwykłym nudziarzem. Ale prawda kiedyś się pokaże, bo znając twoją prostotę, w końcu się zdradzisz, że miałeś starszą kochankę. Ale kiedyś i tak ktoś nad twym grobem zapłacze, gdy ja w nicość się obrócę, z tym jarzmem żyć wieki będę, że ci nigdy mojej samotności nie wybaczę.

Kariera Nikodema Dyzmy

Czy dostałeś się do swojego nieba, z dziewicami jako twoimi kochankami? Zrobiłeś to przecież za obietnicę takiego życia, wystrzeliłeś nas oboje w powietrze, a ja za sobą pociągnęłam swoją rodzinę. Tylko, że dla mnie nie ma tam żadnych darów, jestem w piekle, bo kocham mężczyznę, który mnie i moją przyszłość zabił. Coś, co zapoczątkowała przed setkami laty moja pramatka, zakończyłeś wraz ze mną, z moją śmiercią, w zamian za rajskie życie maharadży. Mnie, z której uczyniłeś swoją niewolnicą, sprzedałeś do innego haremu by mieć więcej siły na lepsze nimfy. Dziś nazywamy to karierą Nikodema Dyzmy. Ja byłam tylko pośrednikiem, trampoliną do większych doznań w ramionach bardziej rozpustnych kobiet. I porzuciłeś mnie, gdzieś na środku drogi, w momencie, gdy stałam się tylko podstarzałym dziwolągiem, obrzydliwą karykaturą, brzydkim kaczątkiem, bo dostrzegłeś swoją męskość i urodę. Uwierzyłeś w siebie, gdy ja już w siebie wierzyć nie mogę. Zmieniłeś styl i już nie pasuje do Ciebie kobieta starsza prawie o dekadę. Czy zapomniałeś? Nie, po prostu pamiętać nie chciałeś.

środa, 25 marca 2015

Odrętwienie

Nie wiem skąd ta pustka w mojej głowie. Zagnieździła się w niej i zdobi me wnętrze niczym dzwon dzwonnicę. Swoim pustym dźwiękiem zagłuszyła kobiece trajkotanie, radość, przejęła kontrolę nad śmiechem. Powagę wprowadziła, jak  przewlekły ból, który nie wzmaga się lecz męczy, frustruje i nie wydobywa krzyku, zbyt na to słaby, by przerwać ciszę, za to na tyle dokuczliwy, by odciąć się za każdą małą krzywdę. Cóż się stanie, gdy mnie nikt nie odwiedzi, gdy każdy zapomni o mnie. Zapewne zamienię się w kamień i będę tak trwać w odrętwieniu dopóki choć jeden człowiek myśli o mnie pozytywnie. Czy to litość każe Ci przychodzić do mnie? Brakuje mi Ciebie i twoich ramion, dłoni, twego głosu niskiego. Człowiecze, za czym tak gonisz?

Znajdź swoje miejsce w szeregu!

Umysł się rozwija długim nad książkami siedzeniem, możliwościami, perspektywami, panoramicznym widzeniem. Komórki się sumują, potem mnożą, gdy są młode, potem odejmują i dzielą, gdy brakuje im bodźców. W pewnym wieku zaczyna się starzenia proces. I nic nie poradzimy na biologię. Ale może nie jest to istotne. Biologia niech się nie wywyższa! Niech się nie rządzi, ani uważa za filozofię! Nie jest aż tak wielka i macierzyństwo, pragnienie rozmnażania niech wreszcie odsłoni mi słońce!

wtorek, 24 marca 2015

Gesty

Ten świat się dzieje. Tu i teraz. Niebo lub piekło, zdrada lub wierność, światłość lub ciemność. Masz jeszcze czas, wybieraj! Wybierasz prostą drogę, ja krętą. Nie widzimy siebie przez zamknięte oczy, nie czujemy przez upośledzone zmysły, nie smakujemy, pościmy by się oczyścić. Lecz dotykamy swoich marzeń, gładzimy piękne myśli. Czuję twą dłoń na mych włosach, wplatasz w nie palce, uspokajasz koszmarne sny. W ostatniej chwili przywracasz mi oddech, uderzeniem w piersi, gorącym, głębokim w me usta wydechem. Wyciągasz mnie z ramion śmierci, jednym gwałtownym szarpnięciem za rękę.

poniedziałek, 23 marca 2015

Więcej niż słowa

Zwyczajne słowa, kilkadziesiąt słów. Wydobyło się z mych drżących ust. Wyrażały strach i ból. Wystrzeliły je moje bandyckie kałasznikowy. Nie byłeś na nie gotowy. Zabiły twój entuzjazm i szczęście, lecz zrozum, one broniły się tylko przed twoim odejściem.

