czwartek, 30 kwietnia 2015

Ty mi nie dasz

Gdybyś tylko dał mi...mogłabym ci pokazać, jak magicznymi runami każde drzwi otwierać. Gdybyś tylko na mnie spojrzał, byłabym jak słońce rozpromieniona. Spod ciemnych brwi, posępnym, strasznym byś się tylko na początku wydawał. To co w twej duszy ciemne, przez uchylone usta, powieki ulatuje. Gdybyś tylko mnie słuchał, tak jak słowika śpiewu, nie usłyszałbyś równomiernego oddechu. Bo gdy jesteś daleko, moje serce ze strachu do rozmiaru myszy kurczy się. Przerażone bije szybko, wtedy bardzo męczy się. Lecz gdybyś pozwolił mi na bliskość, mogłabym pokazać Ci płacz, bezradność dziecka, bezdech. A może gdybyś uchylił twych uczuć drzwi, zobaczyłbyś tylko w mych oczach troskę i więcej nic. Czas zamienia nasze cierpienia w głaz, a potem, gdy dasz mu czas, on skruszy je. Pozwól tej lawinie po prostu spaść...Ale nie pozwól mi odejść, ja nie chcę żegnać się. Dajmy sobie jeszcze jedną szansę. Bo ja zrobię wszystko, jeśli odwzajemnisz się. Ale ty mi nie dasz...

środa, 29 kwietnia 2015

Uwierz w Niego

O Boże! Czy to możliwe, że Cię zobaczyłam. Czy tę magię mogę opisać. Żałuję wszystkiego co zrobiłam, że się gniewałam, że Cię obraziłam. Nie mamy czasu by się na długo spotkać, ale to co mi dałeś wystarczy, by Cię do końca życia kochać. Nie wierzyłam w internet, w virtualny kontakt, to znalazłeś inny sposób, by do mnie dotrzeć. To fascynujące, Zbyszek, lecz ja Cię odnalazłam w gazecie, czytałeś książkę dzieciom. I choć był to może ktoś inny, ciemnowłosy młody student, lecz czułam ten płynący do mego serca ulotności strumień. Pozostaje mi tylko wierzyć, że się jeszcze spotkamy kiedyś.

Znowu mi nie wyszło

Dlaczego poddawanie się jest takie smutne. Życie według tego wzoru jest proste i trudne...

Trzy cnoty boskie

I tak sobie myślę, że dobrze, że w tych zawodach nie uczestniczę. Niech biegną, łapią. "Która pierwsza po męża!"- krzyczą, po oczach drapią. Kandydat nr 1, drugi, trzeci. Testują łóżka, wszystkich kandydatów i całe meblowe sklepy. Potem bach! Pieluchy i dzieci. Sakrament małżeński. Bo my tylko eksperymentowaliśmy, czy wokół sexu świat się kręci.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Albo albo

Tu, gdzie zamiast Adama jest Zbyszek, a zamiast Zbyszka, Jarek, a zamiast Moniki - Agnes, zamiast miłości, usprawiedliwienie z powodu zdrad i niestałości, zawisł na sznurku człowiek, bo uwierzył, że nie ma litości.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Przed snem

Gdy stajesz się przeszkodą, zbyt trudną do odegrania rolą, to czy umierasz, stając się ziemi solą? Zamykasz oczy i odchodzisz, przestajesz myśleć, mrzonki o Zbyszku mnożyć. On się poskładał, rodzinę założył, zdradził, lecz z żoną się dogadał. A ja zostałam na moście sama, czekam aż przyjdzie. Szumu deszczu słucham, fakty i słowa jego, niczym puzzle do kupy składam. Powstał obraz, na ścianie wieszam. Przyklękam przed nim i do świętej rodziny Zbyszka modlę się, czczę jego żonę, wyznaję w niego wiarę i do dziecka się modlę. Jestem śmieszna. Ryczeć do poduszki spadam.

...aby ktoś inny mógł kult młodości i piękna głosić.

