środa, 30 grudnia 2015
Droga do siebie
Podchodzę do drzwi z napisem "zamknięte ". Staję więc dalej, w pewnym odstępie. Podnoszę głos, krzyczę, wywołuje wojnę, lecz to nie obchodzi już Ciebie. Przeglądasz z oddali me oręże: to tylko bezkrwawy upór i nic więcej. Podaję na zgodę rękę. Patrzysz podejrzliwie. Czekamy już tak długo, widocznie dużo dłużej trzeba czekać będzie. Moje słowa nie były piękne, bo stworzyliśmy sobie życie inne niż w piosence. I co teraz, co dalej będzie? Czy przybędziesz z odsieczą, by ratować krolewne?
sobota, 26 grudnia 2015
Zabierz mnie tam
Gdzieś tam, daleko, za horyzontem, chcę być i słuchać dźwięku trąbek. Odsunąć smutek, rozgoryczenie, przestać czuć lęk przed porzuceniem. Podnieść do góry głowę, uciszyć własny szloch, wybaczyć twoją słabość do mnie, przytulić dziecko w sobie. Gdzieś tam, za horyzontem, mieszka ostatni dobry człowiek. Zamykam więc na moment oczy, już mknę do słońca, które rozprasza mroki.
czwartek, 17 grudnia 2015
Pomiędzy
Brakuje mi wiele. Tańca na ulicy, ukradkowych spojrzeń, wyrecytowanych lęków, próśb, romantycznych wierszy, Ciebie. Gdy zamykam oczy wciąż zmysłami czuję, że historia się toczy. Bez nas, bez Ciebie i mnie, machina polityczna ruchem jednostajnym, nie zważając na łzy, porzucone dzieci, domy, bezdzietne kobiety, smutne sieroty. Brakuje mi o północy twoich zwierzeń, jaskrawych opowieści, mrocznych przeżyć. Wciąż się waham miedzy życiem, a śmiercią, ziemią a niebem. Wciąż nie wiem, gdzie jesteś, gdzie mam czekać na Ciebie?
wtorek, 15 grudnia 2015
Wyścig
Czy pamiętasz, gdy się przez zwoje mózgowe informacja przedziera, by dotrzeć do systemu za harmonię w organizmie odpowiedzialnego? Czy pamiętasz, że ta wiadomość, jest nośnikiem mojego życia całego? Jednak ją wysyłasz. Ona biegnie co prędzej, pierwsza do mety dociera. Chwieje się ustrój, moja nadzieja umiera. Zamykam oczy, odpływam do domu, czasu nie poświęconego już nikomu. Byłeś tu, zabrałeś swoje klocki, by budować już drogę do innej Olczy. Chciałeś się kogoś ze swego życia pozbyć, by je od nowa, według nowych planów ułożyć. Padło na mnie. Nie pasuje moja pospolita szata, do twego szytego u lepszego krawca stroju. Nie mam drogiego mieszkania w Dubaju, nie bywam w rezydencji właściciela Playboya, nie noszę torebek od Louis Vuittona, szpilek od Mahnolo Blachnika, nie jestem twarzą L'Oreala. Nie zrobię kariery modelki i spędzę Sylwestra z ludźmi, żyjącymi w socjalnej nędzy. I nie mam siły się bronić, przed samą sobą. I to prawda, że nie jestem twoją matką, babką, siostrą, Johnem Nashem, Dalajlamą, ani samym Tobą. Kim więc dla Ciebie jestem? Przeszkodą?
wtorek, 8 grudnia 2015
Wiara w siebie
Wciąż tu jesteś. Wciąż wstrzymuję oddech, gdy... Mijasz mnie obojętnie, nie patrzysz na obraz panoramicznie, lecz względnie. Ta chwila już kiedyś wybiła, nietrwała, minęła równie szybko, jak się pojawiła. Spoglądam przed siebie, widzę płonącą pochodnię. Biorę ją w rękę i w tę otchłań wchodzę, po twych śladach kroczę. Nie oglądam się za siebie, schodami w dół, krętymi tunelami, szłam spokojnie, teraz biegnę. Słyszę na posadzce kroki. "Kim jesteś?". "Jestem tą, która Cię z kajdan pragnie wyzwolić. Uwierz wreszcie!"
sobota, 5 grudnia 2015
Zmarnowane życie
Czasem to samo w jednej chwili pomyślimy, częściej drogi do siebie gubimy. Potem się kłócimy i miesiącami milczymy. Zdarza się, że się godzimy. Osobiste urazy w sercu nosimy. Trudne do zagojenia rany pod makijażem ukrywamy. To się na sekundę zbliżamy, to znów wzajemnie odpychamy. Na tysiące kilometrów oddalamy. Całą wieczność od nowa drogi do siebie szukamy. Dlaczego proste sprawy tak bardzo gmatwamy? Żal mi tego czegoś nieokreślonego, co masz w sobie, lecz ukrywasz przede mną. Przecież istnieją drogi proste, bezpieczne, nie musisz siać wokół zniszczenia. Bo coraz więcej czasu naprawa drogi do Ciebie mi zabiera. Jak wiele czasu spędzamy na bezmyślnym klikaniu, pisaniu i gadaniu. Jeszcze więcej na intryg, gierek obmyślaniu. Tylko kot ma żyć siedem. Ja nim nie jestem. Więc dlaczego moje niezawinione cierpienie tolerujesz. Mój zawód miłosny, jak skalp nosisz, by wszyscy widzieli, że oto człowiek sukcesu kroczy.
Moje serce pękło
Gdy Cię nie ma mój świat wciąż się kręci, wciąż istnieje ziemia. Przechodzę z trudem przez skrzyżowaną drogę, częściej marznę, jeszcze we łzach tonę. Odnajduję leśne ścieżki, wracam do miejsc, gdzie się nikt nie spieszy. Wtedy, gdy na chwilę otwieram okna, by posłuchać śpiewu skowronka, ocierając łzy, mrużę oczy, by spojrzeć prosto w słońce, które rozprasza rozkoszy mroki. I pozwalam myślom płynąć, bezczelnie w stronę ognia, by spłonął mój zapał, by zabolała cisza. A potem patrzę, jak nadchodzisz i z jakim impetem się zbliża ta chwila, która nasz koniec wyznaczyła. Czy już wiesz, gdzie leży bólu granica?
środa, 18 listopada 2015
Fizyka miłości
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmieniać, upadać, lecz wciąż jestem żywa i nie lubię się poddawać. Kwiaty przekwitają, drzewom liście opadają, domy wody zalewają, a synowie umierają. Lecz są ludzie, których nie jest łatwo pokonać. Z Bożą pomocą i moją, może, i ty dostaniesz się do tego heroicznego grona. Bo ja nie jestem jak lew, niedźwiedź ani orzeł. Czasem jestem mniejsza niż mrówka, zazwyczaj przerasta mnie nawet mała góra. Nie biegam jak gepard, nie skaczę jak kozica, nie jestem przytulanką, nie mam futra misia. Możliwe jednak, że nie jestem porcelanową lalką, która stoi na wystawie i stłucze się, gdy się nią dzieci zabawią. I nie potrzebuję się na świeczniku ustawić, by ludzie na mnie uwagę zwracali. Ja jestem szybą, dzielącą Ciebie i tę lalkę, do której codziennie wzdychasz. Czasem tylko, gdy mnie dotykasz, chcąc poczuć tę, która wzroku twego unika, przenika mnie twój smutek. Ja znam ból, który ty czujesz. Dzieliłam z Tobą każdą chwilę, codzienne zabieganie, studziłam żar, dawałam ciepło, gdyś stojąc w deszczu marzł dla niej.Oddawałam pocałunki, pieściłam palców opuszki. Lecz ty na mnie nigdy tak, jak na nią, nie spojrzałeś. Nigdy mojej miłości nie dostrzegałeś. Bo ja jestem tylko mądrą szybą, w której odbija się twoja do niej miłość.
wtorek, 17 listopada 2015
A to co mam
Usta zastygły w grymasie rozpaczy. Twarz zakrywam dłońmi. Niech już na mnie nikt nie patrzy. Znikł w oczach ogień. Została pustka i jakieś myśli pomylone. Czujesz, że kochasz, drżą dłonie, serce kołota, wyrywasz się z własnych objęć. Krzyk rozdziera gardło. Niebieski ptak uleciał w przestworza. Nad sobą teraz szlochasz. Masz tylko te 3 grosze, ktoś wyciąga rękę po nie. Teraz już naprawdę niczego nie masz. I oto rozwierasz palce, w dłoni trzymałaś jedną myśl, jeden cytat, lecz to co najcenniejsze miałaś "Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie na was źle, cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków,którzy byli przed wami."
poniedziałek, 16 listopada 2015
Żona podróżującego w czasie
Powoli przechodzę w inny wymiar, w stan, do którego będzie miało coś, lub ktoś inny dostęp. Twoja twarz blednie, sylwetka zanika, choć nie używałam do mazania gumki, nie noszę już szkolnego piórnika. Zostały już tylko oczy, odbijają niczym lustro każde piękne kłamstwo, plugawe oszustwo. Nic mnie już u ciemnookich mężczyzn nie zaskoczy. Nicość odcina wartościom drogę. Bezduszność, milczenie stało się miłości wrogiem. Patrzę więc na mężczyzn z boku, stojąc w miejscu, nie mam pewności co do poradności wykonania jakiegokolwiek kroku. Nikomu nie ufam. Razem z twoim odejściem umarła moja skora do radości dusza. Więc i ja odchodzę do tej, którą byłam przed wiekiem, a może wczoraj. Ratuję resztki godności, uciekam od potworności. Od mężczyzny z piekła rodem.
piątek, 13 listopada 2015
Zbyt zwyczajna by być 2
On jedyny się nie martwi, że straci dom, żonę, dzieci, pracę, jeśli komuś czułość, swoją wrażliwość i dobroć okaże. Nie wodzą go na pokuszenie, ani zaszczyty, ani zakłady, piękne kobiety, samochody, domy, zabawa. On nie tańczy na deskach tandety, jego nie obchodzi próżna sława. I choć wcale o nic nie zabiega, to pomylił się, myśląc, że do życia wystarcza mu ciepły kąt i kromka chleba. Bo gdy dziś spojrzał w nieobecne oczy, doznał uczucia odrębności. Nie mógł już dłużej ukrywać, że w samotności cierpi, że tęskni za łaskawością tej zimnej pani, że pragnie z nią podzielić się swoimi marzeniami. On dobrze wie, że pragnąć wszystkiego, jest równoznaczne z nie pragnieniem niczego. I zapragnął w swym czystym sercu, znaleźć się ze mną na ślubnym kobiercu. Lecz w swej delikatności nie pomyślał o jednym: Czasu bezwzględności.
Zbyt zwyczajna by być
Zawsze ktoś taki się zdarzy, kto nawet o tobie marzy. Może nie ma już urody, może nawet nie jest już młody, lecz czasem, gdy przechodzisz obok, jak duch, jak jakaś anonimowa osoba, on spogląda w twoją stronę i chętnie rzuciłby się za twoje szczęście w ogień. Gdy podaje ci rękę, natychmiast wyczuwa twą udrękę. Nie widzi w tobie powietrza, kości, koloru skóry, nie dostrzega w rajstopach dziury. Lecz widzi w tobie człowieka, który nie przynależy do żadnej grupy. Nie wkłada cię w szufladkę z napisem "stara panna", dla niego ciągle stanowisz zagadkę. Gdy go obojętnie mijasz, wrzucając monetę w jego czapkę, on spogląda na ciebie ukradkiem. Potem słyszysz jak ktoś za plecami płacze. To on, ten stary zakochany w tobie dziadek. Jedyny, który umie kochać kobiety zbyt zwyczajne.
środa, 11 listopada 2015
Tutaj jestem sobą
Otwieram drzwi, okna i patrzę jak mija, ten moment, 15-to minutowa, wspólna chwila. Może gdybyś był obok, w tym samym domu, w tym obskurnym pokoju, tak jak nigdy nie byłeś i nigdy nie zmieniłeś numeru telefonu. Może gdybyś teraz mnie objął i pocałował mocno, to może nie przeklinałabym bycia przy tobie słodką idiotką. Może gdybyś mnie nauczył bycia silną, zdecydowaną, to byłabym myśliwym, łowcą, twardą sztuką, a nie melancholijną Dulcyneą. I może gdyby mi dano strzelbę lub łuk to ustrzeliłabym Ciebie. Może gdybym nigdy nie zbłądziła, nigdy nie upadła, na wszystkie zadane przez los pytania, odpowiedzi bym zgadła, to może znalazłabym chłopaka, zwykłego, cichego, skromnego, małomównego, ale jakże swojego i jakże zakochanego.
piątek, 6 listopada 2015
Hej, to znowu ja
Hej! To ja. Znowu przychodzę i się pytam, czy jest gdzieś jeszcze miejsce, dla takiej jak ja? Czy powiesz mi, że wszystkie są już zajęte i nikt na mnie od dawna nie czeka. A może mnie wpuścisz do siebie, gdy przycupnę w kącie cicho, lub gdy się ukorzę i przez twoje życie niezauważenie przejdę. Gdy jak duch, jak pamięć przeminę, zdmuchnięta w powietrze się uniosę i jak pył w przestrzeni rozproszę. Potem nikt już nie zrozumie, czym byłam i kim się stałam, jeśli na atomy się rozpadnę. Ale popatrz na mnie jeszcze raz, jak dawniej. Spójrz na mnie przez swą duszę, przecież ja tu długo nie zabawię. Odwróć się, proszę...nawet nie wiem, jak masz naprawdę na imię?
czwartek, 5 listopada 2015
Palec boży
Cierpienie jest zapewne cieczą. Kąpiemy się w nim, gdy chcemy być oczyszczeni z życia pospolitego. Cierpienie jest też cząstką planu Bożego. Pozwala nam spojrzeć na siebie z punktu widzenia naukowego. Dostrzegamy wówczas więcej, otwieramy oczy szerzej, wnikamy umysłem głębiej. W końcu docieramy do sedna całego. Dzięki ciągłym próbom powrotu do tego pierwszego, najczystszego, najbardziej bezbronnego. Przez podejście rozumowe pracujemy nad energią, która łączy stare z nowym, początek z końcem. Pracujemy nad alfą i omegą. To powoduje, że zbliżamy się do czegoś, co jest bliżej nieokreśloną materią. Kochamy swoją pracę i nie możemy żyć bez niej i wykonujemy ją mimo wyrzeczeń: nie możemy dotknąć siebie, bo nasza boskość w połączeniu ze sobą może wyzwolić taką energię, która zniszczy ziemię.
wtorek, 3 listopada 2015
Gdzie jesteś?
Gdzieś tam jesteś. Siedzisz pewnie teraz przed komputerem. Rozmyślasz nad życia sensem. Może piszesz pełne bólu wiersze. Pewnie są coraz lepsze. Czy Cię kiedyś ujrzę jeszcze? Los tak bardzo pomieszał nasze ścieżki, że nie ma pewności czy i jak się odnajdziemy. Choć przecież nie jesteśmy pierwszymi, przez pracę rozdzielonymi. Różnica wieku też jest bez znaczenia, choć nikt z nas takiej pary jak my nie zna. Powietrza też nikt nie widział. Co nie zmienia faktu, że nim oddycham. Więc może jeszcze razem będziemy. Czy czekałbyś na mnie, gdy starszym i wygnanym ty byłbyś?
poniedziałek, 2 listopada 2015
Samo(nie)zadowolenie
Potrzeba akceptacji jest tak wielka. Chciałabym myśleć, że jakąś misję wypełniam. Nie czuję życia. Czy ja umieram? Albo po śmierci do piekła trafiłam. Jestem w którymś kręgu królestwa piekielnego, nie wiem dokładnie, w którym. Nie czytałam Dantego. Twierdzisz, że jestem boska. Chyba raczej śmieszna, żałosna, z moją rozdartą powieką, skłonnością do złego i pragnieniem ciepła twojego. W moim życiu nie wypełniłam punktu żadnego. Nie wyszłam za mąż, nie urodziłam dziecka, nie zdobyłam najwyższego szczytu, nie pocałowałam księcia. Nigdy nie spotkałam uczciwego człowieka. Bo do końca życie nie nauczę się jednego: uszczęśliwiać siebie samego.
niedziela, 1 listopada 2015
Czego szukam?
