sobota, 31 października 2015
Kto mówi "tak", ten...
Gdy mówisz tak, wtedy zmieniasz cały mój świat. Buduję go od nowa, opierając jego fundamenty na znaczeniu tego słowa. Nie zakładałam przecież, że twoja moralność upadła. Wierzyłam w dobro i człowieka, teraz na śmierć czekam. Spotykam tu czasem żywe stworzenia, tu, pod tymi gruzami, świata budowanego naszymi marzeniami. I gdy tak opuszczona latami leżę, żywcem pogrzebana przez ciebie, to czuję samotność, niewyobrażalnie cierpię. Ludzie stoją nade mną i modlą się bym nie zapadła się w totalną ciemność. A ja te myśli słyszę, lecz wciąż nie mogę z martwych wstać. Bo jestem upadłą kobietą, którą nie diabeł, a człowiek życia pozbawił, przez to, że nie jest zamężną, że dla tego mężczyzny stała się zbyt niebezpieczną. Bo jego powołaniem jest wieczność, którą osiągnie przez skojarzone małżeństwo. Bo on tylko wtedy zmartwychwstanie, gdy dzieci spłodzi i na świętym ołtarzu je do błogosławieństwa złoży. I rodzi się tylko pytanie: jak długo wytrzymam trwając w tym stanie?
Duża dziewczynka
Gdy tu jesteś, jesteś moim spokojem, samotnością dzieloną na dwoje. Gdy Cię nie ma, wtedy życia się boję. Gdy Cię poznaję, wtedy na chwilę oddychać przestaję Próbujesz mnie potem reanimować. Udaje się nam zacząć wszystko od nowa. Bo ty jesteś moim powietrzem, poruszasz moje ciało, które Ciebie nigdy do końca nie zapomniało. Bo ty jesteś moim aniołem stróżem, który wprawia w drżenie moją duszę. Ona urosła, już dojrzała, lecz Cię nigdy kochać nie przestała.
piątek, 30 października 2015
Zostaw ludziom chociaż tradycję
I wyczerpała się. Po wielu tysiącleciach i ta gwiazda na ziemię spadła. Ostatni raz pełnym blaskiem rozbłysła i zgasła. Teraz jest już tylko pospolitym meteorem. A prawda się sama nie obroni, idę więc walczyć, bez zbroi i bez tarczy. I tu na ziemi, obalona argumentami silnymi skonam. A teraz już bez oczu i uszu u ujścia Styksu się błąkam, bo jestem głupcem, który niesprawiedliwie rodziny osądza. Bo cienka jest granica między gniewnym szałem, a natchnioną wizją. A ludziom prostym zabrano już przecież wszystko, poza tradycją.
Gdy jesteś samotna
Jak ciężko trzeba pracować, tak, że aż sił brak. Jak łatwo wtedy się poddać. Wtedy, gdy jesteś sam. Jak ciężkie bywają poranki, gdy od zmierzchu do świtu pracujesz, bo wiesz, że na starość nikt nie poda ci wody szklanki. Jak przykro robi się wtedy, gdy ktoś nadinterpretuje przyczyny twojej biedy. Jak przerażające bywają wieczory, gdy spętane masz ręce kajdanami niewoli. Jak głośna bywa cisza, która po kilku miesiącach każdą cząstkę twego jestestwa przenika. Jak wiele musisz poświęcić, by dochować złożonej tej staruszce przysięgi. Jak wiele mogłabyś oddać, by spojrzeć jeszcze raz w jego ciepłe oczy, gdy po Sylwestrze sprząta. Jak mocno trzeba kochać, by się spotkać tylko raz i potem innej go oddać. Jak trudno się potem z nim rozstać i ostatni raz patrzeć na znikającą za zakrętem chłopaka postać.
