poniedziałek, 30 czerwca 2014
Ty pieprz... sukin.ynu!
Dziś jesteś, dostrzegałam Cię, wczoraj byłeś zaślepiony. Teraz słyszę cichy szept, a wczoraj byłeś głuchy na moje wołania. Przykładam ucho to twojej głowy to do serca. Słyszę jego bicie, mimo, że jesteś zły. Błagałam, prosiłam, żebyś mi wczoraj pomógł, nie jutro, nie później, dziś-jest-za-późno, miałeś być wczoraj. Prosiłam o cud wczoraj. Byłam Ci prawie całe życie wierna. Modliłam się, o tak, ja się modlę za niego. Zanoszę modlitwy do Ciebie, a Ty masz je za nic. Masz mnie za nic. Ty pieprz...egoistyczny skurw...u! Cieszą Cię tylko nieszczęścia, dramaty, to jest twoje miłosierdzie?! Kiedy proszę o jeden cud, kiedy jestem zawsze pokorna wobec losu, ty odpłacasz mi samotnością. Potrzebowałam tylko, byś jednej prośby wysłuchał, bym miała kogoś do kochania, a ty mi Go zwyczajnie zabierasz. Wierzyłabym. Przysięgam, chciałam w Ciebie wierzyć. Ale teraz bądź ze sobą sam, bo ja dam sobie radę bez Boga.
niedziela, 29 czerwca 2014
Błaganie
Powiedz mi szczerze, to ważne, masz kogoś, dlatego nie przyjechałeś. Powiedz prawdę, jesteś z Agnieszką, twoją byłą dziewczyną z nieślubnym dzieckiem. Powiedz, że z nią zostaniesz już na zawsze. Przyznaj, że nie chciałeś nigdy, żeby to między nami tak daleko zaszło. Wyznaj w końcu, że nie mamy wspólnej przyszłości. Mów, że byłbyś zakończył naszą zależność już kilka lat temu, ale nie miałeś nic lepszego na oku (Agnieszka to też nie najlepsza partia dla Ciebie). Przyznaj, że byłeś za młody, żeby umieć przewidzieć skutki naszych spotkań, virtualnego seksu. Powiedz, że dopiero teraz rozumiesz, że nie byłeś wobec mnie uczciwy, choć chciałeś. Wyraź się w końcu jasno, że boisz się teraz, że rzeczywiście popełnię samobójstwo. Mów, że może nieumyślnie wpędziłeś mnie w aseksualizm i niechcący spowodowałeś moją bezpłodność. Powiedz, że nigdy się ze mną nie spotkasz, bo nie potrzebujesz kobiety-odmieńca. Powiedz, żebym już nie czekała, że mnie oszukiwałeś cały czas z Agnieszką, ale nie życzyłeś mi aż tak źle. Powiedz, zanim wyrządzisz mi jeszcze większą krzywdę, zanim nie będę mogła nawet nielegalnie spełnić swojego marzenia o posiadaniu dziecka. Wyznaj to, czego się bałeś przez tyle lat mi powiedzieć, dziś ostatnia szansa. Może zawsze chciałam wydać 3000 euro na in-vitro, może zawsze miałam taki kaprys. Nie będzie mi to przeszkadzało, tylko czekam na Ciebie, nie umiem zrobić tego bez twojej zgody, a czasu mam już niewiele, właściwie to już go wcale nie mam..i właściwie nie potrzebuję też twojego zakichanego pozwolenia.
sobota, 28 czerwca 2014
Nauki wyzwolone
Uczysz mnie, jak być bardziej swobodną i nowoczesną. Mierzysz wielkości, podajesz cyfry, cenę i dokładną datę zgonu potencjalnego telefonu, lecz nie mówisz jak zadzwonić do przyjaciółki/ciela, którą/ego tylko kilka razy spotkałeś. Ile wynosi waga mojej duszy i jaka jest jej cena. Naucz mnie wstydu, powiedz czym jest. Zrób mi wykład z wierności, cierpliwości. Powiedz jak mam się wziąć w garść, czy polega to na zwinięciu się w kłębek i leżeniu na własnej dłoni? Znasz Krk jak własną kieszeń. Umiesz wymienić jego ulice i dotrzeć do nich, określić cel podróży do niego. To wytłumacz czym jest odwaga, zauroczenie, fascynacja, przyjaźń. Mówisz kiedy dokładnie się zakochasz. Chcę wiedzieć, co to jest miłość, a ty mówisz za ile mnie pokochasz.
Moja walka
Kiełkuje we mnie nadzieja. Właściwie, to już niedługo nie będę jej w stanie ukryć pod szeroką bluzą i spodniami dresowymi, pod poważną miną i smutnym wyrazem twarzy. Nadzieja na radość powrotu na stałe do Ojczyzny. To jest nasze wspólne dziecko, które powołaliśmy do życia przesiadując razem godzinami na gg. A może wykorzystywałam Cię niecnie każdej nocy, gdy spałeś i marzyłeś. Potem pisałeś piękne historie z erosem w tle. Teraz owoc naszego grzechu domaga się wyjścia na świat. Nasze dziecko nie czeka tu żadna przyszłość, tylko powrót do ojczyzny moich przodków może zapewnić mu szczęśliwe i godne życie. Nie potrafię nic innego poza prowadzeniem kiosku. Ale zanim to nastąpi, muszę stoczyć może ostatnią już walkę: dziś żyć i umrzeć muszę.
piątek, 27 czerwca 2014
Żona informatyka
Czy rozpoznasz moją twarz, gdy spotkam Cię w niebie? Czy będziesz czuł to co ja? Czy opowiesz mi o tęsknocie i smutku? Czy opowiesz mi swoje życie, które spędziłeś beze mnie? Ale ty żyjesz tam, za górami i będziesz żyć długo, a ja umieram już teraz, żyjąc na krawędzi. Tu gdzie jestem wszyscy są przegrani. Starzeję się, nikt nie zatrzyma czasu, on ucieka, taka jego rola. Moją jest czekanie na śmierć, żyjąc bez ciebie. Lecz nawet, gdyby przyszło mi umrzeć, czekałabym na Ciebie również w zaświatach. Musisz być silny i ja muszę się wziąć w garść, a wszystko kiedyś, może za wiele dziesiątek lat, się spełni.
czwartek, 26 czerwca 2014
Zagryziona przez sforę rozwścieczonych psów
Ciesz się nowymi podbojami póki możesz, bo dzięki nim i rozpustnemu życiu niedługo umrzesz z głodu. Ty, twoi koledzy i te wasze suczki...
Proszę, żyj swoim życiem i daj mi żyć
Tylko nie to, znowu łzy. Myśli, te znane. Tak, dotrzymałam słowa i jestem wierna, jemu. Ty mi wtedy mówiłeś: zdradziłaś mnie! Poczułeś się zraniony, więc nie chciałam dla ciebie tego bólu. Wytrzymałam wszystkie burze, twoje zdrady, o których pisałeś na blogach. Czy może dla ciebie , to nie były zdrady?