Nikt Cię już nie zrozumie, nie wysłucha. Cisza jest bezwzględna, naga, kaleka, ślepa, głucha. Samotność cię zadręcza, nie daje nigdy wytchnienia. Ktoś żywi się twoją nadzieją, wiarą, miłością. Ćśśii. Znów w podłogę miotłą stuka. Potem krzyczy: MOOniiii, Mooooniiiii...Biegniesz, by ulżyć w bólu, smutki odgonić. Potem chce coś jeszcze. Liczy pieniądze i sprawdza twój puls, mierzy twoje słabości, młodość, mądrość krytykuje, każe się pakować i wynosić. A teraz znowu woła, znów o coś prosi. Bieliznę zdejmuje...NIE! Tego nie możesz zrobić. Odwracasz się i obok tego do porządku przechodzisz. Teraz wiesz już, co tu robisz. Ktoś musi czyjąś starość na rękach nosić...

sobota, 25 kwietnia 2015

List do Ukochanego!

Drogi ... ! Pytasz mnie co robię, zastanawiasz się dlaczego wciąż nie jestem przy tobie. Wiesz, stale myślę o Tobie, o nas, o naszej trudnej do świętości drodze. Czasem krętej, pod górę. Myślę, że decyzje za szybko podejmuję. Chcę zostać i chcę odejść, chcę się kochać i uprawiać cnotę. Chcę być z Tobą, lecz się boję. Nie będziemy nigdy do naśladowania wzorem. Przy mnie się nie wzbogacisz, nigdy nie zostaniesz historii profesorem. Chciałabym byś odegrał w moim życiu najważniejszą rolę, został moim najstarszym przyjacielem, najmłodszym kochankiem i jedynym mężem. Lecz tak bardzo tego pragnę, że boję się o Tobie myśleć, że mógłbyś zmienić bieg mego samotnego życia zdarzeń. Więc się pewnie nigdy nie dowiesz, że o Tobie wciąż marzę. Czasem tylko szepnę dziwne słowo lub dwa, których możesz nie zrozumieć. Nie miej mi tego za złe.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Niepokonana

Nie da się cofnąć słów w złości wykrzyczanych. Zwyczajnie kręcą się wokół  drewnianego patyczka niczym wata cukrowa. Nie wnoszą niczego, sklejają się z sobą, są niezdrowe, trupio blade, chorobliwie złośliwe, zazdrosne, dożarte, nieszczęśliwe, bezsilne i słabe, ooch nie, znów ból. Boli mnie tym razem noga, pokonała mnie nawet pogoda.

Pomiędzy Grywałdem, a Krakowem

Powiem Ci, co Ci dolega, na co zacząłeś chorować. To nie miłość do kotów, nie przyjaźń ze swoimi sąsiadami i współplemiennikami, ale ksenofobia. Odziedziczyłeś ją po swoich przodkach. Wyssałeś z mlekiem matki, jak przystało na psychopatycznego obcokrajowców i ceprów wroga. A wszystko dlatego, że ty jesteś z Grywałdu, a ja z Krakowa. Tu leży Grywałd, tam jest Kraków, a między nami mur nie do przebicia. Nienawiść, strach, tak cię opętały, że już na środki nie zważasz, niszczysz wszystko, co cię od twojej idealnej wizji świata może odwieść, zablokować. Wpojono ci, że tylko wtedy przetrwasz ty i cała wioska, jeśli czystość plemienia i jego odrębność zachowasz. Każdy przejaw inności należy w zalążku mordować. Więc zabij mnie, skoro jestem kurwą, skoro inaczej niż twoi współplemieńcy myślę. Uratuj wioskę, bo mogę ją swoją chorobą zainfekować. Według Ciebie jestem ciągle chora, bo jestem, żyję. Zabij więc, czemu się cofasz, masz tę moc tylko raz, dopóki w moich żyłach kurewska krew płynie!

niedziela, 19 kwietnia 2015

Nigdy nie jest za późno

Nie lubię telewizji, nie lubię chaosu, informacyjnego szumu. Nie lubię łaskotania myśli o Tobie, do rana uspokajających rozmów. Nie lubię twoich dłoni, objęć, nie lubię pieszczotliwych zwrotów "kotku" i filuternych spojrzeń. Wolę usłyszeć łoskot, gdy upadają nasze ideały, chcę zdążyć do nich podbiec, nim rozsypią się niczym kartki starej baśni, złapać je w locie i na miejsce odnieść. Wolę, gdy nie widzisz, gdy z hukiem sama upadam i gdy nie rozbijam się na milion kawałków, a mimo to nie mogę się z ziemi podnieść. Wolę byś nie myślał, jak o porcelanowej figurce o mnie, która stoi  na półce, za szybą, której każdy boi się dotknąć, by nie potłuc, do której każdy boi się podejść. Wolę byś myślał o mnie, jak o dziewczynie, z którą można konie kraść, przeżyć przygodę. Mimo, że to kłamstwem jest, lecz nie chcę Cię stracić, zostań...dla mnie, kim chcesz, proszę.