W kościele szukam ochrony, spokoju, kogoś, kto się za mną wstawia i na ziemi od biedy wybawia. Chodzę do kościoła, w nim często przebywam i się ukrywam. Bo kościół karmi głodnych, podaje rękę upadłym, pociesza strapionych, umacnia prawych, przytula porzuconych, bezdomnych, słabych. Jak by to było, gdybym, tam się ukrywając, wyciągnęła rękę do swojej siostry lub brata, lecz zamiast niego dotknęła ręki swojego kata? Czy umiałabym to przełknąć, nie zawyć z bólu, pod jego spojrzeniem nie pęknąć? Lecz chodzę do kościoła też dlatego, by akceptować każdego. Wybaczać. Lecz daleko mi do świętego, który swoje 5 min. wykorzystuje do tego, by ratować bliźniego. Bo świętość to zaledwie moment, gdy wybierasz czyjąś krzywdę, a swoją obojętność, lub tylko jedno: człowieczeństwo. Tak jak św. Maksymilian Kolbe. Lecz ja nie odegram w niczyim życiu, aż tak wielkiej roli. Ale być może, jeśli przedrę się przez ten ból, lęk, niepewność, jeśli będę jeszcze przez lata w samotności płakać, jeśli nikomu się nie zwierzę, nikomu o problemie nie opowiem, to być może odegram w końcu swoją oskarową rolę. I może spotkam jakąś złą, lub dobrą duszę, której moja litość zmieni lub nie życie. Lecz złapię tę chwilę, ten moment, nie odejdę obojętnie, schylę się, podniosę, lub drzwi otworzę i do środka zaproszę. Wtedy dopiero o nim zapomnę, gdy stanę się dla ludzi ratowniczym pogotowiem.
Pięta Achillesowa
Za oknem listopad i słońce. Drzewo z pożółkłymi liśćmi było wczoraj. Opadły wszystkie, nagle, bez ostrzeżenia, w ciągu jednego zaledwie dnia. Taka jest fizjologia zmiany, następuje błyskawicznie. Jeśli się nie przyzwyczaisz do zmian, jeśli nie poddasz pod ich absolutną władzę, znikniesz wcześniej z tego świata, niż przewidziała to natura. A ja upadam, poddaję się rozpaczy, tracę włosy, przyjaciół, kochanków, kilogramy. Nie trwam jak Tadż-Mahal, jak Chiński mur, ani terakotowa armia. Jestem człowiekiem, który wierzy w wartości. I mam coś, co sprawia, że niszczeję: sumienie.
sobota, 31 października 2015
Kto mówi "tak", ten...
Gdy mówisz tak, wtedy zmieniasz cały mój świat. Buduję go od nowa, opierając jego fundamenty na znaczeniu tego słowa. Nie zakładałam przecież, że twoja moralność upadła. Wierzyłam w dobro i człowieka, teraz na śmierć czekam. Spotykam tu czasem żywe stworzenia, tu, pod tymi gruzami, świata budowanego naszymi marzeniami. I gdy tak opuszczona latami leżę, żywcem pogrzebana przez ciebie, to czuję samotność, niewyobrażalnie cierpię. Ludzie stoją nade mną i modlą się bym nie zapadła się w totalną ciemność. A ja te myśli słyszę, lecz wciąż nie mogę z martwych wstać. Bo jestem upadłą kobietą, którą nie diabeł, a człowiek życia pozbawił, przez to, że nie jest zamężną, że dla tego mężczyzny stała się zbyt niebezpieczną. Bo jego powołaniem jest wieczność, którą osiągnie przez skojarzone małżeństwo. Bo on tylko wtedy zmartwychwstanie, gdy dzieci spłodzi i na świętym ołtarzu je do błogosławieństwa złoży. I rodzi się tylko pytanie: jak długo wytrzymam trwając w tym stanie?
Duża dziewczynka
Gdy tu jesteś, jesteś moim spokojem, samotnością dzieloną na dwoje. Gdy Cię nie ma, wtedy życia się boję. Gdy Cię poznaję, wtedy na chwilę oddychać przestaję Próbujesz mnie potem reanimować. Udaje się nam zacząć wszystko od nowa. Bo ty jesteś moim powietrzem, poruszasz moje ciało, które Ciebie nigdy do końca nie zapomniało. Bo ty jesteś moim aniołem stróżem, który wprawia w drżenie moją duszę. Ona urosła, już dojrzała, lecz Cię nigdy kochać nie przestała.
piątek, 30 października 2015
Zostaw ludziom chociaż tradycję
I wyczerpała się. Po wielu tysiącleciach i ta gwiazda na ziemię spadła. Ostatni raz pełnym blaskiem rozbłysła i zgasła. Teraz jest już tylko pospolitym meteorem. A prawda się sama nie obroni, idę więc walczyć, bez zbroi i bez tarczy. I tu na ziemi, obalona argumentami silnymi skonam. A teraz już bez oczu i uszu u ujścia Styksu się błąkam, bo jestem głupcem, który niesprawiedliwie rodziny osądza. Bo cienka jest granica między gniewnym szałem, a natchnioną wizją. A ludziom prostym zabrano już przecież wszystko, poza tradycją.
Gdy jesteś samotna
Jak ciężko trzeba pracować, tak, że aż sił brak. Jak łatwo wtedy się poddać. Wtedy, gdy jesteś sam. Jak ciężkie bywają poranki, gdy od zmierzchu do świtu pracujesz, bo wiesz, że na starość nikt nie poda ci wody szklanki. Jak przykro robi się wtedy, gdy ktoś nadinterpretuje przyczyny twojej biedy. Jak przerażające bywają wieczory, gdy spętane masz ręce kajdanami niewoli. Jak głośna bywa cisza, która po kilku miesiącach każdą cząstkę twego jestestwa przenika. Jak wiele musisz poświęcić, by dochować złożonej tej staruszce przysięgi. Jak wiele mogłabyś oddać, by spojrzeć jeszcze raz w jego ciepłe oczy, gdy po Sylwestrze sprząta. Jak mocno trzeba kochać, by się spotkać tylko raz i potem innej go oddać. Jak trudno się potem z nim rozstać i ostatni raz patrzeć na znikającą za zakrętem chłopaka postać.
Lista oczekujących
Jakiś pusty dźwięk przerywa ciszę. Ktoś Cię wezwał na służbę poczciwości i oddania rodzinie. Każesz mi im miejsca ustąpić. Krzyczysz, rozejść się, zejść z drogi, bo oto święta rodzina nadchodzi. Zabierasz mi prawo do miłości, by zadość uczynić twojej chorującej na śmiertelność rodzinie. Sługo tych, co są na służbie chciwości. Będąc nim, nigdy się z powołaniem nie miniesz. Wystarczy tylko to, co dobre dla grupy, rodziców i rodzeństwa robić, najpierw o ich szczęście walczyć. Swoje marzenia porzucić, gdzieś po drodze do nie własnego życia zostawić. Stwórz naprędce jeszcze jedną oczekujących kolejkę i wpisz ich na sam szczyt. A mnie z listy skreśl. Bo tak to już w życiu jest, nad jednym się litujesz, nad innym nie. Ale zawsze jednemu dając o życiu drugiego wyrokujesz. Wiadomo, że poświęcisz mnie. Ech, co za pech...
Miłość i proporcje
Szczęście jest synonimem mądrości. W całym kosmosie, we wszechświecie odbija się boskie marzenie o proporcjonalności. Podziwiamy dzieła Boga z dołu, z ziemi, patrząc w czyjeś oczy, będące mądrości boskiej odzwierciedleniem. Jesteśmy cząstką tego świata, sługami, czasem swojego, częściej cudzego życia świadkami. Czasem jednak nie chcemy być po prostu sami. Wtedy dróg nowych, alternatywnych do siebie szukamy. Wtedy bierzesz w rękawiczce moją rękę, wtedy ja uśmiecham się do ciebie przez zawoalowaną twarz, wtedy ty bierzesz mnie w ramiona i przenosisz w inny wymiar. Tam, gdzie miłość jest mniej uroczysta, pompatyczna, a bardziej szalona, lecz równie religijna i bywa, że dozgonna.
czwartek, 29 października 2015
Gra pozorów
Znowu układam matematyczne wzory. Zamykam okna na świat powoli. Ktoś przesunął mój pionek na miejsce pierwsze z brzegu wolne. Widzę układ gry i widzę jej koniec. To był dla niego katastrofy początek, lecz wykonanego ruchu nie cofnie. Wygrywam, lecz on nic nie widzi i wciąż w to brnie. Lecz wkrótce się zorientuje i może oberwie mi się? Ta pozorów gra staje się w końcu dla obojga zbyt uciążliwa. Ktoś z nas kończy, ktoś gniewem wybucha. Ja też się gniewam, lecz zawsze najlepszy wygrywa. Zmieniasz układ gry. W tej grze ja też wygrywam. Czyżby Wielka Gra stała się bardziej sprawiedliwa? Och nie, ty dajesz mi fory, bym była przez chwilę szczęśliwa...
środa, 28 października 2015
Aha
Boże, tak się boję. Jesteś tak piękna, chwilo, że aż trudno uwierzyć, że mogłabym być twoja. Zamykam oczy, chcę śnić, lewitować, w fontannie rozkoszy się zamoczyć. Ktoś tam jest, za tą szklaną taflą wody i pociąga mnie za rękę, więc próbuję w jego historię wskoczyć. Biegamy w kółko, czasem patrzymy sobie w oczy. Jak dzieci niewinne cierpimy za cudze grzechy. Nie wiemy co z nami będzie, nie rozumiemy celu drogi. Lecz biegniemy przed siebie. Bóg jeden wie, jak się to skończy.
poniedziałek, 26 października 2015
Znaki na ziemi i niebie
Rzeki płyną, jak otwarte rany. Na ziemi ścielą się z liści dywany. Więdną w wazonach kwiaty, na polach żółkną trawy. . W lustrze wody odbija się zgarbiona topola. W stawie topią się żołędzie, straciły nadzieję, że kiedyś będą dębem. Ktoś przez nieuwagę stawia przyrody rezerwaty na skraju autostrady. A nasz statek wpłynął na spokojne oceany. Patrzymy w dal, w niekończący się bezkres. Na horyzoncie majaczą ptaki, w dziobach niosą jakieś znaki, zwiastujące nadchodzącą jesień. Nie bój się, wyciągnij do jednego rękę. Ptak przysiadł na ramieniu i zaśpiewał smutną piosenkę. Przyniósł dla nas nowiny, z jakiejś odległej nikomu nieznanej krainy. I może, gdybyśmy rozumieli jego mowę, wiedzielibyśmy, w którą płynąć teraz stronę. A wszystkie znaki na ziemi i niebie i tak będą mówić, że ja kocham ciebie.
niedziela, 25 października 2015
Miłość z szczęśliwym zakończeniem
Bylibyśmy wspaniałą z piekła rodem parą. Ja byłabym Anck su namun, a ty byłbyś Imhotepem. Bylibyśmy przeklęci, w miłości zbyt szaleni. Nie oddawalibyśmy nikomu władzy: ani cesarzowi, ani Bogu, ani prawom natury, ani filozofii przyrody. Nie bralibyśmy niczego na logikę, bo największą ufność pokładalibyśmy w metafizyce. I tak próbował byś mnie wyzwolić, z moich kajdan wieku, z ciała niewoli. Bo gdy wykradłbyś moje ciało, to zrozumiałbyś, że to za mało. Bo potrzeba zawsze ofiary, gdy biologia umiera, lub gdy człowiek robi się stary. I gdybyś mnie wtedy ożywił, gdybyś znalazł księżniczkę, którą byśmy w imię miłości poświęcili, to już na pewno bylibyśmy ze sobą razem szczęśliwi. Nic a nic by nas przecież tamci ludzie nie obchodzili.
sobota, 24 października 2015
Śpiesz się, bo do mety blisko
Jak wszyscy się śpieszą, biegną do mety. Wyścig o męża i żonę trwa, mężczyźni przekazują sobie sztafety. Kobiety biegną wolniej, wciąż depcząc sobie pięty. Jedna drugą goni, strzela z łuku, kaleczy, nikt nikomu nie podaje dłoni, bo gdy konkurencję poczują, mocniej zaciskają pięści, na tętnicy zęby. A mężczyźni z uśmiechem na ustach przekazują sobie nadal sztafety. Nie odkładają niczego na później, nie kolekcjonują. Jedną zawsze sztafetą się wszyscy wysługują. Potem, gdy dobiegną już do mety, zanim przeczeszą fryzury, zanim zapieją koguty, wtedy wspólnie tryumfują. Piją szampana, wołają swoje kobiety. A tamtą, jedną, wysłużoną w kąt rzucają, bo do przedmiotów wagi nie przykładają. Do wody wrzucają, czasem kaczki nim puszczają. Nikt już w mówiące kamienie nie wierzy.
czwartek, 22 października 2015
Spójrz na mnie teraz
Wszyscy próbujecie mnie przekonać, że nie wiem, co to szczęście i dlatego go nie mam. Słyszę wciąż nowe wieści z waszego cudownego we dwoje życia, gdzie jedna ręka drugą pieści. Ale nie patrzycie mi w oczy, gdy krzyczycie:"mnie to nie dotyczy!"Musisz się przełamać, musisz spróbować, zacząć żyć tak jak my, aby szczęścia kosztować. A ja odwracam się i odchodzę, wiem, kiedy jestem niepotrzebna, kiedy nie w porę przychodzę. Nie będę burzyć waszego szczęścia. Widzę to w waszych oczach, że jest wam ze sobą dobrze. Dobrze... jak daleko mi do tego określenia, gdy porównam swoją nędzę z waszym życiem bogatym w owoce. Gdy patrzę na moje marne zbiory, które zniszczyła wichura, deszcz i pożar. Lecz odwracam twarz, odchodzę. Ze spuszczoną głową, ze łzami w oczach.
środa, 21 października 2015
W strugach deszczu
Opowiem Ci coś teraz: w życiu można też przegrać. Nie jak ty, jak ja...Ciało to za mało, trzeba mieć ducha, który Cię słucha. Zniszczyła mnie choroba, nie moja, cudza. Jestem u Niemca na usługach. Zawzięty, wciąż mnie dręczy. Zamyka mnie w ciemnej celi i wszystko każe wydukać. Całą prawdę i nawet to, co jest kłamstwem. I pięty przypala, wątrobę jak sęp wyjada, codziennie widzisz krążące nad twym bezwładnym ciałem skrzydła kruka. Takie życie to udręka, dlatego poddawałam się już nie raz i nie dwa. Lecz gdy złożę broń kolejny raz, wtedy być może przestanę płakać, lub może deszcz przestanie padać. Tak bardzo nie chcę się już bać.
wtorek, 20 października 2015
Niewolnicy konwenansów
Ciekawe kim bym była, gdyby mnie moja mama w moim obecnym wieku urodziła? Może siedziałabym teraz w sypialni z mężem i do piersi malutkie dziecię tuliła. Może miałabym rodzinę i była szczęśliwa. Ciekawe kim bym była, gdybym się ten ułamek sek. w dziejach później urodziła. Może nie musiałabym się emancypować, bo byłabym młodsza od Zbyszka i konwenanse nie musiałyby na samotny los mnie skazywać. Ciekawe kim bym była, gdybym się chłopcem urodziła? Może nie byłabym papieżem, ale na pewno dla wartościowej kobiety rycerzem. Nie zawierałabym małżeństwa dla nikogo, ani dla rodziny, ani dla młodej żony, ani dla posagu, ani nawet dla księdza. I może wtedy, gdybym się mężczyzną urodziła, miałabym wybór, by przeciwstawić się małżeńskim układom, pokochała tę przez los oszukaną i do końca życia samotną bym nie była...
piątek, 16 października 2015
Wciąż piękna
Gdzieś tam jesteś, mój mężczyzno z czystym sercem. Stoisz, tak bardzo nagi, pokorny, bo wierzysz, że szczęście po śmierci nastąpi. Pragniesz i zdobędziesz, to czego i ja pragnę: wieczne szczęście. Bo to chwilowe jest jak liść na wietrze, lub piórko gołębie, nie należy do mnie ani do Ciebie. Zostawiają je ptaki i drzewa, bezmyślne, bezrozumne, porzucają, bo taka ich natura, bo tak trzeba. Bo szczęście, które zawiera się w rozkoszy, jest marne i może jedynie nierozsądne dzieci ucieszyć. Ale my jesteśmy od nich kilka kroków dalej, mądrzejsi o popełnione błędy, starsi i dojrzali. Ale wciąż piękni, choć tak po ludzku słabi.
czwartek, 15 października 2015
Wciąż mnie nie zatrzymasz
Zasypałeś pamięć o mnie stertą ważniejszych spraw, lepszych przyjaciół, milszych kobiet. Odwróciłeś od mojego cierpienia oczy, znalazłeś inne w zasięgu. Teraz pleciesz jej warkoczyk. A byłeś taki realny, gdy dałeś mi koralik, ja w zamian dałam ci srebrny pierścionek. I mimo to, zapomniałeś o mnie. Wysłałam Ci listy, rozesłałam setki pogniecionych fotek. Naraziłam się na gniew rodziców, straciłam opinię i dobre imię. Zaryzykowałam, bo nadzieję miałam, że choć część dotrze w twoje ręce, bo wolałam, żeby nawet jakiś gangster z gór ci te zdjęcia zabrał, ale, żebyś wiedział, że wciąż o ciebie walczę, że się jeszcze nie poddałam. I mimo, że wieczorami za tobą tęsknię i płaczę, i wciąż piszę, choć rymu nie widzę, to ciągle tu jestem i za Tobą oczami śledzę.