Lista oczekujących
Jakiś pusty dźwięk przerywa ciszę. Ktoś Cię wezwał na służbę poczciwości i oddania rodzinie. Każesz mi im miejsca ustąpić. Krzyczysz, rozejść się, zejść z drogi, bo oto święta rodzina nadchodzi. Zabierasz mi prawo do miłości, by zadość uczynić twojej chorującej na śmiertelność rodzinie. Sługo tych, co są na służbie chciwości. Będąc nim, nigdy się z powołaniem nie miniesz. Wystarczy tylko to, co dobre dla grupy, rodziców i rodzeństwa robić, najpierw o ich szczęście walczyć. Swoje marzenia porzucić, gdzieś po drodze do nie własnego życia zostawić. Stwórz naprędce jeszcze jedną oczekujących kolejkę i wpisz ich na sam szczyt. A mnie z listy skreśl. Bo tak to już w życiu jest, nad jednym się litujesz, nad innym nie. Ale zawsze jednemu dając o życiu drugiego wyrokujesz. Wiadomo, że poświęcisz mnie. Ech, co za pech...
Miłość i proporcje
Szczęście jest synonimem mądrości. W całym kosmosie, we wszechświecie odbija się boskie marzenie o proporcjonalności. Podziwiamy dzieła Boga z dołu, z ziemi, patrząc w czyjeś oczy, będące mądrości boskiej odzwierciedleniem. Jesteśmy cząstką tego świata, sługami, czasem swojego, częściej cudzego życia świadkami. Czasem jednak nie chcemy być po prostu sami. Wtedy dróg nowych, alternatywnych do siebie szukamy. Wtedy bierzesz w rękawiczce moją rękę, wtedy ja uśmiecham się do ciebie przez zawoalowaną twarz, wtedy ty bierzesz mnie w ramiona i przenosisz w inny wymiar. Tam, gdzie miłość jest mniej uroczysta, pompatyczna, a bardziej szalona, lecz równie religijna i bywa, że dozgonna.
czwartek, 29 października 2015
Gra pozorów
Znowu układam matematyczne wzory. Zamykam okna na świat powoli. Ktoś przesunął mój pionek na miejsce pierwsze z brzegu wolne. Widzę układ gry i widzę jej koniec. To był dla niego katastrofy początek, lecz wykonanego ruchu nie cofnie. Wygrywam, lecz on nic nie widzi i wciąż w to brnie. Lecz wkrótce się zorientuje i może oberwie mi się? Ta pozorów gra staje się w końcu dla obojga zbyt uciążliwa. Ktoś z nas kończy, ktoś gniewem wybucha. Ja też się gniewam, lecz zawsze najlepszy wygrywa. Zmieniasz układ gry. W tej grze ja też wygrywam. Czyżby Wielka Gra stała się bardziej sprawiedliwa? Och nie, ty dajesz mi fory, bym była przez chwilę szczęśliwa...
środa, 28 października 2015
Aha
Boże, tak się boję. Jesteś tak piękna, chwilo, że aż trudno uwierzyć, że mogłabym być twoja. Zamykam oczy, chcę śnić, lewitować, w fontannie rozkoszy się zamoczyć. Ktoś tam jest, za tą szklaną taflą wody i pociąga mnie za rękę, więc próbuję w jego historię wskoczyć. Biegamy w kółko, czasem patrzymy sobie w oczy. Jak dzieci niewinne cierpimy za cudze grzechy. Nie wiemy co z nami będzie, nie rozumiemy celu drogi. Lecz biegniemy przed siebie. Bóg jeden wie, jak się to skończy.
