piątek, 30 stycznia 2015
Słowa, słowa, słowa
Zapadam się w sobie, gdy słyszę dzienne wieści o Tobie. Układam na półce jedna obok drugiej, wycieram, poleruję i czyszczę. Każdą z osobna podziwiam i dekoruję nią swe wnętrze. Zbieram je wszystkie, nawet te nieetyczne i brzydkie, puste, całkiem bezużyteczne. Otaczam je opieką, nie zazdroszczę, są, bo są. Potem znów się nimi zajmuję kolekcjonuję, liczę. Powtarzam je sobie, umysł nimi ćwiczę. Wychylam ich kielich rano, upijam się nimi w nocy. Szukam w nich pomocy: wiary, nadziei i miłości. Lecz one kierują się w inną stronę i milczą o mnie. I takie milczące tkwią ciągle w mej głowie, i wciąż nie mogę zapomnieć o Tobie...
środa, 28 stycznia 2015
Siła i honor
Przejścia są czasem bardzo długie. Trwają dni, miesiące potem lata, snują się niczym pieśni smutne. Czasem trwają całe życie, kończąc się o zmierzchu, by znów zacząć o świcie. Nie wymienisz ich za szkarłat, ani purpurę, gdy idziesz przełęczą, będziesz szedł pod górę. Zmieni się krajobraz, pora roku, data, lecz nie ludzka natura, ta pozostanie stała. Kobieca biologia jest bardzo nietrwała, to życie motyla, z czasem walka. Gdy mija jej pora, następuje katastrofa, obumiera jej cząstka. I nie może być już powrotu do jej początku. Bo Bóg wybacza zawsze, człowiek czasem, ale nigdy kobieca natura. Dlatego nie wrzucaj nigdy kobiety i mężczyzny do jednego wora. Lecz, gdy zechcą być razem, warto ich podziwiać: za dojrzałość i siłę by się naturze nie sprzeciwiać i za odwagę, by bronić w sobie nawzajem, co w nich słabe. Bo mądrość to umieć prosić o łaski, a przeciwności cierpliwie znosić.
wtorek, 27 stycznia 2015
Za 7-mioma górami
Byłeś tu wczoraj, jesteś i dzisiaj. Nie podchodzę bliżej, nie możemy się dotykać. Mieszkamy sobie, każde w swoim grobie. Kopiemy coraz częściej, bo życie nam ciosów nie szczędzi. Kto miał siły i wytrwałości więcej, ten odgrodził się od ludzi bardziej, leży od drugiego głębiej. Teraz leżymy na różnych poziomach, ty wyżej, ja niżej, komunikacja między nami jest coraz bardziej zakłócona. Kiedyś łączyły nas miłości chwile, dziś dzielą nas góry, lasy i ziemi mile. Czasem jednak na chwilę otwieramy oczy. Krzyczymy wtedy z rozpaczy, gryziemy palce z samotności. Wołasz mnie wtedy po imieniu, lecz zbyt głęboką wykopałam trumnę, twój głos ginie już za 7-dmą górą i 7-rzeką. Ja za 44 czekam, oddalona, ogłuszona krzykami innego zranionego człowieka.
...i wszystko marność
Nie mogę znowu pisać. Po stwierdzeniu faktu zapadła cisza. Wciąż czekam, cofam się, z krokiem do przodu zwlekam. Zasypuję kolejnymi niespełnione o Tobie marzenia. I nadal w miejscu stoję. I im bardziej się rozglądam na boki, tym bardziej mężczyzn się boję. Znajduję środek swój, a w nim pustkę, smutek, żal i przeszywający ból. Marność, a nad nią kolejna marność. Marność zmysłów, marność oczu, marność ciała, marność fizyczności i wszystko jest jątrzącą się raną, rozkładającym wnętrzem. Posypuję na nie sól. Marnością jest życie i marnością śmierć. Marnością jest męskość i marnością jej popęd. Marnością są twoje ciemne oczy, bo wciąż zaczarowane przez grzech. Marnością twoje dłonie, bo obejmują nie mnie. Marnością twoje usta, gdy całujesz tamte. Marnością moje oczy, bo wciąż wypatrują ciebie. Marnością moje dłonie, bo wciąż w ciemno piszą do niego wiersze. Marnością nasze dusze, gdyż miliony świetlne z dala od siebie.
