środa, 25 lutego 2015
Kamikadze
Dlaczego rozpaczam, martwię się i ciągle wstecz patrzę? Przecież życie nie miało być łatwe, jest drogą jednokierunkową, szybką, niebezpieczną. Lecz nie sądzę, by było autostradą. To internetowe oszustwo, sprawić, byśmy się nie nudzili i czuli, jakby się więcej działo. Jest szybko, czuję wibracje, nacisk i dźwięki dobiegające ze świata. Ale ja już decyzję podjęłam: na najbliższym skrzyżowaniu zawracam. Mam rodziców, siostrę i brata. Miałam też chłopaka, który pognał tą samą drogą, kilka chwil przede mną. Miał w oczach obłęd, gdy powiedział mi o swojej decyzji. Na imię miał: Kamikadze.
wtorek, 24 lutego 2015
Tych puzzli nikt już nie poskłada
Chciałabym dziś opowiedzieć, jak bardzo jestem inna, jakie noszę piętno w sobie. Teraz w końcu zrozumiałam, kim się stałam. I nie obchodzi mnie już kto się o tym dowie. Gdy mnie poznałeś, wiem już co we mnie widziałeś: wrogą kobietę, ani krakowiankę, ani góralkę, świetny materiał na ofiarę, do wykorzystywania kobietę. Zachowałeś anonimowość, nie przedstawiłeś się swoim nazwiskiem i imieniem, by się nie dowiedziała twoja matka, siostra, dziewczyna, jak ze mną przez lata postępowałeś. Na gg mnie odwiedzałeś, gdy sexu potrzebowałeś. Gdy nogi przed kamerą rozkładałam, piersi pokazywałam, ty się masturbowałeś, potem się ze mnie przed kolegami naśmiewałeś. Poniżałeś. Kiedy ci się znudziłam, serię gwałtów z kolegami zorganizowałeś, wszystkich, którzy mieli z tym jakieś problemy do mnie odsyłałeś. Zachowania nauczyłeś, te same zasady anonimowości stosować kazałeś, bym myślała, że to wciąż ty, mężczyzna mojego życia, moja miłość. W popłoch jednak wpadłeś, gdy cię odwiedziłam, opowiedzenia twoim znajomym przeze mnie prawdy się bałeś. Przez te lata tylko o to się modliłeś, aby nie dowiedziała się o mnie twoja dziewczyna, tylko przed nią respekt czułeś, bo z chłopakami się ze mnie wciąż wyśmiewałeś, ale jej byś tego nie opowiedział. Wstyd poczułeś. Tylko myśląc o niej i porównując mnie do niej krzywdy mi wyrządzone rozumiałeś, lecz wcale ich nie żałowałeś. Byłam i jestem ciągle nie tyle obca, bo nawet nie z Krakowa, co wroga. Uznałeś swoje prawo Boga, by mnie przez lata sexualnie wykorzystywać. Koledzy i twoje środowisko dawało ci ciche przyzwolenie na to. Za to podzielić się kazało, gdy im przyszła ochota. Ilu w końcu mnie zgwałciło? 30, 50, ciągle wam było mało. Dawałeś mnie im po wszystkim jak brudną do podłogi szmatę. Użyta wielokrotnie, jeden po drugim, najpierw ty, potem kolejny itd. Ile lat już to trwa? Ty byłeś przez 8, a od 3 są jeszcze twoi kamraci. Moje życie nie jest już nic warte. Znów rozpaczam, znowu płaczę. Czy mi to dalej grozi: strach, o gwałcie pamięć? Traumy nie da się zapomnieć.
