wtorek, 13 grudnia 2016

Pan i Władca

Gdzieś mi uciekło, to, co miało tu pozostać na wieczność. Słowo, lekkie, przelotne. Wymyślone, puste, jałowe, białe, niczym kartka papieru unosi się na wietrze. Gdzie dotrze, w czyje ręce? Nie rozszyfruje tych słów nikt na pewno. Bo są o mnie, o tobie. Niezbyt zdolne, ociężałe, powolne. Tobie niepotrzebne, w moich ustach takie bezbronne...Może wpadną w ręce żołnierza, który je obroni swym orężem. Potem podźwignie pobite, pokonane i w zamian za ochronę uczyni mnie znowu ich  Panem.

sobota, 26 listopada 2016

Ja żyję i czuję

Miałabym Ci coś do powiedzenia: czas nic nie zmienia. Myślisz, że nic nie czuję, że o tobie nie myślę, że nie walczę z bólem? Zmieniła się data, pora roku i wrażenia. Mam więcej pieniędzy, ty z kobietami doświadczenia. Lecz coś pozostało, wyraźne wspomnienia. Chłopca innego, wciąż niezgłębionego. Odszedł za wcześnie, choć oglądał się za siebie. Widział mnie płaczącą, w długą podróż odjeżdżającą. Kręta to była droga, uwiodła mnie, oddaliła od Boga. Myślisz, że dla mnie to była przygoda? Jak trudno Cię wydostać z tanecznego korowodu. Trzymasz się jakiejś ręki, podskakujesz w rytm piosenki. Niedługo będzie twój ślub, potem chrzciny, przyjęcia u jej i twojej rodziny. I tak ci życie zleci, będą o tobie pamiętać jeszcze twoje wnuki i wnuków dzieci. A potem zapomną, znikniesz z ich pamięci. A ja...już nie wychowam twoich dzieci. Zrobiłam się nudna, lecz nie mów, że jestem obłudna. Nie chcę już nikogo więcej kochać. Chcę o tobie marzyć, tęsknić, szlochać. Czemu rzucasz na deski ręcznik, kiedy moja dusza walczy, już nie raz upadłam. Moje życie to same klęski. Lecz serce bije, krew krąży. Nie dobijaj mnie, nie kończ mojej udręki.

środa, 2 listopada 2016

Me oczy oglądły Boga

Gdzieś tam daleko, za siódmą górą i rzeką, na końcu świata, istnieje pewna osada. Tak piękna i czarowna, do Słowacji podobna.Mieszka w niej chłopak, który wszystko robi na opak. Nie chce się angażować, nie chce związku, wciąż się o wszystkich martwi, bo nie chce mamy i siostry rozczarować. Lubi swą pracą, to za nią się chowa. Chciałam być jego przyjaciółką, o on chciał się całować. Mówiłam o szacunku, on mnie ignorował. Pytałam o miłość, on mury między nami budował. Potem ja zaczęłam wątpić, lekceważyć, wariować. Choć jest szczęściarzem, bo ma urodę i do romansów talent, to nic z tym nie robi, nie umie być swego losu kowalem. Przypomina Edypa, który przed swym przeznaczeniem ucieka i wciąż finał swej historii odwleka. Teraz każde swoją drogą kroczy, a mimo to wciąż widzę na niebie jego cierpiące, pełne smutku oczy.

piątek, 23 września 2016

Cnota- skarb wieczny

Wciąż jestem zmęczona. Bo może jeszcze żyje, a może jeszcze konam. Ktoś wykręcił mój numer, a może tylko do porządku przywołał... Kiedyś mnie oddalił, gdy byłam niczym żona Lota. Czy mnie wtedy kochał, gdy byłam słaba, grzeszna, płocha? Młodej dziewczynie wybaczyć to słabość, starej to dyshonor. Choć człowieczeństwo nie ma limitu, wagi ani miary, nie kończy się i nie domaga w zamian złota. To nie jest przedmiot to zaleta. I nie ma nic cenniejszego ponad charakter wierny cnotom. Zostawiam konanie umarłym, zmęczenie i konflikt z samą sobą. Kurz z butów otrzepuje, podnoszę głowę w górę i wracam, by podążać za Tobą.