środa, 14 października 2015
Niewolnica mody
A ja wciąż daję radę sama. Nie całuję się, nie żegnam, nie witam. Ty wciąż trzymasz mnie na dystans. Nie chodzę do knajp, ani do męskich mieszkań. Nigdy nie wskakuję do jadącego tramwaju, ani do męskiego łóżka. Wysyłam nagie zdjęcia, bo to modne było przez jakiś czas. Ale zmieniły się trendy i już robić tego nie zamierzam. Teraz będę trochę inna, mniej swobodna, bardziej dobra. Może będę też gorsza, ale z całą pewnością zamierzam być modna.
wtorek, 13 października 2015
Będę tu dla Ciebie
Wyglądasz ostatnio na smutnego, strasznym życiem zmęczonego. Może stoisz na rozdrożach i nie wiesz, gdzie skręcić i która to, ta właściwa droga? Pozwól mi twego smutku spróbować, gorycz przełknąć i przytulić bez słowa. A teraz nie wstydź się i płacz, i daj, niech spojrzę w twoją twarz, bo ja też widzę często ciemną stronę życia. A gdy wszystko po kolei na Cię spada, jak szarańcza, zaraza, lub inna z dziesięciu plaga, wtedy wiedz, że cokolwiek wyznasz, nie zmieni tego, że kocham Cię. I gdy Ci się zły sen śni i gdy potem długo leżysz, milczysz i gdy znowu się oddalasz, to spójrz, ja tu jestem, stoję obok Ciebie w strugach deszczu.
poniedziałek, 12 października 2015
Stary musi, młody może
A życie zrobiło się takie nieżyczliwe. Snem cichym usnęło, zabierając do grobu wszystkie tajemnice. Chorobliwie milczące, znudzone, dzikie, przeprawia się na drugą stronę ze swoim zbyt młodym towarzyszem. Potrzebowało bliskości na te ostatnie dni na niskości, więc zamówiło rozczarowaną miłością dziewczynę. Zmieniło jej umysł i ciało swoim potrzebom podporządkowało. Jestem partnerką do tańca, tańczę zabójczą czaczę i śmiertelnego walca. W mych ramionach, zapewne ze śpiewem na ustach ostatnią drogę pokonasz. Marzyłaś o tym by nie być opuszczona, więc dostałaś w prezencie na pocieszenie dziewicę. A teraz już bądź uspokojona, bo z nie z samotności, a ze starości skonasz. A ja? A ja mimo, iż nie muszę...
sobota, 10 października 2015
Zróbmy sobie dzidziusia
Dziś obrazy zaklinają się w słowa. Myśli powracają w miejsca, które opuściło ciało, lecz wciąż tęskni dusza. Odgrywanie jednej tylko roli, takiej, za którą pospólstwo nigdy nikogo nie pokochało to nic innego, jak żałosna fucha. Szukam Cię wzrokiem wśród widowni. Siedzisz w ostatnim rzędzie. Patrzysz krytycznie, lecz na twarzy widać napięcie. A ja palę się ze wstydu, lecz swej roli nie zmienię. Pewnie do końca miałeś nadzieję, że coś od siebie wtrącę, lub cokolwiek zrobię, bo to żałosne, grać nędzarki rolę. Ktoś jeden się o mnie martwi, większość przeklina, ktoś tam jeszcze udaje, że go mój los porusza. Cała sala się ze mnie śmieje, gdy mówię swoją kwestę: Zróbmy sobie prezent, niech nas ktoś naprawdę pokocha. Zróbmy sobie dzidziusia...
Gdyby...
Gdyby możliwym było, oderwać się od złych wspomnień, utraconych lat, marzeń. Gdyby możliwym było, przewinąć taśmę do tyłu. To wróciłabym do początku, Krakowa i pracy w kiosku. Siedziałabym teraz przy kompie i czytała, czy Zbyszek pisze jeszcze o mnie. Potem zrobiłabym herbatę, przejrzała poranną prasę. Zajrzała do Podhalańskiego Tygodnika, czy jakiś Surowiak na świat przyszedł i czy jego ojciec ma na imię Zbyszek. Serce by mi przy tym kołotało. Zakopane, Szczawnica, Tylmanowa...uff, na szczęście nic się dzisiaj nie stało. Wracałabym do domu sobotnimi wieczorami. Jadąc tramwajem z rozbawionymi, pijanymi studentami. Patrzyłabym jednak w okno, by nie wspominać już tego, co wydarzyło się z tobą. Potem weszłabym do domu, włączyła komputer. I patrzyła na nieruchomy ekran, brak wiadomości, pustą pocztę. I pewnie zasnęłabym dalej marząc o Tobie.
piątek, 9 października 2015
Wszyscy, tylko nie ja...
A gdyby tak zmienić nastawienie do wszystkiego, zacząć pozytywnie myśleć i odbiec gdzieś daleko myślami w przyszłość? A gdyby tak, zacząć się życiem cieszyć, być szczęśliwym, to proste, wystarczy się zmienić. A gdyby tak zebrać wszystkie niepotrzebne rzeczy i wyrzucić na śmietnik? A gdyby tak nigdy już nie patrzeć w lustro, by nie widzieć oszpeconej twarzy, która już nie wypięknieje ani dziś, ani jutro. A gdyby tak nikogo więcej nie spotkać, by nie widzieć przestraszonego spojrzenia, nie odpowiadać na pytanie, skąd ona, ta blizna, się wzięła? A gdyby tak zejść im z drogi, by nie słyszeć krytyki lub próśb o nagie fotki. A gdyby tak zamilknąć w pół słowa, gdy ty oczekujesz, że oto nagle rozwinie się rozmowa? A gdyby tak cię rozczarować, że wciąż żyję i nie trzeba mnie ratować? A gdyby tak nie pokazywać ci w mojej rodzinie śmierci, to czy wtedy znajdziesz do zadawania mi pytań chęci? A gdyby tak po prostu, bez przyczyny nie dostarczyć ci już twojej dawki adrenaliny?
czwartek, 8 października 2015
Tu i teraz
Powiedz mi, gdzie jesteś? Wiesz, wciąż wieczorem modlę się za Ciebie. Gdy schodzę piętro niżej, w swą ciszę, słucham, co w mym sercu na dnie. Wypływam na głębię, rozpinam żagiel na wietrze, fale unoszą mnie. Myśli płyną, a ja nie zatrzymuję na nich się. Obrazy przodków, przyjaciół, hiszpański hotel i zawsze ktoś w tle. Ktoś, kto wygląda jak Hiszpan, lecz nim nie jest. Znaki twojej bytności w moim sercu pozostawiasz tu i teraz. I wtedy znów pośród ulicznego zgiełku, rozbrzmiewa słowika śpiew.
środa, 7 października 2015
Spotkajmy się
Spotykajmy się na prostej drodze, wiodącej do życia w cnocie. Będę tam szła pod górę, przez deszcz, piach i wichurę. Pokonując siebie swoje słabości i strach. Wśród krzyków ludzi, chaosu ideologii, dochowując swoich tradycji, będziemy trwać. Spotkamy się na prostej drodze, która nie prowadzi na manowce. Minę znaki zakazu, ogłuchnę na prośby i groźby, będę tam, gdzie ty szła. Spotkamy się na prostej drodze, pocałujemy się w tradycyjny sposób, ty złapiesz mnie za ręką, a ja...a ja nie uderzę cię w twarz.
wtorek, 6 października 2015
Rozczarowanie
Budzę się, podnoszę głowę, impulsy ostatnich wrażeń docierają do mózgu. Podstarzałych żonatych mężczyzn obrazy przejmują kontrolę nad moją życia wolą. Dotykają mojej skóry, dręczą i molestują. Boli odbicie w lustrze, uszkodzona skóra na powiece, złamane serce, rodzina w rozterce. Wiara upadła. Nadzieja się zachwiała. Miłość rozczarowała. Chciał mi dać kolejną pokory lekcję. Moja miłość dla niego była obelgą? Wstyd i rozgoryczenie. Patrz, jesteś tylko jego zabaweczką, wypełniającą chwilowo pustkę, dającą się dręczyć laleczką. Obciął ci włosy, zdjął sukienkę i pourywa rączki, narysuje na twarzy plastry, zepsute zęby i wąsy. Potem przemilczamy skutki i upadki. Czy jesteśmy aż tak młodzi, że wciąż mamy prawo do głupoty? Ja już nie. Wina spada na mnie. Lepiej by było, gdyby internet nigdy nie pojawił się.
niedziela, 4 października 2015
Kim jesteś?
Co zrobić, gdy gwałci cię przyjaciel? A on wraca do swych zajęć i gra swoją rolę chłopaka swej dziewczyny i przyjaciela wszystkich ludzi dalej? Co zrobić z poczuciem niesprawiedliwości, że on cię szykanuje z powodu pochodzenia, wieku i inności? Skąd czerpać siłę, gdy on cię poniża, by dowieść swojej wartości? To tylko pytania o prawdziwe wartości...Kiedy wartością przestaje być człowiek, stanie się nią koza, bocian i skórzana kurtka, okrągła pupa, fura i komóra. Tacy ludzie zmieniają się w to, czym się popisują. Niewiele mając w głowie, zmieniają nie swe życie, ale wciąż osobowość.
Piekło na ziemi
Zapadam w się sobie. Znam to uczucie. To depresja, smutek ogarnia mnie. Nagość i wstyd będą już zawsze szły w parze. Czy ktoś to zmienić może? Nie, już nie zechce. Nicość zatryumfowała, kraina fantazji przepadała, jej bohater wraz ze swym koniem na bagnach przepadł. W błocie utopił się sen. Góry pękają, głazy w leśne doliny spadają, zasypują urodzajną ziemię. Zostaną na niej tylko wilki, te najsilniejsze i najokrutniejsze. Zagryzą każdego, kto będzie miał śmiałość rozmawiać, płakać. Będą mordować to co zostało, to co jeszcze w nas dobre. Na koniec zagryzą i siebie. Ten świat staje się piekłem.
sobota, 3 października 2015
To przecież grzech
Nic mi dziś nie powiesz? Wiem, nie chcesz wejść znów mi w słowo, mój ton i głosu melodię. Więc milczymy, choć obok siebie siedzimy. Latami nieobecni, lecz wciąż mamy nadzieję poczuć się w swych ramionach bezpieczni. Patrzysz inaczej już na mnie. Wyciągasz ręką, gdy płaczę, przesuwasz skoczka dwa oczka dalej. Tryumfujesz, masz to wymalowane na twarzy. Szach mat i po sprawie. Jeszcze tylko to jedno dla ciebie zrobię, zdejmuję odzież, ty myjesz dłonie. Potem bez słowa wychodzę. Patrzę na marną, wciąż żyjącą istotę. Ten ktoś marznie, cierpi, mówi do mnie i leniwie leży. Mrużę oczy, odchylam w tył głowę i wzdychając do następnej czynności przechodzę.
czwartek, 1 października 2015
Zostanę przy Tobie
Co zrobić z tym lękiem, gdy on patrzy w twoje oczy i nie wie, co będzie dalej i jak się to wszystko potoczy. Czy bawić się sobą, jak myszą koty, czy pozwolić mu na więcej i nie przerywać psoty? Założyć się z szatanem, że go posiądziesz, a on pokocha cię i zrobi z ciebie swoją pierwszą damę, albo prostytutkę, ale gdy będzie z tobą, odważy się przynajmniej być sobą. Tak jak było zawsze. Ale ja będę mimo to z nim i obok.
wtorek, 29 września 2015
Za górą, za lasem
Gdzieś tam, daleko, za lasem, górą i siódmą rzeką, mieszkała pewna dziewczyna, którą wygnała jej własna ojczyzna. Gdzieś tam, za lasem, daleko, idzie chłopak codziennie po bułki i mleko. Nuci pod nosem piosenkę i podryguje, bo znalazł swą królewnę. Nuci wesołe melodie, do tańca, radosne, skoczne, które nie obiecują złota, pieniędzy, bo to marność, strata czasu i głupota. On nuci pieśni o miłości, roześmianej, wesołej, młodzieńczej, wolnej od intryg i zazdrości. Gdzieś tam, daleko, za lasem, tęskni dziewczyna za swoim z gór chłopakiem. Marzy, że, gdy przejdą złe czasy, minie rozpacz i smutek, znów będzie z tamtym góralem, razem. Gdzieś tam, za lasem, daleko, mieszka chłopak, który chce być właśnie ze mną.
poniedziałek, 28 września 2015
Dzień, w którym pękło niebo
I nadszedł ten dzień, zupełnie niespodziewanie. Wszedł, zapukawszy, zdjął buty, płaszcz odwiesił w szafie. Potem usiadł w salonie, za stołem i rozpiął ubranie. Guzik za guzikiem, potem za mankietem mankiet. Stałam wtedy w oknie, nie słyszałam wspinania się po stopniach. Patrzyłam w dal i choć na ten dzień od lat czekałam, to gdy wszedł niczego nie usłyszałam, nawet w jego stronę nie spojrzałam. Potem zakończyłam oczekiwania lata, postawiłam kropkę i czekać przestałam. A ty wtedy właśnie bezszelestnie w moje życie wszedłeś. Postawiłeś w wazonie brunatne liście i niczym wiatr do uszu wspomnienia zacząłeś szeptać. Lecz ja przeszłam obok ciebie zamyślona, spojrzałam nawet przez ciebie roztargniona. I gdy na chwilę słońce rozjaśniło twą postać, przetarłam oczy i zadrżałam, bo mężczyznę z krwi i kości ujrzałam.
niedziela, 27 września 2015
Dzieci Boże
Kiedyś przyjdzie taki moment, że zaczniesz starać się o żonę. Przyjdzie do ciebie mała wróżka i zapuka do serduszka. Zapyta cię w zachwycie o twoje wiersze i zobaczy zdjęcia wielu wróżek na pulpicie. Popłacze sobie cichutko, bo ofiarowała ci swoje jedyne serduszko. I powie: proszę Piotra Pana, kiedy Pan dojrzy, że jestem w panu zakochana. A wtedy może, gdy wyruszy w przygodę, pokona jakąś straszną, po dziecinnemu, nie do przeskoczenia przeszkodę, a potem, gdy rozgryzie własnymi zębami nie do zgryzienia orzech, a na koniec pokona Hooka, wtedy może do jego serducha ponownie mała wróżka zapuka. I tym razem on jej otworzy i przestaną w końcu żyć jak dzieci...boże...
sobota, 26 września 2015
W imię...
Miałaś miesiąc temu umrzeć. Lecz przeżywasz. Znowu jest ranek i czujesz ból kości. Przypominasz sobie skąd ten ból się wywodzi i co od miesięcy, lat, żyjąc ze staruszką, przechodzisz. Podchodzisz do lustra, widzisz zmęczone, posiniaczone oczy. Myjesz twarz, zęby, zaplatasz warkoczyk. Myślisz: co dzieje się z twoim przyjacielem. Martwisz się. Przypominasz sobie, co o nim mówią. Co on przemilcza. Odwracasz twarz od lustra, zamykasz oczy. Czas leczy rany, ale nie te, które ci zadano w imię...miłości...
czwartek, 17 września 2015
Gdyby człowiek wiedział, że...
Co się dzieje ze światem? Jak znaleźć mimo to wartości uniwersalne? Jak się nie dać sprowokować, wierzyć w ludzkie słowa, lecz nie dać się zwariować? Jak obietnic dochować, być wiernym przyjacielem, sługą, czyimś dobrym duchem? Jak być kochanym i kochać? Przejść razem wszystkie burze? Jak przyjaciela i siebie od zguby uratować, jak mu dogodzić i sprawić, byśmy przestali żyć wbrew naturze? Jak być wiernym sobie i nie tracić żadnego dnia więcej na zdobywanie rzeczy, pieniędzy, kłótnie? Jak patrzeć, by widzieć w nim swoją przyszłość, żyć razem na wieki i jeden dzień dłużej?