Co się ze mną dzieje?

Zrobić to jak najprędzej, gdy jesteś zły, schować się w szafie z kanapką z serem. Lub wyjść na zew., biec jak najprędzej, zostawić za sobą cierpienie i nędzę. Biec nocą, deszczową, lub mroźną, zimową. Odłączyć się od stada i przerwać te kłamstwa. Lub zamknąć się w beczce i nie chcieć nic więcej. Tylko chodząc po mieście rozpytywać, gdzie jesteś. Uczciwy człowiecze...

niedziela, 22 marca 2015

Chroniczny ból serca

Podobasz mi się, gdy przychodzisz do mnie we śnie. Zakładasz maskę, lecz poznaję Cię po zadartym nosie. Co ty w sobie masz, że nieobecność swoją z takim wdziękiem usprawiedliwiasz. Przychodzisz tylko na Tę ostatnią klasówkę i na 6-kę zaliczasz.Wiem, że wiesz, co masz powiedzieć, żeby trafić w me słabości. Dziś znów napisałeś list. Nie jestem pewna, czy o miłości. Chyba przyznam Ci znów rację, nie ma sensu wracać do tak odległej przeszłości. Ty odszedłeś przed dziewięcioma laty, jeszcze należysz do teraźniejszości. Jeszcze rok, dwa, będę Cię odbić próbować. Gdy mi się nie uda, zaliczę Cię do chronicznych dolegliwości. A wtedy o Tobie do końca życia nie zapomnę, lecz nikomu więcej nie opowiem, że istniałeś i, że mnie rzuciłeś dla kilku przelotnych miłości.

sobota, 21 marca 2015

Analiza

Wejdź do tego pokoju, usiądź wygodnie. Zaparzę ci herbaty, a ty opowiesz o sobie. O miłości i kobietach, o ich brutalnych facetach. Przepraszam, zmieniłam zdanie, jednak zadam ci pytanie: czemu bić się pozwoliłaś, bólu, cierpień nauczyłaś? Skąd się wzięła w tobie siła, by to robić, co robiłaś? Doświadczyłam świata końca, śmierci, grzechu od swego ojca. Przykrych rzeczy doświadczyłam, dziś nikt nie wierzy, że to znosiłam. Gdybyś wiedział, gdzie ja byłam? Piekła, śmierci, w końcu swego życia nienawidziłam. Czy się mam ja dzisiaj dobrze? Ależ skąd, wręcz odwrotnie. Ciągle wierzę, że to zrobię, że się poddam i że dna dotknę. Nie mam siły mówić do mnie, myśleć pozytywnie, nie robić nic sobie...

Gwiazdki


Trzy myśli, jak iskry wpadły do mej głowy. Zaiskrzyły i odtańczyły taniec godowy. Potem zmęczone opadły na płat mózgowy i wypaliły miłosne znaki, odcisnęły swej drogi ku miłości ślady. I umarły nieszczęsne, gdy błyszczały najpiękniej. Błyskotliwym odejściem utworzyły legendę, o miłości największej, najpierwszej, najszczerszej. Dziś szukasz jej, mój drogi, schodziłeś już za nią swoje nogi. Gdzie dotarłeś? Gdzie jesteś? Ja tu czekam na Ciebie. Nie w swym domu, w małym mieście, oddaję miłość dobrej kobiecie, której ty już pewnie nie chcesz. I znalazłam po drodze, nie swoje szczęście, czyjeś pieniądze. I co z nimi zrobię, nie należą przecież do mnie? Powiedz, co mam robić, wiesz przecież, że ufam Tobie. Lecz Cię nie ma, nie przychodzisz, swoją szczęśliwą ścieżką za pannami chodzisz. Ile kół już zatoczyłeś, czy się choć jednej oświadczyłeś? Och kochany, kiedy tak się pogubiłeś? Myślisz, ze jesteś szczęśliwy, bo za urodę i popularność kochany. Czy tylko ja widzę, że stoisz u piekła bramy?