sobota, 18 kwietnia 2015

Wydmuszka

Mój statek tonie. Woda już jest w maszynowni, wchodzi na piętra, porywa przedmioty, ludzi, śpiące spokojnie małe dziewczynki i ich wielkie łóżka. Zalewa stoły, szafy, wazony i stojące w nich kwiaty, ludzkie dobre serduszka. Ktoś coś krzyczy do mnie, bym wsiadła do szalupy dopóki stoi jeszcze pusta. Lecz nie dociera już żadne słowo do mnie, bo byłam martwa zanim na statek o własnych siłach wsiadłam. Już się wypłakałam, teraz jestem głucha, blada i słaba, jak wydmuchana muszka.

piątek, 17 kwietnia 2015

Tezeusz w labiryncie Minotaura

Jestem w dobrych rękach, otoczona luksusem, owładnięta spokojem. Pod Twoją opieką, czuję, że się mniej boję. Zaglądasz odważnie w me oczy i prowadzisz przez rzeki, mosty. Dzielnie stawiam czoła swoim wrogom, twoim, naszym...czy Tobie? Lecz zaczęło się od kłamstwa, od legendy, że jestem zakochana w księciu, a nie w prostym chłopie. Jednego się bałam, że zrobi się raban, bo on już po słowie. Więc się oddaliłam, różaniec chwyciłam, twarz chustą zakryłam, tożsamość zmieniłam, lub może swą cnotę z łańcucha spuściłam...Kto wie? Choć jak to możliwe, by człowiek cnotliwy zszedł przypadkiem na złą drogę. Nie, nie, mój chłopcze, nic nie ginie w przyrodzie, gdy w toń kamień wrzucimy, zawsze pozostaną kręgi na wodzie. Zrobiłam to sama, prawdę o Tobie za sex kupowałam.Więc gdy już zrozumiałam, co zrobiłam, będąc przez Ciebie kochana, sumienia słuchałam i samobójstwo popełnić chciałam.W labiryncie Minotaura się zagubiłam, przed potworem uciekałam, którego, o ironio, noszę w sobie. I bardzo płakałam, za grzech nieczystości żałowałam. Od smutku, wybaw nas Panie!

czwartek, 16 kwietnia 2015

Poprostu się błąkam

Zwyczajnie sobie chodzę: z jednego pokoju w drugi, trzeci, z jednych ramion w następne przechodzę. Płacę i to robię: namiastki szczęścia doznaję, gdy jestem tu, myślę bardziej intensywnie o Tobie. To wszechogarniająca radość, euforia, gdy piszę z tobą, to wygrywam, czuję, że się od dna odbijam. Lecz potem przychodzi moment podliczenia zysków oraz strat. Straciłam już na szukanie Ciebie tyle lat, przegryzłam tysiące krat, lecz wciąż po swym samotnym więzieniu się błąkam i tylko czasem jakiś strażnik tu zagląda. Przynosząc mi fałszywe wieści o Tobie, żąda zapłaty w naturze...lecz już więcej tego nie zrobię! Więc zamyka mnie w izolatce, by przez judasza podglądać, gdy się ze swymi wadami miotam, gdy płaczę.

środa, 15 kwietnia 2015

Uczciwy człowiecze

Powiedz mi, rzuć do mnie jeszcze jedno obdarte słowo. Ja pobiegnę w ślad za nim i łapczywie za pazuchę schowam. Wskaż miejsce, gdzie strumień płynie. Ja wejdę do niego i poszarzałą z brudu twarz, dekolt, brudne ciało, włosy w nim obmyję.  Spojrzyj na mnie z ukosa, gdy wyjdę z rzeki i popatrz: jestem naga, bosa. Odrzuć brudną odzież, nie każ mi nigdy więcej w niej chodzić. A potem usiądź obok mnie, na trawie, obejmij i wsłuchaj się w rzewną pieśń kosa: jej miłość ku Tobie to cały jej posag.