środa, 16 września 2015
Jeszcze poczekajmy
Myśli są bezbronne jeśli wypływają z głowy wolnomyślącej. Są jak delfiny w bezkresnym oceanie ciszy pływające. Zwinne, szybkie, łagodne, docierają dalej niż ssaki lądowe. Gdy wyskakują ponad wodę są radośniejsze niż powietrzne ptaki. Są tak piękne, mądre, dobre, bo żyją jako istoty wolne. Są wesołe, bo mają wolną wolę. Ocean to życie i głębie niezgłębione. Wystarczy go raz spróbować, jego nieograniczonych możliwości swym skończonym umysłem zadatować, jako skończony twór skatalogować, a zrozumiemy, jak małe są dążenia, które niczego nie zmienią. Bo ja - człowiek, gubię się czasem w swej zbyt ciasnej głowie. Więc jeszcze poczekajmy, smutnym myślom się nie dajmy. Po prostu bądźmy, od czasu do czasu razem, choćby myślami, bez słów, wpadnijmy na siebie przypadkiem. A wtedy, gdy rozpoznamy się pośród morza osób, bo może powiesz TO słowo, lub ja uśmiechnę się w TAKI sposób. I zrozumiemy, że prawdziwa mądrość to rozkazywać własnej naturze, której najpierw trzeba dać posłuch.
wtorek, 15 września 2015
Przerwana szczęścia nić
Namalowany portret twój wisi w galerii obrazów, strzegę go jak największego skarbu. Tego portretu nie zakończę, może nawet nie dotknę już ani razu. Historia nie znajdzie już pewnie na ołtarzu finału, muzyka przestanie grać w pół taktu. Lecz mimo to obraz Ciebie ze sobą poniosę, niedokończoną opowieść na swe życie przeniosę. Gdziekolwiek pójdę twoje wspomnienia ze sobą uniosę, malując twoje portrety niedokończone. Nigdy nie poznawszy Ciebie, mojry snuć będą mego życia nić, nigdy nie dając w nim szansy na szczęśliwe zakończenie.
piątek, 11 września 2015
Gdzie dom, tam jest twoje serce
Znowu nie wiem, co czuję. Bo zgrzeszyłam przeciw własnej naturze. Myślałam, że skarb znalazłam, mężczyznę, ideał, lecz dane mi przez niego klucze nie pasują do tego idealnego królestwa. Bo on widzi we mnie Fionę, paskudnego ogra, a szuka Śpiącej królewny na żonę. Zadaje mi w kółko zagadki, których odpowiedź zna tylko on i wkręca w intrygi uknute przez umysł nienawidzącej mnie jego matki. I wciąż w grupie przebywa, motłochu słucha i tańczy, jak ten mu przygrywa. Dwa - to cyfra szczęśliwa, lecz trzy - cztery, to różnie z tym bywa. Motłoch krzyczy, motłoch kracze, motłoch nie rozmawia, nie pyta, on już wie. I nigdy nie wybacza. Tłum nie myśli, on nie zna granic, wystarczy mu pokazać sztuczki, a będzie cię wielbił i chwalił. Bierzesz więc moje nagie fotki, by zyskać nad ludźmi władzę, by odwrócić od własnego lenistwa i nieszczerości uwagę. Rzucasz je tłumowi i pokazujesz się z hojnej strony. Bo sercem mieszkańców Grywałdu nie jest kościół św. Marcina, flisacka przystań, czy Sokolica, lecz pornografia i prostytucja internetu.
czwartek, 10 września 2015
Aniele Boży...
Codziennie tu jest, wytrwale przychodzi, moja podpora, moja tajemnica, mój anioł stróż, który nigdy nie zawodzi. Gdy walczę ze swoimi demonami, gdy śnię na jawie koszmary, on odwraca ich uwagę, zasłania własnym ciałem przed razami. Potem długo leżymy z niewinności odarci, zagubieni, powaleni obosiecznego miecza ciosami. Mimo to on codziennie jest obok, do naśladowania wzór, ideał: człowiek z podniesioną głową. Gdy rozpadam się na kawałki patrzę na jego odbicie, po czym zaciskam mocno pięści, wstaję, otrzepuję z kurzu i idę dalej. A świat się ciągle zmienia, przyspiesza, ludzie odchodzą, mijają jak ten pędzący czas, to on jeden trwa. I choć każdy upadek boli, on rany zabliźnia, cierpienie łagodzi. Każdego dnia. I nadal mi przewodzi, myśl ta: rozmawiaj z ludźmi, jakby taka była wola boża, a z Bogiem, tak jak z ludźmi: ważąc słowa.
wtorek, 8 września 2015
Ciała niebieskie
Po dzisiejszej nocy na niebie rozbłysły dwie gwiazdy, uosabiają pragnienia i marzenia każdej kochającej się pary. Jedna gwiazda wyrwana została z łona Gai-Pramatki i tak lekką była, że pofrunęła do nieba, gdzie będzie trwać po wieczne czasy. Jest tam też inna, czysta i niewinna, zbyt silna tęsknota jednej pary uczyniła uczucia niebieskim ciałem. Są osobno, lecz obok siebie. Bóg wyciąga do nich rękę. Gdy On dotknie ich palcami nieszczęśliwi ludzie doznają szczęścia, nocą, na ziemi, leżąc pod niebem usianym gwiazdami. Tylko jedno życzenie, jedna gwiazda, jedna szansa, dla każdej zagubionej w świecie pary. A ludzi miliardy, odnaleźć ją może tylko człowiek mały, który szczerze kocha i wierzy w ideały.
poniedziałek, 7 września 2015
Modlitwa na ten dzień
Nastał wrzesień. A z nim przyszła słodka jesień. Drzewa się niedługo zmienią, ta ziemia stanie się inną ziemią. Lecz ludzie pozostaną ludźmi, ich serca się nigdy nie przemienią. Czasem coś się w nas jednak poruszy, zatwardziałe serce jak lód skruszy, wtedy usłyszysz płacz dziecięcej duszy. Lecz zawczasu we własnym sercu rozważ, czym naprawdę jest tej małej duszyczki prośba. Weź ją do ręki i na dowód niewinności w świętej wodzie obmyj jej twarz. Lecz nie kładź jej nowo narodzonego ciała na żadnej z szal, bo bez grzechu przychodzimy na świat. Wysłuchaj tylko jej smutnych skarg, oddaj w ręce Boga ten życia dar. Bo jako niewinną duszę Boże, żeś nam Ją dał, taką samą też oddajemy Ci Panie nasz.
niedziela, 6 września 2015
Barbarzyńskie listy do Zbyszka
Wysłałam do Ciebie posła z zaproszeniem na moje gody. Miałeś być na nich moim mężem, przyjacielem, chyba nie byłeś na to gotowy. Poseł wrócił następnego dnia bez rąk, nóg i głowy. Kalectwo jako symbol twojej odmowy. Obraziła Cię moja propozycja bycia mężem barbarzyńskiej białogłowy. Odtańczyłeś na posła zgliszczach z góralską wybranką taniec godowy. Rzuciliście w moją stronę kalekie szczątki i gromkimi okrzykami, wrzaskiem i machaniem ciupagami poprzysięgliście zemstę za zbyt dosłowne w listach treści, za niechciane zaloty.
Jaka jest różnica pomiędzy: mieć pietra i być tchórzem?
I zaczęła się od nowa. Twoja ulubiona gra: potyczka na słowa. Podchodzisz mnie jak zawsze od tyłu, próbujesz sprowokować. Czujesz się na swoim terytorium, przewracasz na plecy. Zaczynamy się kotłować. Nie poddam się tak łatwo, lecz szybko zdobywasz przewagę i zaczynasz tryumfować. Zdobyłeś już kiedyś to ciało, moje królestwo i nigdy korony nie oddałeś. Dlatego drogę do niego tak dobrze znałeś. Zakopane klucze odkopałeś i przez drzwi, jak właściciel wszedłeś, do łóżka mego wpełzłeś. Co ty sobie myślałeś? Potem przez kilka minut mnie powstrzymywałeś, bym za tobą nie pobiegła, gdy w siną dal uciekałeś. I co będzie dalej? Co teraz? Ty zaczniesz swoim życiem niebieskiego ptaszka żyć. A ja się z tego nigdy nie pozbieram...
Nie kocham Cię, życie
Gdy świat się do życia budzi, otwieram na oścież okna, szukam rozpaczliwie, po raz ostatni uczciwych, szlachetnych ludzi. Wtedy ktoś swój świat na ciebie zamyka, zatrzaskuje bez słowa drzwi, z twego życia znika. Chwilę potem już go z inną spotykasz. Gdy idą ulicą obejmują się, śmieją, a ja...płaczę. To nie myśl życie, że ci kiedykolwiek wybaczę. Gdy Ona moje szczęście rujnuje, by swej urody dowieść, że są najpiękniejszą we wsi parą, już niesie wieść. I gdy na mego życia zgliszczach, swoje szczęście układa. To czy tak wypada?
wtorek, 1 września 2015
Ostatni Mohikanin
Czasem przychodzą do głowy myśli dobre, o czynach obojętnych dla ducha. Słuchaj słów niesłyszanych dla ucha! Podchodzisz wtedy do mnie jak starszy brat i rozpoznajesz smutek w oczach, choć nie patrzysz dzisiaj w twarz. Rozpadały się słowa przez ból przemienione, popłynęły łzy po policzkach. Płacz, kochany bracie, razem z nami. Bo oto umiera dziś ostatni Mohikanin. Posłuchaj melodii słyszanej sercem, nie uchem, śpiewanej nie ustami, lecz świętym duchem. Zaśpiewaj żałobną pieśń, bo dziś do grona jednego plemiona dołączy Igor, mój siostrzeniec. Popędzi niczym strzała w zaświaty, tam, gdzie czeka i na mnie rada starszych. Bo została nas już zaledwie garstka: moja siostra, bratanek, ja, rodzice oraz brat.
niedziela, 30 sierpnia 2015
Komu bije dzwon
Znowu go mam, ten moment, kiedy myślę o Tobie. Zatrzymuję się więc, przerywam nie ważne już dokąd wiodącą drogę. Idę teraz w inną stronę, skąd słychać bijące na sumę dzwony. Otwieram ciężkie, dębowe kościelne wrota, podchodzę do krzyża i szeptam: wybacz mi Jezu, zaślepiła mnie własna głupota. Przykładam rękę do Jego ran i na klęczkach, z opuszczoną głową łkam.
sobota, 29 sierpnia 2015
Jarzmo
Co się staje, gdy zadajesz pytanie? Otwierasz drzwi, wychodzisz do ogrodu i rozmawiasz z kwiatami, wirujesz w tańcu z driadami - drzewnymi nimfami. Bosymi stopami przemierzasz mokre od porannej rosy trawy, idziesz dalej,omijasz zakazu znaki. Teraz biegniesz, przeskakując płoty, wysokie mury i z drutem kolczastym siatki. Byle gdzie, byle jak, byle przed siebie, stąd dalej, byle skończył się los więźnia, wysłuchującego tylko cudze skargi i żale. Uwolnić się od pozbawionego elementarnych uczuć człowieka, kobiety, która mi odbiera ducha, marzenia, otoczenie gnębi i wciąż narzeka. I uwierzyć, że czasem, nie człowiek, a pieniądz staje się największym jarzmem.
piątek, 28 sierpnia 2015
Ptasie myśli
Gdyby myśli były jak ptaki, śpiewały pieśni pochwalne, dziękczynne i chwalebne. Gdyby były mądre i światowe, lotne, lecz rzeczowe, może opowiedziałyby ciekawie jakąś surową historię. Gdyby obdarzyły spojrzeniem z dystansu na ziemię i gdyby miały dar mowy, to na pewno nazwałyby ludzi swoimi słowy. W czasie deszczu chowałyby się pod chaty strzechę, lub szukałyby miejsca na niższych gałęziach w lesie. Jedne by milczały i głowę między skrzydełka chowały. Inne, stojąc może, pod słomianym parasolem, deszczowe piosenki by śpiewały. Radosne, dla ducha podniosłe, ze zmarzniętej piersi wyrwane, jakże proste i jakże mało miłosne.
czwartek, 27 sierpnia 2015
Budzi mnie deszcz
Budzi cię w czwartek chroniczny ból brzucha. Ciemny pokój i deszcz, który w parapet stuka. Przez otwarte okno wdziera się smutek i plucha. Po kątach porozstawiałam depresję, agresję i śmierć. Może przestaną mnie dręczyć, gdy zacznę ich słuchać. Do bram stuka serce, miarowo bije w piersi. Puk, puk. Puk, puk. Puk, puk. Serduszko pika. Mija godzina, dzień i wczorajsza zawierucha. Skąd taki puls i zmiany życia wizja.
wtorek, 25 sierpnia 2015
Szukaj męża, znajdziesz kochanka
Szukałam Cię całe życie. Spędziłam je będąc w domu, snując się od kuchni do pokoju. Zaglądałam do szafek, lodówki. Pichciłam sałatki, naleśniki i zupki. Przejrzałam szafę, znalazłam w niej stare swetry i płaszcze, a może nawet krasnoludki. Niezwykle przystojny kawaler będzie szukał młódki. Więc zmieniam znów opcję, partię, religię, pracę. I choć coś mi mówi, że Cię jednak nigdy więcej nie zobaczę, to wciąż spodziewam się Ciebie nie-spodziewanie. Mężczyzno pogodny, subtelny i dobry. Kochany chłopcze i mój piękny panie. Marzycielu...ty draniu...
piątek, 21 sierpnia 2015
Nikt nie chce być samotny
Wciąż masz do mnie o to żal, pretensje: że nie przestałam Cię kochać i nie przestałam biec w otwarte twe ręce. Roztrząsam każdy sygnał, impuls, wsłuchuję się w twe serce. Wciąż mam nadzieję, że dla mnie bije, choć problemów coraz więcej. Przestaję je rozróżniać, nie segreguję, nie umiem, są zbyt ciężkie. Przestałam już dawno cię słuchać, słyszę tylko kołaczące smutne myśli, straszne, zbrodnicze, czuję jak ze mnie wyłażą, wokół kostek się łaszą. Zamykam oczy, krzyczę: zostawcie mnie, odejdźcie! Dźwięk gadu gadu. To pewnie znowu ty piszesz, lub nie. Nie zostawiaj mnie tu samej, błagam, ten ostatni raz pomóż mi wstać...Kimkolwiek byłeś, chcesz zostać, a może nawet jesteś. Zostań przy mnie dzisiaj. Lecz ty już nie chcesz.
czwartek, 20 sierpnia 2015
Dary losu
Fatalne jest to kart rozdanie. Wszystkie asy zostały przede mną schowane. Mogę się poddać od razu, bo przecież nie mam szans na wojny wygranie, prób wykonałam kilka, ale dalej szkoda czasu na nie. Gdy gram z szulerami, życiowymi oszustami, nie ma sensu spodziewać się gry fair play. Mam ochotę rzucić ci te znaczone karty w twarz, wiem przecież, jak się to skończy, wiem do czego zmierzasz. Pewnie oberwę, jak zwykle za nie swoje dostanę. Jestem tylko niewolnikiem, zabawką dla niej. Postawiłam wszystko na jedną kartę, okazało się, że nie potrzebnie znowu jej zaufałam. Dochodzę wreszcie do punktu, z którego wyszłam, że mianowicie nie jest sprawiedliwe to życie. Po co się właściwie nauce poświęcałam, skoro pracy nie mam, męża też ucząc się nie poszukałam. Może, gdybym o swoje prawo do macierzyństwa się postarała, to dziś byłabym kochana, kogoś za sobą bym miała. Ale ja nie miałam wyjścia. Byłam, jestem i będę tylko marionetką w czyichś rękach. Biedna nieszczęśliwa królewna. Taka blondynka, naiwna, śmieszna i dobrze jej tak, że płacze i jest sama, w końcu żadna samotna kobieta nie będzie przez mężczyzn lubiana. Bo los ma jedną cechę, nie rozdaje darów, te trzeba mieć.