poniedziałek, 23 lutego 2015
Dryl
Powiem Ci coś, o czym się z gazet ani z telewizji zapewne nie dowiesz. Co zapoczątkowałeś dawno temu, a co trwa i dzieje się naprawdę, wciąż w mojej głowie. Dzieło przypadku, czy raczej jakieś mechaniczne utrwalanie poprzez codzienne twoich blogów czytanie, wieczorne twej twarzy wspominanie. Utworzyło nie materialny, a mentalny twór, postać, osobę, która codziennie pracuje, je, śpi i myśli, a mieszka w moim umyśle, obok przysadki mózgowej. Dostała się tam przez oczy, gdy obserwowałam cię na kamerze i gdy pisaliśmy na gadu. Potem odszedłeś, zostawiłeś mnie samej sobie. Myślałeś, że dam radę, popłaczę, lecz w końcu otrząsnę się i zapomnę o tobie. Wycisnęłam cię już dawno z tej tubki wspomnień, lecz wciąż potrzebuję cię więcej. Gdzie teraz jesteś? Jak cię zdobyć? Czy mi odpowiesz? Chciałam sprzedać nadzieję, nawet oddać ją za bezcen. Lecz nikt tu jej nie potrzebuje, każdy z moich sąsiadów ma jej cale pokłady. Nadzieja na lepsze, oczyszcza atmosferę, poprawia stosunki międzysąsiedzkie. Brakuje mi wiary, która góry przenosi. Ona nie wymaga ofiary. I mam jeszcze miłość do Ciebie, również nikt jej nie chce. Pytałam już wszędzie. Przeszkadza w znalezieniu pracy, w wyjściu za mąż, urodzeniu dziecka, spotkaniu Ciebie. Mówiłam Ci dziś, że Cię kocham? Odpowiadasz, że to niemożliwe, bo nie widujemy już siebie.
środa, 18 lutego 2015
Porzućcie wszelką nadzieję, wszyscy, którzy tu wchodzicie
Mhmm. No i nic się samo nie napisało. Jakże by mu się chciało? Od dziś pościsz, bo skończył się już karnawał. Razem z jego końcem, przyjdzie kar nawał. Ale spokojnie, złap zdrowy dystans do religii, kościoła, a przede wszystkim do siebie. Odchodzisz, razem z utratą wolności, dla świętego spokoju. Czy wrócisz? Nigdy nie będzie pewności. I nikt Ci nie powie, czy to, co robisz jest złe, czy dobre. I to nie od pytania zależy, jaka jest odpowiedź. Może, gdy stoimy na rozdrożach, nie jest wszystko jedno, którą obierzesz drogę. To nie droga w prawo lub w lewo, lecz na skróty lub pod górę. Kręta, przez rzeki, lasy, czasem ciągnie się miesiącami, niczym transsyberyjska kolej. Może ktoś ci radzi iść prosto i może tak iść powinieneś. Lecz idąc pamiętaj, ten kogo pytasz, może nie odpowiedzieć. Bo może sam tak jak ty, stoi na środku drogi i modli się, czy go zaraz coś nie rozjedzie.
niedziela, 15 lutego 2015
Nie wywołuj wilka z lasu
Ja zawsze wierzyłam, że moja miłość jest spełnieniem moich marzeń i nigdy nie umiałabym zdradzić. Lecz była to bardzo skomplikowana relacja, na dodatek w pewnym momencie, z powodów ekonomicznych musiałam wyjechać za granicę. Zostałam poddana próbie, bo pracowałam w zamknięciu przez 24/7 przez 3 miesiące (potem przerwa 2)opiekując się starszą, chorą osobą. Było to wbrew mojej naturze i w efekcie popadłam w konflikt z samą sobą. Miałam kontakt ze światem zew. poprzez gg. Po kilku latach takiego odosobnienia utraciłam instynkt samozachowawczy. Wpadłam w depresję. Cierpiałam. Z klinicznego punktu widzenia byłam chora. Pisali do mnie całkiem przypadkowi mężczyźni, lecz ja sądziłam, że to ten mój mężczyzna, ponieważ inteligencja osoby opiekującej się chorą osobą zaczyna drastycznie się obniżać. Wierzyłam w każde ich słowo, jak nastolatka, jak dziecko. Choroba z każdym rokiem coraz bardziej się pogłębiała. Tym bardziej, że czytałam wiele blogów, których, jak sądziłam, on jest autorem. Wynikało z nich, że prowadzi bardzo bujne życie erotyczne, mogła to być tylko fikcja literacka, lub nie. Pisano coraz częściej, zabawiano się moją nieświadomością. Czasem