środa, 24 sierpnia 2016

Nadal

Ten świat mnie przeraża, minęło 21 wieków, a czas pędzi nadal. Koła nie zatacza, nigdy do punktu wyjściowego nie wraca. Ktoś zmienia układ, by się nie zaczął kręcić, by z jedynego toru nie zbaczał. Na początku, gdy przyjechałeś do mnie on pędził niczym wiatr, potem, gdy grzaliśmy zmarznięte dłonie pod kocem, przy kompie, przypomniał wichurę. Teraz to huragan. Przedtem zaledwie jego podmuch na twarzy czułeś, teraz nie damy rady iść razem, bo czas nas swym przemijaniem rozdzielił, unosi: zbliża na wyciągnięcie dłoni, by po chwili wciągnąć w mroczną otchłań. Wzrok mój krzyczy, byś się nie oddalał. Wybił naszego domu okna, 31 letnie drzewo złamał. Gdy podmuch raz rzucił Cię do mnie, złapałeś mej dłoni przytomnie i drugą, mocarną, chwyciłeś dębową gałąź. I tak trzymamy się wciąż kurczowo tej gałęzi, która nas bohatersko znosi, choć pod ciężarem naszych zaniechań trzeszczy. I tylko w myślach błagamy Boga, by wytrzymała, dopóki nie skończy się ten cholerny huragan. A teraz odpowiedz: czy chcesz mnie nadal?

czwartek, 18 sierpnia 2016

Mimo to

Powoli wymiera, osada moich marzeń, tańczące korowody ideałów, wsparte na mocarnych ramionach, w dopasowanych strojach, skrojonych na możliwości miarę. W takich szatach nic się nie ukryje, nie zatuszuje, wszystkie defekty ciała pokazało, a ludzie nie mają litości dla przeciętności. Jeśli szukasz czegokolwiek, znajdziesz ideał i go stracisz. Bo tak bardzo będziesz zapatrzony w szaty, że nie dostrzeżesz tych ukrytych pod nimi wartości, duchowości, czystości i uczciwości. Mimo to, pozostanę kobietą...pełną słabości.

środa, 10 sierpnia 2016

Porzućcie wszelką nadzieję, ci, którzy tu wchodzicie

Tak sobie cichutko usiądę przy kompie. Zgarbię, zamyślę, poczekam aż dzień odejdzie, jeden bez ciebie i kolejny, a potem następny. Można tak żyć wiecznie, w domu i bezdomnie, z kimś, a samotnie. Był już dialog, teraz virtualie milczymy, w tej milczącej przestrzeni może do czegoś dojdziemy, lub nie...zawsze tacy zamknięci w sobie, ukryci: ty w mojej, ja, być może, w twojej głowie. Czy się kiedyś z tego labiryntu wydostaniemy? Krążymy po nim wśród innych porzuconych. Jak tu cicho...przytulnie, jak bezpiecznie i jak...beznadziejnie...

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...