Przecież nie byliśmy nigdy parą, nie mieszkamy w jednym mieście, nie spotykamy się. Nie jesteś głupi, żeby się angażować w związek bez przyszłości. A ja, czy ja się liczę. Mnie w swoich planach nie uwzględniłeś, w planach bycia szczęśliwym człowiekiem, męskim kochankiem, bohaterskim ojcem, synem. Tak, bo jesteś stworzony do roli bohatera, herosa, niczym Herkules. Na słabość, litość jest limit, ja go przekroczyłam. Problem z głowy. Było miło, poczuć ten podziw i oddanie w moich oczach, ale życie pędzi do przodu, czeka jeszcze tyle nagród, dziewcząt, kobiet, może też chłopców. Nie szukasz Matki Teresy, tych miejsce jest w Kalkucie, jedź do niej, myślisz, przydasz im się. A mnie zostaw Monaco, Ibizę, drinki z palemką i upojne noce w hotelu i zabawy do białego rana z przygodnie poznanymi laskami. Podobałeś mi się bardzo. Nie znałam za dobrze takich facetów. Chciałam, żebyś mnie nauczył życia, miłości, nawet, jeśli miałabym być rzucona (miałam do końca nadzieję, że mnie jednak nie rzucisz). Widziałam, że jesteś przystojny i czerpiesz przyjemność z życia, seksu. Nie znaczy, że się nie angażujesz. Tak myślałam wtedy, liczyłam. Przeliczyłam się? Chciałam usłyszeć jak przeżywałeś swoje pierwsze fascynacje, poczuć to co one czuły. Być jedną z nich...i umrzeć. A żyję. Smutne, to, że przekonuję się znowu, że mężczyźni potrafią kochać, ale tylko szczyty górskie. Życie bez adrenaliny, z problemami, typu, choroba, starość, dzieci, omijacie szerokim łukiem, choćbyście mieli je wieźć u boku Claudii Schiffer.
Przecież nie byliśmy nigdy parą, nie mieszkamy w jednym mieście, nie spotykamy się. Nie jesteś głupi, żeby się angażować w związek bez przyszłości. A ja, czy ja się liczę. Mnie w swoich planach nie uwzględniłeś, w planach bycia szczęśliwym człowiekiem, męskim kochankiem, bohaterskim ojcem, synem. Tak, bo jesteś stworzony do roli bohatera, herosa, niczym Herkules. Na słabość, litość jest limit, ja go przekroczyłam. Problem z głowy. Było miło, poczuć ten podziw i oddanie w moich oczach, ale życie pędzi do przodu, czeka jeszcze tyle nagród, dziewcząt, kobiet, może też chłopców. Nie szukasz Matki Teresy, tych miejsce jest w Kalkucie, jedź do niej, myślisz, przydasz im się. A mnie zostaw Monaco, Ibizę, drinki z palemką i upojne noce w hotelu i zabawy do białego rana z przygodnie poznanymi laskami. Podobałeś mi się bardzo. Nie znałam za dobrze takich facetów. Chciałam, żebyś mnie nauczył życia, miłości, nawet, jeśli miałabym być rzucona (miałam do końca nadzieję, że mnie jednak nie rzucisz). Widziałam, że jesteś przystojny i czerpiesz przyjemność z życia, seksu. Nie znaczy, że się nie angażujesz. Tak myślałam wtedy, liczyłam. Przeliczyłam się? Chciałam usłyszeć jak przeżywałeś swoje pierwsze fascynacje, poczuć to co one czuły. Być jedną z nich...i umrzeć. A żyję. Smutne, to, że przekonuję się znowu, że mężczyźni potrafią kochać, ale tylko szczyty górskie. Życie bez adrenaliny, z problemami, typu, choroba, starość, dzieci, omijacie szerokim łukiem, choćbyście mieli je wieźć u boku Claudii Schiffer.
Przepppraszam
Pracowałam wtedy w szpitalu pediatrycznym, w którym w owym czasie panowała jakaś epidemia rota-virusa. Nieoczekiwanie napisała do mnie nastoletnia kuzynka, która bardzo była wciągnięta już w świat seksu (zresztą niedługo później wpadła w wieku 17-tu lat), a ja jej imponowałam ze względu na "doświadczenie". No więc, kiedy napisała mi sms-a, że przyjechała do Kraka i chce się wybrać na rynek, nie umiałam odmówić. Jednak czułam się tego dnia niespecjalnie. Mama zrobiła gofry ze śmietaną, więc wciągnęłam kilka i już miałam dalej lecieć na autobus, gdy zrobiło mi się niedobrze. Przeczyściło mnie solidnie, ale nie było czasu już na myślenie. Pobiegłam na autobus. Było mi dziwnie niedobrze. Przesiadłam się w tramwaj. Umm, coś mi tej śliny się za dużo zbiera...kiedy ten przystanek? Pot i drżenie całego ciała...potem powolny ruch w brzuchu kierujący się do przełyku. Wstaję, chyba ten tramwaj jedzie całą godzinę ten jeden przystanek. Powoli toczę się do drzwi wyjściowych koło motorniczego. Jeszcze parę metrów iii......plask. Cała zawartość żołądka wylądowała na drzwiach i mojej kurtce. Spojrzałam tylko w stronę motorniczego i pasażerów, a następnie płaczliwym tonem wyszeptałam: Przepraszam. Na przystanku była dalsza część zwrotów. Jak do domu dotarłam nie wiem, ale potem chora byłam przez 1 tydzień.
Czemu się znów to przypomniało, chyba jest mi znowu niedobrze, tak jak wtedy, tylko żaden virus mnie nie zaatakował, coś o wiele groźniejszego...lukrowane wspomnienia faceta, w którym jestem od lat zabujana...tęsknię dziś za tamtą grypą żołądkową...
Czemu się znów to przypomniało, chyba jest mi znowu niedobrze, tak jak wtedy, tylko żaden virus mnie nie zaatakował, coś o wiele groźniejszego...lukrowane wspomnienia faceta, w którym jestem od lat zabujana...tęsknię dziś za tamtą grypą żołądkową...
środa, 25 czerwca 2014
Emocjonalna katastrofa
Moje życie to emocjonalna katastrofa. Przestałam odróżniać dobro od zła. Moja radość jest kaleka, pisanie kulawe, mądrość głucha na rady innych, a miłość ślepa. Kiedyś szczęśliwa i energiczna, dziś spokojna niczym robak. Już kilka lat nie umawiam się z ludźmi. Przestraszyłam się życia, mężczyzn. Ale kiedyś miałam jeszcze, poza pracą, zainteresowania : śledzenie blogowych historii erotycznych i czekanie na mojego księcia. On był dokładnie taki, jak ze snów, był moim marzeniem, wyzwoleniem od ciężkich wspomnień o trudnej młodości. Gdy się pojawiał, zaczynałam wreszcie czuć miłość, albo to była tylko adrenalina. Ale ciszyłam się, ze jeszcze cokolwiek czuję. Coś się stało, bo przychodził coraz rzadziej. Zaczęłam się zmieniać. Nie mogłam mieć miłości, ale mogłam pieniądze. Postanowiłam je mieć. Dziś też przychodzi, spogląda i nie widzi już tej samej osoby, więc przechodzi do rzeczy lub odchodzi. Jest za szybki, a raczej ja za wolna. Jeszcze nie będąc za drzwiami, kiedy zaledwie zdąży przekroczyć próg, z moim ciałem zaczyna się dziać coś niewyobrażalnego, zaczyna mnie ogarniać piekło rozpaczy. A kiedy popłynie dość dużo łez, zaczynam przybierać znów moją pozę niewrażliwości, którą odznacza się świerszcz. Ćwiczę już od lat, jestem naprawdę w tym dobra, będę jeszcze lepsza. Jest tylko kwestią czasu, kiedy zamienię się w owada.
wtorek, 24 czerwca 2014
Przeprosiny
Chciałabym przeprosić. Choć słowa zawsze będą tylko słabym dowodem mojej skruchy, chcę, żebyś je przyjął. PRZEPRASZAM CIĘ, niech dotrze mój krzyk do Ciebie, który jesteś 1500 km ode mnie. Przepraszam, że nazwałam Cię "żoną, kobietą i babą"i, że mówię te wszystkie niepotrzebne rzeczy. Może przy odrobinie szczęście dotrze do Ciebie mój krzyk, może jakiś ptak zaniesie posłanie ode mnie. Usłyszałeś już? Nie, no to jeszcze raz, z całej siły: PRZEPRASZAM CIĘ ZBYSZEK.