podawali się ci mężczyźni za faceta, w którym się bujałam, potem się wypierali. Ja szukałam ratunku w rozmowach, oni nie mieli zamiaru mi pomagać, wyciągali nagie zdjęcia itd. robiłam, czego chcieli. Myślałam, że przecież już i tak nie ma sensu wracać na dobrą drogę, bo być może on ma kogoś. Przy tym cały czas sądziłam, że to on do mnie pisze. Żyłam w traumie. W końcu kiedyś i on napisał, bo wysłał mi zdjęcie. Byłam szczęśliwa, ale zdezorientowana. Uwierzyłam, że ci "wszyscy" to może być on. Ale potem znowu cisza, za to pisali ci inni. Szybko wyczuli, że jestem jak marionetka, poddana całkowicie ich woli. Miałam czasem przebłyski świadomości, że to całkiem obcy faceci, którzy być może mną manipulują, ale szybko wypierałam tę myśl. Tak bardzo pragnęłam, by on do mnie napisał, że sobie to wmówiłam. Do czasu, aż nie pojawił się ten WŁAŚCIWY. Długo zwlekał, żeby się do mnie odezwać. Wiedział już o wszystkim. Może nawet na początku to on pisał, wypróbowując moją wierność, lecz widząc, że się zgadzam na wszystko, zrezygnował ze znajomości i podał mój nr. komuś innemu. On był mężczyzną, którego nie da się zapomnieć, a ja pozwoliłam na to by odszedł. A teraz będę musiała z tym żyć, że odszedł. Do końca życia będę szukać odpowiedzi, czy gdybym nie zmieniła stylu życia, gdybym nie poświęciła się dla chorej i sama się przez to nie rozchorowała, to czy bylibyśmy razem? Czy poddał mnie próbie i czy ta wiedza o mnie zaważyła o jego odejściu? Dziś boję się rozmawiać z mężczyznami. Piszą nadal, lecz przerażają mnie. Boję się, bo poznałam nie tylko męską, ale i swoją naturę, bo ta manipulacja, mimo, że była w pewnym sensie gwałtem, też w końcu zaczęła sprawiać mi przyjemność. Przeraża mnie, że ktoś może zrobić coś wbrew mojej woli, a ja nie jestem zdolna się temu przeciwstawić. Ale wiem już, że życie nie zawsze jest jednoznaczne. A słów typu zdrada, lepiej nie używać, bo można wywołać wilka z lasu.
sobota, 14 lutego 2015
Dzień dobroci dla zwierząt
"Panie, oddal ode mnie ten kielich" nie każ mi między życiem bez Niego, a śmiercią i wiecznym potępieniem, życiem bez Ciebie wybierać. Lecz taka jest wola Zbyszka, pokornie przyjmę to cierpienie, które przeżywają tysiące, a może miliony kobiet w krajach arabskich i nie tylko, właśnie teraz. Bo który Bóg by tego chciał, który jest wszechmocny lecz nie miłosierny i skazuje niewinne dzieci i kobiety na cierpienie? Mój Bóg nie. Ani ja tego nie robię, nie czuję się od Boga bardziej kompetentna. Zamknę się więc w sobie, odejdę z Jego życia, zrobię miejsce innej, jeśli jest lepsza. Bo tak to w życiu jest, że wygrywa najlepszy, drugiego miejsca nie ma. W życiu nie ma miejsca dla mięczaków i smutnych, zakochanych kobiet, przeżywających tragedię porzucenia lub żyjących nadzieją marzeń spełnienia. Na rzeczy i zwierzęta potrzeba czasu. Tylko na ludzi tego czasu nie ma. Lecz kiedyś wszyscy umrzemy, staniemy nadzy jeden obok drugiego, przed Sądem Boskim a wtedy swoją równość z innymi ludźmi, nie zwierzętami, z całą pewnością dostrzeżemy. Lecz jestem już dużą dziewczynką i potrafię zrozumieć, że jeśli chce, będzie udowadniał swoją wszechmoc równą boskiej i będzie używał tych wielkich słów: NIC, NIGDY i mnie NIE MA i że coś było tym sposobem zaprzeczy. Lecz prawda jest taka, że to co było nie umarło, żyje w moim sercu, tak chude, nędzne, niedożywione. Jest ranne, jest zranione, lecz wciąż żyje i nie chce jeszcze odejść. Patrzy na Ciebie zbolałym wzrokiem lecz ty już zamówiłeś karawan. A teraz prawdę powiedz: przewidziałeś, czy sam wyznaczyłeś datę zgonu?