wtorek, 14 kwietnia 2015

Najpiękniejszy sen

Już nie płaczę, łzy przestały być moim pokarmem. Albo coś się do kanałów łzowych dostało i odpływ uczuć zablokowało.Teraz nie wiem, czy jeszcze coś czuję i czy w ogóle to umiem? Gdzieś tam w środku, w mej duszy, coś tam jednak krzyczy, coś się dusi. Może to tylko grzeszne myśli, uczucia pozbawione sensu. Może nie warto określać ich treści. Nic mi nie wychodzi. Nie zdobyłam w życiu wiary, nadziei ani miłości. A zabrakło tak niewiele, tylko o tych kilka lat później, gdybym się urodziła, może bym dziś z nim za ręką chodziła. I mielibyśmy już dwoje, troje dzieci zapewne. Gdy się kogoś z wzajemnością kocha, ma się wielkie szczęście. Ale mnie widocznie Pan Bóg wyznaczył ambitniejszą rolę: jego pierwszej kochanki, nauczycielki kobiecej psychiki, przerośniętej zabawki. Spotkał mnie na swej drodze do szczęścia. Bycie dla niego utylitarną, to synonim zwycięstwa. Rozwinął się, nauczył latać, czas wypuścić go z gniazda. Dorósł, dobrze się spisał, nie będę niesprawiedliwa. Tylko chciałabym pomarzyć jeszcze przez chwilę, że jest moim facetem i że życie u jego boku spędzę. Nie płacz, kobieto, przyjdzie na to czas jeszcze!

Zimna kalkulacja

Ci co przetrwali, wiedzą, czego unikali. Biegnąc po życie, na oślep, świadomie uczucia, emocje i miłość wypierali. Zaglądam Ci w oczy i już wiem: jestem dla Ciebie tylko zakończonym snem. Tak jak po nocy musi przyjść dzień, ty wkalkulowałeś w nasz romans zabawę w kuszenie i odchodzenie, rozkosz i cierpienie. Wkalkulowałeś tylko moje cierpienie, porażkę, potem smutek, płacz, rozgoryczenie. Obliczyłeś swoją granicę, kiedy jeszcze tolerujesz starszą niezamężną kobietę. Lecz ona postanowiła, że jeśli władzę nad nią przejmie inny facet, to zabije się, jeśli ty jej Panem i Władcą zostaniesz, uda się na wygnanie. Swój los ze spokojem przyjmuje.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Taniec błaznów

Ileś błędów jeszcze popełnię, by się naprawdę zmienić. Na pewno zrobię to, choć chętnie usłyszę, gdzie stoję ja, gdzie jest wyjście i jak wygląda rozwiązanie poprawne. Choć wiem, że nie uchodzą mi płazem, bo ktoś tam zawsze je obserwuje, zapisuje, sprawdza przewinień wagę. Wiem, wiem, jestem w swej ascezie błaznem. I nic sobie z tego nie robię, choć społeczeństwo wcale nie patrzy przez palce, z naszych upadków się cieszy. Bo ludzie to masa, tłum, dzikie zwierzę, które nie potrafi myśleć, ciągle ściga się z czasem, biegając niczym chomiki w kółku, prowadzi statystykę z ilości, zamiast zbierać socjety własne. Ktoś rzuca coś na pożarcie tłumowi: dziś moje nieszczęście, twoje poświęcenie, wszystko na marne. Przyglądam się, lecz twarzy nie widzę, ukrywa ją pod hojności płaszczem. A lud wielbi swego kolejnego Zbawcę, śmieje się, żałuje, na kolana pada, gwiżdże, klaszcze. Tylko nie wie, że śmierć czeka za pasem, daninę zbiera w tango Cię zabiera. Odmówisz jej? Tylko jeden taniec...

A jeśli...

Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I jeśli on Ci kiedyś przypadkiem powie, co rzeczywiście myśli o tobie, to może mu przysłodzę, a może mu przysolę, zależy od tego, w jakim nastroju jestem i czym go z błędu wyprowadzę. A wtedy to już ja ci wytłumaczę, jak kocham i że przez Ciebie ciągle płaczę...