środa, 19 sierpnia 2015
Parada próżności
Kupujemy drogie sprzęty, samochody, zegarki, złote zęby, żeby zjeść pieczone kotlety. Przygryzalibyśmy nimi też język, gdybyśmy mieli świadomość swej głupoty. Kupujemy więc dalej złote pantofelki, by zdobyć swego księcia i podkreślić małym rozmiarem swej skromnej osobowości zalety. Gdy przyjeżdża książę na białym koniu, którego wreszcie zachwyci nasza wspaniała, tylko pozornie tania, dusza, wówczas upojeni radością, swoją przebiegłością oraz bajek z dzieciństwa mądrością, huczny bal na swą cześć wyprawiamy. A wtedy, gdy cały świat u swych stóp już mamy, na kolejne dary losu czekamy. Wraz z księciem również pół królestwa i bogactwo zdobywamy. Szczęście więc mnożymy, kolejne radosne chwile dzięki królewskiemu skarbcowi we władaniu mamy. Balonowe gumy, gumowe balony, blaszane bębenki, bale, plastikowe lale, zniewieściałych mężczyzn, próżne kobiety. A wszystko dzięki bajce, w której wylądowaliśmy i pozostać chcemy. Bajce z happy andem, dla dorosłych dzieci. Gdy się jednak w bajce rym przestaje składać, książę się zrobił marudny i szuka już innej do pantofelka kobiety, lub gdy co, lub ktoś przeszkadza, rzuca wciąż na księcia zaklęcia i nie możecie nawet wspólnie powspominać zakochania lata, wtedy idziesz do wróżki, lub kupujesz amulety. Bo każda bajka musi mieć ciąg dalszy, fantazja nie zna granic. Szkoda tylko, że życia swojego nigdy jak bajki z morałem nie przeżyjemy.
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
Gdy pada deszcz
Zabieram Ci znów chwilę, całą siódmą jej część. Oddaję wciąż za mało, dla mnie to wielki wysiłek woli. Czy słyszysz to, po sali rozległ się śmiech. Patrzę ponad siebie, widzę nieba bezkres. Przez kraty, słyszę szumny świat, uliczny hałas i deszczową pieśń. Czuję tępy ból, nie słyszę głosu sumienia. Może wina przeszła na gangstera, który do zbrodni przymusił mnie. Zdobędę się 44 raz na akt przebaczenia, bo tego ktoś pewnie potrzebuje, tego świata, a w nim małą mnie. Jeszcze chwilę przyglądamy się sobie, bezrozumnie. Żyjemy tu i teraz. Ten chroniczny ból, trauma dobija mnie...A może to za tym chłopcem tęsknota. Ech, teraz już wiem kto zawinił: prastary deszcz.
piątek, 14 sierpnia 2015
Znajoma twarz
Co można powiedzieć, gdy się niewiele pamięta, więcej zapomniało, niż jeszcze wie. A co, jeśli całe życie się błyskotki zbierało, pracę, wartość pieniądza, mężczyzn, odległe kraje poznawało, nigdy do końca nie poznawszy siebie? Przecież nic się nie stało, że całe życie własną niestałość się pielęgnowało. Główną rolę w przygodowym filmie zagrało, o kimś, kto zupełnie nie przypomina dzisiejszej mnie...To nic, to minie. Nie będę myśleć już o tej, którą w lustrze widzę. A ja, co zrobię? Mhm. W końcu to tylko zapisane przez anonimowego autora na komputera ekranie czcionek linie. O kobiecie z łóżka, a może o jej kucharce, a może jest nas więcej...i na dodatek, trzeba nam wszystkim zapłacić. Tylko spokojnie. To jest zły sen.
czwartek, 13 sierpnia 2015
Biegnij co sił do niej
Czasem się tak po prostu dzieje, że zostaje tego życia niewiele. Czasem się tak już układa, że już śmiać się do łez, tańczyć nie wypada. Czasem nawet tak bywa, że na śmierć czekasz i przed nią się ukrywasz. Czasem też i tak jest, że, gdy ta z kosą do drzwi stuka, ty przestraszona wskakujesz na piec. I może się nawet tak zdarzyć, że zmarnujesz swe życie, gdy na żadną przyjaźń się w porę nie odważysz. Więc odrzuć to marne życie, z wiekiem pogódź się, bo meta już blisko. Wystarczy wstać, wziąć swe łoże i dokończyć bieg.
sobota, 1 sierpnia 2015
Było, jest i będzie
Dlaczego nie chciałeś mnie za żonę? A mimo to spoglądasz ze współczuciem w moją stronę? Dlaczego tak boli, gdy trzymasz w rękach moje dłonie? Nie przestanie boleć nawet jeśli przyłożysz do ran całą swą miłość do niej. Wciąż czuję w oczach piasek. Ty nadal podchodzisz, a potem odchodzisz do niej, zostawiając płonący wcześniej i teraz miłości ogień? Gasną światła, już noc. A prawda o mej do Ciebie miłości zawsze rozświetli i wskaże Ci drogę.
Obietnice nie spełnione
Może są dla Ciebie dziś właśnie dni dobre, szczęśliwe, pogodne. Wychodzisz w takie dnie w świat z podniesionym czołem, ze spokojem, niczym rycerz nadjeżdżasz białym koniem. Panny stoją już w rządku, oświecając ci drogę odświętnym lampionem. Stoimy wszystkie z uśmiechem i wzrokiem skupionym na Tobie. Wszystkie piękne, włosy mamy rozpuszczone i idziemy w Twoją stronę. Wpatrujesz się również we mnie, krótko, tylko przez jeden moment. Przez ułamek sekundy przypominasz sobie, że kiedyś chciałeś mnie za żonę. Lecz szybko odwracasz głowę.Wybierasz te najpiękniejsze, najzdrowsze, najmłodsze i najśmielsze. Odchodzisz z nimi, a my, które zostałyśmy mogłybyśmy czekać nadal na swoją kolej. Lecz my już się nie nadamy więcej na żonę. Dlatego musimy wyruszyć w daleką nieznaną drogę. Pokonać przełęcze, rzeki, góry, lasy, mosty zwodzone. By dotrzeć w to samo miejsce, w które zmierzasz ze swoim orszakiem, musimy również poznać życie, lecz jego smutniejszą, żałośniejszą, niż twoje panny stronę. I będziemy szły tak zgarbione, zmęczone, zawsze w cieniu, zawsze inne, dziwne i niespełnione.
środa, 15 lipca 2015
Tylko nadzieja - Mandy Moore
To piosenka z głębi mojej duszy. Jedyna...którą próbuję napisać wciąż i wciąż od nowa. Jestem przebudzona w bezgranicznym chłodzie. Ale ty...śpiewasz dla mnie wciąż i wciąż od nowa. Więc opuszczam głowę i podnoszę dłonie i modlę się. By być Tylko Twoją. Modlę się...by być tylko Twoją. Wiem, teraz jesteś moją...Jedyną Nadzieją...Zaśpiewaj mi piosenkę o gwiazdach, o twoim galaktycznym tańcu...i śmiechu i śmiechu raz jeszcze. Kiedy czuję, że moje marzenia są zbyt odległe. Zaśpiewaj o planach jakie masz dla mnie wciąż i wciąż od nowa...
Więc opuszczam moją głowę. I podnoszę dłonie i modlę się...By być tylko Twoją. Modlę się by być tylko Twoją. Teraz wiem, że jesteś moją Jedyną Nadzieją.
Powierzam Ci moje przeznaczenie. Daję Ci całą siebie...Chcę Twojej symfonii. Śpiewam całą sobą.
Oddaję Ci wszystko, co jest we mnie.
Więc opuszczam głowę
I podnoszę swoje ręce
I modlę się
By być tylko Twoją
Modlę się
By być tylko Twoją
Modlę się
By być tylko Twoją
Teraz wiem, że jesteś moją
Jedyną Nadzieją
Ps. Dziękuję Ci za Twoją piosenkę. Uratowałeś mi życie czerwony krasnalu.
Więc opuszczam moją głowę. I podnoszę dłonie i modlę się...By być tylko Twoją. Modlę się by być tylko Twoją. Teraz wiem, że jesteś moją Jedyną Nadzieją.
Powierzam Ci moje przeznaczenie. Daję Ci całą siebie...Chcę Twojej symfonii. Śpiewam całą sobą.
Oddaję Ci wszystko, co jest we mnie.
Więc opuszczam głowę
I podnoszę swoje ręce
I modlę się
By być tylko Twoją
Modlę się
By być tylko Twoją
Modlę się
By być tylko Twoją
Teraz wiem, że jesteś moją
Jedyną Nadzieją
Ps. Dziękuję Ci za Twoją piosenkę. Uratowałeś mi życie czerwony krasnalu.
wtorek, 14 lipca 2015
Brat smutek i siostra pokora
Przyszedłeś bracie, spojrzałeś na mnie, spytałeś, czy o kimś nie zapomniałam. Jakże mogłabym zapomnieć o krwi z krwi, mojej matki - nadziei synu. Twoje imię znam, lecz bardziej czuję niż kiedykolwiek znowu dobrowolnie wymówię. Podchodzisz do mnie radośnie, śmiejąc się potwornie nieznośnie, wyciągasz rękę i potrząsasz moją słabość, delikatność. Wczoraj jeszcze kolor skóry alabastrowym, dziś niezdrowo bladym nazywając. Kiedyś różnicą wieku się tak nie przejmowałeś, zabawnie niedopasowaną parą nazywałeś, dziś żałosną starość wypomniałeś. Dziś mnie bracie zdominowałeś, dostaniesz wszystko, czego chciałeś. Łez nie zatrzymasz, bo jego źródło, przyczynę znasz. Będą płynąć, dopóki dni, miesiące, lata nie przeminą. A z nimi nasza historia. Posłuchaj jej, opowie ci o niej moja pieśń żałobna.
piątek, 10 lipca 2015
Nie budź mnie jeszcze...
Leżę na macie. Pokonana przez Ciebie. Walczyliśmy na pióra, przegrałam. Krzyczysz, że to dlatego, że już mi się nie chce. Podnoszę się na drżących ramionach, kątem oka widzę wyciągniętą twoją rękę. Jedno twoje szarpnięcie i oto znowu tu jestem. Tu i tam, przed komputerem, naszym ringiem i przy tobie. Stoisz tak blisko, czy to co jest między nami to aby na pewno tylko powietrze...Pochylam głowę, chcę odejść, lecz ty wciąż trzymasz moją rękę. Ciepłe palce splatają się. Wiatr rozwiewa włosy. Drżącymi dłońmi rozpinasz moją sukienkę. Zasypiamy nad ranem, śniąc o pocałunkach i tym romantycznym Pawim piórze zatkniętym w czyjejś rogatywce, a może ja śnię o pierwszej z trzech koronie, a ty śnisz o na zamku królewnie.
czwartek, 9 lipca 2015
Książę w muszelkowej koronie
Wiem już, co zrobię, gdy mimo to, nie odkocham się w tobie. Zamilknę, ucichnę, zamknę się w sobie. Przełożę swój płacz na dźwięki cichsze, na bicie serca szybsze, gdy się znajdziesz obok mnie. O twym dotyku nie zapomnę, ukołyszę go w swym ciele, mantry do drobnej muszelki wypowiem, dłońmi obejmę uczucia skromne, delikatne, jak trzepot motyla, ulotne jak wiatru powiew. Gdy je poczuję, będziesz znów obok mnie. Będą się przedzierać przez gąszcz pogmatwanych pytań, bolesne impulsy, rozdygotane przebłyski myśli. Nie, nie zaliczę cię do wieńca wspomnień. Bądź przy mnie, zostań, przecież przyszedłeś tylko do mnie. Mój książę w muszelkowej koronie...
czwartek, 2 lipca 2015
Czy jeszcze potrafię...
Nurtuje mnie ciągle jedna rzecz: czy będę umiała po tym wszystkim napisać wiersz? Jeden krok w przód, w bok, ręka na biodro, obrót i przeskok na drugą nogę, z uniesioną ręką. Tupot trzewików, trzepot rzęs i...stop. I znów potrząsanie bioder. Co się dzieje, gdy życie zamienia się w taniec, balangę? Czy przemieniamy się wówczas w kolorowego ptaka, czy może w zwierzę tańczące godowy taniec? Czas chyba już zmienić postawę. Stanąć twardo na ziemi, wyciągnąć szpadę i podnieść w górę rękę. Zakończył się taniec, teraz pora na szermierkę. Niebawem się okaże, czy przetrwać potrafię, a nie, czy będą o mnie pisać wiersze.
środa, 17 czerwca 2015
Żyję, ale co to za życie (bez Ciebie)
Z dnia na dzień odchodzę. By jakoś żyć bez Ciebie, wciąż biegnę, ciągle jestem w drodze. Niedotrzymane obietnice, złamane wartości, ukradzione komuś krzyże, przekreślone życie. Otwieramy zastygłe już rany, a potem z bólu i samotności szlochamy. Drżące dłonie w niebo wyciągamy, jakiegoś Absolutu wzywamy, cudu czekamy. Potem Boga przeklinamy, twarz od siebie odwracamy, bo brzydotę, starość, niedołężność w swoich duszach dostrzegamy. Pomyłką siebie nazywamy, wiary w świętości się wyrzekamy. Tylko jednego wciąż nie dostrzegamy, że im bardziej się nienawidzimy, tym mocniej się kochamy.
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Kiedy się tak postarzałam?
A co, jeśli naprawdę nigdy więcej cię nie zobaczę, nawet w snach, czy na wysyłanych przez gg fotografiach? A co jeśli życie przeżyję na Ciebie poszukiwaniach, jeśli potłuczonych kawałków siebie nigdy w formie mnie sprzed Ciebie nie poskładam. A co, jeśli czasu nie cofnę, a ja już będę taką jaką mnie zostawiłeś: samotna, złamana? Jeśli prawdą jest, że byłam zawsze dla Ciebie za stara, to czy teraz, po tylu latach, stanę się choć trochę Ci bliższa, ładniejsza, młodsza, droższa, cenniejsza? A co, jeśli to, co się nigdy nie miało stać, się stało i żoną twoją jest ona i macie nawet dwójkę dzieci?
poniedziałek, 8 czerwca 2015
Traumatyczne przeżycie
Kiedy życie przestanie dręczyć swoim byciem. Dlaczego mam tę dzisiejszą noc przetrwać. Gdyby się ktoś dowiedział, że nie ma nadziei i że umieranie się już powoli odbywa. Gdyby rozpacz przyszła trochę później byłabym może już martwa. Może wypadłabym z okna, lub weszła pod tramwaj. Czemu się ta pustka w mym sercu tak drastycznie rozpycha, nie pozostawia nawet na krzyk miejsca, na widownię, zdobyła ciało, a teraz duszę i umysł podbija. Nie mam nic, tylko ten smutek i samotność, zmysłów drętwość i rodzinna oziębłość. Dlaczego przychodzi ten z dawnych czasów demon i dręczy mnie swoim szyderczym śmiechem. Chce zabrać nie tylko miłość, szczęście, godność, płodność, kobiecość, tego już dawno nie ma i nie będzie. Lecz on wciąż chce więcej, zająć nie tylko te ważne mojej osobowości pozycje. Demon zdobył już ciało, jeszcze chce duszę, wciąż tętniące życiem serce.
czwartek, 4 czerwca 2015
Nie istnieje żadne "później"
Nie jest dobrze, mówić zbyt wiele o Tobie. Łatwiej by już było, zamilknąć na zawsze, ogłuchnąć i oślepnąć na dobre. Zostawiam tylko w Twojej duszy zamęt, wciągam Cię we własny obłęd, by potem, gdy nie radzisz z nami oboje sobie, nie pozwolić Ci odejść. Czy tak postępuje mędrzec? Wciąż próbuję odpowiedzieć sama sobie. Jak mnie kiedyś nazwiesz, kim dla Ciebie się teraz jawię? Czy jestem kobietą marną, upadłą, bezdzietną, niesparowaną? A może mnie niezaspokojoną despotką, lub słodką idiotką nazwiesz? Zobacz, jestem jeszcze kobietą otwartą, samodzielną, odważną, podbiłam przecież Germanię. Spojrzałeś teraz na mnie. Wiem, jestem tyranem. Co powinnam zrobić, jak postąpić, by być znowu swego życia panem? Bo za bardzo Cię kocham, dlatego też Cię ranię. I nic z tym nie robię, całe swoje życie zbieram się na odwagę. Gdybyś tylko do mnie przyszedł, rozpoznałbyś we mnie tę sprzed kilku lat dziewczynę, tylko ty to potrafisz. Zmieniasz samotność w szczęśliwe chwile. A może po prostu znasz drogę do mojej wyobraźni, rozszerzasz jej granice. Rozwiązałeś już mnie całą. Zrozumiałeś moją logikę już dawno. Znudziła Cię już moja przewidywalność. Nie smuć się więc, przestań nudzić, bo przed nami jeszcze jedno, najważniejsze zadanie do rozwiązania zostało. Najtrudniejszy dział: metafizyka, zajmijmy się nią już dzisiaj, bo jest najtrudniejsza, a już niewiele życia na jej poznanie nam zostało. Lecz zrozumiem, jeśli więcej doświadczeń nie pragniesz, jeśli na fizyce poprzestaniesz. Poznałeś już całe to astralne ciało, dalszych badań się już nie podejmiesz. Skupiasz się pewnie teraz na Agnieszce, która była przede mną jeszcze. I była też po mnie. Szach mat i ograła mnie. Zrozumiałam teraz, że zostanie z Tobą już dozgonnie. Żegnaj więc. Mój statek z miłością do Ciebie niechaj więc zatonie. Bo nie będzie już nikogo po Tobie.