Mężowie i żony
Była u mnie twoja żona. Niechcący powiedziałam, o romansie z żonatymi. Nie bardzo miała pojęcie o czym mówię, myślała, że teraz to robię, może ty ją nawet oszukujesz. A ja miałam na myśli moje przeżycia sprzed 8-śmiu lat, kiedy będąc w Irlandii po pijanemu żonaci faceci (bo tylko tacy jeżdżą do Anglii, żony zostawiając w domach) wykorzystywali mnie seksualnie. Nie byłam świadoma, tego co się dzieje, zamraczali mnie najpierw alkoholem prawie do nieprzytomności. Nie trwało to długo, raczej każdy chciał tylko spróbować, to były tylko incydenty. Ja byłam książkowym przykładem kobiety po aborcji: 40 % ma wielu partnerów seksualnych. Nie wiedziałam o tym. Podświadomie czułam, ze muszę z tym skończyć i skończyłam. Nie wiedziałam, że mężczyźni potrafią być tak bezwzględni i źli. Dziś, opiekując się starą kobietą, ofiarą gwałtów w czasie wojny, kiedy to mężczyznom, ci byli "ruskimi", wszystko uchodziło płazem, rozumiem co mi się przytrafiło. Ona przepracowała już swój ból, ja ciągle nad tym pracuję. Ale wracając do historii: po kilku latach, pracując w szpitalu, opowiedziałam młodszym koleżankom, młodym mężatkom, z rejestracji o tym zajściu. Nie zauważyłam, kiedy zrobił się w pokoju tłok, no i zyskałam nienawiść kobiet. Miałam potem w tym gnieździe żmij naprawdę przerąbane. Wszystkie widziały we mnie zagrożenie. Widocznie w końcu przyszedł rachunek za tamto wydarzenie. Nie było w końcu wyjścia, tak bardzo mnie szykanowały, że musiałam się zwolnić. Minęło 8 lat od czasu, kiedy to się zdarzyło, żyję niczym mniszka w całkowitej ascezie i abstynencji, ale ciągle odczuwam skutki tego, co mnie wtedy spotkało. Wczoraj znów ktoś mnie molestował i wyzywał. Czy to twoja koleżanka, dziewczyna? A może znów ty z kolegami. Przez te lata starałam się zrozumieć, co kierowało tymi mężczyznami i kobietami, żonami i mężami. I myślę, że wiem. Pierwsi ukarali mnie za dokonanie aborcji (niepotrzebnie im powiedziałam), drugie i ci ostatni karały i karzą mnie za "niemoralność", znalazły/li kozła ofiarnego, przyczynę problemów w domu. A wszystkimi kierowała psychologia grupy, gdyby ich zapytać, czemu to zrobili, żadne nie byłoby w stanie udzielić sensownej odpowiedzi. Tak, tłum to zwierzę.
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Obudź mnie, gdy skończy się październik
Zima i wiosna, tak szybko minęły, a niewinność nie może trwać wiecznie. Obudź mnie, gdy minie październik.
Byłeś dla mnie alfą i omegą, początkiem i końcem. Początek był piękny i radosny, wypełniony zabawnymi minkami, wścibskimi włosami wpadającymi nam w pół słowa, pięknymi metaforami przypadkowych spotkań naszych na konkursach recytatorskich i tych nieprzypadkowych też. Czułymi epitetami wypowiedzianymi nieumyślnie, gdy staliśmy pod drewnianym stropem ozdobionego wiechą dachu. Objęciem wpół na przystanku pod sklepem i przepuszczonymi autobusami do domu, w zamian za ostatni długi pocałunek na do widzenia. I jeszcze tym ostatnim spojrzeniem pełnym rozdzierającego serce smutku, łzami płynącymi po policzku, gdy sprzed oczu znika piękny krajobraz. Teraz jesteśmy rozdartym na pół istnieniem, którego część jest pogrążona we śnie o niewinności, a część brodzi w szarej rzeczywistości. Jesteśmy czekaniem. Podwójnym czekaniem: na koniec lipca i koniec października.
Byłeś dla mnie alfą i omegą, początkiem i końcem. Początek był piękny i radosny, wypełniony zabawnymi minkami, wścibskimi włosami wpadającymi nam w pół słowa, pięknymi metaforami przypadkowych spotkań naszych na konkursach recytatorskich i tych nieprzypadkowych też. Czułymi epitetami wypowiedzianymi nieumyślnie, gdy staliśmy pod drewnianym stropem ozdobionego wiechą dachu. Objęciem wpół na przystanku pod sklepem i przepuszczonymi autobusami do domu, w zamian za ostatni długi pocałunek na do widzenia. I jeszcze tym ostatnim spojrzeniem pełnym rozdzierającego serce smutku, łzami płynącymi po policzku, gdy sprzed oczu znika piękny krajobraz. Teraz jesteśmy rozdartym na pół istnieniem, którego część jest pogrążona we śnie o niewinności, a część brodzi w szarej rzeczywistości. Jesteśmy czekaniem. Podwójnym czekaniem: na koniec lipca i koniec października.
