środa, 30 grudnia 2015

Droga do siebie

Podchodzę do drzwi z napisem "zamknięte ". Staję więc dalej, w pewnym odstępie. Podnoszę głos, krzyczę, wywołuje wojnę, lecz to nie obchodzi już Ciebie. Przeglądasz z oddali me oręże: to tylko bezkrwawy upór i nic więcej. Podaję na zgodę rękę. Patrzysz podejrzliwie. Czekamy już tak długo, widocznie dużo dłużej trzeba czekać będzie. Moje słowa nie były piękne, bo stworzyliśmy sobie życie inne niż w piosence. I co teraz, co dalej będzie? Czy przybędziesz z odsieczą, by ratować krolewne?

sobota, 26 grudnia 2015

Zabierz mnie tam

Gdzieś tam, daleko, za horyzontem, chcę być i słuchać dźwięku trąbek. Odsunąć smutek, rozgoryczenie, przestać czuć lęk przed porzuceniem. Podnieść do góry głowę, uciszyć własny szloch, wybaczyć twoją słabość do mnie, przytulić dziecko w sobie. Gdzieś tam, za horyzontem, mieszka ostatni dobry człowiek. Zamykam więc na moment oczy, już mknę do słońca, które rozprasza mroki.

czwartek, 17 grudnia 2015

Pomiędzy

Brakuje mi wiele. Tańca na ulicy, ukradkowych spojrzeń, wyrecytowanych lęków, próśb, romantycznych wierszy, Ciebie. Gdy zamykam oczy wciąż zmysłami czuję, że historia się toczy. Bez nas, bez Ciebie i mnie, machina polityczna ruchem jednostajnym, nie zważając na łzy, porzucone dzieci, domy, bezdzietne kobiety, smutne sieroty. Brakuje mi o północy twoich zwierzeń, jaskrawych opowieści, mrocznych przeżyć. Wciąż się waham miedzy życiem, a śmiercią, ziemią a niebem. Wciąż nie wiem, gdzie jesteś, gdzie mam czekać na Ciebie?

wtorek, 15 grudnia 2015

Wyścig

Czy pamiętasz, gdy się przez zwoje mózgowe informacja przedziera, by dotrzeć do systemu za harmonię w organizmie odpowiedzialnego? Czy pamiętasz, że ta wiadomość, jest nośnikiem mojego życia całego? Jednak ją wysyłasz. Ona biegnie co prędzej, pierwsza do mety dociera. Chwieje się ustrój, moja nadzieja umiera. Zamykam oczy, odpływam do domu, czasu nie poświęconego już nikomu. Byłeś tu, zabrałeś swoje klocki, by budować już drogę do innej Olczy. Chciałeś się kogoś ze swego życia pozbyć, by je od nowa, według nowych planów ułożyć. Padło na mnie. Nie pasuje moja pospolita szata, do twego szytego u lepszego krawca stroju. Nie mam drogiego mieszkania w Dubaju, nie bywam w rezydencji właściciela Playboya, nie noszę torebek od Louis Vuittona, szpilek od Mahnolo Blachnika, nie jestem twarzą L'Oreala. Nie zrobię kariery modelki i spędzę Sylwestra z ludźmi, żyjącymi w socjalnej nędzy. I nie mam siły się bronić, przed samą sobą. I to prawda, że nie jestem twoją matką, babką, siostrą, Johnem Nashem, Dalajlamą, ani samym Tobą. Kim więc dla Ciebie jestem? Przeszkodą?

wtorek, 8 grudnia 2015

Wiara w siebie

Wciąż tu jesteś. Wciąż wstrzymuję oddech, gdy... Mijasz mnie obojętnie, nie patrzysz na obraz panoramicznie, lecz względnie. Ta chwila już kiedyś wybiła, nietrwała, minęła równie szybko, jak się pojawiła. Spoglądam przed siebie, widzę płonącą pochodnię. Biorę ją w rękę i w tę otchłań wchodzę, po twych śladach kroczę. Nie oglądam się za siebie, schodami w dół, krętymi tunelami, szłam spokojnie, teraz biegnę. Słyszę na posadzce kroki. "Kim jesteś?". "Jestem tą, która Cię z kajdan pragnie wyzwolić. Uwierz wreszcie!"

sobota, 5 grudnia 2015

Zmarnowane życie

Czasem to samo w jednej chwili pomyślimy, częściej drogi do siebie gubimy. Potem się kłócimy i miesiącami milczymy. Zdarza się, że się godzimy. Osobiste urazy w sercu nosimy. Trudne do zagojenia rany pod makijażem ukrywamy. To się na sekundę zbliżamy, to znów wzajemnie odpychamy. Na tysiące kilometrów oddalamy. Całą wieczność od nowa drogi do siebie szukamy. Dlaczego proste sprawy tak bardzo gmatwamy? Żal mi tego czegoś nieokreślonego, co masz w sobie, lecz ukrywasz przede mną. Przecież istnieją drogi proste, bezpieczne, nie musisz siać wokół zniszczenia. Bo coraz więcej czasu naprawa drogi do Ciebie mi zabiera. Jak wiele czasu spędzamy na bezmyślnym klikaniu, pisaniu i gadaniu. Jeszcze więcej na intryg, gierek obmyślaniu. Tylko kot ma żyć siedem. Ja nim nie jestem. Więc dlaczego moje niezawinione cierpienie tolerujesz. Mój zawód miłosny, jak skalp nosisz, by wszyscy widzieli, że oto człowiek sukcesu kroczy.

Moje serce pękło

Gdy Cię nie ma mój świat wciąż się kręci, wciąż istnieje ziemia. Przechodzę z trudem przez skrzyżowaną drogę, częściej marznę, jeszcze we łzach tonę. Odnajduję leśne ścieżki, wracam do miejsc, gdzie się nikt nie spieszy. Wtedy, gdy na chwilę otwieram okna, by posłuchać śpiewu skowronka, ocierając łzy, mrużę oczy, by spojrzeć prosto w słońce, które rozprasza rozkoszy mroki. I pozwalam myślom płynąć, bezczelnie w stronę ognia, by spłonął mój zapał, by zabolała cisza. A potem patrzę, jak nadchodzisz i z jakim impetem się zbliża ta chwila, która nasz koniec wyznaczyła. Czy już wiesz, gdzie leży bólu granica?

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...