środa, 3 czerwca 2015
Fenomenologia Zbyszka
Na czym polega fenomen Zbysia! Ładna buzia, wysoki i te ciemne oczy. Wyróżnia się z tłumu, każdy nie-blondyn. Blondyni się przejedli, są mało wyraźni, bladzi i siebie niepewni. I gdy idziesz ulicą, znudzona, wciąż przepływającą falą przeciętności, może cię, gdy ci się poszczęści i go zobaczysz, on swoją pięknością zaskoczy. Tak banalnie, tak trywialnie, zwyczajnie zauroczy. Ale zobaczysz, jak szybko okażesz się jego przewidywalnością, powtarzalnością zmęczony. No i ten piękny chłopak nie ma żony. Eksperymentuje, męczy, samozachwytem Cię zadręczy. Wpędzi cię w depresję, gdy go wiecznie nie będzie, w kompleksy, gdy opowiadał o swoim bogatym życiu erotycznym będzie. Załamiesz się, gdy ci po raz kolejny o swej cudownej żonie-widmie opowie. Lecz ty mów mu komplementy, bądź ciągle erotycznym pogotowiem, a wtedy będziesz nadal, od czasu do czasu, w jego pięknej głowie.
wtorek, 2 czerwca 2015
Uciekasz, lecz nie ma dokąd
Czym się w życiu ciągle zabawiamy? Jak dzieci, wciąż za cudzymi żonami, mężami, chłopakami i dziewczynami latamy. Wykrzywiamy twarze, usta w lubieżnym uśmiechu, gdy czyjeś dłonie rozgrzane do czerwoności dotykają twojej nagości. Tworzymy zgraną parę, ty płacisz, ja ci co chcesz daję. Potem zamykasz się w sobie i uciekasz z jednych ramion w drugie. Skaczesz z radości, gdy dotykasz samych kości. Całujesz czaszkę, gładzisz miednicę, nagle coś wyczuwasz, zaczynasz się złościć. Chcesz odejść, lecz na twych biodrach zacisnęły się już tamte kości. Zakleszczyły cię, nie wyrwiesz się. Czujesz smród, zapach zgnilizny, patrzysz w nieruchome oczy. Szamoczesz się, starasz się nie krzyczeć, lecz strach zdaje się wygrywać. Więc z wrzaskiem na ustach z martwych ramion się wyrywasz i z łóżka się zrywasz, krzycząc: zabiłem prostytutkę, Boże litości! Przytomniejesz, jesteś w swoim łóżku, tym razem to był tylko zły sen, znowu się śmiejesz. Przysięgasz sobie, że już nigdy w jej życiu nie zagościsz. Idziesz do sąsiadki-góralki, prosząc o rękę, wciąż nie możesz zapomnieć strachu przed tamtą, tamtą twarzą. Strachu, przed kobietą. Strachu, może tego samego, co czułeś do własnej matki? Nie, nie chcesz tam wracać, więc uciekasz. Znajdujesz. Nie zastanawiasz się. Za żonę pojmujesz. I pewnej listopadowej nocy, uświadamiasz sobie wszystko, co do tej osoby czujesz. To dopiero początek koszmaru, bo poślubiłeś tą, której się w istocie bałeś, przed którą całe życie uciekałeś: obraz własnej matki.
sobota, 30 maja 2015
Prawda Cię wyzwoli
Wychodzenie z biedy nie jest proste. Trzeba wrócić do początku i przejść swoją upadku drogę raz jeszcze. Iść przed siebie potykając się o własne błędy poprzednie. Widząc upadłe anioły pięknym śpiewem nęcące, twoje najniższe pragnienia wzywające, swymi pożądliwymi dłońmi obejmujące, rozpoznać w nich siebie i nie oddać kontroli nad swym ciałem, wypowiedzieć im wojnę, lub nie odpowiadać na wołania wcale. Tylko idąc dalej pozwolić im odejść, mym halucynacjom, lękom. Wsłuchać się w nie, by przemienić w odwagę. I postawić krok nawet jeśli pod stopami tylko przepaści dno, lecz mężnie iść dalej mimo to. A wtedy droga przed oczami się ukarze, gdy spojrzę na nią właściwie, gdy będę umiała sprawiedliwie patrzeć. Odnaleźć w sercu Maryję i wzorować się na niej. A wtedy na pewno autostradą prosto do nieba wjadę, mercedesem, lub porsche, a może cadillakiem.
poniedziałek, 25 maja 2015
Listy w butelce
Rzucam do Ciebie w butelce listy, by tęsknotę swą wykrzyczeć, by smutek w bezkresie ukryć. Płyną spokojnie, w dal, z prądem, nierozsądne, nieśmiałe, słowa o Tobie i o mnie. Może jesteś rybą i je w otchłani morskiej pochwycisz. Lecz pewnie się nimi nie zachwycisz, dostrzegając poplątane naszego losu nici. A może ja za Tobą w toń wskoczę i się w syrenę rzewną przeistoczę. Popłynę w tę sieć, by Cię jeszcze raz zobaczyć, byś mógł mnie z niej, mój Posejdonie ,wybawić. A po tym, gdy mnie uratujesz, a ja cię pocałuję, wówczas odpłynę, jeśli naprawdę nic już do mnie nie czujesz.
niedziela, 24 maja 2015
Idąc za tym, co gorsze
Wiem, że myślisz, że nie powinnam Cię wciąż kochać, i przestać w kółko ten temat z Tobą wałkować. Ale jeśli tego nie mówię, nie znaczy, że tego nie czuję. Cokolwiek z tego rozumiesz? Obiecuję się zmienić i Cię w spokoju zostawić, by życia twego nie utrudniać. Wiem, że nie można się cofać do miejsca, gdzie byliśmy, ani otworzyć rozdziału, który zamknęliśmy. Ale nie potrafię się poddać, wiem, co lepsze i pochwalam, lecz idę za tym, co gorsze. Swą maleńką miłość ku tobie zachowam, broni do końca nie złożę, przeniosę ją na plecach przez obce kraje, góry, morze. Z miłości do mężczyzny kobieta wiele zniesie, wiele dokonać może. I wiem, że pozostał po mnie niesmak, chaos, bo zamiast pomagać, stawiałam tylko kolejne przeszkody. Dlatego nie zasłużyłam, by do Ciebie móc po raz kolejny wracać. Baba z wozu, koniom lżej, tego przysłowia się będę trzymać i zrozumiem, gdy się nie odezwiesz więcej. A jeśli swe życie dostosowałeś do zasady, że wszystko co się kiedyś zaczęło, kiedyś się też kończy, a nic na świecie nie jest wieczne, to przecież w rzeczy samej istnieje czas przeszły. Jeśli coś powstało z niczego, tak jak nasza miłość, to wierzę Ci, że nie mogło to być nic trwałego. Tylko Bóg jest wieczny, nieskończony i wszechmocny. Coś co nigdy nie powstało się nigdy nie kończy, niestety nie należymy do wybrańców boskich. My się starzejemy, wiem, wiem ja już posiwiałam i mam zmarszczki. I wiem, że ja się przed spadaniem nie uratuję, bo miłość wieczną do nieskończenie pięknego mężczyzny, Ciebie, mój ideale, czuję. A kiedy się spotkamy w virtualnym świecie, lub realnym, a wiem, że tak będzie, wszystko co tam było, wciąż tam będzie. A ja pozwolę temu minąć i zamknę usta, w żmii język się ugryzę i może to jakimś cudem przeżyję, a wtedy ty pomyślisz, że swoim życiem wciąż żyję.
piątek, 22 maja 2015
Humanitaryzm
Małpy się nie śmieją, one tylko twarz wykrzywiają, krzyczą, długie ramiona wyciągają i jak koczkodany na drzewach się bujają. Agresję, frustrację, w grzeszny sposób z i na samicach, młodych rozładowują, nawet własne dzieci seksualnie molestując. Śmiech jest domeną człowieka, gdy rozsądnie postępując ratuje swe lub przyjaciela życie, gdy z paszczy lwa uciekają. Lwy się tylko wtedy dobrze czują, gdy tętnicę rozgryzając, twą krew chłepcą, one rozumu nie mają. One wielką wartość rynkową mają, są wieczne. Te duże, ale i całkiem małe koty, każdą burzę przetrwają, są i pozostaną dla ludzi szczerozłote. I będą trwały nawet miliony lat po tym, gdy ludzkość nie będzie już istniała. Małpy nie płaczą. Płacz to domena człowieka, gdy przyjaciela z powodu odwiecznych religijnych, czy politycznych, terytorialnych, rasowych, etnicznych, aż wreszcie płciowych i pokoleniowych konfliktów traci. Gdy różnice przestają do działania stymulować, gdy stają się przeszkodą, ością niezgody, gdy z ich powodu zaczynamy ludzi prześladować, to możemy sobie wówczas humanitaryzmu pogratulować.
środa, 20 maja 2015
Ambicja i kariera oraz mało ambitna kobieta
Zostałam. Zostałam niechciana, niekochana. Zostałam pokruszona, umniejszona, złamana. Zostałabym, gdyby twoja żona mniej o wasze łoże dbała. Zostałabym kochanką, gdyby twoja żona nie tak dobrze gotowała. A tak zostałam do prostytutki zdegradowana. Zostałam, bo twoja żona chętniej niż ja nogi rozkładała. Więc zostałam heterą nazwana, dla przyjemności tego dobrego Pana. Zostałam z praw do miłości obrabowana, tylko dlatego, że nie tak szybko jak ona majtki zdejmowałam. Zostałam bezdzietna, bo kariery przez łóżko w górach nie planowałam. Och, zostałam mało ambitna, przecież takiej przyszłości każda by chciała.
wtorek, 19 maja 2015
Patriotyzm
Gdyby to większość rację miała, to pewnie nigdy na Zachód bym nie wyjechała. Choć czy taki piękny jest ten zachodni świat, oglądany wyłącznie z perspektywy krat? Cały czas próbuję, granicę przeskoczyć, lecz ilekroć do niej dochodzę, ona stawia delikatny opór. Więc ją przeciągam, z nadzieją, że tylko tego innego świata dotknę, a potem wrócę i o nim zapomnę. I wdmuchuję w nią swe siły i energią dwutlenku węgla, niczym balon granicę powiększam, rozciągam. Lecz ciągle dochodzę do pewnego punktu, a potem od kauczukowej ściany się odbijam i zanim cokolwiek zobaczę, nauczę się, doświadczę, znowu jestem na ojczystej ziemii,z której przecież na dobrą sprawę wcale nie wyszłam, lecz nie mogę się zatrzymać, pędzę nadal, od przeciwległej polskiej granicy się odbijam, a potem znów jestem przy tej pierwszej i tak, jak bumerang krążę wew. tej dziwnej monady, w tym jednym i tym samym kraju, Polsce, latam w te i wewte. No ale nie robię tego dla piękna zachodnich krajów, tylko dla pieniędzy. Lecz chyba jednak za mało mi, za takie życie dają. A nie zapłacą więcej.
poniedziałek, 18 maja 2015
Najmniejsza jednostka społ.
Biorę głęboki oddech i lecę, zapadam się, tonę. Mijam domy, ogrody, ludzi, obcych i znajomych. Przyglądam się im z bliska, są zajęci sobą, swoją rodziną, żoną nie usłyszą mego wołania, nie uratują od spadania. I widzę i jego, o status: żonaty, dzieciaty walczącego. Nie widzę go szczęśliwego. Przecież tego chciał, a smutny jest, dlaczego? Nie chcę się zatrzymać akurat obok niego, lecz los za mnie zdecydował, albo Bóg, nie moja w tym głowa. Mam go wspierać radą, kobiecą psychikę objaśniać, szukać wyjścia, w problemach pocieszać. Nauczyć go kochać, uczyć żonę kobiecości, a potem, gdy to się dokona odejść, szczęścia nie zazdrościć. Wejść w tę najmniejszą jednostkę społ. i pomóc jej się zmienić, wyrwać ją z biedy. Chcę im pomóc, bo ja kocham Jego, ale on i ona są małżeństwem i teraz stanowią jedność. Więc spotkam się z kandydatem jego, którego wystawił wprawdzie nie dla mnie, lecz muszę wyzbyć się egoizmu wszelakiego. Zapomnę o urazach, zapomnę o tym nawet, jak go kochałam...dla dobra najwyższego, by uratować od nędzy rodzinę i jego samego.
niedziela, 17 maja 2015
Kilka słów o życiu
Gdy umierasz na raty, to czy życia ci przybywa, czy mniej zazdrościsz, mniej się złościsz, czy piękności ci nie zbywa? Czy nie łatwiej za młodu się do śmierci przygotowywać, by nie stracić fasonu, by głupoty z mądrością na starość nie pomieszać? Powiesz: przecież jej pragnę, mądrości sobie życzę. Pragnę mądrość skonsumować. I odmawiasz jej, gdy nie będziesz w stanie jej spożytkować. Przecież wiesz, że jest dobrem wszystko, czego pragniesz, że pożądasz. Więc być mądrym, znaczy mądrość spożytkować, tak jak spożytkowaniem wymowy, jest mówić, uczuciowości kochać, a oczu patrzeć. "Zatem być mądrym, to spożytkowanie mądrości, spożytkowanie mądrości jest godne pożądania, a więc być mądrym jest godne pożądania, a jeżeli jest godne pożądania, to jest dobrem". I Seneka pisze dalej, że potępia się za to, że musi pisać jaśniej. I wtedy w me sedno trafia, gdy wątpiącym objaśnia, że złem może być zimno, lecz nie marznąć. I dalej się zastanawia, czy jeśli dobrem jest życie, to czy jest nim również żyć?
sobota, 16 maja 2015
Władza absolutna
Mój statek już stoi w porcie, za moment odpływa. Czy wsiądę na pokład, czy dam radę pracować jako rybak? Czy przetrwam chorobę morską, rozłąkę, whisky wieczorami pod pokładem, a po niej szepty pijanych wizji i łzy w poduszkę, izolację z lądem? Czy przepłynę najniebezpieczniejsze cieśniny, krzycząc w niebo ze strachu, by Bóg jeśli chce swej racji po raz ... dokazać, niech mój statek zatopi, a ja niech skonam, lecz niech się ten ostatni raz mi ukaże, niech będzie ten jeden raz PYSZNY! Lecz On tego nie dokona, popatrzy tylko z góry, jak się miotam i nie zejdzie ze swego piedestału i władzy nie odda. Swe berło absolutyzmu, koronę troistości statecznie dzierży i w swej sprawiedliwości wagę mego grzechu zmierzy. I nie jakiś siarczysty policzek, ale zdegraduje za nieposłuszeństwo, oko wykole za brawurę i głupoty, lub śmierć wymierzy za brak odwagi, mądrości, sprawiedliwości i powściągliwości, za nie posiadanie ani jednej cnoty.
piątek, 15 maja 2015
Co mnie jeszcze w życiu czeka?