sobota, 11 kwietnia 2015

Syzyfowa praca

Będzie padać! Zaczynam liczyć do tysiąca, potem spadnie deszcz. Słoneczny poranek obudził mnie i patrz, co się dzieje, wiatr się zerwał, w głos z nas się śmieje, z naszych niedojrzałych planów. Buntujecie się, walczycie ze mną, potem ze sobą kłócicie. Oj dzieci, z czym wy walczycie, jaką bronią? Świeżo wyrośniętą technologią ze mną wojować? Jam jest prastary deszcz! Wieki mijają, a trwam. Jestem twardszy niż stal, potrafię wasze kable, łącza zlikwidować. Wy nie znacie tych metod, ludzkość jest na to zbyt młoda, za słaba, by móc mnie okiełznać.  Myślicie, że szybkość, to władza. Że dzikie zapędy miłości to nie wada.Więc pokażę wam, kto tutaj nad kim kontrolę ma. Pracujcie jak mróweczki, jak pająki plączcie sieci, mojry i tak będą swymi pazurami w wyznaczonej godzinie je targać. Pchajcie kamień na górę, który zawsze w pewnym miejscu będzie w dół spadać, a wy zrezygnowani będziecie musieli wciąż próbować zaczynać od nowa. Taka rola wasza. Bo tylko ulegając naturze, można nauczyć się nad nią panować. Jeden, dwa, trzy...i już pada.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Cisza przed burzą

Samotni jak żagiel na rozszalałym morzu, dajemy się porwać nastrojom chwili. Innym razem dajemy się zwieść atmosferze spokoju, ciszy. Zaczynamy czuć się komfortowo w zastanej rzeczywistości, nie zwracając uwagi na zbliżające się już od dłuższego czasu ciemne chmury. Robimy plany na przyszłość, potem smacznie śpimy w swojej wygodnej łódce. Burza nadchodzi, deszcz już pada, lecz my się nie budzimy, tak piękny sen właśnie śnimy. Jesteś na wspaniałej imprezie, brylujesz, uwieszony na pięknej modelce. W ręku drink z palemką, wszystkie oczy zwrócone są w waszą stronę. Lecz ty masz minę tajemniczą, bo nikt nie wie, co ty tu naprawdę robisz. Jej Wysokość Królowa Anglii wysłała Cię w te stronę. Namierzasz złych "gości", by świat uratować od podłości. Twoje życie to pozorów gra. Masz wyszukany gust, jesteś w swym fachu specjalistą, doskonałym graczem, urodziłeś się by być bohaterem. Ktoś łapie Cię za ramię. Pada pytanie: Jak masz na imię? Agent 007, z chronicznym alzheimerem. I znowu mocne szarpnięcie i z oddali wołanie: obudź się, toniemy, zwijaj żagle. ZAWRACAMY! Zniesmaczony otwierasz oczy, odwracasz się na drugi bok. Śpisz dalej.

środa, 8 kwietnia 2015

Zwierciadło duszy

"Nie samym chlebem żyje człowiek", lecz lękami, obawami, pesymistycznymi myślami, trudnym dzieciństwem, z niekochającymi nas rodzicami. Krytykującym nas szefem, marudzącą żoną, nieobecnym mężem. Nienawiścią, pracą lub wspomnieniami. Do kilkunastu razy sztuka, potem za jedzenie, tabletki, zakupy, alkohol, sex lub nóż chwytamy. I gdy już tylko w połowie jesteśmy tym kim byliśmy, elegancką kobietą, z klasą babką, młodzieńcem wysportowanym lub facetem z jajami, o swojej dawno temu porzuconej osobowości sobie przypominamy. Patrzymy w lustro, w twarz żony, męża, dziewczyny, chłopaka, własnej matki, siostry i brata. Widzimy w ich oczach jak w zwierciadle, co zostało z człowieka, którym byłem, którym mogłem się stać, gdybym nie był na dnie. Kiedy tak pobłądziłam, kiedy to się zaczęło, że sens życia zagubiłam. Wędrówka w labiryncie będzie jeszcze długo trwać, dopóki nie zacznę zwijać, rozwijanych przez lata nici kłamstw. Zajmie mi to więcej lat, niż czas przez jaki te sieci tkam. Powstało wiele supłów, które nie jest tak łatwo rozplątać. Lecz od czego mam rozum, cierpliwość, może nawet przyjaciela...żeby etycznie zacząć postępować i żyć jak Pan Bóg przykazał, bez nałogów, wynaturzeń i bez kłamstw. I pamiętaj, że zawsze masz wybór i zawsze jedna jest w prawo, inna w lewo droga i nie ma limitu czasu, możesz już dziś, lub za rok ponownie spróbować. Czy być dobrym, prostodusznym człowiekiem, jak Ghandi lub św. Antoni, chrześcijański patron nasz? I nie rób tego za dudki, z zazdrości, na złość ojcu lub matce, lub by się komuś przypodobać. Bo to ty wybierasz kim jesteś, kim chcesz się stać.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Armagedon