niedziela, 22 czerwca 2014
Biały kruk
Był sobie młody biały kruk. Mieszkał wraz z innym białymi krukami we wsi, której nazwy nie mogę podać, gdyż miejsce przebywania tych cudownych ptaków jest objęte tajemnicą. Kiedyś młody kruk, wiedziony brawurą i wbrew zakazom udał się do wielkiego miasta. Ponieważ nie był jeszcze dość dobrze opierzony, był przez miejscowych brany za gołębia. Pewnego razu, przechadzając się w tłumie pijanych wróbli, zobaczył pospolitą gołębicę. Ponieważ gołębica miała już nieźle w czubie, pomyślała, że w tym gołębiu mogłaby się zakochać. Biały kruk również ją dostrzegł i zachwycił się. Wiedział, że ona mu złamie serce, bo gołębie należą do bardzo niewiernych. Gołębica widząc go pomyślała, że jak na gołębia to nosi głowę dość wysoko. Postanowiła go przetestować. Przywołała skinieniem piórka. Ten zgrabnie ominął przeszkody, a nie rozbił sobie o nie głowy jak inne. Wtedy gołębicy serce mocniej zatrzepotało i również zakochała się w nim. Wyznali sobie miłość, i żyliby pewnie długo i szczęśliwie. Na koniec kruk wyznał, że nie jest gołębiem i że nie mieszka tu, lecz w tajemniczym zakątku białych kruków. Lecz obiecał się jeszcze spotkać. Gołębica nie wierzyła, że on po wspólnie spędzonej nocy, jeszcze będzie chciał mieć z nią kontakt. Znała tylko niewierne gołębie, które po jednej nocy odlatywały do innych. Nie wiedziała jak ma postępować, czy stać się mniej pospolitą i wierną? Płakała i rozpaczała. Chciała się dla niego zmienić. Koleżanka, widząc ją w takim stanie postanowiła jej pomóc i zabrała na imprezę. Pomyślała, że to będzie proste, na pewno będę tylko głupie gołębie, które szybko rozgryzie i nie ulegnie, a raczej będzie się całą imprezę nudzić. Jak zwykle się upiła. Alkohol wyzwolił w niej emocje, przypomniał się poznany niedawno kochanek, który złamał serce i była smutna. Był wśród biesiadujących inny ptak, czarny kruk, który widząc zrozpaczoną gołąbkę, pocieszał i przytulał. Pomyliła się gołębica, że będą tylko głupki, które się upiją i pójdą spać, a ją zostawią w spokoju. Ten był bardzo doświadczony, usłyszał jej historię, i postanowił wykorzystać swoje krucze geny, inteligencję i dość duże podobieństwo do tamtego. No i gołębica złamała dane sobie słowo, że będzie już tylko tamtemu wierną. A kruk wrócił. Odnalazł i zaprosił do siebie. Gołębicą targały wyrzuty sumienia ale pojechała. Szczerze wyznała prawdę. Wtedy wszystkie białe kruki otoczyły ją i zapadła głęboka cisza, mówiąca, ze gołębica musi albo sama odejść, albo one ją wyrzucą. Kiedy gołębica zrozumiała czego one od niej chcą, odfrunęła do innych krajów. Zabrała w sercu obraz białego kruka, który był tak piękny, dobry, wyjątkowy i zarazem inny od innych, że uwierzyła, że to był tylko piękny sen, urojenie na skutek wypitego alkoholu. Uciekała jak najdalej od życia, alkohol wiódł ją po bezdrożach niewierności, aż zawędrowała tak daleko, że nie miała już dokąd uciekać. I wtedy zawróciła. Postanowiła odszukać rodzinę, dom, białego kruka. Po wielu latach on ją odnalazł. Był inny, nie był już taki ufny i otwarty. Był mężczyzną wiedział, kim jest, że głowę należy zawsze trzymać wysoko i kierować się rozsądkiem, nigdy emocjami. Szczególnie nie ufał tej gołębicy sprzed lat.Wiedział, kto będzie jego żoną: czekała na jego oświadczyny. Była tak jak on białym krukiem i mieszkała w wiosce obok. Ale kruk miał też serce i był dość sentymentalny. Zupełne przeciwieństwo gołębi płci męskiej. Zaglądał od czasu do czasu przez okno, do gołębicy lecz nie wchodził. Widział jak gołębica posiwiała, była starsza od niego. Trzymała się dość nieźle, ciągle czekała, że jej biały kruk do niej wróci, pragnęła wybaczenia. Pracowała w ciężkich warunkach i jak przystało na zwykłego ptaka, w pospolitym miejscu. Kiedyś jednak, gdy przyleciał, by jak zwykle zaglądnąć przez szybkę, jej tam nie było. Okazało się, że odleciała. Nie doczekała się jego powrotu, ani wybaczenia. Postanowiła je sama znaleźć, ofiarowując swoje życie starym ptakom, towarzysząc im w ich ostatnich godzinach życia, ale w sercu wciąż nosi obraz tego białego kruka o pięknych czarnych oczach, o którym nigdy marzyć nie przestała.
piątek, 20 czerwca 2014
Nigdy tego nie robiłam
Właśnie przeczytałam o skutkach aborcji: choroby psychiczne, bezpłodność, możliwość urodzenia kalekiego dziecka, ciąży pozamacicznej, poronienia szczególnie wysoka u osób, które dokonały jej przy pierwszym dziecku. Ty wiedziałeś, dlatego przez tyle lat nie chciałeś się spotkać, nie chciałeś mnie, tak zwyczajnie nie chciałeś i nie chcesz. A ja dryfowałam w chmurze feromonów przez tyle lat. Nie mam ci za złe. Ja bym siebie też nie chciała. Boże jak to boli, kurwa. Samobójstwo jest jedynym dla mnie wyjściem. Nie mam po co żyć. Żegnam życie, które dzięki niewiedzy dało mi trochę czasu. Pokochałam człowieka bez wzajemności. Nie było to wszystko prawdziwe, było tylko grą z jego strony. Będę się już żegnać, chcę umrzeć bez łez innych. Po prostu odejść. Nikt nie wie, że chcę. To dobrze. Jak wrócę do Polski. Trzeba się będzie z wszystkimi pożegnać. Żegnajcie.
Nie-wstyd, prawie...
Tak często słyszeliśmy w dzieciństwie słowa wykrzyczane w szkole lub w domu: nie wstyd Ci? Chłopcy pewnie częściej, ale dziewczynkom też się obrywało. Z mniej lub bardziej błahych powodów dostawało się burę i karę. Najczęściej za tzw. nieposłuszeństwo. Nieposłuszeństwo to bardzo trudne słowo, bo oznacza całkowite posłuszeństwo, bez jakichkolwiek taryf ulgowych, bo przecież nie można być trochę posłusznym i trochę nie. Oczywiście prowadziło to do wielu nadużyć, bo jak można małym dzieciom kazać np. siedzieć bez ruchu 45 min. w klasie i się koncentrować na zagadnieniach matematycznych, kiedy za oknem słońce woła i wiatr i drzewa szumią stare legendy. Niestety za czasów mojego dzieciństwa stosowało się jeszcze kary cielesne typu uderzanie wskaźnikiem w otwartą dłoń, targanie za uszy i inn. Ja bardzo rzadko dostawałam w podstawówce tego typu kary, byłam inteligentnym dzieckiem, więc zawsze nadążałam za tokiem myślenia nauczycielki. Poza tym wychowywana na ogół przez mamę miałam szacunek dla kobiet. Lecz traciłam go, gdy musiałam patrzeć na cierpienie moich kolegów czy koleżanek z klasy. Dzięki Bogu przenieśliśmy się do Nowej Huty, gdy szłam do klasy 4-tej. Tam nie stosowano już tych metod. Pamiętam, ze na początku miałam problemy z rówieśnikami, z powodu mojego "posłuszeństwa", tamta szkoła rządziła się zupełnie innymi prawami. Ale, kiedy zrzuciłam jego jarzmo, poczułam się swobodniej. Może nawet zbyt swobodnie...Ale to dopiero dużo później.
Dziś chyba cierpię z powodu tamtych błędów wychowawczych. Z jednej strony mam ogromną potrzebę akceptacji, żeby zadowolić innych, z drugiej wydaje mi się to niemodne, przestarzałe. A może tamta wiejska szkoła wcale nie była taka zła, tylko ja się zmieniłam. Może dyscyplina jest istotnym w życiu elementem. W każdym razie myślę, ja jej potrzebuję, zbyt długo żyję sfrustrowana.
Dziś chyba cierpię z powodu tamtych błędów wychowawczych. Z jednej strony mam ogromną potrzebę akceptacji, żeby zadowolić innych, z drugiej wydaje mi się to niemodne, przestarzałe. A może tamta wiejska szkoła wcale nie była taka zła, tylko ja się zmieniłam. Może dyscyplina jest istotnym w życiu elementem. W każdym razie myślę, ja jej potrzebuję, zbyt długo żyję sfrustrowana.
czwartek, 19 czerwca 2014
Ja Cie kocham, ale troszkę...