sobota, 14 marca 2015

Nigdy nie będziesz sam

Jeszcze tylko ten jeden raz, a potem drugi, trzeci i następny i może nawet 44 razy spędzimy ze sobą czas. A potem, gdy on minie, zostanie tylko w ich pamięci twoja młoda dusza, w mojej piękna twarz. Choć przecież może być, że umrę pierwsza, wtedy ty zachowasz pamięć o nas. O mroźnych zimach, skutych lodem rzekach i odbitych na śniegu polarnego niedźwiedzia śladach. O rozgadanych porankach i milczących wieczorach, o tajemniczych nocnych eskapadach i przeżytych męskich przygodach. O polowaniu na wilka i niebezpiecznych lawinach. Zasypanych turystach, o niewysłuchanych pogodach. O przyczynach i skutkach brawurowych zachowań. I powiesz na koniec: wiesz synu, dojrzałeś, zmężniałeś. Szkoda, że twoja matka nie może zobaczyć na jakiego mężczyznę Cię wychowałem. Chodźmy na cmentarz, ona tam czeka, zapalimy znicz i odmówimy pacierz, a wtedy poczujemy, że nad nami czuwa i jak nas kocha. A potem obejmie Cię, jak syn ojca, a ja przestanę szlochać.

środa, 11 marca 2015

Nasz świat: ty i ja

Tkwisz już od dawna, w pierwszej zwrotce, w błogiej skorupce, spokoju otoczce. W swojej wiosce, siedzisz w oknie samotnie i patrzysz jak ma twarz od łez moknie. Odrywasz się od złych przeżyć, tragicznych wspomnień, przez chwilę marzysz też o mnie. Przez ten ułamek sekundy myślisz przytomnie, choć wciąż nie jesteś koło mnie. Potem od nowa dołączam do wieńca twych wspomnień, pogniecionych kartek, zagubionych kolczyków i nie odnalezionych żon, mężów, nie zrobionych dzieci, nie wyłożonej kawy i podstarzałej nie-szkolnej ławy. Z ciebie to jednak urodzony naukowiec, nie liczą się statystyki, nie odbyte randki, niepodpisane listy, błędnie imiona oznaczone. Nie liczysz wysłanych zdjęć, bez uśmiechów, bez lampy, w brudnej bluzie i poplamionych spodniach od dresu. Nie liczysz moich godzin, lat, lekkich win i ciężkich grzechów. A mimo to powstał świat, pełen cierpienia, łez i toczy się nawet, gdy ja jestem tu, a ty tam. I zapewne mi nie uwierzysz, ale nie kręci się tylko wokół nas.

piątek, 6 marca 2015

Bo marzenia są za darmo

Uczysz się. Szkoda, że moja rola ogranicza się do wykładanie Ci teorii o kobietach, a praktyczne zajęcia odrabiasz z innymi, młodymi dziewczynkami. Czyli spełniło się moje jedno życzenie, zawsze przecież marzyłam, żeby zostać nauczycielką. Tylko, że ja Cię kocham...

Elegia

Jak się zakończy ta historia, którą piszesz, lecz nie wyłącznie słowami? A może chcesz ją kontynuować, na jej skrzydłach poszybować, niczym sokół nad polskimi lasami.  Jak nierozsądny i niemądry bywasz czasami, gdy ja pragnę stabilizacji, ty stawiasz na incydenty, życiowe migawki. A może zróbmy to jednak z nami, zamieńmy się rolami. Ja będę od dziś spokojnie biegać lasami, szukać miłości, a w niej potwierdzenia własnej wartości, a ty będziesz samotną kobietą, z jej wszystkimi problemami. Chyba mnie samej bym nie oczarowała, bo swoje wady znam i ślubu ze sobą bym raczej nie chciała. No tak, jest jeszcze odwaga. Będziesz ją miał wciąż, gdy będę stara, chora i słaba? Więc widzisz, że choć ciężko się mi z tobą zgodzić, to rozumiem, kiedy człowiek młody i piękny odchodzi. Na mnie już starość przychodzi. Ze spuszczoną głową, powoli trzeba będzie się z samotnością pogodzić.

czwartek, 5 marca 2015

Nie żal się, góralu

Nie zamknę się w sobie, nie, po raz kolejny tego nie zrobię. Wystarczy odrobinę rozchwiać moje emocje, a ja już tracę głowę i nie wiem, co robię. Nieustabilizowane życie to krok od decyzji, by znowu zacząć picie. Miejsce, w którym żyję, przebywam, również abstynencji nie sprzyja. Ale po co walczyć i się oszukiwać, jestem przecież tylko swoim cieniem, w połowie martwa i w połowie żywa. Wiem już, wyżalę się Tobie, a potem znowu nic z tym nie zrobię. Lecz dostając w darze życie, mam za zadanie przesłać je dalej. Bo to, że tu jesteśmy, to nie nasza zasługa, a cieszyć się chwilą nie zawsze każdemu się udaje. No i jeszcze jedno zostaje: urodziłam się niewinna, czysta, z wiekiem coraz brudniejsza się staję. I choć bywam jeszcze ciągle infantylna, to równocześnie starsza i coraz bardziej winna. I im bardziej oczyszczasz mnie z cyber-grzechów, tym bardziej płonę w ogniu demonów. Nie możesz więc ode mnie aż tyle oczekiwać, że odkocham się w tobie, przez internet, ta przestrzeń dla mnie jest zbyt prawdziwa.