środa, 24 sierpnia 2016

Nadal

Ten świat mnie przeraża, minęło 21 wieków, a czas pędzi nadal. Koła nie zatacza, nigdy do punktu wyjściowego nie wraca. Ktoś zmienia układ, by się nie zaczął kręcić, by z jedynego toru nie zbaczał. Na początku, gdy przyjechałeś do mnie on pędził niczym wiatr, potem, gdy grzaliśmy zmarznięte dłonie pod kocem, przy kompie, przypomniał wichurę. Teraz to huragan. Przedtem zaledwie jego podmuch na twarzy czułeś, teraz nie damy rady iść razem, bo czas nas swym przemijaniem rozdzielił, unosi: zbliża na wyciągnięcie dłoni, by po chwili wciągnąć w mroczną otchłań. Wzrok mój krzyczy, byś się nie oddalał. Wybił naszego domu okna, 31 letnie drzewo złamał. Gdy podmuch raz rzucił Cię do mnie, złapałeś mej dłoni przytomnie i drugą, mocarną, chwyciłeś dębową gałąź. I tak trzymamy się wciąż kurczowo tej gałęzi, która nas bohatersko znosi, choć pod ciężarem naszych zaniechań trzeszczy. I tylko w myślach błagamy Boga, by wytrzymała, dopóki nie skończy się ten cholerny huragan. A teraz odpowiedz: czy chcesz mnie nadal?

czwartek, 18 sierpnia 2016

Mimo to

Powoli wymiera, osada moich marzeń, tańczące korowody ideałów, wsparte na mocarnych ramionach, w dopasowanych strojach, skrojonych na możliwości miarę. W takich szatach nic się nie ukryje, nie zatuszuje, wszystkie defekty ciała pokazało, a ludzie nie mają litości dla przeciętności. Jeśli szukasz czegokolwiek, znajdziesz ideał i go stracisz. Bo tak bardzo będziesz zapatrzony w szaty, że nie dostrzeżesz tych ukrytych pod nimi wartości, duchowości, czystości i uczciwości. Mimo to, pozostanę kobietą...pełną słabości.

środa, 10 sierpnia 2016

Porzućcie wszelką nadzieję, ci, którzy tu wchodzicie

Tak sobie cichutko usiądę przy kompie. Zgarbię, zamyślę, poczekam aż dzień odejdzie, jeden bez ciebie i kolejny, a potem następny. Można tak żyć wiecznie, w domu i bezdomnie, z kimś, a samotnie. Był już dialog, teraz virtualie milczymy, w tej milczącej przestrzeni może do czegoś dojdziemy, lub nie...zawsze tacy zamknięci w sobie, ukryci: ty w mojej, ja, być może, w twojej głowie. Czy się kiedyś z tego labiryntu wydostaniemy? Krążymy po nim wśród innych porzuconych. Jak tu cicho...przytulnie, jak bezpiecznie i jak...beznadziejnie...

niedziela, 17 lipca 2016

Okamgnienie

Coś mnie gniecie, uwiera, jak drobniutki kamyk w sandale, myśl o czasie, że on biegnie, ucieka. Tak sobie, od niechcenia, swoim rytmem, torem, po linii prostej, wcale nie zawraca, bo nie kręci się kołem. Kiedyś spotkałam cię na twojej drodze, nie chciałam być przeszkodą, nie umiałam być kamieniem milowym. Czy widziałeś, że biegłam całkiem odrębną, własną, równoległą do twojej drogą? Widziałeś, bo ukradkiem w moją stronę spojrzałeś. Puściłeś oczko i do przodu pognałeś. Gdybyś rzucił mi więcej, swojego wozu lejce, lub podał rękę to wyciągnąłbyś mnie z tarapatów i pociągnął za sobą. Lecz ty obdarzyłeś mnie tylko spojrzeniem, jakże krótkim, jakże pięknym i jakże smutnym...

sobota, 16 lipca 2016

No jak?