poniedziałek, 26 października 2015
Znaki na ziemi i niebie
Rzeki płyną, jak otwarte rany. Na ziemi ścielą się z liści dywany. Więdną w wazonach kwiaty, na polach żółkną trawy. . W lustrze wody odbija się zgarbiona topola. W stawie topią się żołędzie, straciły nadzieję, że kiedyś będą dębem. Ktoś przez nieuwagę stawia przyrody rezerwaty na skraju autostrady. A nasz statek wpłynął na spokojne oceany. Patrzymy w dal, w niekończący się bezkres. Na horyzoncie majaczą ptaki, w dziobach niosą jakieś znaki, zwiastujące nadchodzącą jesień. Nie bój się, wyciągnij do jednego rękę. Ptak przysiadł na ramieniu i zaśpiewał smutną piosenkę. Przyniósł dla nas nowiny, z jakiejś odległej nikomu nieznanej krainy. I może, gdybyśmy rozumieli jego mowę, wiedzielibyśmy, w którą płynąć teraz stronę. A wszystkie znaki na ziemi i niebie i tak będą mówić, że ja kocham ciebie.
niedziela, 25 października 2015
Miłość z szczęśliwym zakończeniem
Bylibyśmy wspaniałą z piekła rodem parą. Ja byłabym Anck su namun, a ty byłbyś Imhotepem. Bylibyśmy przeklęci, w miłości zbyt szaleni. Nie oddawalibyśmy nikomu władzy: ani cesarzowi, ani Bogu, ani prawom natury, ani filozofii przyrody. Nie bralibyśmy niczego na logikę, bo największą ufność pokładalibyśmy w metafizyce. I tak próbował byś mnie wyzwolić, z moich kajdan wieku, z ciała niewoli. Bo gdy wykradłbyś moje ciało, to zrozumiałbyś, że to za mało. Bo potrzeba zawsze ofiary, gdy biologia umiera, lub gdy człowiek robi się stary. I gdybyś mnie wtedy ożywił, gdybyś znalazł księżniczkę, którą byśmy w imię miłości poświęcili, to już na pewno bylibyśmy ze sobą razem szczęśliwi. Nic a nic by nas przecież tamci ludzie nie obchodzili.
sobota, 24 października 2015
Śpiesz się, bo do mety blisko
Jak wszyscy się śpieszą, biegną do mety. Wyścig o męża i żonę trwa, mężczyźni przekazują sobie sztafety. Kobiety biegną wolniej, wciąż depcząc sobie pięty. Jedna drugą goni, strzela z łuku, kaleczy, nikt nikomu nie podaje dłoni, bo gdy konkurencję poczują, mocniej zaciskają pięści, na tętnicy zęby. A mężczyźni z uśmiechem na ustach przekazują sobie nadal sztafety. Nie odkładają niczego na później, nie kolekcjonują. Jedną zawsze sztafetą się wszyscy wysługują. Potem, gdy dobiegną już do mety, zanim przeczeszą fryzury, zanim zapieją koguty, wtedy wspólnie tryumfują. Piją szampana, wołają swoje kobiety. A tamtą, jedną, wysłużoną w kąt rzucają, bo do przedmiotów wagi nie przykładają. Do wody wrzucają, czasem kaczki nim puszczają. Nikt już w mówiące kamienie nie wierzy.
czwartek, 22 października 2015
Spójrz na mnie teraz
Wszyscy próbujecie mnie przekonać, że nie wiem, co to szczęście i dlatego go nie mam. Słyszę wciąż nowe wieści z waszego cudownego we dwoje życia, gdzie jedna ręka drugą pieści. Ale nie patrzycie mi w oczy, gdy krzyczycie:"mnie to nie dotyczy!"Musisz się przełamać, musisz spróbować, zacząć żyć tak jak my, aby szczęścia kosztować. A ja odwracam się i odchodzę, wiem, kiedy jestem niepotrzebna, kiedy nie w porę przychodzę. Nie będę burzyć waszego szczęścia. Widzę to w waszych oczach, że jest wam ze sobą dobrze. Dobrze... jak daleko mi do tego określenia, gdy porównam swoją nędzę z waszym życiem bogatym w owoce. Gdy patrzę na moje marne zbiory, które zniszczyła wichura, deszcz i pożar. Lecz odwracam twarz, odchodzę. Ze spuszczoną głową, ze łzami w oczach.