...jak kogucik swą kokoszkę. Bo kogucik swą kokoszkę kocha zawsze tylko troszkę. Może lepiej by było mi w roli kokoszki, ale takiego wierszyka nie znam.
środa, 18 czerwca 2014
Materia i forma
Słowo adopcja pojawiło się u mnie po raz pierwszy na studiach, gdy, jak już wspominałam, w kościele Dominikanów znalazłam broszurkę o duchowej adopcji dziecka poczętego. O dzieciach trochę wiem ze studiów, gdyż kończyłam Uniwersytet Pedagogiczny, miałam praktyki w szkołach. Wiem, że one nie są zabawką. Mają swoje potrzeby, problemy. Trochę wiem, o tych problemach, choć nie z własnego domu, gdzie czułam się bardzo kochana. Tata często wyjeżdżał do pracy za granicą, ale kiedy już był, nosił na barana, zabierał na wycieczki: latem nad Rabę, gdzie uczył nas pływać, pokonywać lęki i bariery, które często istnieją tylko w naszych głowach., a zimą: no cóż, wtedy się czytało książki. Nie powiem, że byliśmy zawsze grzeczni, ale raczej z tzw. dobrej rodziny. Choć tego taty, tak często brakowało...Za to zawsze była mama, kochana, ciepła, troskliwa i smutna...Było jej ciężko, dziś ją rozumiem. Wiele lat tata jeździł za granicę i nieobecny był całymi miesiącami, a wracał czasem tylko na kilka tygodni. Dziś mamę rozumiem, ja jestem też bardzo często sama ze swoimi problemami, mężczyzna nie jest żadną receptą na szczęście, wiem to od dziecka. Choć my kobiety bardzo was szanujemy i często lubimy, kształtujemy życie tak, jakbyście byli częścią naszego życia i mieli nią być zawsze, nawet gdy was nie ma. Czasem ta nieobecność jest tylko incydentalna, jak np. pójście do pracy, czasem jednak jest ona faktem. Co wtedy? A wtedy należy ukształtować swoje życie bez mężczyzny, o ile to jeszcze jest możliwe, stworzyć świat, gdzie Bóg jest kobietą. Ale też nigdy się nie zamykać na rzeczy nowe i piękne. Myślę, że nie mogłabym adoptować dziecka. Nie sama. Sama nie stworzę rodziny. Musi być przynajmniej 2+1, nie inaczej. Inaczej nie uratuję ani dziecka, ani swojej duszy.
wtorek, 17 czerwca 2014
Trzeba wiedzieć, kiedyś przegranym
Przegrywam już od dłuższego czasu. Bitwa za bitwą. Były walki o obronę mojej godności, cnoty. Wygrywałam do 28 roku życia. Wszystko szło we właściwym kierunku, nawet zaadoptowałam duchowo dziecko poczęte, w kościele Dominikanów na Stolarskiej. Chyba w ostatnim miesiącu przestałam się modlić. Więc 8-mio miesięczne dziecię musiałoby się urodzić, tak jak ja, 1 miesiąc przed czasem. Proza życia. Jeszcze mniej poezji było w późniejszych moich życiowych bojach. Och, świnie, inaczej o was nie umiem myśleć. Wykorzystać pijaną, a potem się kazać.... Dzień w dzień żałuję tego czynu, którego dokonałam pod silną presją. Próbowałam zapomnieć o tym już po kilku miesiącach. Wyjazd do Irlandii zorganizował mi i siostrze ojciec. Szkoda, że nie zorganizował pracy. Ale praca nas sama znalazła, przynajmniej mnie. No więc 2-3 msc. po tamtym zaczęto mnie seksualnie wykorzystywać. Wróciłam. Nie było podniesionego czoła. Ale już nie było też tej samej mnie. Kiedy przyjechałeś wtedy do mnie, nie mogłam uwierzyć, we własne szczęście. Siedzieliśmy w samochodzie. Mówiłeś tak spokojnie, gładziłeś po włosach. Lecz kiedy zaczęliśmy się dotykać poczułam przeszywający ból w podbrzuszu. Chwila radości nie trwała długo. Potem byłam u ginekologa, jakiś stan zapalny, wyrzuty ginekolog. Czemu tam powróciłam właśnie dziś, po 8-miu latach? Być może moje rany są nie tylko w głowie, może są też na ciele. Może nie wystarczy kogoś kochać i wybierać wierność, może już nie ma to znaczenia. Może nie będę mieć nigdy dzieci, a przeze mnie także ten kogo kocham. Przecież każdy chce, prędzej czy później, mieć własne, ty też zechcesz. Więc jak mogę ci obiecywać, że będę walczyć o nas, jeśli już może całą wojnę przegrałam. Jeszcze ostatnia nadzieja w zrobieniu dokładnych badań wykluczających, bądź stwierdzających niepłodność. Ale wiele jej nie mam, bo Pan Bóg wybacza zawsze, ludzie czasami, ale natura nigdy. Zostanie wtedy tylko adopcja, ale bez ciebie, ty będziesz musiał walczyć o siebie, jeszcze jesteś bardzo młody. Mam nadzieję, ze mnie kiedyś zrozumiesz.
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Speed
Co słychać dziś u Ciebie Keanu Revese'ie? Nadal ścigasz się z czasem by uratować świat od zagłady? Który to już raz i czy wiele ich jest jeszcze do uratowania, tych światów? Podobno kosmos składa się miliona galaktyk, a galaktyki z miliona planet ze słońcem i księżycami. Pomyśl logicznie, jeśli byś przez całe życie tylko to miał robić, to i tak nie uda ci się uratować więcej niż zaledwie kilku ziarenek piasku. Sto lat temu, kiedy jeszcze się ludziom nawet nie śniło o internecie, kiedy najszybszym środkiem komunikacji była gazeta, z której np. o trzęsieniu ziemi w Chinach, dowiedzielibyśmy się kilka miesięcy po fakcie, byłoby się nam chyba łatwiej dogadać. Może trwałoby to dłużej, ale przy odrobinie dobrych chęci z obu stron, miałoby to szanse. Wtedy ludzie byli bardziej realni. A tak, wysyłane od Ciebie do mnie i ode mnie do Ciebie wiadomości są błyskawiczne, szybują w powietrzu, lub przelatują nad naszymi głowami, niczym samoloty płynące po niebie kilka tys. km. ponad nami, ale do nas dociera odgłos silnika, kiedy samolot jest już poza zasięgiem wzroku. I słyszymy tylko dźwięk własnych myśli w głowie "i tak jesteś za wysoko, bym mógł/mogła cię dotknąć". Może gdybyś był Sandrą Bullock, która też ratowała świat, moglibyśmy się łatwiej porozumieć. Wiesz, nawet mi ją trochę przypominasz...Chyba powinnam być les, bo kobiety jest łatwiej kochać. Ale jest jeszcze jedno wyjście i chyba właśnie coś zrozumiałam. Mam dwa wyjścia: albo to, albo wyłączyć wtyczkę...