Jak to możliwe, że gdy wsłuchuję się w wszędobylską ciszę, słyszę muzykę, niepodzielne ze słowami rytmiczne dźwięki. Jak to możliwe, że nic nie widzę, lecz spoglądam w dal, a przed mymi oczyma przesuwają się ruchome obrazy, kręta górska droga, lato, a na niej chłopak, trzymający mnie w objęciach. Jak to możliwe, że gdy przechodzisz obok, to oddalasz się, choć jesteś najbliżej. Czy to możliwe, że mógłbyś trzymać mnie za rękę i być tu przy mnie, obecny realnie, fizycznie?

wtorek, 29 marca 2016

Czekolada

Chcę się przed tobą otworzyć. Zamruczałeś jakieś słowo. Coś delikatnie zazgrzytało i wrota mych marzeń otwarło. Jesteśmy mej głowy bohaterami. Ty i ja. Ja i ty. My. Dwa odrębne światy i jedna całość. Stoimy w strugach czekoladowej fontanny, piękni jak kwiaty, młodzi, wolni jak ptaki i jak dzieci nadzy. Spijamy słodycz z członków naszych. Smakuje dobrze. Jest źródłem życia bez trosk i kłopotów. I nieważne co się jeszcze stanie, ja będę na zawsze, tam gdzie ty. Podążać za tobą, za naszymi marzeniami. Prawda, że to przyjemna iluzja, nie być dla siebie obcymi, tylko kochankami?

piątek, 25 marca 2016

Kiedy zaczyna się umieranie?

Coś mnie czeka, na tej drodze życia i śmierci, tej samej co królów i służących, bogatych i biednych, matek i bezdzietnych, żon i samotnych, złych i dobrych, zdrajców i wiernych. Gdzieś tam jestem, w tym tłumie, kroczę, ramię w ramię z innymi, upadam i się podnoszę. Czy ktoś mi rękę podaje, gdy leżę, nie sądzę? Szymon z Cyreny jest Chrystusem zajęty, Weronika ociera twarz Jezusa właśnie teraz, dzisiaj. Więc wstaję sama, podnoszę balast, ciężar mojej pracy, moich poświęceń. Z Mesjaszem dziś moglibyśmy podać sobie ręce. Oboje przeklęci, kochani tylko przez wąskie kręgi. Ty Jezu pozostawiłeś coś po sobie, ile wiernych Ciebie wciąż wyznaje, ile w Ciebie wierzy. A ja zniknę, przeminę, jak w wodę wrzucony kamień, jak kartka papieru niweczona przez świecy płomień. Kim byłam, wciąż jestem? Czy tylko złych ludzi na swej drodze spotykałam? Nawet jednego dobrego ziarenka nie zasiałam. Zbyt słaba, zbyt grzeczna, przyzwoita, zbyt mała, zbyt politycznie poprawna, by przetrwać we własnych dzieciach. Dzisiaj nie warto nikomu wierzyć.

czwartek, 24 marca 2016

Biedny będzie biedniał...

Czy coś jeszcze dla Ciebie znaczę? Wciąż nocami za Tobą płaczę. Czy znaczą coś te słowa? Zrodziła je żałość, smutek, chora głowa. Czy można tej tragedii doświadczyć? Jak długo można mieć nadzieję, nie dotykając nigdy twojej twarzy? Czy mogę jeszcze marzyć? Przecież powtarzasz ciągle, że nigdy nam się nic nie przydarzy. Byłam biedna zanim zamilkłeś, odszedłeś, teraz jestem nędzarzem, niedługo znów mi coś odejmiesz. Nie jestem już kochanką, od dawna kobietą. Kiedy zniknę jako człowiek? Powiesz?

Wszystko w granicach

Zbliżają się święta. Rzecz niepojęta. Jak je przetrwać, przeczekać, nie urazić słowem i nie narzekać. Gdy uświadamiasz sobie, że już nie cieszysz swym widokiem. Jak znaleźć pośród smutku szczęście, radość pośród depresji. Czy wypada mówić o śmierci, chorobie w tej podniosłej chwili, zmartwychwstania, a może narodzenia dobie. A może to dobre, że nie posiadam własności jaką jest tradycja, zwyczaj, malowania jajek, świętowania wiosny...kogo ja oszukuję, przecież marzę o powrocie do...normalności...Schodzę więc do podziemia, ze swoim zamiłowaniem do nawiedzania kościoła, domów, przyjmowania gości. Udaję, że mnie nie ma, że  ogłuchłam i oślepłam. I nie, nie mam ochoty na lanie wody, figle i psoty. I wszystkie te ludzkie głupoty.