piątek, 13 lutego 2015
Śmierć uśmiecha się do wszystkich
Frustracja osiąga punkt krytyczny, gdy dzwoni kumpel i o twoim nowo narodzonym dziecku krzyczy. Twój kolega, który ma za zadanie mnie poderwać, wypróbować, zdobyć kolejne dane, na wypadek soboty, gdy będę w samotności konać. Dałeś mu moje gg, bo to dobry kumpel, bo to maminsynek, nie znajdzie sobie żadnej, miałeś do dyspozycji mnie. Wiedziałeś, że po rozstaniu cierpię, dla ciebie to zbyt nudne, zbyt prozaiczne, miałeś już żonę, dzieci, lepiej, żeby o twojej przeszłości nie dowiedziała się. Więc plan uknułeś, że kumplowi taką złamaną, zdesperowaną dziewkę podsuniesz. Wtedy, gdy coś o tobie opowie, będziesz się bronił, że ja mam nie po kolei w głowie i że przecież puszczam z wszystkimi się. Dół okazał się jeszcze głębszy, bo on wyznał, że miałeś mnie tylko dla hecy, by wraz z kolegami moją tuszę obśmiać. Byłam tylko żałosnym kawałem, który śmieszył Ciebie i twoje środowisko całe. I cały czas o wszystkim wiedziałeś, że zdjęcia nagie nie Tobie, lecz twoim znajomym wysyłam, by Cię odnaleźć. Miałeś z tego zabawę, że się zaangażowałam, gdy ty już z inną ślub i dzieci planowałeś. Razem z Tą wiedzą, zniknęła moja godność, sens życia i radość. Już nie ma gdzie przed strachem uciekać, on mnie pokonał, zabił we mnie kobietę, zabił człowieka. Nie ma piękna, nie ma sztuki. Jest kłamstwo, fałsz, sztuczność, obłuda i hipokryzja, bo Twoje wiersze, to zwykła ściema. Wiele w życiu przeszłam, byłam gwałcona i poniżana. Ale żyłam. Dopiero ty potrafiłeś mnie zabić, byłeś tą ręką, która nadgarstki mi przecięła, choć nie użyłeś do tego noża. I wtedy, gdy pękły żyły, gdy krew zalała serce, odczułam nienawiść, tak wielką, że chciałam Cię zabić...ale dziś pragnę tylko tej jednej, własnej śmierci.