środa, 21 października 2015
W strugach deszczu
Opowiem Ci coś teraz: w życiu można też przegrać. Nie jak ty, jak ja...Ciało to za mało, trzeba mieć ducha, który Cię słucha. Zniszczyła mnie choroba, nie moja, cudza. Jestem u Niemca na usługach. Zawzięty, wciąż mnie dręczy. Zamyka mnie w ciemnej celi i wszystko każe wydukać. Całą prawdę i nawet to, co jest kłamstwem. I pięty przypala, wątrobę jak sęp wyjada, codziennie widzisz krążące nad twym bezwładnym ciałem skrzydła kruka. Takie życie to udręka, dlatego poddawałam się już nie raz i nie dwa. Lecz gdy złożę broń kolejny raz, wtedy być może przestanę płakać, lub może deszcz przestanie padać. Tak bardzo nie chcę się już bać.
wtorek, 20 października 2015
Niewolnicy konwenansów
Ciekawe kim bym była, gdyby mnie moja mama w moim obecnym wieku urodziła? Może siedziałabym teraz w sypialni z mężem i do piersi malutkie dziecię tuliła. Może miałabym rodzinę i była szczęśliwa. Ciekawe kim bym była, gdybym się ten ułamek sek. w dziejach później urodziła. Może nie musiałabym się emancypować, bo byłabym młodsza od Zbyszka i konwenanse nie musiałyby na samotny los mnie skazywać. Ciekawe kim bym była, gdybym się chłopcem urodziła? Może nie byłabym papieżem, ale na pewno dla wartościowej kobiety rycerzem. Nie zawierałabym małżeństwa dla nikogo, ani dla rodziny, ani dla młodej żony, ani dla posagu, ani nawet dla księdza. I może wtedy, gdybym się mężczyzną urodziła, miałabym wybór, by przeciwstawić się małżeńskim układom, pokochała tę przez los oszukaną i do końca życia samotną bym nie była...
piątek, 16 października 2015
Wciąż piękna
Gdzieś tam jesteś, mój mężczyzno z czystym sercem. Stoisz, tak bardzo nagi, pokorny, bo wierzysz, że szczęście po śmierci nastąpi. Pragniesz i zdobędziesz, to czego i ja pragnę: wieczne szczęście. Bo to chwilowe jest jak liść na wietrze, lub piórko gołębie, nie należy do mnie ani do Ciebie. Zostawiają je ptaki i drzewa, bezmyślne, bezrozumne, porzucają, bo taka ich natura, bo tak trzeba. Bo szczęście, które zawiera się w rozkoszy, jest marne i może jedynie nierozsądne dzieci ucieszyć. Ale my jesteśmy od nich kilka kroków dalej, mądrzejsi o popełnione błędy, starsi i dojrzali. Ale wciąż piękni, choć tak po ludzku słabi.
czwartek, 15 października 2015
Wciąż mnie nie zatrzymasz
Zasypałeś pamięć o mnie stertą ważniejszych spraw, lepszych przyjaciół, milszych kobiet. Odwróciłeś od mojego cierpienia oczy, znalazłeś inne w zasięgu. Teraz pleciesz jej warkoczyk. A byłeś taki realny, gdy dałeś mi koralik, ja w zamian dałam ci srebrny pierścionek. I mimo to, zapomniałeś o mnie. Wysłałam Ci listy, rozesłałam setki pogniecionych fotek. Naraziłam się na gniew rodziców, straciłam opinię i dobre imię. Zaryzykowałam, bo nadzieję miałam, że choć część dotrze w twoje ręce, bo wolałam, żeby nawet jakiś gangster z gór ci te zdjęcia zabrał, ale, żebyś wiedział, że wciąż o ciebie walczę, że się jeszcze nie poddałam. I mimo, że wieczorami za tobą tęsknię i płaczę, i wciąż piszę, choć rymu nie widzę, to ciągle tu jestem i za Tobą oczami śledzę.