Wciąż tli się w nas nadzieja. Na coś nieuchwytnego, niematerialnego, może powiesz mi to właśnie dziś, teraz. Odkrywanie człowieka ma się odbywać stopniowo, krok po kroku. Jeden puzzel, drugi, trzeci, jeszcze milion na odkrycie czeka. I tylko nie rozumiem, co ja tutaj robię? Jestem na froncie i rozbrajam bombę. Tylko dwa kabelki: żółty i czerwony. Jeden ratuje mi życie, drugi komuś je odbiera. Zdecyduj powoli. Lecz zegar wciąż tyka i nie zmieni swej roli. Ktoś w oczach ma strach. Armagedon nadchodzi. Jedno szybkie cięcie. I milion myśli, w trakcie, naszej brązowookiej córki i domku z ogródkiem i psa. Biegniesz do mnie, ja ręce rozkładam. Ciach! Wizja znika. Rozglądam się wokoło. Wciąż tu jestem, ta obca ziemia i czyjaś długowieczna wędrówka. Moje towarzystwo, ma jej ostatnie chwile osładzać, wciąż budzić do życia i otuchy dodawać. Niwelować frustracje, krzyki uciszać, gonić jej białego królika, białe myszki łapać. Lecz przed oczami mymi jest od wczoraj inna wizja, która jeszcze się nigdy nie wydarzyła, lecz ma. Widziałam to wyraźnie, gdy bombę rozbrajałam. Była piękna. Panie Boże, daj mi siłę bym jej nie zapomniała. Daj odwagę, bym działała, w ruch jej poszczególne elementy wprawiała. I mądrość, by odróżnić słabość od siły i od odwagi strach.

sobota, 4 kwietnia 2015

Nie ma dokąd uciec

Wesołe Święta, uuu jak się bawię świetnie. Krzyki z bólu, z nerwów wycie do księżycia. Myślałam rozpalić ognisko domowe, bo tu nikt o nie nie dba, nikt nie zawraca sobie obcokrajowcem głowy. Chciałam odpalić trochę od Ciebie, ale mokre od łez drzewo nie jest dobrym energii przewodnikiem. Dziś z rąk mi lecą szklanki, wrzątek po dłoniach splywa. Potłukłam dzbanek i wsłuchuję się w życie, które dogorywa. Strach we mnie zwycięża, brak nadziei, słaba na założenie rodziny perspektywa. Niewiedza, w którą stronę teraz, mnie po trochu zabija. Uciekać, jak najdalej, od bólu w tym domu, od bólu każdego, nawet najmniejszego. Uciekać, tylko, gdzie? Nieważne, zostawić wszystko, ją, ciebie, myśli, wspomnienia bolesne. Byle nie tu, nie teraz, byle dalej.

piątek, 3 kwietnia 2015

Ciągle pięknie

Wiesz, dziś znowu pada deszcz. Zawijam się w koc, piję herbatę i odpływam na kraniec świata, do ciepłych krajów, gdzie wieczne słońce i cisza. Gdzie zawsze niebo jest kolorowe, gdzie wiesz, że twoje życie było tylko snem. Patrzę w dal, pragnę, w tej jednej myśli zawrzeć wszystko czego chcę. Twojego wzroku skierowanego na mnie, gdy zdobywam szczyt, gdy dotykasz mnie. Szału, który niszczy, a potem buduje zwodzone mosty. Wchodzimy na nie ze spokojem, z pewnością, że to co się zaraz stanie, jest naszym snem. Most się chwieje, zaraz się rozpadnie, nie patrzę w dół, bo na jego dnie są takie pary jak my, którym się nie udało przejść mostu poprawnie. Rozglądam się wokoło, już cię  nie widzę, nie słyszę, moje zmysły nie wyczuwają cię. Lecz podnoszę znów głowę wysoko, dam radę, dla nas, dla naszych marzeń, one spełnią się. Dochodzę do końca, odwracam się i oniemieję. Ty szedłeś cały czas za mną. Czy to możliwe? Ze szczęścia płaczę i się śmieję. Udało nam się!

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...