niedziela, 15 czerwca 2014
Wybaczenie
Myśli. One są moimi przyjaciółmi. Jednymi z nielicznych, którzy mnie nie odepchnęli, nie zostawili w potrzebie. Smutek i żal. Rodzice mnie wysłali na wygnanie, kazali ratować się przed nędzą i wizją śmierci, gdy chłopak, którego kochałam, zaczął się mną nudzić. Najpierw sam się ostatni raz zabawił (wysłał nawet po tylu latach swoją fotkę, już to powinno mnie zastanowić!?) potem dał mnie swoim kolegom, na koniec samce omega mogły się mną zabawiać: nogi, oczy, usta, piersi, sutki, tyłek łącznie z wszystkimi dziurami w nim...wszystko zostało rozdzielone pomiędzy watahę wilków. Chciałam wtedy umrzeć. Mogłam wtedy umrzeć przez niego. Ale czy ja jeszcze żyję? On teraz od czasu do czasu przychodzi sprawdzić, czy aby na pewno umarłam...a kiedy widzi, że ciągle tli się we mnie iskra nadziei, odchodzi zniesmaczony. Teraz długo już go nie było. Czeka. Umiera to co było między nami, to jest fakt, nie słowa. Może kiedy następnym razem przyjdziesz sprawdzić, czy płonie jeszcze iskra nadziei we mnie, będzie już za późno. Zobaczysz tylko śmierć. I na próżno będziesz potem szukać w życiu wybaczenia, które nie będzie miało nigdy nadejść.
sobota, 14 czerwca 2014
W oku cyklonu
Tak jak obiecałam dziś opowiem o rzeczach ważnych, nie o problemach osobistych, które nie mają żadnego związku z tym, czym się zajmuję, z moją sprawą. W drugi dzień Zielonych Świątek miał tu miejsce huragan, który dokonał dosłownie spustoszenia. Nie wiem z jaką prędkością/godz. wiał wiatr, nie jestem ekspertem, więc tych cyfr nie zapamiętałam, ale opiszę z mojej perspektywy, przyjezdnego, jak to się przedstawia. Zawsze z tatą, który pochodzi z terenów leśnych, lubiłam oglądać program na National Geographic pt. Drwale. Nigdy nie przypuszczałam, że dane mi będzie z tak bliska przyglądać się pracy silnych mężczyzn, których tak podziwiam. Pierwszy dzień "po" był oczywiście katastrofalny. Od rana pozamykane były główne ulice. Autostrady i drogi szybkiego ruchu były w pierwszej kolejności wyłączone z ruchu, ale też zostały najszybciej oczyszczone. Rano udałam się do sklepu, jednak będąc osobą nie zmotoryzowaną, a rowerzystką, udało mi się przedrzeć przez gąszcz gałęzi leżących na drodze. Droga wyłączona z ruchu ma tę zaletę, iż można jechać jej środkiem, zresztą, o jeździe chodnikiem nie było mowy, gdyż drzewa rosnące wzdłuż niego, huragan tak pouszkadzał, że leżały na nim gałęzie, bądź konary drzew, które w znacznym stopniu utrudniały, bądź całkowicie wykluczały jazdę ścieżką rowerową. W wielu miejscach widać było samochody bądź przysypane gałęziami, bądź rozbite przez spadające odłamki drzew. Po drodze mijałam mnóstwo złamanych, mniej więcej w połowie, drzew, na wysokości domów. Czyli tam, gdzie kończyła się bariera dla wiatru, tam zostały też drzewa złamane. Przeważają tutaj drzewa liściaste, twarde np. buki, dęby, których wiek jest szacowany na ponad 100 lat. Do dziś, czyli 6 dni po wichurze, nie kursują do Recklinghausen pociągi. Wciąż trwają prace przy usuwaniu drzew z torów. Uszkodzonych jest wiele linii elektrycznych i telefonicznych. Wiele szkół jest pozamykanych. Wprowadzono zakaz wchodzenia do lasów, a jeśli, to na własną odpowiedzialność, ze względu na tysiące połamanych drzew. Już pierwszego dnia po katastrofie pojechałam "swoją" trasą rowerową, ciągnącą się wzdłuż pól i malowniczych łąk, pastwisk. Zmartwił mnie widok ok 7-miu wyrwanych z korzeniami i przewróconych na pola, czy zagrody wiejskie ok. 15 m-owych, chyba, klonów i inn., które leżały na odcinku ok. 1 km. W mieście widziałam już ok 20-to metrowe drzewa leżące, dzięki Bogu, wzdłuż, nie na blokach mieszkalnych. Jedno zwaliło się na sygnalizację świetlną, która leżała pod zwalistym drzewem niczym gumowa zabawka. Czytałam o domach, które zostały przywalone przez drzewa i przepołowione. Ktoś, właściciel fermy kurzej, opowiadał o wyrwanych ze swojej posesji ok. 100-u, 100-letnich dębach. A najdziwniejsze jest to, że dom Helgi wyszedł z tej nawałnicy nietknięty, nawet jednej doniczki wiatr nie przewrócił.
piątek, 13 czerwca 2014
Pisać, nie pisać
Politycy, gdy nie mają nic na swoją obronę zaczynają cytować jakieś bzdurne statystyki. Ważne, by nie było pustki, która świadczy o braku kompetencji. Ja czytam już te statystyki od tak dawna, gdy pytają o Ciebie, lub po prostu o moją wieloletnią samotność. Mam już tak zaśmiecony mózg niepotrzebnymi informacjami, że momentami przegrzewa się i nie funkcjonuje. Stałam się osobą na zew. zimną, smutną, apatyczną, śmiertelnie zmęczoną. Zdecydowałam się na pracę, o której wiedziałam, że zabierze mi parę lat z życia rzeczywiście posiwiałam w ciągu ostatnich 2-óch lat, byle tylko dalej od niewygodnych pytań, zdziwionych spojrzeń i prawdy. A prawda jest taka, że chciałam dać ci przestrzeń i chyba czas na przemyślenie, czego chcesz. Ale ciągle go potrzebujesz więcej i więcej. Ja, jeśli nie dowiodłam, że jestem Ciebie godna, to na pewno udowodniła swoją dojrzałość do związku, macierzyństwa. Tak, Ciebie nie jestem i nie byłam nigdy godna, nie będę udawać, że ta różnica wieku jest zbyt duża, kiedy ty za ok. 7 lat będziesz dojrzały do tacierzyństwa, ja będę miała już 43 lata i żadne cuda techniki nie naprawią szkód jakie wyrządzimy mojej kobiecej naturze. A ja nie mogę żyć bez mojej natury, dlatego zgodziłam się na zeswatanie mnie z innym, nie z tobą. Oczywiście, że żałuję. Jeszcze jednak do niczego nie doszło, może tylko zgoda na coś tak absurdalnego, była chwilą słabości. Mam jeszcze inną naturalną potrzebę, na której realizację czekam od wielu lat, chciałabym się z tobą spotkać, choćby jeden raz, przytulić się i zapomnieć. Od jutra nie będzie już o uczuciach i problemach osobistych. Od końca lipca, a może do końca wakacji zamierzam już pisać tylko o statystykach. A później może znów otworzę kiosk, albo się gdzieś zatrudnię, byle w Polsce, nie sprzedałam się całkowicie Niemcom, jeszcze czuję się Krakowianką. A później być może powrócimy do tematu.