środa, 14 października 2015
Niewolnica mody
A ja wciąż daję radę sama. Nie całuję się, nie żegnam, nie witam. Ty wciąż trzymasz mnie na dystans. Nie chodzę do knajp, ani do męskich mieszkań. Nigdy nie wskakuję do jadącego tramwaju, ani do męskiego łóżka. Wysyłam nagie zdjęcia, bo to modne było przez jakiś czas. Ale zmieniły się trendy i już robić tego nie zamierzam. Teraz będę trochę inna, mniej swobodna, bardziej dobra. Może będę też gorsza, ale z całą pewnością zamierzam być modna.
wtorek, 13 października 2015
Będę tu dla Ciebie
Wyglądasz ostatnio na smutnego, strasznym życiem zmęczonego. Może stoisz na rozdrożach i nie wiesz, gdzie skręcić i która to, ta właściwa droga? Pozwól mi twego smutku spróbować, gorycz przełknąć i przytulić bez słowa. A teraz nie wstydź się i płacz, i daj, niech spojrzę w twoją twarz, bo ja też widzę często ciemną stronę życia. A gdy wszystko po kolei na Cię spada, jak szarańcza, zaraza, lub inna z dziesięciu plaga, wtedy wiedz, że cokolwiek wyznasz, nie zmieni tego, że kocham Cię. I gdy Ci się zły sen śni i gdy potem długo leżysz, milczysz i gdy znowu się oddalasz, to spójrz, ja tu jestem, stoję obok Ciebie w strugach deszczu.
poniedziałek, 12 października 2015
Stary musi, młody może
A życie zrobiło się takie nieżyczliwe. Snem cichym usnęło, zabierając do grobu wszystkie tajemnice. Chorobliwie milczące, znudzone, dzikie, przeprawia się na drugą stronę ze swoim zbyt młodym towarzyszem. Potrzebowało bliskości na te ostatnie dni na niskości, więc zamówiło rozczarowaną miłością dziewczynę. Zmieniło jej umysł i ciało swoim potrzebom podporządkowało. Jestem partnerką do tańca, tańczę zabójczą czaczę i śmiertelnego walca. W mych ramionach, zapewne ze śpiewem na ustach ostatnią drogę pokonasz. Marzyłaś o tym by nie być opuszczona, więc dostałaś w prezencie na pocieszenie dziewicę. A teraz już bądź uspokojona, bo z nie z samotności, a ze starości skonasz. A ja? A ja mimo, iż nie muszę...
sobota, 10 października 2015
Zróbmy sobie dzidziusia
Dziś obrazy zaklinają się w słowa. Myśli powracają w miejsca, które opuściło ciało, lecz wciąż tęskni dusza. Odgrywanie jednej tylko roli, takiej, za którą pospólstwo nigdy nikogo nie pokochało to nic innego, jak żałosna fucha. Szukam Cię wzrokiem wśród widowni. Siedzisz w ostatnim rzędzie. Patrzysz krytycznie, lecz na twarzy widać napięcie. A ja palę się ze wstydu, lecz swej roli nie zmienię. Pewnie do końca miałeś nadzieję, że coś od siebie wtrącę, lub cokolwiek zrobię, bo to żałosne, grać nędzarki rolę. Ktoś jeden się o mnie martwi, większość przeklina, ktoś tam jeszcze udaje, że go mój los porusza. Cała sala się ze mnie śmieje, gdy mówię swoją kwestę: Zróbmy sobie prezent, niech nas ktoś naprawdę pokocha. Zróbmy sobie dzidziusia...
Gdyby...