sobota, 19 marca 2016

Nihilizm

I nagle wszystko ucichło, zamilkło, do normy wróciło. Obojętność, bezduszność, nuda i starcza zgryźliwość. Gdy człowiek umiera, ktoś go za rękę trzyma, podczas, gdy ktoś inny tylnymi drzwiami się wymyka. Ale twierdzi, że wciąż kocha, przecież wciąż wspiera, dobrą radą, złotą zasadą, tak jak każdego niemieckiego obywatela. Liczy się porządek, czystość, punktualność i to, co w górze, ponad nami: niemiecka siła tu na ziemi i pomiędzy gwiazdami. Gdy umiera człowiek, coś psuje atmosferę. Ach, ględź na mnie, gadaj sobie, na zdrowie!  Ja się zgrabnymi słówkami nie podpieram. Gdy Ciebie nie ma sama twoje rozbite obietnice z podłogi zbieram. Kupuję super glue i to co się daje, sklejam. Reszta się zmarnuje. Wszystkim się nie pomoże, wszystkich się nie uratuje. I gdy ktoś ci ból zadaje, ktoś inny, nie ty, lecz się do tego nie przyznajesz. I krzyczysz, bo boli. Próbujesz odgryźć swą rękę, która tkwi w sidłach, zastawionych przez kogoś, kto chce zyskać na twojej niewoli. Lecz ty mnie za nią trzymasz, bo się z Tobą zaprzyjaźniłam. A ja gryzę tę rękę, która mnie głaszcze. Jestem teraz nerwów kłębkiem! I wiesz, że tak naprawdę to ja złamałam przysięgę, to ja zawiodłam, rozczarowałam. Bo byłam samotna i opuszczona. Bo cierpiałam. Bo to cierpienie jest do zniesienia, nie jest tak wielkie i nie otępia. Lecz trwa ciągle, nieustannie, nie kończy się, nawet jeśli mu ulegasz i na jego warunki przystajesz. Nie walczysz o siebie, o swoje cele. Jesteś tu bez oręża, bez zbroi i tarczy, z każdą emocją wymalowaną na twarzy. I wciąż wybaczasz, wciąż się litujesz. Ale wiem, że jest jeden, który twoją słabość pojmuje. I gdy w końcu się już zmęczysz i upadasz pod krzyżem, patrzysz w górę, a nad tobą krążą już sępy. I krzyczysz z bezsilności, bo masz związane ręce, jarzmem przysięgi, czasowości i absolutnego braku wolności. A on Cię wodzi, kusi i prawi o spontaniczności. Więc płaczesz, że aż się zanosisz. Bo on myśli, że się tylko z nim droczysz. A potem, gdy już cały ból wykrzyczysz, gdy się całkowicie pogrążysz, gdy tak leżysz, marna i zdołowana, bo nie wierzysz już w wybory, których sama dokonałaś. Wtedy po raz trzeci upadasz. Byle już więcej nie wybierać, o swoim i niczyim losie nie decydować. Upadasz i nie wstajesz. I nie czekasz już na nic. Po prostu się poddajesz.

niedziela, 13 marca 2016

Jeźdźccy apokalipsy: nędza

No dalej, rzuć pierwszy kamień! Ty już wiesz przecież. W końcu jesteś fundamentem i dzierżysz zawsze w swojej ręce świętą Księgę, zbiór 7-miu Głównych Grzechów. W drugiej masz kamień - Najwyższą Władzę. Tłum rusza z impetem na mnie. Ktoś się już zamierzył. Rzuć ty, na co czekasz?! Bądź szybszy, jesteś od niego i ode mnie o wiele lepszy! Ty przecież wiesz, co zrobiłam, a czego nie. Patrzysz zdziwiony na mnie, że stoję jakoś tak nieporadnie. Rozerwane szaty wiatr szarpie. Pozbawiona odzienia, jego górnej warstwy, stoję pośród milczenia. Myślisz, czy jestem bogata, czy biedna. Czy miałam godność? Kochanka? Może zdradziłam męża? No teraz już tego wszystkiego na pewno nie ma. Widzisz przecież, nie myśl, oceniaj! Znałeś ją. Byłeś z nią, gdy była skrzywdzona, zdradzona, opuszczona. I teraz znowu jesteś. A za tobą stoi grupa szalona. Wykaż się, wykorzystaj okazję. I odegraj się na tej kobiecie, nie daj jej szansy na ucieczkę. Rzuć pierwszy ten cholerny kamień, przecież nie chcesz być ostatnim, nie chcesz być jak ona, wyklęty! Daj to, co jej się należy i nigdy, nigdy nie dawaj TAKIEJ kobiecie poprawy szansy. Albo spójrz w głąb siebie, kim ty jesteś i jak ja widzę w tym momencie ciebie...Piękny mam widok stąd, gdzie jestem, mniejsza niż ty, niż byłam przedtem. Jak proch rozpadam się. Rozglądam się za jakimś Mesjaszem. Lecz nie ma, nikt nie przyjdzie z poprawy nakazem, nikogo nie ma, by mnie zbawić. Zamykam więc pełne łez oczy w oczekiwaniu pierwszego ciosu...I umarłam tamtej nocy. Pośród krzyku, wrzasku, rozkoszy tłumu. Ech, biedny, biedny ludu.

