wtorek, 29 września 2015

Za górą, za lasem

Gdzieś tam, daleko, za lasem, górą i siódmą rzeką, mieszkała pewna dziewczyna, którą wygnała jej własna ojczyzna. Gdzieś tam, za lasem, daleko, idzie chłopak codziennie po bułki i mleko. Nuci pod nosem piosenkę i podryguje, bo znalazł swą królewnę. Nuci wesołe melodie, do tańca, radosne, skoczne, które nie obiecują złota, pieniędzy, bo to marność, strata czasu i głupota. On nuci pieśni o miłości, roześmianej, wesołej, młodzieńczej, wolnej od intryg i zazdrości. Gdzieś tam, daleko, za lasem, tęskni dziewczyna za swoim z gór chłopakiem. Marzy, że, gdy przejdą złe czasy, minie rozpacz i smutek, znów będzie z tamtym góralem, razem. Gdzieś tam, za lasem, daleko, mieszka chłopak, który chce być właśnie ze mną.

poniedziałek, 28 września 2015

Dzień, w którym pękło niebo

I nadszedł ten dzień, zupełnie niespodziewanie. Wszedł, zapukawszy, zdjął buty, płaszcz odwiesił w szafie. Potem usiadł w salonie, za stołem i rozpiął ubranie. Guzik za guzikiem, potem za mankietem mankiet. Stałam wtedy w oknie, nie słyszałam wspinania się po stopniach. Patrzyłam w dal i choć na ten dzień od lat czekałam, to gdy wszedł niczego nie usłyszałam, nawet w jego stronę nie spojrzałam. Potem zakończyłam oczekiwania lata, postawiłam kropkę i czekać przestałam. A ty wtedy właśnie bezszelestnie w moje życie wszedłeś. Postawiłeś w wazonie brunatne liście i niczym wiatr do uszu wspomnienia zacząłeś szeptać. Lecz ja przeszłam obok ciebie zamyślona, spojrzałam nawet przez ciebie roztargniona. I gdy na chwilę słońce rozjaśniło twą postać, przetarłam oczy i zadrżałam, bo mężczyznę z krwi i kości ujrzałam.

niedziela, 27 września 2015

Dzieci Boże

Kiedyś przyjdzie taki moment, że zaczniesz starać się o żonę. Przyjdzie do ciebie mała wróżka i zapuka do serduszka. Zapyta cię w zachwycie o twoje wiersze i zobaczy zdjęcia wielu wróżek na pulpicie. Popłacze sobie cichutko, bo ofiarowała ci swoje jedyne serduszko. I powie: proszę Piotra Pana, kiedy Pan dojrzy, że jestem w panu zakochana. A wtedy może, gdy wyruszy w przygodę, pokona jakąś straszną, po dziecinnemu, nie do przeskoczenia przeszkodę, a potem, gdy rozgryzie własnymi zębami nie do zgryzienia orzech, a na koniec pokona Hooka, wtedy może do jego serducha ponownie mała wróżka zapuka. I tym razem on jej otworzy i przestaną w końcu żyć jak dzieci...boże...

sobota, 26 września 2015

W imię...

Miałaś miesiąc temu umrzeć. Lecz przeżywasz. Znowu jest ranek i czujesz ból kości. Przypominasz sobie skąd ten ból się wywodzi i co od miesięcy, lat, żyjąc ze staruszką, przechodzisz. Podchodzisz do lustra, widzisz zmęczone, posiniaczone oczy. Myjesz twarz, zęby, zaplatasz warkoczyk. Myślisz: co dzieje się z twoim przyjacielem. Martwisz się. Przypominasz sobie, co o nim mówią. Co on przemilcza. Odwracasz twarz od lustra, zamykasz oczy. Czas leczy rany, ale nie te, które ci zadano w imię...miłości...

czwartek, 17 września 2015

Gdyby człowiek wiedział, że...

Co się dzieje ze światem? Jak znaleźć mimo to wartości uniwersalne? Jak się nie dać sprowokować, wierzyć w ludzkie słowa, lecz nie dać się zwariować? Jak obietnic dochować, być wiernym przyjacielem, sługą, czyimś dobrym duchem? Jak być kochanym i kochać? Przejść razem wszystkie burze? Jak przyjaciela i siebie od zguby uratować, jak mu dogodzić i sprawić, byśmy przestali żyć wbrew naturze? Jak być wiernym sobie i nie tracić żadnego dnia więcej na zdobywanie rzeczy, pieniędzy, kłótnie? Jak patrzeć, by widzieć w nim swoją przyszłość, żyć razem na wieki i jeden dzień dłużej?