Gdyby możliwym było, oderwać się od złych wspomnień, utraconych lat, marzeń. Gdyby możliwym było, przewinąć taśmę do tyłu. To wróciłabym do początku, Krakowa i pracy w kiosku. Siedziałabym teraz przy kompie i czytała, czy Zbyszek pisze jeszcze o mnie. Potem zrobiłabym herbatę, przejrzała poranną prasę. Zajrzała do Podhalańskiego Tygodnika, czy jakiś Surowiak na świat przyszedł i czy jego ojciec ma na imię Zbyszek. Serce by mi przy tym kołotało. Zakopane, Szczawnica, Tylmanowa...uff, na szczęście nic się dzisiaj nie stało. Wracałabym do domu sobotnimi wieczorami. Jadąc tramwajem z rozbawionymi, pijanymi studentami. Patrzyłabym jednak w okno, by nie wspominać już tego, co wydarzyło się z tobą. Potem weszłabym do domu, włączyła komputer. I patrzyła na nieruchomy ekran, brak wiadomości, pustą pocztę. I pewnie zasnęłabym dalej marząc o Tobie.
piątek, 9 października 2015
Wszyscy, tylko nie ja...
A gdyby tak zmienić nastawienie do wszystkiego, zacząć pozytywnie myśleć i odbiec gdzieś daleko myślami w przyszłość? A gdyby tak, zacząć się życiem cieszyć, być szczęśliwym, to proste, wystarczy się zmienić. A gdyby tak zebrać wszystkie niepotrzebne rzeczy i wyrzucić na śmietnik? A gdyby tak nigdy już nie patrzeć w lustro, by nie widzieć oszpeconej twarzy, która już nie wypięknieje ani dziś, ani jutro. A gdyby tak nikogo więcej nie spotkać, by nie widzieć przestraszonego spojrzenia, nie odpowiadać na pytanie, skąd ona, ta blizna, się wzięła? A gdyby tak zejść im z drogi, by nie słyszeć krytyki lub próśb o nagie fotki. A gdyby tak zamilknąć w pół słowa, gdy ty oczekujesz, że oto nagle rozwinie się rozmowa? A gdyby tak cię rozczarować, że wciąż żyję i nie trzeba mnie ratować? A gdyby tak nie pokazywać ci w mojej rodzinie śmierci, to czy wtedy znajdziesz do zadawania mi pytań chęci? A gdyby tak po prostu, bez przyczyny nie dostarczyć ci już twojej dawki adrenaliny?
czwartek, 8 października 2015
Tu i teraz
Powiedz mi, gdzie jesteś? Wiesz, wciąż wieczorem modlę się za Ciebie. Gdy schodzę piętro niżej, w swą ciszę, słucham, co w mym sercu na dnie. Wypływam na głębię, rozpinam żagiel na wietrze, fale unoszą mnie. Myśli płyną, a ja nie zatrzymuję na nich się. Obrazy przodków, przyjaciół, hiszpański hotel i zawsze ktoś w tle. Ktoś, kto wygląda jak Hiszpan, lecz nim nie jest. Znaki twojej bytności w moim sercu pozostawiasz tu i teraz. I wtedy znów pośród ulicznego zgiełku, rozbrzmiewa słowika śpiew.
środa, 7 października 2015
Spotkajmy się
Spotykajmy się na prostej drodze, wiodącej do życia w cnocie. Będę tam szła pod górę, przez deszcz, piach i wichurę. Pokonując siebie swoje słabości i strach. Wśród krzyków ludzi, chaosu ideologii, dochowując swoich tradycji, będziemy trwać. Spotkamy się na prostej drodze, która nie prowadzi na manowce. Minę znaki zakazu, ogłuchnę na prośby i groźby, będę tam, gdzie ty szła. Spotkamy się na prostej drodze, pocałujemy się w tradycyjny sposób, ty złapiesz mnie za ręką, a ja...a ja nie uderzę cię w twarz.