środa, 4 marca 2015

Rozterki serca

A może jeszcze zdążę, powiedzieć to wreszcie. Ale jakoś myśli się w słowa nie składają, choć wciąż wokół jednej krążę. Ma to z kimś z mojej przeszłości związek, z chłopakiem od koralików, śniegu i krawatów, takich męskich wstążek. Czy to ludzkie, pozwalać mu uśmiechać się do moich marzeń, wspomnień, a potem znów na jakiś czas zniknąć? Czy odwzajemniać każdą okazaną sympatię, czy to dobre? Może lepiej zaprzeczyć wszystkiemu, skłamać, jeśli się musi odejść. Ale po co się żegnać, jeśli nikt nie zamierza na zawsze odejść. Lepiej nie wiedzieć, co stanie się z nami, jeśli rzucisz mnie w virtualnym świecie. Nie sprawdzaj tego po raz drugi, proszę. Znamy już ten ból, jest realny. Pozostawił w naszych duszach ślady. Lecz wolę z nimi żyć i złamane serce kleić przy pomocy łez, niż być kłamcą i żyć z własnym sumieniem w niezgodzie.

wtorek, 3 marca 2015

A może to był listopad

Jeżeli wystarczy swobodnie zwisać z lampy, by zdobyć szczyt, to proszę, przyjdź do mnie, a ja pomogę Ci zejść na ziemię. Jeżeli do życia tylko młodość i estetyka zachęca Cię, to odkupię od starca jego najpiękniejszą duszy część i przeszczepię ją sobie, byś w chwilach trudnych w nią zagłębić mógł się i zobaczył, czym prawdziwe piękno jest. Jeżeli prawdziwa bliskość zaczyna dla Ciebie od kilku mm. się, gdy członki w innych zanurzają się, to gdy zgasisz światło, poczujesz na skórze moje marzenia, które swoją zmysłowością dotkną Cię. Spadające liście mogą być bardzo romantyczne.

poniedziałek, 2 marca 2015

Happy Ending?

Tak, kiedyś przyjdzie Ten dzień, choć nie wiesz kiedy, bo nie ma jeszcze daty, kiedy się to zdarzy. Może będzie zły lub dobry, może zjawi się nagle, ale życzę Ci, abyś zdążył przygotować na jego nadejście się. I choć jest jeszcze daleko dla Ciebie, to zapamiętajmy siebie takimi, jakimi teraz jesteśmy. Ty jesteś idealny, pod względem wyglądu, biologicznie jesteś Bogiem. Nie zaprzeczaj, wiem, że wiesz. Ja staram się dotrzymać ci kroku, lecz marnieję szybciej z każdym dniem. Łatwo się z tym nie godzę, ale życie nigdy nie rozpieszczało mnie, więc i w swoją starość wskoczę, jak w ciepłe bambosze, zapalę w kominku i napiszę do ciebie wiersz. A ty podeprzesz głowę na mym ramieniu i opowiesz o swojej żonie i dzieciach rzewną opowieść. Nie martw się, to przecież będzie nasz Happy End. Więc może odetnijmy głowę węża, zróbmy to teraz, zakończmy tę opowieść jednym cięciem, a wąż nie ukąsi ani mnie, ani ciebie. Chociaż niektórzy twierdzą, że będzie wtedy jeszcze gorzej, będzie więcej przelanej krwi, łez. Drastyczny koniec, przyniesie pragnienie rewanżu, zemstę. Co zrobić, gdy wiem, że nie zrozumiesz mnie. Ale ja rozumiem Ciebie: Ty nie roztrwaniasz swoich marzeń o rodzinie, chcesz się na razie cieszyć życiem. Lecz moje ostatnie sekundy płodności niedługo zmienią się w sen. Nie chcę w ten sposób odejść, nie chcę jeszcze poddać się. Dlaczego tak trudno umrzeć, gdy pożyłoby jeszcze się?

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...