środa, 11 czerwca 2014
Było sobie życie
Było sobie samotne życie zgorzkniałej, skupionej wyłącznie na swoim bólu 88-letniej socjopatki. Odgrodzonej od świata, nawiązującej kontakt tylko z zaświatami. Nienawidzącej śmiechu, radości, smutku, rozmów o życiu, istot żywych. Do dziś pożądająca mężczyzn i ich pieniędzy i nienawidząca kobiet-rywalek, przeszkód na drodze do celu. Żyjącym obok niej, życzyła wyłącznie tego samego, co sam przeżywa od lat: bólu, cierpienia, samotności, odejścia lub śmierci rodziców, męża, dzieci, a najbardziej marzącej o zabraniu tego żywego, młodego ciała, które było pod ręką, ze sobą do grobu. Potrzebowała tego ciała, bo śmierć jest straszna, lecz nie rozumiała, że ona uśmiecha się do nas wszystkich i każdego z osobna, jedyne co możemy zrobić, to uśmiechnąć się do niej.
wtorek, 10 czerwca 2014
Siły natury
Wieczór zapowiadał się upalnie. W ciągu dnia temp. dochodziłą do 30 st., nikt nie podejrzewał takiego finału. Beztroskie rodziny na rowerach, dzieci jedzące lody, pary wylegujące się na kocach i flirtujące, dla których gapie są tylko obojętnym dodatkiem, a nie przeszkodą do pieszczot. W krajach północnych, w przeciwieństwie do Południa, gdzie mamy samych romantyków, poetów, gdzie miłość jest zjawiskiem metafizycznym, (doprawdy nie rozumiem jak nasze społ. przetrwało do dziś skoro już słowo seks na pd. jest tabu, no ale podobno mamy niż nawet na wsiach) główną cechą dominującą jest naturalizm. Przejawia się to także w samej naturze jako takiej. Drzewa rozrastają się tu do ogromnych rozmiarów. To właśnie stało się poniekąd powodem dzisiejszego zamieszania. Ale wrócę do początku. Wieczorem niebo spowiły chmury burzowe, które raz przysłaniały słońce, to znów odpływały dalej. W pewnym momencie rozpętała się wichura. Najpierw wiał tylko bardzo silny wiatr, kołysząc ogromnym świerkiem przed moim oknem. Po jakimś czasie zamiast się uciszyć, wzmagał się i zaczął padać deszcz. Zamknęłam wszystkie okna, i usiadłam przed komputerem. Co jakiś czas spoglądałam w okno. Było coraz gorzej i gorzej, wiatr już nie wiał, on po prostu siał spustoszenie. Stanęłam w oknie i patrzyłam, czekając w którym momencie wywali szyby w domu. Słyszałam spadające dachówki. Wszystkie kwiaty w doniczkach, które tak Niemcy z lubością stawiają przed domami były powywracane. A wiatr nie przestawał. Błyskało przy tym i grzmiało niemiłosiernie. Momentami widok z okna przypominał kadr z czarno-białego filmu. A dziś mamy stan po. Autobusy nie kursują. Wzdłuż ulic leżą połamane czubki drzew, masa gałęzi i czyni to drogi nieprzejezdnymi. Nikt nie pracuje, wszyscy usuwają zniszczenia wokół domostw. Niesamowite, jak fascynacja pomieszana ze strachem kieruje tłumem, masą, jakim stali się dziś mieszkańcy Recklinghausen.
poniedziałek, 9 czerwca 2014
Nie chcę już tego całego teatru wokół mnie
Zadajesz sobie pytanie: co powoduje, że zapominamy o przysługach? Odpowiem Ci: pragnienie kolejnych. Jak to jakiś hip hopowy zespół kiedyś śpiewał: "Kolejna flaszka, następna dziewczyna, jedno się kończy drugie się zaczyna." Aż niepostrzeżenie stajemy się seryjnymi przestępcami, zdradzającymi tak w myśli jak i w czynach. Dziewczyny stają się "cichodajkami" lub "puszczalskimi", o facetach społ. raczy się trochę oględniej wyrażać, bardziej "kosztowaliście wody z różnych źródeł", lub "jedliście z niejednego pieca", ale nieważne w którą stronę by się ziemia nie kręciła i tak pozostanie okrągła, a tak jedni, jak i drudzy są zwyczajnie niewdzięczni. Co do tego jednak nikt nie ma wątpliwości, mimo ogromnej rozbieżności zdań w przytoczonych sprawach, wszyscy przyznają jednogłośnie, ze wyświadczającym dobre przysługi należy się odwdzięczać. A ty co robisz? Odpłacasz za przysługę krzywdą. Główną przyczyną, dla której okazujesz się niewdzięczny, jest to, że nie możesz odwdzięczyć się należycie. Doprowadziłeś swoją zaciętość do tego, że fakt, iż od 8-miu lat wiernie niczym Penelopa czekam na Ciebie, zrezygnowałam z przyjaciół, a wieczorami wsłuchuję się w coraz słabiej i wolniej tykający zegar biologiczny, płaczę, nad wysychającą kobiecością, z żalem patrzę na cudze, ciąże, potem rosnące dzieci, czytam, jak cieszą cię nowe podboje, a potem rozpaczam, godzinami wylewając łzy do poduszki, a to wszystko tylko dlatego, że uważasz, iż nie odwdzięczyć się jest czymś niedopuszczalnym, że to plama na honorze i zadowolony byłbyś, gdyby nie było człowieka, kobiety, której masz okazać wdzięczność. Zachowaj jednak dla siebie, co dla ciebie poświęcam! Nie upominam się i nie chcę nic od Ciebie. Jestem sama od tak wielu lat i jestem teraz przy starszej kobiecie, będę z nią do końca jej dni. Poświęcam się też dla niej. I pewnie będę dalej znosić twoje wybryki. Niech to, że ci pomogłam (bo pisanie z twoimi kolegami było również świadome i robiłam to dla ciebie, byś na podstawie opowieści o przygodach ze mną, starszą i być może bardziej doświadczoną kobietą, mógł przyciągnąć nowe zdobycze). Ale niech to, że to dla Ciebie zrobiłam będzie dla mnie przynajmniej bezpieczne. Najgroźniejszy stajesz się wtedy, gdy twoja nienawiść do mnie, wynika z faktu, że się wstydzisz, iż postąpiłeś wobec mnie nieuczciwie.
sobota, 7 czerwca 2014
Ale w środku...umieramy ze strachu, że to się skończy
Możesz być moim bohaterem, kochanie, bez logicznego sensu. Ja mogę być twoim wzorem fizycznym, nad którym męczysz się i podstawiasz za każdym razem inne dane, ale wynik jest wciąż niezadowalający. Razem możemy być tymi brakującymi współrzędnymi, które niepotrzebnie zastępujesz nowymi cyframi. A tak jesteśmy jak dwa kurczaki w skorupce, w jednym gnieździe i pracowicie walimy dzióbkami w ściankę jaja, w którym jednak jest nam dobrze, wygodnie i czuje się bezpiecznie. Ale złościmy się i wciąż pytamy Boga: dokąd jeszcze mam tak stukać, pukać i walić, już mi się to znudziło. Ześlij mi Panie jakąś pomoc, bohatera, który mnie z tego jaja wyciągnie! Ale sęk w tym, żeby nie ustawać, żeby się pomęczyć, bo to co ma się stać, już się dzieje. Przecież kiedyś uda nam się wyjść z tego jaja i znajdziemy się blisko, bo i przecież obok siebie leżą nasze jajka. Powiem dziś Bogu, że zgadzam się z Jego wolą, bez względu na to, jak bardzo trudne zadanie przede mną w danym momencie stawia. Dziękuję, Panie, że mogę je wypełniać.