piątek, 11 marca 2016

Pokora i ciężka praca

Nie zgadzam się z tobą, że wszystko jest przeklętą chorobą. Że miłość nie istnieje, ani cnota. Że tylko rozpusta i na chędożenie ochota. Są jeszcze ideały i wiara w ludzi, ich szczere zamiary. Choć już coraz bardziej w to wątpię, im bliżej jestem umysłowo chorego człowieka, tym bardziej błądzę. Lecz nie zamykam się w sobie, nie kręcę. Chyba krzywdy nie wyrządzam tobie? Obserwuję między nami ciszę i wiem, co oznacza starcze, ględzenie i milczenie krytyczne i że się na to nigdy nie uodpornię.

czwartek, 10 marca 2016

Zawsze przepięknie

Gdzie jest dobroć, piękno, odwaga? Gdzie jest przyjaźń? Którą drogą poszłam, że się zagubiłam? Jednak coś już powstało, ziarno się zasiało. Trzeba tylko cierpliwie czekać, jak rolnik spojrzeć w niebo i pomyśleć o przyrodzie, która się znów zmienia. Wsłuchać się w jej odgłosy, usłyszeć śpiew ptaków, zwiastunów wiosny. Lub niczym ogrodnik patrzeć, jak róża z ziemi wyrasta. Otwiera szeroko swoje oko. W nocy upada, a powstaje za dnia. Do Niego dąży, pnie się do Światła. Widzieć, jak nabiera sił, mocy i...delikatności, bo przecież jest tworem bożym. Tak jak każde, nawet to najmniejsze i najbrzydsze stworzenie, ma zawsze drugą szansę, dać z siebie to, co najpiękniejsze, najlepsze. Odrzucić próżną sławę wśród ludzi wolnych, upojonych szczęściem, wśród rozkoszy. A wykazać się odwagą na polu bitwy i biec, biec razem z wilkiem, pod wiatr czy z wiatrem, lecz zawsze zgodnie z religii i etyki nakazem.

poniedziałek, 7 marca 2016

W poszukiwaniu słów

Piszesz do mnie czule, gładzisz włosy, pieścisz  słowem. Poznaję cię po dłoniach, po gestach, chcę spojrzeć w twe oczy, lecz w porę odwracasz głowę. Piszesz dobrze, trafnie, sensownie, a może...obłudnie, kłamliwie...nikt ci tego w twarz nie powie. Na plagiatach i moich pomysłach jak na skale swoje imperium budujesz. Mówisz o kosztach, poświęceniu, bólu, lecz tym, który inni z powodu Ciebie czują i czuć muszą. A ty nie widzisz, że rabując i plądrując, czynisz siebie obojętnym na ludzkie istnienie jak nierozsądne lecz rozumnie zwierzę. Jesteś strzałą, która przeszywa me serce. Potem robisz znak krzyża nad ciałem i mówisz: Idź i nie grzesz już więcej! W szatach zakonnych, żyjesz jak pustelnik, biednie i obsesyjnie wierzysz w swoją blogową sektę. A miało być o wyborach między tym co dobre i złe, tym co brzydkie i piękne. Więc wybierasz znowu odejście, jak dla ciebie wyjście łatwiejsze. Tylko to dla mnie staje się życie samotne z wiekiem coraz trudniejsze. Zamykam oczy, bo czuję zły dotyk, kogoś kto jest wściekły, zbulwersowany, zazdrosny. Myślałam, że wiesz, że by kogoś mieć, trzeba się starać. Przecież nie tylko jeden talent posiadasz. Nie planujesz, nie inicjujesz, kontakt od lat tylko internetowy utrzymujesz. Mailem miłość wyznajesz, w anonimowym liście o sobie opowiadasz. Pewnie faksem o rękę poprosisz? Chcesz mieć dziecko... lecz nie ze mną. Jeszcze masz przecież szansę hajtnąć się z królewną!