środa, 16 września 2015

Jeszcze poczekajmy

Myśli są bezbronne jeśli wypływają z głowy wolnomyślącej. Są jak delfiny w bezkresnym oceanie ciszy pływające. Zwinne, szybkie, łagodne, docierają dalej niż ssaki lądowe. Gdy wyskakują ponad wodę są radośniejsze niż powietrzne ptaki. Są tak piękne, mądre, dobre, bo żyją jako istoty wolne. Są wesołe, bo mają wolną wolę. Ocean to życie i głębie niezgłębione. Wystarczy go raz spróbować, jego nieograniczonych możliwości swym skończonym umysłem zadatować, jako skończony twór skatalogować, a zrozumiemy, jak małe są dążenia, które niczego nie zmienią. Bo ja - człowiek, gubię się czasem w swej zbyt ciasnej głowie. Więc jeszcze poczekajmy, smutnym myślom się nie dajmy. Po prostu bądźmy, od czasu do czasu razem, choćby myślami, bez słów, wpadnijmy na siebie przypadkiem. A wtedy, gdy rozpoznamy się pośród morza osób, bo może powiesz TO słowo, lub ja uśmiechnę się w TAKI sposób. I zrozumiemy, że prawdziwa mądrość to rozkazywać własnej naturze, której najpierw trzeba dać posłuch.

wtorek, 15 września 2015

Przerwana szczęścia nić

Namalowany portret twój wisi w galerii obrazów, strzegę go jak największego skarbu. Tego portretu nie zakończę, może nawet nie dotknę już ani razu. Historia nie znajdzie już pewnie na ołtarzu finału, muzyka przestanie grać w pół taktu. Lecz mimo to obraz Ciebie ze sobą poniosę, niedokończoną opowieść na swe życie przeniosę. Gdziekolwiek pójdę twoje wspomnienia ze sobą uniosę, malując twoje portrety niedokończone. Nigdy nie poznawszy Ciebie, mojry snuć będą mego życia nić, nigdy nie dając w nim szansy na szczęśliwe zakończenie.

piątek, 11 września 2015

Gdzie dom, tam jest twoje serce

Znowu nie wiem, co czuję. Bo zgrzeszyłam przeciw własnej naturze. Myślałam, że skarb znalazłam, mężczyznę, ideał, lecz dane mi przez niego klucze nie pasują do tego idealnego królestwa. Bo on widzi we mnie Fionę, paskudnego ogra, a szuka Śpiącej królewny na żonę. Zadaje mi w kółko zagadki, których odpowiedź zna tylko on i wkręca w intrygi uknute przez umysł nienawidzącej mnie jego matki. I wciąż w grupie przebywa, motłochu słucha i tańczy, jak ten mu przygrywa. Dwa - to cyfra szczęśliwa, lecz trzy - cztery, to różnie z tym bywa. Motłoch krzyczy, motłoch kracze, motłoch nie rozmawia, nie pyta, on już wie. I nigdy nie wybacza. Tłum nie myśli,  on nie zna granic, wystarczy mu pokazać sztuczki, a będzie cię wielbił i chwalił. Bierzesz więc moje nagie fotki, by zyskać nad ludźmi władzę, by odwrócić od własnego lenistwa i nieszczerości uwagę. Rzucasz je tłumowi i pokazujesz się z hojnej strony. Bo sercem mieszkańców Grywałdu nie jest kościół św. Marcina, flisacka przystań, czy Sokolica, lecz pornografia i prostytucja internetu.

czwartek, 10 września 2015

Aniele Boży...

Codziennie tu jest, wytrwale przychodzi, moja podpora, moja tajemnica, mój anioł stróż, który nigdy nie zawodzi. Gdy walczę ze swoimi demonami, gdy śnię na jawie koszmary, on odwraca ich uwagę, zasłania własnym ciałem przed razami. Potem długo leżymy z niewinności odarci,  zagubieni, powaleni obosiecznego miecza ciosami. Mimo to on codziennie jest obok, do naśladowania wzór, ideał: człowiek z podniesioną głową. Gdy rozpadam się na kawałki patrzę na jego odbicie, po czym zaciskam mocno pięści, wstaję, otrzepuję z kurzu i idę dalej. A świat się ciągle zmienia, przyspiesza, ludzie odchodzą, mijają jak ten pędzący czas, to on jeden trwa. I choć każdy upadek boli, on rany zabliźnia, cierpienie łagodzi. Każdego dnia. I nadal mi przewodzi, myśl ta: rozmawiaj z ludźmi, jakby taka była wola boża, a z Bogiem, tak jak z ludźmi: ważąc słowa.

wtorek, 8 września 2015

Ciała niebieskie

Po dzisiejszej nocy na niebie rozbłysły dwie gwiazdy, uosabiają pragnienia i marzenia każdej kochającej się pary. Jedna gwiazda wyrwana została z łona Gai-Pramatki i tak lekką była, że pofrunęła do nieba, gdzie będzie trwać po wieczne czasy. Jest tam też inna, czysta i niewinna, zbyt silna tęsknota jednej pary uczyniła uczucia niebieskim ciałem. Są osobno, lecz obok siebie. Bóg wyciąga do nich rękę. Gdy On dotknie ich palcami nieszczęśliwi ludzie doznają szczęścia, nocą, na ziemi, leżąc pod niebem usianym gwiazdami. Tylko jedno życzenie, jedna gwiazda, jedna szansa, dla każdej zagubionej w świecie pary. A ludzi miliardy, odnaleźć ją może tylko człowiek mały, który szczerze kocha i wierzy w ideały.