czwartek, 12 lutego 2015
Granice chciwości
Nie, to nie jest kiepski żart. Naprawdę trafiłeś życie, które rozsypało się jak domek z kart. To żadne odkrycie, że nawiedza Cię często strach. Zdarza się tylko w Ameryce, że w każdym próbuje się dostrzec człowieka i nieważne, jaką pozycję społ. ma. Pomagajmy nawzajem sobie. Dziś jesteś w potrzebie ty, jutro mogę być to ja. Obroń życie, które klęczy na kolanach i o litość błaga. Nie pozwól by zaczął kiełkować w Tobie, a potem w innych strach. Gdy widzisz, że ktoś cierpi, czy to dziecko, czy kobieta, a nikt nie reaguje, nikogo to nie dotyka, podejdź Ty, na innych nie czekaj i rozerwij zacieśniającą się pętlę zła. Przyznaj się, że częściej widzisz rzeczy wielkie, a małych nie dostrzegasz. Przechodzisz obok nich codziennie, lecz w poważaniu je masz. Zajrzyj do czyjegoś wnętrza i zapomnij o tym, czego nauczyłeś się z cudzych porad. Spełniasz tylko własne marzenia. Dobrze, że je masz. Lecz, gdy kolejne już w rzeczywistość się zmienia, gdy z ich garstki powstaje stos, pomyśl, komu je właśnie odbierasz, by sobie, lub swoim bliskim wypełnić nimi czas. Bo w życiu już tak jest, nie miej do mnie o to pretensji teraz: jednemu dajesz, bo drugiemu odbierasz. Nie wierzysz? To pomyśl z czym przyszedłeś na świat. I nie każ mi cię po plecach klepać, za to, co osiągnąłeś wyprzedzając innych i czas.
środa, 11 lutego 2015
Kombinacje alpejskie
Szkoda, że nie potrafisz być taki jak ja, że nie potrafisz zaufać nikomu. Szkoda, że nagość swą odkrywasz tylko swoim koleżankom, przypadkowym dziewczynkom, a robicie to pod osłoną ścian, haseł, kodów, w tajemnicy, po kryjomu. Szkoda, że mnie zdemoralizowaną nazywasz, gdy zbierasz opinie na temat moich błędów na forum. Szkoda, że mnie upokarzasz, poddajesz moją etykę w wątpliwość, a ja o tobie nie mówiłam tak naprawdę nikomu. Szukasz usprawiedliwienia dla swojego postępowania,bo porzuciłeś mnie dla innej. Teraz chcesz pokazać wszystkim, że miałeś do tego powód. Szkoda, że nie pamiętasz już tego, że rzuciłeś mnie zanim doszło do tego wszystkiego. Wykorzystujesz teraz tylko dogodny moment, by się moim cierpieniem chełpić, by w imię litości nade mną, poderwać kogoś, choć przecież wiedziałeś o wszystkim od początku. Czemu wtedy nie zareagowałeś? Był na to czas, żeby mi pomóc. Szkoda, że osąd wydajesz dopiero, po wysłuchaniu opinii swoich przyjaciół, potem jesteś już tylko cyniczny, prześmiewczy, wtedy, gdy stwierdzasz, że mojej osoby nie opłaca się bronić. Szkoda, że tak młody człowiek już jest tak kompletnie pozbawiony ideałów i szydzi ze mnie ze strachu przed utratą swojego spokoju. Szkoda, że zostawiłeś mnie z tymi myślami samą, na pastwę innych, pastwę losu. Wiem, że kombinujesz, jak świętować Walentynki, wyrwać jakąś młodą góralkę, rozpuście się oddać w twoim lub lepiej jej domu. Dziś byłeś jedynym, który mógł mi pomóc. Nie miałeś już na to czasu, bo myślałeś za bardzo, o tym, jak ona ci będzie dogadzać w łożu. Kiedyś zapragniesz za to zaniechanie wybaczenia, lecz ono nie przyjdzie nigdy. Ja odejdę, lecz nigdy twoja liberalna przeszłość, o której nie mówisz nikomu. Moje upokorzenie będzie miało kres za kilka dni, gdy będę sama w domu...
wtorek, 10 lutego 2015
Uzupełniamy się
Ciekawe, że zwracasz na inne rzeczy uwagę. Mówisz, że prawdy są nagie. Dziś uchylasz kolejny rąbek, ja następny. Lecz w mojej krzyżówce brakuje mi Ciebie, a Tobie chyba mnie. Zapełnianie kimś innym luki prowadzi do nieścisłości. Co będzie dalej? Pozostaje domyślić się całości. Albo o dalsze nasze losy rzucimy kośćmi.