wtorek, 1 marca 2016

Za horyzontem

Czy myślisz też o tym, co by było, gdybyśmy rozwiązali wszystkie nasze problemy, gdyby zniknęły kłopoty? Gdyby przestały nas dręczyć krótkowzroczność i wąskie horyzonty. Gdyby się one poszerzyły, to może pokonałbyś trasę do Krakowa nawet w 2-wie godziny? I może, gdybyś głupiego, w twoim wieku będącego, po jego czynach rozpoznał, to może uwierzyłbyś, że to nie prawda, co mówią o nas. Mówią, że jestem stara? Że nie będzie już ze mnie dobra matka ani żona ? Słuchasz tych pieśni, które głupcy wlewają ci do ucha i się kurczysz, zmieniasz postać, relatywizujesz, odsuwasz. Potem, po kilku chwilach znikasz. Horyzont się zamyka. Opada kurtyna. I gdy rozlegają się brawa, wychodzi zza niej aktor, do swojej roli, jak do dobrze skrojonego garnituru dopasowany,świetnie do gry przygotowany. I stoi on, tak pięknie wystrojony, w maskę odziany, zbiera laury, podnosi spod nóg kwiaty. Gdy aktor wychodzi z teatru, orkiestra przygrywa mu do taktu, tłum go nie odstępuje, wielbi go, kocha, ochroniarz mu drogę toruje. Wśród tylu rąk, jest i jeszcze jedna, drżąca, drobna. Lecz aktor ją odtrąca, w innym kierunku patrzy, inne dłonie całuje, karteczki swym pseudonimem podpisuje. Następnie wsiada do czarnego rollsroysa i swą maskę zdejmuje i dłoń narzeczonej całuje. Kurtyna po raz drugi opada.

sobota, 27 lutego 2016

...i wszyscy święci i święte Boże, módlcie się za nami!

Gdy wychodzisz z domu, chcesz się wznieść na wyżyny, być kimś, uczciwym, dobrym i potrzebnym komuś. Nie zajmujesz niczego, ani wysokiego stanowiska, czyjegoś miejsca, nowego terytorium. Przychodzisz ze szczerego serca. Tak zwyczajnie, by pomóc. Przybywasz więc tam, gdzie nie ma nikogo, gdzie nie będziesz zawadzała, czasu ani życia zabierała. Wchodzisz więc w cudze życie, jak w górską rzekę. I dopiero, gdy w niej już jesteś, dostrzegasz, że to co brałaś za czyste, jest w rzeczywistości ściekiem. Lecz próbujesz być sobą: prostą, skromną osobą. Potem zmieniają Ci rolę. Byłaś przedtem siostrą, nawet bratem, a teraz masz stać się katem...Przyjmujesz ją z radością, bo odkąd brodzisz w brudnej wodzie, zatrułaś się tym, co niosła: śmiercią, wojną, nienawiścią, nędzą, głodem i głupotą. Nie grasz już siebie, tylko kogoś nieznanego, przez innych zaakceptowanego. Gdy grasz jego, tego bohatera negatywnego, zbierasz laury, oklaski, nagradzają cię złotem, piszą listy miłosne...lecz natrętne myśli przychodzą zawsze potem. Nie chodziło ci przecież o to, by mieć srebro, czy złoto. Ech, niekochana kobieto! Przypomnij sobie, co, poza miłością, jest cnotą!

wtorek, 9 lutego 2016

Budyń

Czasem myślisz o tych spod Tylmanowej, co kiedyś tu byli. Co jeszcze mleko ssają, co drżą, przed życiem uciekają. Myślisz o nich, choć czas ucieka, ty wciąż lgniesz do nich. Choć siły nie mają, charakteru nie posiadają, jak budyń wygodnie na życiu wielu ludzi się rozkładają. Twierdzą, że szczęścia szukają. Dokądś biegną, mówią, że do celu zmierzają. Przygodną Cię nazywają, szukali ledwie potwierdzenia, że coś znaczą, że świat się zmienia. Wiejską drogą biegną, szybciej niż myślą, majtki ściągają. Tacy prości w swej popędliwości, tacy naiwni, głupi i żałośni.