poniedziałek, 7 września 2015

Modlitwa na ten dzień

Nastał wrzesień. A z nim przyszła słodka jesień. Drzewa się niedługo zmienią, ta ziemia stanie się inną ziemią. Lecz ludzie pozostaną ludźmi, ich serca się nigdy nie przemienią. Czasem coś się w nas jednak poruszy, zatwardziałe serce jak lód skruszy, wtedy usłyszysz płacz dziecięcej duszy. Lecz zawczasu we własnym sercu rozważ, czym naprawdę jest tej małej duszyczki prośba. Weź ją do ręki i na dowód niewinności w świętej wodzie obmyj jej twarz. Lecz nie kładź jej nowo narodzonego ciała na żadnej z szal, bo bez grzechu przychodzimy na świat. Wysłuchaj tylko jej smutnych skarg, oddaj w ręce Boga ten życia dar. Bo jako niewinną duszę Boże, żeś nam Ją dał, taką samą też oddajemy Ci Panie nasz.

niedziela, 6 września 2015

Barbarzyńskie listy do Zbyszka

Wysłałam do Ciebie posła z zaproszeniem na moje gody. Miałeś być na nich moim mężem, przyjacielem, chyba nie byłeś na to gotowy. Poseł wrócił następnego dnia bez rąk, nóg i głowy. Kalectwo jako symbol twojej odmowy. Obraziła Cię moja propozycja bycia mężem barbarzyńskiej białogłowy. Odtańczyłeś na posła zgliszczach z góralską wybranką taniec godowy. Rzuciliście w moją stronę kalekie szczątki i gromkimi okrzykami, wrzaskiem i machaniem ciupagami poprzysięgliście zemstę za zbyt dosłowne w listach treści, za niechciane zaloty.

Jaka jest różnica pomiędzy: mieć pietra i być tchórzem?

I zaczęła się od nowa. Twoja ulubiona gra: potyczka na słowa. Podchodzisz mnie jak zawsze od tyłu, próbujesz sprowokować. Czujesz się na swoim terytorium, przewracasz na plecy. Zaczynamy się kotłować. Nie poddam się tak łatwo, lecz szybko zdobywasz przewagę i zaczynasz tryumfować. Zdobyłeś już kiedyś to ciało, moje królestwo i nigdy korony nie oddałeś. Dlatego drogę do niego tak dobrze znałeś. Zakopane klucze odkopałeś i przez drzwi, jak właściciel wszedłeś, do łóżka mego wpełzłeś. Co ty sobie myślałeś? Potem przez kilka minut mnie powstrzymywałeś, bym za tobą nie pobiegła, gdy w siną dal uciekałeś. I co będzie dalej? Co teraz? Ty zaczniesz swoim życiem niebieskiego ptaszka żyć. A ja się z tego nigdy nie pozbieram...

Nie kocham Cię, życie

Gdy świat się do życia budzi, otwieram na oścież okna, szukam rozpaczliwie, po raz ostatni uczciwych, szlachetnych ludzi. Wtedy ktoś swój świat na ciebie zamyka, zatrzaskuje bez słowa drzwi, z twego życia znika. Chwilę potem już go z inną spotykasz. Gdy idą ulicą obejmują się, śmieją, a ja...płaczę. To nie myśl życie, że ci kiedykolwiek wybaczę. Gdy Ona moje szczęście rujnuje, by swej urody dowieść, że są najpiękniejszą we wsi parą, już niesie wieść. I gdy na mego życia zgliszczach, swoje szczęście układa. To czy tak wypada?

wtorek, 1 września 2015

Ostatni Mohikanin

Czasem przychodzą do głowy myśli dobre, o czynach obojętnych dla ducha. Słuchaj słów niesłyszanych dla ucha! Podchodzisz wtedy do mnie jak starszy brat i rozpoznajesz smutek w oczach, choć nie patrzysz dzisiaj w twarz. Rozpadały się słowa przez ból przemienione, popłynęły łzy po policzkach. Płacz, kochany bracie, razem z nami. Bo oto umiera dziś ostatni Mohikanin. Posłuchaj melodii słyszanej sercem, nie uchem, śpiewanej nie ustami, lecz świętym duchem. Zaśpiewaj żałobną pieśń, bo dziś do grona jednego plemiona dołączy Igor, mój siostrzeniec. Popędzi niczym strzała w zaświaty, tam, gdzie czeka i na mnie rada starszych. Bo została nas już zaledwie garstka: moja siostra, bratanek, ja, rodzice oraz brat.

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...