niedziela, 18 stycznia 2015
Marzenia o różach i strzelbach
Zachciało mi się tego, czego wszyscy pragną: marzeń spełnienia. Ale po kolei, bo jedno przeczy drugiemu, marzeń nie można spełniać, to tylko przecież jakiś pomysł, idea. Idee mają to do siebie, że istnieją, jako twory najdoskonalsze, najpiękniejsze, najpierwsze. Może być ich mnóstwo, mogą żyć jedna obok drugiej i wzajemnie się dopełniać, lub być całkiem niezależne. Lecz problem w tym, że moje się nie spełniają, to mój błąd semantyczny. I nawet jeśli się nie spełnią, to je mam. Choć są inne niż twoje, to mimo wszystko zdobią nas oboje. Marzenia są dla umysłu, delikatne i ulotne niczym wspomnienia. Lecz spotkasz pewnie na swej drodze niejednokrotnie człowieka, który spojrzy na ciebie krytycznie i stwierdzi, że jest realistą i wierzy tylko w to na co ma szansę wpłynąć i rozwieje twe iluzje, zdegraduje je do zera. Bo czym jest "Zbyszek"? Bo przestał być "Kimś". Odkąd przestałam go widywać, zaczęłam wierzyć w sny. Tam, gdzie go mam, w mej głowie, jest ciągle piękny i młody, odważny, wierny i szlachetny. I podobnie jak ja samotny. Dopełniamy się wzajemnie, bo gdy patrzę w jego oczy, widzę siebie. Również piękną i młodą, wierną i dobrą. Lecz prawda jest taka, że ten obraz w mojej głowie wcale nie pasuje do mnie. Dzieli nas wiek, doświadczenia, styl życia i marzenia. Bo on marzy o dzielnej istocie, gorącej jak dzika lamparcica i pięknej w swej prostocie. Trudnej i twardej, jak do zgryzienia orzech. A na imię miała...Agnieszka
Cóż mogę zrobić, chyba tylko zaakceptować, że Zbyszka mieć nie mogę.
Cóż mogę zrobić, chyba tylko zaakceptować, że Zbyszka mieć nie mogę.
sobota, 17 stycznia 2015
Quo Vadis?
Znów wstaje nowy dzień, mroźny i straszny, jak koszmarny sen. Uświadamiam sobie coraz bardziej, że bez Ciebie nie ma słońca, bez słońca, nie ma mnie. Choć ono świeci nad każdym i wszędzie, dlatego wierzę, że Cię znów odnajdę. I wszystko znów jak dawniej będzie, nawet jeśli raz, czy drugi upadnę. Podniosę się jednak, kurz z butów strzepnę i podążę dalej. Bez celu, bez planu, lecz z duszą na ramieniu. I gdy ujrzę drogowskaz z zapytaniem, czy wybieram drogę krętą, czy prostą to pod nim upadnę, zapłaczę. Umysł z pragnieniami innych sprężę i decyzję podejmę, dokąd pójdę dalej...
piątek, 16 stycznia 2015
Walentynki
Walentynki: 14. lutego 2015. Rano zjem śniadanie, zdrowe, pogodne, jak zawsze, bez szaleństw. W południe pójdę na spacer, dotknę wody w strumieniu, posłucham śpiewu ptaków. Wrócę i usiądę. Nie będę jeść obiadu. Przejadę się na rynek. Rozniosę łańcuszek św. Judy Tadeusza po kilku kościołach.Wrócę do domu. Włączę skypa, porozmawiam z mamą i tacie powiem coś miłego. Potem założę facebooka, by zajrzeć na stronę jego. Przeczytam, że są razem, planują dzieci i przechodzą zakochania fazę. Poczuję znów te skurcze. Zwinę się w kłębek, zawyję z bólu. Pomodlę się jeszcze chwilę i 50 tabletek zażyję.
Był sobie on i ona
...Lecz gdyby nawet jej nie rozszarpali, to serce by jej pękło z żalu, że jej ukochany ją zdradził. I tak to właśnie psychologia grupy działa, że nikt potem nie rozumie, jak do tego doszło, że ją zabili, nikt nie umie nawet opowiedzieć, co się tam faktycznie stało. Ale jej już nie ma, nie obroni się, nikt po niej nie zapłacze, na grób nie przyjdzie, bo zniknęło w ich żołądkach jej ciało.
Był sobie on i ona
Czy może Cię skrzywdzić, ktoś kto Cię kocha, czy może pozwolić innym Cię zgwałcić Twój własny chłopak? Czym żywić się będzie potem przez kolejne posuchy miesiące, gdy na dworze plucha, a w głowie pustka. O czym znów opowie, o czym się czytelnik dowie? Jak tę historię ubrać w namiętny romans?
Był on i była ona, oraz jego grupa, dzika, rozjuszona i jakże napalona... Gdy oddawała mu serce, on przekazał je dalej, w kolejne ręce. Walczyli w końcu razem. Czy zawsze w słusznej sprawie? Doszedł już do wprawy w zalotach chłopak urodziwy, wiedział co czyni, gdy wzbudzał w niej poczucie winy. Umiał wygrać tę wojnę, dla grupy był potrzebny, znali historię jego podboju. Przekonali się raz kolejny, że jest w łamaniu serc najlepszy. On myślał, że gdy już nasyci się chwili słodyczą, wtedy dopiero rzuci ochłap towarzyszom. Lecz sprawa wymknęła się spod kontroli i gdy łania jadła mu już z ręki, koledzy przybiegli i rozdarli ją na strzępy.