wtorek, 6 października 2015
Rozczarowanie
Budzę się, podnoszę głowę, impulsy ostatnich wrażeń docierają do mózgu. Podstarzałych żonatych mężczyzn obrazy przejmują kontrolę nad moją życia wolą. Dotykają mojej skóry, dręczą i molestują. Boli odbicie w lustrze, uszkodzona skóra na powiece, złamane serce, rodzina w rozterce. Wiara upadła. Nadzieja się zachwiała. Miłość rozczarowała. Chciał mi dać kolejną pokory lekcję. Moja miłość dla niego była obelgą? Wstyd i rozgoryczenie. Patrz, jesteś tylko jego zabaweczką, wypełniającą chwilowo pustkę, dającą się dręczyć laleczką. Obciął ci włosy, zdjął sukienkę i pourywa rączki, narysuje na twarzy plastry, zepsute zęby i wąsy. Potem przemilczamy skutki i upadki. Czy jesteśmy aż tak młodzi, że wciąż mamy prawo do głupoty? Ja już nie. Wina spada na mnie. Lepiej by było, gdyby internet nigdy nie pojawił się.
niedziela, 4 października 2015
Kim jesteś?
Co zrobić, gdy gwałci cię przyjaciel? A on wraca do swych zajęć i gra swoją rolę chłopaka swej dziewczyny i przyjaciela wszystkich ludzi dalej? Co zrobić z poczuciem niesprawiedliwości, że on cię szykanuje z powodu pochodzenia, wieku i inności? Skąd czerpać siłę, gdy on cię poniża, by dowieść swojej wartości? To tylko pytania o prawdziwe wartości...Kiedy wartością przestaje być człowiek, stanie się nią koza, bocian i skórzana kurtka, okrągła pupa, fura i komóra. Tacy ludzie zmieniają się w to, czym się popisują. Niewiele mając w głowie, zmieniają nie swe życie, ale wciąż osobowość.
Piekło na ziemi
Zapadam w się sobie. Znam to uczucie. To depresja, smutek ogarnia mnie. Nagość i wstyd będą już zawsze szły w parze. Czy ktoś to zmienić może? Nie, już nie zechce. Nicość zatryumfowała, kraina fantazji przepadała, jej bohater wraz ze swym koniem na bagnach przepadł. W błocie utopił się sen. Góry pękają, głazy w leśne doliny spadają, zasypują urodzajną ziemię. Zostaną na niej tylko wilki, te najsilniejsze i najokrutniejsze. Zagryzą każdego, kto będzie miał śmiałość rozmawiać, płakać. Będą mordować to co zostało, to co jeszcze w nas dobre. Na koniec zagryzą i siebie. Ten świat staje się piekłem.
sobota, 3 października 2015
To przecież grzech
Nic mi dziś nie powiesz? Wiem, nie chcesz wejść znów mi w słowo, mój ton i głosu melodię. Więc milczymy, choć obok siebie siedzimy. Latami nieobecni, lecz wciąż mamy nadzieję poczuć się w swych ramionach bezpieczni. Patrzysz inaczej już na mnie. Wyciągasz ręką, gdy płaczę, przesuwasz skoczka dwa oczka dalej. Tryumfujesz, masz to wymalowane na twarzy. Szach mat i po sprawie. Jeszcze tylko to jedno dla ciebie zrobię, zdejmuję odzież, ty myjesz dłonie. Potem bez słowa wychodzę. Patrzę na marną, wciąż żyjącą istotę. Ten ktoś marznie, cierpi, mówi do mnie i leniwie leży. Mrużę oczy, odchylam w tył głowę i wzdychając do następnej czynności przechodzę.
czwartek, 1 października 2015
Zostanę przy Tobie
Co zrobić z tym lękiem, gdy on patrzy w twoje oczy i nie wie, co będzie dalej i jak się to wszystko potoczy. Czy bawić się sobą, jak myszą koty, czy pozwolić mu na więcej i nie przerywać psoty? Założyć się z szatanem, że go posiądziesz, a on pokocha cię i zrobi z ciebie swoją pierwszą damę, albo prostytutkę, ale gdy będzie z tobą, odważy się przynajmniej być sobą. Tak jak było zawsze. Ale ja będę mimo to z nim i obok.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...