Szukając światła
Staram się wytrzymać życie, które obserwujesz z ukrycia. Podchodzenie do krat niewiele dziś pomoże. Gdy stoisz tak, czuję Cię przez skórę. Chodź, więc, odgarnij mi tylko kosmyk z czoła, rękoma związanymi z tyłu sięgnąć swej twarzy nie mogę. Wpatruję się w Ciebie nieprzytomnym wzrokiem. Czego szukasz w moim bólu? Co dostrzegłeś, że odwróciłeś oczy? Kradnę tę chwilę czułości, bezczelnie wykorzystuję moment Twojej słabości. Zanurzam się w poezji twych ust, uciekając od własnej prozy. Już znasz prawdę, jestem związana kajdanami Twojej miłości. Przygarniasz mnie do serca, obejmujesz czule. Zatroskaną twarz kładziesz na mych włosach. Nic już nie mów, tylko trwaj z tym trudnym bólem.
poniedziałek, 9 lutego 2015
Jeszcze się tam żagiel bieli
Pomysł na placek ze śliwkami przychodzi mi do głowy. A zaczęło się tak niewinnie, od herbaty śliwkowej. Jej zapach unosił się w powietrzu i drażnił moje zmysły niczym mężczyzna zbyt młody. Jej ciepło, rozgrzewało moje podniebienie, spływało niżej, po gardle i było to takie pyszne, mało liryczne, mniej prozaiczne a bardziej erotyczne. Otulało mnie swoim oddechem, wsparłam na jego ramieniu głowę. Zrozumiałam, że właśnie śnię najpiękniejszy sen, w jego objęciach jestem i policzek przyciskam do jego dłoni. Wiedziałeś, że za chwilę w dalszą drogę wyruszę, kolejnego spotkania nie wymuszę. Uśmiechnąłeś się do mnie, gdy rozplataliśmy przy odjeździe dłonie. Obiecałeś być zawsze blisko mnie, chciałeś pozostawić w nieświadomości, oszczędzić w takiej chwili rozpaczy, niepotrzebnych łez. Toczyłeś heroiczną walkę, by mi prawdy nie powiedzieć, żeby zapamiętać mnie pogodną, pełną nadziei, chciałeś czuć się mnie potrzebny. A ja chciałam byś przez chwilę był moim mężczyzną, a nie dobrym obywatelem. Mówiłam coś czule, by oddalić rozłąki bóle. Minuty uciekały niczym ułamki sekundy. Patrzyliśmy na siebie do ostatniego momentu, dopóki nasze sylwetki majaczyły na tle widnokręgu. A potem zniknąłeś. Pozostał już tylko surowy zimowy krajobraz Małopolski.
niedziela, 8 lutego 2015
Uciekając przed nieszczęściem
Już początek lutego, a ja się ciągle ukrywam, przed Tobą chowam. W obietnicach się pogubiłam, już nie zważam na słowa. Krzyczę, że nienawidzę. Szlocham, że kocham. Ty grozisz, że odchodzisz. Ciągle tak bliscy i ciągle tak obcy. Rzucasz się w wir pierwszy lepszy. Prąd niesie Cię w jej stronę. Chwytasz się tamtej ręki, niczym tratwy. Wołam: Nieee! Ona tonie i ciągnie twą dłoń w morską kipiel. Zakładacie sobie obrączki złote. Jeszcze błyszczą pod wodą. Rzucam Ci się na ratunek. Lecz wbita w moje udo ciupaga powstrzymuje mnie. Dziewczyna chybiła, w me serce nie trafiła. Lecz skutecznie udzielenie ci pomocy uniemożliwiła. Teraz pokonana leżę, podczas gdy ona świętuje i się Tobą cieszy. Krew sączy się z rany. Potem wstaję. Podchodzę do obrazu. Patrzę na was razem i płaczę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...