Coś dziwnego się staje, gdy się marzy: otwierają się okna, drzwi, magiczne wrota, wystarczy się tylko na ten krok odważyć. Wziąć rozbieg i zrobić skok prostopadle przez drzwi i być w końcu tam, gdzie zawsze chciałaś być. U jego boku, leżeć na górskim stoku, w majowym słońcu kochać się, w jego promieniach rozpłynąć się, zatracić się w połyskujących od potu ramionach i skonać. Przez chwilę tak mocno wierzyć, jak ty. Gdybym tylko umiała tego dokonać, przejść tę przełęcz, pokonać mentalną barierę, byłabym już dawno z nim. On tam na mnie czeka, a ja ciągle tu jestem i czas przeciągam, boję się porażki i marudzę, odkładam wszystko na później, z decyzjami zwlekam. Może jednak zejdę na ziemię i już do sklepu pójdę, bo dziś czeka na mnie jeszcze apteka.
czwartek, 14 maja 2015
...i głupi umieramy
Gdyby całą mądrość zawrzeć w jednym zdaniu, że: Czas ucieka, wieczność czeka na człowieka. To mogłabym uwierzyć w Boga-człowieka. Może na ten moment, gdy żyję, stałabym się Dalajlamą, Matką Teresą, Ghandim, św. Franciszkiem, lub jego św. Klarą. Chwaliłabym kwiaty, ptaki, walczyłabym o godność ludzi małych. Pisałabym listy do mojego Franciszka, romantyczne, miłosne, pełne nadziei i wiary. A on by mi odpisywał, wspierał, duchowo za rękę trzymał, płakał nad ciężkim losem, lub...nie, on by się mną nie bawił. I czas by uciekał, lecz my byśmy go chwytali, w czułości, bezradności wobec niesprawiedliwości zawierali. Bo czas nigdy nie będzie należał do nas i dlatego nie poznamy siebie nigdy dość dobrze, ciągle musimy coś nowego odkrywać, się zmieniać. Ta nauka wciąż idzie w las, tak jak ten mijający czas. Tik, tak. Tik, tak....
środa, 13 maja 2015
Całe życie się uczymy
Już ranek, a świat o swym istnieniu nieprzerwanie znać daje. Rozbrzmiewa melodią ptasich pieśni, szumem drzew, instynktem przetrwania, twardym staniem na ziemi. Nie zadaję pytań, nie rozróżniam płci, narodowości, ani rasy. Nie pytam, bo znam jedną, uniwersalną odpowiedź: bo zmieniły się czasy! A ty żyjesz dalej, jak gdyby nic więcej między nami miało się już nigdy nie
wydarzyć. Gdy cię gdzieś tam mijam,
może nawet zauważam, może ty mnie rozpoznajesz. Ale wciąż jestem i się nie poddaję. Spotkań nie unikasz, a ja udaję, że dobrze się bawię. Choć czasem, gdy obok mnie przemykasz...patrzę, a ty wzrokiem mnie dotykasz. Lecz ja podnoszę zawsze wysoko głowę i nie wieszam nigdy na domu białej flagi.
wtorek, 12 maja 2015
Krzyż
To jest jak umieranie, to przechodzenie w innej świadomości stan. Ból jest tak wszechogarniający, pochłania każdą komórkę, jej nerw i wydziera z piersi krzyk. Pytasz, kiedy to przechodzi? Mijają godziny, może sekundy, a on jest nadal. Niezależnie od wszystkiego, od tego ile, co i do kogo, ale ględzę, narzekam, gadam. Tracę przyjaciół, znajomych, grunt pod stopami, potem sama na kawałki się rozpadam. I tylko został ten krzyż, pod którym znów upadam.
(Nie)spełnienie
Uwielbiam wiosenne poranki, gdy słońce zawstydzone zagląda do okien przez firanki. Kocham ptaki, które radośnie przekrzykują miejskie hałasy, zagłuszają szumy, partnerów nawołując nawet wówczas, gdy wokół ludzi tłumy. Kocham stare drewniane góralskie kościoły i średniowieczne bazyliki mariackie, pozłacane ołtarze i szacunek, jakim prosty lud je obdarza. Kocham to, gdy pośród niepewności własnej przyszłości, kalejdoskopu nieszczęśliwych splotów zdarzeń, jestem wśród innych ludzi w kościele, by łączyć myśli, słowa, a może tylko ćwiczyć prawidłową postawę...Lubię spotykać tam skupione twarze, pokorne, ciche i lubię oddawać swój czas i krzyż Jezusowi w darze. Kocham marzenia, które wypowiadane szeptem w kościelnej ławce przynoszą ból, duchowe cierpienia. I kocham, gdy serce upadłe ramię anioła podnosi i tylko patrząc głęboko w oczy, ból odbiera, śmierć łagodzi, gdy marzenie tylko upokorzenie przynosi.
poniedziałek, 11 maja 2015
Tylko rozpacz
Chciałabym być znów starym, grubym aniołem, tak grubym, by nie móc frunąć do nieba, tylko zostać tu na ziemi, odwiedzając każdego potrzebującego człowieka. Chodziłabym ulicami sobie i słała uśmiechy starym pannom, porzuconym, myślami o pięknej przeszłości i czekaniem na kochanka zmęczonym. I wcale bym im w marzeniach nie przeszkadzała, wcale prawdy nie przekazywała, że luby ma dzieci i żonę. Lecz, byłabym zawsze obok, w pobliżu, w razie, gdyby prawda światło dzienne ujrzała. Wtedy podbiegła bym do niej i za ramię w ostatniej chwili złapała, gdyż ta wiedza by jej całą siłę odebrała. Zaprowadziła bym ją do domu, położyła do łóżka i po prostu wypłakać się bym jej dała.
sobota, 9 maja 2015
Imię Róży
W końcu znalazłam miejsce, które nazwałam domem. Lecz on się rozpada, jego mury drżą już w posadach. I może wkrótce nastąpi koniec. Dom ten od początku nie miał drzwi, ani okien. Nie było tu cennych przedmiotów, miłych rozmów, wspólnych niedzielnych obiadów, ani domowych pierogów. Wszyscy się stąd już wynieśli, zabierając ze sobą pamiątki i wartościowe rzeczy,i...złodziei. Zostawili ciszę i echo porzuconej nadziei. Porzucili zalegający na półkach kurz, meble, pościelone łóżko i wszechobecne pajęczyny, ogród pełen dzikich róż. Został w nim tylko jeszcze stróż, który opiekuje się domem dusz. Codziennie, gdy już swych róż doglądnie, zasiada przy świata oknie i patrząc na cienie tańczące na ścianie, chce z nimi porozmawiać, lecz wie, że cienie nie są do tego zdolne. Więc przeprasza po raz kolejny, że nie jest rozmowny, swą samotność obejmuje i znowu to samo obiecuje, że jutro, gdy odpocznie, będzie do tańców bardziej skory. I milcząc, myśli sobie, że ma tyle samo do powiedzenia w sprawie własnego życia i śmierci, co gadając w kółko o tej, czy owej.
czwartek, 7 maja 2015
Droga do kariery
Planowanie życia nie wychodzi mi najlepiej. Idąc przed siebie wpadam na głaz. Jak to możliwe, że nie widziałam go wcześniej? Zmieniasz więc rolę, postać. Z ufnego szczeniaka zamieniasz się w szczura. Biegnąc do celu pułapki zwinnie omijasz, a gdy trzeba tonący statek pierwsza opuszczasz. Na szczęście umiem pływać. Lecz oto na lądzie spotykasz kota. Znów zmieniasz rolę. By przetrwać, zamieniasz się w groźnego wilka. Teraz żaden kot nie ma z tobą szans. Zawsze walczysz, szczerzysz kły, gdy ofiarę w zasięgu zimnych oczu masz. Nigdy nie walczysz sam, otaczacie całą watahą ofiarę i potem powoli się do niej zbliżasz. W stadzie najsilniejszy wygrywa, lecz ty już pozycję samca-alfy masz. A potem, gdy już najesz się do syta, gdy walki dość już masz, po raz kolejny zmieniasz profil. A potem kolejny i następny raz. Jeszcze wiele ról w życiu odegrasz, nim zasiądziesz na najwyższej gałęzi i mądrymi oczyma będziesz oglądał świat, aż staniesz się sową, gatunkiem pod ochroną. A wtedy, już wszystko będziesz wiedział, a ludzie nazwą cię filozofem. Ale zanim do tego dojdzie, jeszcze długa droga czeka nas.
poniedziałek, 4 maja 2015
Kim ja jestem?
Jestem małą księżniczką, ziarnkiem grochu, z którego wyrosła moich przodków przyszłość. Znalazł mnie ogrodnik, rozgryzł, posmakował i wrzucił wraz z innym skondensowanymi marzeniami do jednego wspólnego wora. Jestem skoncentrowaną na sobie kobietą, która marzy o karierze lalki barbi, lub pracy biurowej, a wszystko po to, by oderwać się od roli starców matki. Jestem małym mózgu zwojem, którego inne pracują półkule, który mniej działa, a więcej czuje. Jestem małym tworem Natury Matki. Naprawdę tym wszystkim naraz jestem. Ale nie jestem wytworem Twojej wyobraźni.
Wesołe imieniny
Czy można spędzić weselej imieniny, niż po kompromitacji przed Zbyszkiem, po usłyszeniu, co o Tobie naprawdę myśli, że jesteś świrem, czy można w imieniny w wannie podciąć sobie żyły?
niedziela, 3 maja 2015
W imię...no właśnie, czego?
A może by tak, przeżyć ten dzień, jakby słońce jutro nie miało wstać. Przestać ciągle powinnościom pierwszeństwo dawać, roztrwonić całą rezerwę czasu, spędzić go w końcu z Tobą, i niczego więcej na jutro nie odkładać. Zróbmy w końcu to, czego nigdy nie robimy: pomyślmy o tym, gdzie chcemy być i z kim, a to się stanie. Gdyż miłość oczyszcza z wszelkiej winy. Niech będzie sztandarem, pod którym odważnie walczymy. I nie chowajmy jej do skarbca, nie ukrywajmy przed oczyma zazdrosnymi. Lecz ją dawajmy, dzielmy, brońmy. I choć może dla nas samych niewiele zostanie, to nie martwmy się o nic. Bo gdy na piękno otworzymy oczy, ona do nas wróci, zatoczy krąg i znowu nas swoją obecnością zaskoczy.
sobota, 2 maja 2015
To piękny dzień
Po tym wszystkim chcesz tylko jednego, wrócić do Zbyszka, do tego pierwszego. Ale kiedy on przestanie mi kity wciskać, że nie jest, nie był nigdy i.... że chce mnie zobaczyć w końcu z bliska. Zajrzeć mi głęboko w oczy, rozpleść spleciony warkoczyk, rozsupłać Goryjski węzeł i przestać się błąkać, w ciemnościach ciągle stąpać. Osiągnąć cel jeden i na nim poprzestać, potem usiąść razem na ławce obok siebie. Przyjrzeć się swoim zmarszczkom, albo zamknąć na tę chwilę oczy i dać się podejść jego ciekawskim pytaniom. Pozwolić mu się z sobą droczyć. A potem odsłonić uśmiechnięte oczy i zrozumieć, że moje szczęście to zwyczajne z nim rozmowy, gdy świat na oślep do przodu się toczy.
piątek, 1 maja 2015
Serca z piany
Czy może być coś milszego niż zapomnienia chwila w ramionach ukochanego? To jest tak, jakby na kilka sekund zamarł w oczekiwaniu cały świat, zamknął się w twych oczach, ustach i dłoniach, by potem otworzyć się. Zadrżeć w posadach, runąć i znów powstać. I jedyne co by mi zostało, to Ciebie kawałki, których po całym świecie bym szukała, by Cię na nowo poukładać. I nie obchodzą mnie inni, ani, że będą o nas gadać. Ja przecież nie chcę Cię posiadać, tylko leżeć z tobą nocą na łące i usłyszeć, jak swoje marzenie na głos wypowiadasz, gdy gwiazda na ziemię spada. Gdybym tylko mogła Cię ze sobą do nich zabrać. Lecz nikt tego nie rozumie, że chcę być Twoją miłością, która w pianie serca rysuje.
czwartek, 30 kwietnia 2015
Ty mi nie dasz
Gdybyś tylko dał mi...mogłabym ci pokazać, jak magicznymi runami każde drzwi otwierać. Gdybyś tylko na mnie spojrzał, byłabym jak słońce rozpromieniona. Spod ciemnych brwi, posępnym, strasznym byś się tylko na początku wydawał. To co w twej duszy ciemne, przez uchylone usta, powieki ulatuje. Gdybyś tylko mnie słuchał, tak jak słowika śpiewu, nie usłyszałbyś równomiernego oddechu. Bo gdy jesteś daleko, moje serce ze strachu do rozmiaru myszy kurczy się. Przerażone bije szybko, wtedy bardzo męczy się. Lecz gdybyś pozwolił mi na bliskość, mogłabym pokazać Ci płacz, bezradność dziecka, bezdech. A może gdybyś uchylił twych uczuć drzwi, zobaczyłbyś tylko w mych oczach troskę i więcej nic. Czas zamienia nasze cierpienia w głaz, a potem, gdy dasz mu czas, on skruszy je. Pozwól tej lawinie po prostu spaść...Ale nie pozwól mi odejść, ja nie chcę żegnać się. Dajmy sobie jeszcze jedną szansę. Bo ja zrobię wszystko, jeśli odwzajemnisz się. Ale ty mi nie dasz...
środa, 29 kwietnia 2015
Uwierz w Niego
O Boże! Czy to możliwe, że Cię zobaczyłam. Czy tę magię mogę opisać. Żałuję wszystkiego co zrobiłam, że się gniewałam, że Cię obraziłam. Nie mamy czasu by się na długo spotkać, ale to co mi dałeś wystarczy, by Cię do końca życia kochać. Nie wierzyłam w internet, w virtualny kontakt, to znalazłeś inny sposób, by do mnie dotrzeć. To fascynujące, Zbyszek, lecz ja Cię odnalazłam w gazecie, czytałeś książkę dzieciom. I choć był to może ktoś inny, ciemnowłosy młody student, lecz czułam ten płynący do mego serca ulotności strumień. Pozostaje mi tylko wierzyć, że się jeszcze spotkamy kiedyś.
Znowu mi nie wyszło
Dlaczego poddawanie się jest takie smutne. Życie według tego wzoru jest proste i trudne...
Trzy cnoty boskie
I tak sobie myślę, że dobrze, że w tych zawodach nie uczestniczę. Niech biegną, łapią. "Która pierwsza po męża!"- krzyczą, po oczach drapią. Kandydat nr 1, drugi, trzeci. Testują łóżka, wszystkich kandydatów i całe meblowe sklepy. Potem bach! Pieluchy i dzieci. Sakrament małżeński. Bo my tylko eksperymentowaliśmy, czy wokół sexu świat się kręci.
wtorek, 28 kwietnia 2015
Albo albo
Tu, gdzie zamiast Adama jest Zbyszek, a zamiast Zbyszka, Jarek, a zamiast Moniki - Agnes, zamiast miłości, usprawiedliwienie z powodu zdrad i niestałości, zawisł na sznurku człowiek, bo uwierzył, że nie ma litości.
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
Przed snem
Gdy stajesz się przeszkodą, zbyt trudną do odegrania rolą, to czy umierasz, stając się ziemi solą? Zamykasz oczy i odchodzisz, przestajesz myśleć, mrzonki o Zbyszku mnożyć. On się poskładał, rodzinę założył, zdradził, lecz z żoną się dogadał. A ja zostałam na moście sama, czekam aż przyjdzie. Szumu deszczu słucham, fakty i słowa jego, niczym puzzle do kupy składam. Powstał obraz, na ścianie wieszam. Przyklękam przed nim i do świętej rodziny Zbyszka modlę się, czczę jego żonę, wyznaję w niego wiarę i do dziecka się modlę. Jestem śmieszna. Ryczeć do poduszki spadam.
...aby ktoś inny mógł kult młodości i piękna głosić.
Nikt Cię już nie zrozumie, nie wysłucha. Cisza jest bezwzględna, naga, kaleka, ślepa, głucha. Samotność cię zadręcza, nie daje nigdy wytchnienia. Ktoś żywi się twoją nadzieją, wiarą, miłością. Ćśśii. Znów w podłogę miotłą stuka. Potem krzyczy: MOOniiii, Mooooniiiii...Biegniesz, by ulżyć w bólu, smutki odgonić. Potem chce coś jeszcze. Liczy pieniądze i sprawdza twój puls, mierzy twoje słabości, młodość, mądrość krytykuje, każe się pakować i wynosić. A teraz znowu woła, znów o coś prosi. Bieliznę zdejmuje...NIE! Tego nie możesz zrobić. Odwracasz się i obok tego do porządku przechodzisz. Teraz wiesz już, co tu robisz. Ktoś musi czyjąś starość na rękach nosić...
sobota, 25 kwietnia 2015
List do Ukochanego!