wtorek, 26 stycznia 2016

Nirwana

Czas się nie zatrzymał, tylko dalej pobiegł. On nigdy nie należał do nas, nie ufam swej biologii. Nie znajduję słów dobrych, nie potrzebuję mówić o sobie. Zwyczajny dzień, noc i śmierci powiew. Zamykam oczy. Teraz dotykam rozkoszy.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Gdzie

Jeśli teraz powiem coś o sobie, zabrzmi to śmiesznie, przerwę w twej głowie grającą melodię. Jeśli na chwilę zamknę swe oczy, poleją się łzy, krokodyl swą paszczę w rzece zamoczy. Jeśli na moment przerwę bieg po szosie, dopadnie mnie smutek, żal po straconym czasie. Jeśli ci prawdę tę powiem i tak mnie nie zatrzymasz, i tak w dal pójdę. Gdzie? Nigdy się nie dowiesz...

piątek, 8 stycznia 2016

Reanimacja

Gdybym umiała cofnąć czas, do momentu, gdy...Gdybym umiała poruszyć właściwe struny...Gdybym zeszła na ten poziom podświadomości...Lecz to się już zaczęło. Moje myśli ze łzami popłynęły. Ty jesteś na poziomie 100, ja może zero. Zewsząd docierają impulsy, które krzyczą, że to nie tu, jeszcze nie teraz. Jeździec znikąd w mój umysł się wdziera. Źle znaki odczytuję. Choć wiedziałam, że ktoś mnie obserwuje, ktoś, gdzieś tam na mnie czeka. I zawiodłam kogoś. Zawiodłam Ciebie Boże i zawiodłam człowieka. Pomyliłam drogi. Zamykam oczy. Mówiły, że pasuje to światło, że lubię kolor brązowy. Kłamały nie raz. Bez oczu i uszu weszłam na drogę przez mękę. Błąkam się jak ślepiec i głupiec teraz. Potykam się o korzenie. Przewracam na ziemię. Lecz ktoś wyciąga rękę. Pomaga odzyskać oddech. Otrzepuje z kurzu buty, sukienkę. Otwieram powoli oczy. On smutno się uśmiecha. Nie pamiętam już, co straciłam, lecz, że odzyskałam przyjaciela.

czwartek, 7 stycznia 2016

Ptasiek

Miłość może się zdarzyć tylko raz. Jak cięta róża w wazonie kwitnąć dzień, dwa. Lecz, gdy się staje, noc się kończy. Ziemia wokół słońca swym torem nieustannie się toczy. Miłość może się drugi raz zdarzyć. Zimowa noc w mieście światełkami żarzy. Malowany chłopczyk, wieku różnica. Dziecinne usta, dziecko w drodze. Dziewczęcy urok i te brązowe oczy. I mieszają się fakty, uczucia, plany, dłonie, usta, języki. Wewnętrzne z zewnętrznymi głosy. Tak rozpoczynają się ptasie gody.

środa, 6 stycznia 2016

Jak uratować życie

Nie ma. Jest pustka. Bezmyślna, bezduszna. Nie ma niczego. Jest nicość. Odległość. Pozornie bezpieczna. Bo z dala od związku trudnego. Nie ma już tego. Jest dystans do mężczyzny nigdy do mnie nie należącego. I przeszła. Mała chmura, gradowa burza. Piorunem uderzyła w dzwon. I pękło mu serce, pod ciężarem nieszczęść. A ja...Nie, nie krzyczałam, nie błagałam. W otchłań piekieł wcale nie spadałam. Tylko cicho drzwi za sobą zamknęłam. I powoli po nich się osunęłam. Odeszłam. W powodzi łez utonęłam, by ratować cudze dziecko, cudzą przyszłość. Nie pytaj więc, czy wiem, co oznacza miłość?

wtorek, 5 stycznia 2016

Co jest po...

Pomyślane myśli, proste słowa. Jestem piękna, zwarta i gotowa. I wiara, że się uda zacząć wszystko od nowa. I smutek, że ktoś już wie jak dalej nie postępować, by nie ranić, by przytulać, kochać. I sumienie, które nigdy nie pozwala złamać wypowiedzianego słowa. Rozumnie, logicznie, zobojętnieć na czynności fizjologiczne, a potem całe życie matematyki kwantowej próbować.

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...