piątek, 6 czerwca 2014
Każdy początek jest trudny
Dziś wzięło początek, nie, nie wtedy, gdy złamałam nogę i nie, gdy
robiłam rzeczy złe. Dziś nie zjawiło się nagle, nie wiadomo skąd i po co
przyszło. Dzisiejszy dzień był spokojną muzyką, śpiewem ptaków, jazdą
na rowerze po zakupy, powrotem do babci, jej wyczekiwaniem na
popołudniową rozmowę ze mną, połączoną z piciem herbaty. Dziś było łąką z
pasącymi się brązowymi krowami, zagrodą z końmi, wiatrem we włosach i
słońcem na twarzy. Smaczną rybą na obiad z sałatą, chwilą oddechu przy
komputerze i chwilą zadumy nad czyimiś wierszem, i refleksji nad mądrymi
słowami. I dziś jest jeszcze tylko poznawaniem sztuki odepchnięcia i towarzyszącemu temu uczuciowi smutku, depresji, chęci autodestrukcji...i czymś jeszcze...
czwartek, 5 czerwca 2014
Wszyscy jesteśmy piep... Mesjaszami
Zbawienie przychodzi zawsze z góry...a czasem z wielu gór może przyjść wielu Zbawicieli. Ale może zacznę od początku. Zanosiło się na to od dawna. Grzech, rozpusta rządziły moim życiem. Byłam kobietą upadłą, rozkosznym zagrożeniem dla istniejącego od wieków porządku. W grze bez reguł byłam nagrodą i stawką. I byłam też głęboko zranioną wrażliwą osóbką...Nie to miejsce i nie ten czas. Wtedy, kiedy już nie było nic, kiedy mój świat spowiła ciemność, z mroku zaczęła wyłaniać się postać. Człowiek i Anioł. Piękny i groźny niczym demon. Postać tak bardzo zagadkowa i przerażająca, że nazwałam ją: Neo-Mesjasz. Czyli Ten który przyszedł, aby mnie zbawić. Czy spotkanie było przypadkowe i czy nazwanie go Mesjaszem, było tylko pobożnym życzeniem, czy działaniem pod wpływem sił nadprzyrodzonych, może Ducha Św.? A może zwyczajnie zmęczenie materiału, silna potrzeba zmiany kierunku życia, które toczyło się po równi pochyłej. Może nie był On przyczyną zmian, a raczej znakiem dokonującej się już od dawna przemiany mojego życia. Faktem jest, że po nim poznałam jeszcze wielu facetów i dopiero wtedy weszłam tak naprawdę na drogę w kierunku prostytucji. Może nie uratowałeś mnie ani wtedy, kiedy był na to czas, miejsce i siły, ani później. Dziś uświadomiłam sobie, że wszyscy jesteśmy pieprz...kalekami, ale ja na to, że jestem sama, że nie wierzę, mam wymówkę. Ty jej nie masz...
środa, 4 czerwca 2014
Jesteś arogancki i niemożliwy, ale kocham Cię
...i niezależnie od tego, jak wiele będzie to kosztować tak jego samego, jak i wszystkich innych, Neo musi udowodnić, że ma zawsze rację. Nie bierzcie z niego przykładu!
wtorek, 3 czerwca 2014
Racje
Kłócimy się. Wiem, potrafię być czasem prawdziwą wredną, wkurwiaj...cą babą. Marudzę i zrzędzę i ględzę na Neo. Czemu się tak nazywa, to inna historia, którą kiedyś przy innej okazji opowiem. Ale zdradzę Wam jeden sekret: łatwo mnie przekupić. Mam słaby charakter, za komplement lub pocałunek (nawet virtualny) albo snickersa mogą być znowu miła. Jeśli dasz mi virtualny seks, będę twoja przez kilka miesięcy (chyba, że będziesz co kilka miesięcy cyber kochankiem, to możemy to ciągnąć długo, ale nie w nieskończoność). Wysyłając mi swoje zdjęcie zyskasz we mnie swojego sojusznika i platonicznie będę do ciebie wzdychać przez długi czas. Jeśli się ze mną w realnym świecie spotkasz i prześpisz, będę czekać na Ciebie, wiernie niczym Penelopa, przez wiele lat. Ale jeśli będziesz mi udowadniać, że masz rację, to pewnie jej dowiedziesz.
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Kryzysowa narzeczona
Upłynęło trochę czasu kiedy ostatni raz byłam z mężczyzną. Jak bardzo mi tego brakuje? On wie, ale co ma zrobić, nie wyskoczy nagle z komputera, aby zabrać mnie do gwiazd, tam gdzie jedna era ludzkiego czasu, jest równa jednej sekundzie. Tam gdzie nie ma problemu odległości, różnicy wieku. Gdzie 29-latek nie nazywa siebie chłopcem, bo w ciągu 0,00001 sek. zdążył się urodzić, przejść okres dojrzewania, staje się mężczyzną, potem wchodzi w wiek średni, jesień życia, następnie osiąga starość, umiera. A co jeśli życie naprawdę kręci się wokół seksu i to, że ludzie łączą się w pary i mają dzieci nie oznacza, że przechodzą jakiś kryzys, ale jest najbardziej pierwotnym i zarazem naturalnym dążeniem człowieka, jako istoty żywej, części całości, wszechświata? Czy nie możemy w końcu przestać o tym gadać, onanizować się słowami? No, ale jeżeli uważasz, że tak będzie bardziej inteligentnie...to ok. Człowiek to w końcu tylko zwierzę, choć inteligentne. Małpy i małe dzieci też się onanizują.
niedziela, 1 czerwca 2014
Nikt nie jest niezastąpiony
Przychodzisz do mnie ze swoimi małymi kłamstewkami, kłamsteweczkami, w takich momentach jestem w stanie przysiąc, że już Cię kiedyś spotkałam, wtedy gdy miałeś jeszcze mleko pod nosem, kiedy wyrosły ci pierwsze wąsiki i nie chciałeś ich zgolić, bo był to znak, że już jesteś dorosły, ooch daj spokój z tym, nie myśl już o tym dziecinnym wąsiku. Już masz twardy zarost. Ale ty wciąż swoje, oczami wyobraźni widzę chłopca w krótkich spodenkach, coś do mnie krzyczy, że jest za młody, a ja za stara. Mam przestać wypatrywać wciąż legendarnego Neo. O czym on do mnie rozmawia? Przed czymś chce mnie ostrzec, albo kimś...Zaczynam mu wierzyć. Zaczyna do mnie docierać, że to nie kłamstwo, tym razem mówi szczerze. Jest strach, potem wściekłość. Powinni mi dać magistra z rozczarowania to uczucie znam najlepiej. Zaczyna się u mnie choroba oczu, mogłabym przysiąc, ze to jakaś utajniona jaskra-wzrost ciśnienia w oku, która objawia się wyciekającą cieczą. Ciężko zatamować. Boli jak...w tym momencie marzę o tym, żeby znów złamać nogę w czterech miejscach. Porównuję jeszcze raz. Tak wtedy zdecydowanie mniej bolało. Za kilka tygodni zmienię się w maszynę. Będę pracować na najwyższych obrotach, będę najlepsza i najgorsza. Nigdy o nim nie zapomnę i nigdy nie zaznam spokoju i nikt kto mnie kocha, nie będzie przy mnie szczęśliwy. Czy górala może zastąpić inny góral? Dwie silne osobowości. Osobowość pierwszego może ustąpić, jeśli zdominuje mnie osobowość równie silna. Ale co jeśli, jest słabsza? W takim razie zostanę, poczekam aż dorośniesz. Zleci.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...