Drogi ... ! Pytasz mnie co robię, zastanawiasz się dlaczego wciąż nie jestem przy tobie. Wiesz, stale myślę o Tobie, o nas, o naszej trudnej do świętości drodze. Czasem krętej, pod górę. Myślę, że decyzje za szybko podejmuję. Chcę zostać i chcę odejść, chcę się kochać i uprawiać cnotę. Chcę być z Tobą, lecz się boję. Nie będziemy nigdy do naśladowania wzorem. Przy mnie się nie wzbogacisz, nigdy nie zostaniesz historii profesorem. Chciałabym byś odegrał w moim życiu najważniejszą rolę, został moim najstarszym przyjacielem, najmłodszym kochankiem i jedynym mężem. Lecz tak bardzo tego pragnę, że boję się o Tobie myśleć, że mógłbyś zmienić bieg mego samotnego życia zdarzeń. Więc się pewnie nigdy nie dowiesz, że o Tobie wciąż marzę. Czasem tylko szepnę dziwne słowo lub dwa, których możesz nie zrozumieć. Nie miej mi tego za złe.
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Niepokonana
Nie da się cofnąć słów w złości wykrzyczanych. Zwyczajnie kręcą się wokół drewnianego patyczka niczym wata cukrowa. Nie wnoszą niczego, sklejają się z sobą, są niezdrowe, trupio blade, chorobliwie złośliwe, zazdrosne, dożarte, nieszczęśliwe, bezsilne i słabe, ooch nie, znów ból. Boli mnie tym razem noga, pokonała mnie nawet pogoda.
Pomiędzy Grywałdem, a Krakowem
Powiem Ci, co Ci dolega, na co zacząłeś chorować. To nie miłość do kotów, nie przyjaźń ze swoimi sąsiadami i współplemiennikami, ale ksenofobia. Odziedziczyłeś ją po swoich przodkach. Wyssałeś z mlekiem matki, jak przystało na psychopatycznego obcokrajowców i ceprów wroga. A wszystko dlatego, że ty jesteś z Grywałdu, a ja z Krakowa. Tu leży Grywałd, tam jest Kraków, a między nami mur nie do przebicia. Nienawiść, strach, tak cię opętały, że już na środki nie zważasz, niszczysz wszystko, co cię od twojej idealnej wizji świata może odwieść, zablokować. Wpojono ci, że tylko wtedy przetrwasz ty i cała wioska, jeśli czystość plemienia i jego odrębność zachowasz. Każdy przejaw inności należy w zalążku mordować. Więc zabij mnie, skoro jestem kurwą, skoro inaczej niż twoi współplemieńcy myślę. Uratuj wioskę, bo mogę ją swoją chorobą zainfekować. Według Ciebie jestem ciągle chora, bo jestem, żyję. Zabij więc, czemu się cofasz, masz tę moc tylko raz, dopóki w moich żyłach kurewska krew płynie!
niedziela, 19 kwietnia 2015
Nigdy nie jest za późno
Nie lubię telewizji, nie lubię chaosu, informacyjnego szumu. Nie lubię łaskotania myśli o Tobie, do rana uspokajających rozmów. Nie lubię twoich dłoni, objęć, nie lubię pieszczotliwych zwrotów "kotku" i filuternych spojrzeń. Wolę usłyszeć łoskot, gdy upadają nasze ideały, chcę zdążyć do nich podbiec, nim rozsypią się niczym kartki starej baśni, złapać je w locie i na miejsce odnieść. Wolę, gdy nie widzisz, gdy z hukiem sama upadam i gdy nie rozbijam się na milion kawałków, a mimo to nie mogę się z ziemi podnieść. Wolę byś nie myślał, jak o porcelanowej figurce o mnie, która stoi na półce, za szybą, której każdy boi się dotknąć, by nie potłuc, do której każdy boi się podejść. Wolę byś myślał o mnie, jak o dziewczynie, z którą można konie kraść, przeżyć przygodę. Mimo, że to kłamstwem jest, lecz nie chcę Cię stracić, zostań...dla mnie, kim chcesz, proszę.
sobota, 18 kwietnia 2015
Wydmuszka
Mój statek tonie. Woda już jest w maszynowni, wchodzi na piętra, porywa przedmioty, ludzi, śpiące spokojnie małe dziewczynki i ich wielkie łóżka. Zalewa stoły, szafy, wazony i stojące w nich kwiaty, ludzkie dobre serduszka. Ktoś coś krzyczy do mnie, bym wsiadła do szalupy dopóki stoi jeszcze pusta. Lecz nie dociera już żadne słowo do mnie, bo byłam martwa zanim na statek o własnych siłach wsiadłam. Już się wypłakałam, teraz jestem głucha, blada i słaba, jak wydmuchana muszka.
piątek, 17 kwietnia 2015
Tezeusz w labiryncie Minotaura
Jestem w dobrych rękach, otoczona luksusem, owładnięta spokojem. Pod Twoją opieką, czuję, że się mniej boję. Zaglądasz odważnie w me oczy i prowadzisz przez rzeki, mosty. Dzielnie stawiam czoła swoim wrogom, twoim, naszym...czy Tobie? Lecz zaczęło się od kłamstwa, od legendy, że jestem zakochana w księciu, a nie w prostym chłopie. Jednego się bałam, że zrobi się raban, bo on już po słowie. Więc się oddaliłam, różaniec chwyciłam, twarz chustą zakryłam, tożsamość zmieniłam, lub może swą cnotę z łańcucha spuściłam...Kto wie? Choć jak to możliwe, by człowiek cnotliwy zszedł przypadkiem na złą drogę. Nie, nie, mój chłopcze, nic nie ginie w przyrodzie, gdy w toń kamień wrzucimy, zawsze pozostaną kręgi na wodzie. Zrobiłam to sama, prawdę o Tobie za sex kupowałam.Więc gdy już zrozumiałam, co zrobiłam, będąc przez Ciebie kochana, sumienia słuchałam i samobójstwo popełnić chciałam.W labiryncie Minotaura się zagubiłam, przed potworem uciekałam, którego, o ironio, noszę w sobie. I bardzo płakałam, za grzech nieczystości żałowałam. Od smutku, wybaw nas Panie!
czwartek, 16 kwietnia 2015
Poprostu się błąkam
Zwyczajnie sobie chodzę: z jednego pokoju w drugi, trzeci, z jednych ramion w następne przechodzę. Płacę i to robię: namiastki szczęścia doznaję, gdy jestem tu, myślę bardziej intensywnie o Tobie. To wszechogarniająca radość, euforia, gdy piszę z tobą, to wygrywam, czuję, że się od dna odbijam. Lecz potem przychodzi moment podliczenia zysków oraz strat. Straciłam już na szukanie Ciebie tyle lat, przegryzłam tysiące krat, lecz wciąż po swym samotnym więzieniu się błąkam i tylko czasem jakiś strażnik tu zagląda. Przynosząc mi fałszywe wieści o Tobie, żąda zapłaty w naturze...lecz już więcej tego nie zrobię! Więc zamyka mnie w izolatce, by przez judasza podglądać, gdy się ze swymi wadami miotam, gdy płaczę.
środa, 15 kwietnia 2015
Uczciwy człowiecze
Powiedz mi, rzuć do mnie jeszcze jedno obdarte słowo. Ja pobiegnę w ślad za nim i łapczywie za pazuchę schowam. Wskaż miejsce, gdzie strumień płynie. Ja wejdę do niego i poszarzałą z brudu twarz, dekolt, brudne ciało, włosy w nim obmyję. Spojrzyj na mnie z ukosa, gdy wyjdę z rzeki i popatrz: jestem naga, bosa. Odrzuć brudną odzież, nie każ mi nigdy więcej w niej chodzić. A potem usiądź obok mnie, na trawie, obejmij i wsłuchaj się w rzewną pieśń kosa: jej miłość ku Tobie to cały jej posag.
wtorek, 14 kwietnia 2015
Najpiękniejszy sen
Już nie płaczę, łzy przestały być moim pokarmem. Albo coś się do kanałów łzowych dostało i odpływ uczuć zablokowało.Teraz nie wiem, czy jeszcze coś czuję i czy w ogóle to umiem? Gdzieś tam w środku, w mej duszy, coś tam jednak krzyczy, coś się dusi. Może to tylko grzeszne myśli, uczucia pozbawione sensu. Może nie warto określać ich treści. Nic mi nie wychodzi. Nie zdobyłam w życiu wiary, nadziei ani miłości. A zabrakło tak niewiele, tylko o tych kilka lat później, gdybym się urodziła, może bym dziś z nim za ręką chodziła. I mielibyśmy już dwoje, troje dzieci zapewne. Gdy się kogoś z wzajemnością kocha, ma się wielkie szczęście. Ale mnie widocznie Pan Bóg wyznaczył ambitniejszą rolę: jego pierwszej kochanki, nauczycielki kobiecej psychiki, przerośniętej zabawki. Spotkał mnie na swej drodze do szczęścia. Bycie dla niego utylitarną, to synonim zwycięstwa. Rozwinął się, nauczył latać, czas wypuścić go z gniazda. Dorósł, dobrze się spisał, nie będę niesprawiedliwa. Tylko chciałabym pomarzyć jeszcze przez chwilę, że jest moim facetem i że życie u jego boku spędzę. Nie płacz, kobieto, przyjdzie na to czas jeszcze!
Zimna kalkulacja
Ci co przetrwali, wiedzą, czego unikali. Biegnąc po życie, na oślep, świadomie uczucia, emocje i miłość wypierali. Zaglądam Ci w oczy i już wiem: jestem dla Ciebie tylko zakończonym snem. Tak jak po nocy musi przyjść dzień, ty wkalkulowałeś w nasz romans zabawę w kuszenie i odchodzenie, rozkosz i cierpienie. Wkalkulowałeś tylko moje cierpienie, porażkę, potem smutek, płacz, rozgoryczenie. Obliczyłeś swoją granicę, kiedy jeszcze tolerujesz starszą niezamężną kobietę. Lecz ona postanowiła, że jeśli władzę nad nią przejmie inny facet, to zabije się, jeśli ty jej Panem i Władcą zostaniesz, uda się na wygnanie. Swój los ze spokojem przyjmuje.
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Taniec błaznów
Ileś błędów jeszcze popełnię, by się naprawdę zmienić. Na pewno zrobię to, choć chętnie usłyszę, gdzie stoję ja, gdzie jest wyjście i jak wygląda rozwiązanie poprawne. Choć wiem, że nie uchodzą mi płazem, bo ktoś tam zawsze je obserwuje, zapisuje, sprawdza przewinień wagę. Wiem, wiem, jestem w swej ascezie błaznem. I nic sobie z tego nie robię, choć społeczeństwo wcale nie patrzy przez palce, z naszych upadków się cieszy. Bo ludzie to masa, tłum, dzikie zwierzę, które nie potrafi myśleć, ciągle ściga się z czasem, biegając niczym chomiki w kółku, prowadzi statystykę z ilości, zamiast zbierać socjety własne. Ktoś rzuca coś na pożarcie tłumowi: dziś moje nieszczęście, twoje poświęcenie, wszystko na marne. Przyglądam się, lecz twarzy nie widzę, ukrywa ją pod hojności płaszczem. A lud wielbi swego kolejnego Zbawcę, śmieje się, żałuje, na kolana pada, gwiżdże, klaszcze. Tylko nie wie, że śmierć czeka za pasem, daninę zbiera w tango Cię zabiera. Odmówisz jej? Tylko jeden taniec...
A jeśli...
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I jeśli on Ci kiedyś przypadkiem powie, co rzeczywiście myśli o tobie, to może mu przysłodzę, a może mu przysolę, zależy od tego, w jakim nastroju jestem i czym go z błędu wyprowadzę. A wtedy to już ja ci wytłumaczę, jak kocham i że przez Ciebie ciągle płaczę...
sobota, 11 kwietnia 2015
Syzyfowa praca
Będzie padać! Zaczynam liczyć do tysiąca, potem spadnie deszcz. Słoneczny poranek obudził mnie i patrz, co się dzieje, wiatr się zerwał, w głos z nas się śmieje, z naszych niedojrzałych planów. Buntujecie się, walczycie ze mną, potem ze sobą kłócicie. Oj dzieci, z czym wy walczycie, jaką bronią? Świeżo wyrośniętą technologią ze mną wojować? Jam jest prastary deszcz! Wieki mijają, a trwam. Jestem twardszy niż stal, potrafię wasze kable, łącza zlikwidować. Wy nie znacie tych metod, ludzkość jest na to zbyt młoda, za słaba, by móc mnie okiełznać. Myślicie, że szybkość, to władza. Że dzikie zapędy miłości to nie wada.Więc pokażę wam, kto tutaj nad kim kontrolę ma. Pracujcie jak mróweczki, jak pająki plączcie sieci, mojry i tak będą swymi pazurami w wyznaczonej godzinie je targać. Pchajcie kamień na górę, który zawsze w pewnym miejscu będzie w dół spadać, a wy zrezygnowani będziecie musieli wciąż próbować zaczynać od nowa. Taka rola wasza. Bo tylko ulegając naturze, można nauczyć się nad nią panować. Jeden, dwa, trzy...i już pada.
czwartek, 9 kwietnia 2015
Cisza przed burzą
Samotni jak żagiel na rozszalałym morzu, dajemy się porwać nastrojom chwili. Innym razem dajemy się zwieść atmosferze spokoju, ciszy. Zaczynamy czuć się komfortowo w zastanej rzeczywistości, nie zwracając uwagi na zbliżające się już od dłuższego czasu ciemne chmury. Robimy plany na przyszłość, potem smacznie śpimy w swojej wygodnej łódce. Burza nadchodzi, deszcz już pada, lecz my się nie budzimy, tak piękny sen właśnie śnimy. Jesteś na wspaniałej imprezie, brylujesz, uwieszony na pięknej modelce. W ręku drink z palemką, wszystkie oczy zwrócone są w waszą stronę. Lecz ty masz minę tajemniczą, bo nikt nie wie, co ty tu naprawdę robisz. Jej Wysokość Królowa Anglii wysłała Cię w te stronę. Namierzasz złych "gości", by świat uratować od podłości. Twoje życie to pozorów gra. Masz wyszukany gust, jesteś w swym fachu specjalistą, doskonałym graczem, urodziłeś się by być bohaterem. Ktoś łapie Cię za ramię. Pada pytanie: Jak masz na imię? Agent 007, z chronicznym alzheimerem. I znowu mocne szarpnięcie i z oddali wołanie: obudź się, toniemy, zwijaj żagle. ZAWRACAMY! Zniesmaczony otwierasz oczy, odwracasz się na drugi bok. Śpisz dalej.
środa, 8 kwietnia 2015
Zwierciadło duszy
"Nie samym chlebem żyje człowiek", lecz lękami, obawami, pesymistycznymi myślami, trudnym dzieciństwem, z niekochającymi nas rodzicami. Krytykującym nas szefem, marudzącą żoną, nieobecnym mężem. Nienawiścią, pracą lub wspomnieniami. Do kilkunastu razy sztuka, potem za jedzenie, tabletki, zakupy, alkohol, sex lub nóż chwytamy. I gdy już tylko w połowie jesteśmy tym kim byliśmy, elegancką kobietą, z klasą babką, młodzieńcem wysportowanym lub facetem z jajami, o swojej dawno temu porzuconej osobowości sobie przypominamy. Patrzymy w lustro, w twarz żony, męża, dziewczyny, chłopaka, własnej matki, siostry i brata. Widzimy w ich oczach jak w zwierciadle, co zostało z człowieka, którym byłem, którym mogłem się stać, gdybym nie był na dnie. Kiedy tak pobłądziłam, kiedy to się zaczęło, że sens życia zagubiłam. Wędrówka w labiryncie będzie jeszcze długo trwać, dopóki nie zacznę zwijać, rozwijanych przez lata nici kłamstw. Zajmie mi to więcej lat, niż czas przez jaki te sieci tkam. Powstało wiele supłów, które nie jest tak łatwo rozplątać. Lecz od czego mam rozum, cierpliwość, może nawet przyjaciela...żeby etycznie zacząć postępować i żyć jak Pan Bóg przykazał, bez nałogów, wynaturzeń i bez kłamstw. I pamiętaj, że zawsze masz wybór i zawsze jedna jest w prawo, inna w lewo droga i nie ma limitu czasu, możesz już dziś, lub za rok ponownie spróbować. Czy być dobrym, prostodusznym człowiekiem, jak Ghandi lub św. Antoni, chrześcijański patron nasz? I nie rób tego za dudki, z zazdrości, na złość ojcu lub matce, lub by się komuś przypodobać. Bo to ty wybierasz kim jesteś, kim chcesz się stać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...