Był on i była ona, oraz jego grupa, dzika, rozjuszona i jakże napalona... Gdy oddawała mu serce, on przekazał je dalej, w kolejne ręce. Walczyli w końcu razem. Czy zawsze w słusznej sprawie? Doszedł już do wprawy w zalotach chłopak urodziwy, wiedział co czyni, gdy wzbudzał w niej poczucie winy. Umiał wygrać tę wojnę, dla grupy był potrzebny, znali historię jego podboju. Przekonali się raz kolejny, że jest w łamaniu serc najlepszy. On myślał, że gdy już nasyci się chwili słodyczą, wtedy dopiero rzuci ochłap towarzyszom. Lecz sprawa wymknęła się spod kontroli i gdy łania jadła mu już z ręki, koledzy przybiegli i rozdarli ją na strzępy.
Dlaczego?
Dlaczego mnie tak męczysz, dlaczego wciąż przychodzisz? Sprawdzasz, czy wystarczająco cierpię, by nadal co chcesz robić. Dlaczego oferujesz przyjaźń, po co mi nadzieję znów robisz? Człowiek umiera, by znowu się narodzić. Dlaczego jak przedmiot mnie traktujesz, dlaczego mi to robisz? Nie jestem zwierzęciem tucznym, które tylko zadowolenia z życia oczekuje, nie musisz mi żadnych przyjemności robić. Dlaczego kobiety traktujesz jak towar rozpłodowy? Czy wystarczy nauczyć się kilku wierszy na pamięć by kobietę do łóżka zaciągnąć, by ją zmanipulować? Powiedz mi, kto cię na takiego egoistę wychował, że ciągle mnie porzucasz, gdy pojawia się gładsza białogłowa? I dlaczego chcesz mnie przy życiu zachować? Zazdrość, wstyd, czy odwaga, którym uczuciom pozwolić się pokierować?
niedziela, 11 stycznia 2015
Na serca dnie
Wczoraj byłam spełniona. Zmęczona, ale spełniona. Przyszedłeś do mnie bezwstydnie z tym w oczach ogniem. Zdjąłeś płaszcz i zawiesiłeś go na hak. Jej wzrok wówczas przez chwilę przestał śledzić nas i ja mogłam w końcu zwrócić ku tobie swą twarz. Powiedziałam nieskromnie, że dziś nie chcę sama zasypiać. Więc zdjąłeś koszulę, spodnie i położyłeś się obok mnie. Wziąłeś mą buzię w swe dłonie, ucałowałeś czoło, oczy, nos. Zrobiłeś to tak delikatnie, że pomyślałam, że to tylko motyl skrzydłami trzepotał. Zatrzepotał kilkakrotnie nim ostatni dech oddał. Zawirował w powietrzu jeszcze, po czym wpadł w me serce bezszelestnie. Leży na jego dnie do dziś dnia.
piątek, 9 stycznia 2015
Kto teraz jest sam, już zawsze sam będzie
Teraz już mam prawo umrzeć. Czekałam na Ciebie wiele lat.Kochałam Cię. Beznadziejnie. Wielbiłam każdą część ciała, twoje dłonie, ramiona, twarz. Czekałam nie robiąc nic więcej, pokora kazała mi na straży mej cnoty stać. Wyzbyłam się dla Ciebie samej siebie, zapomniałam, że mam szansę wciąż męża wybrać. Lecz ty ciągle byłeś niezadowolony, mówiłeś, że jeszcze to nie teraz, jeszcze masz coś innego. Nie powiedziałeś, ze lepszą już masz. Tak chciałam, byś mnie zapragnął. Zmieniłam życie. Rzuciłam pracę. Chciałam być dla ciebie lepsza. Dziś wiem, że ty chciałeś mieć dwie na raz. Byłam ci wierna, posłuszna. Rzuciłeś mnie, a ja wciąż cię kocham. Wszyscy wiedzieli, ze mną gardzisz, a ja przez 10 lat wierzyłam, ze mnie kochasz. Przekreśliłam dla Ciebie moje życie na starcie, nie jestem warta, by być kiedykolwiek szczęśliwa. Kto był sam, już zawsze nim będzie. Dlatego wysyłałeś mi tych panów. Lecz jeszcze mam siłę i zaparcie, by samobójstwo w tajemnicy dokonać. Jeszcze nie zdradziłam Cię z żadnym z nich, znak, że jestem człowiekiem, mogę umrzeć, gdy chcę, gdy ból jest nie do zniesienia. zawiesiłam sznur na lampie, parę chwil wystarczy i skonam.
Co się odwlecze...
Rzuciłam w Ciebie nożem, lub pytaniem. Zrobiłeś unik. Chybiłam, trafiając ponad ramię. Potem próbuję Cię z innej strony zaskoczyć, lecz spoglądam Ci w oczy. Widzę złość i smutek. Przecież chciałeś mnie czegoś nauczyć. Nie rozumiesz, ja się wcale nie chcę z Tobą droczyć! Ale masz rację, co zaczęłam, muszę skończyć. Odwracam się. Odchodzę. Zatrzymuję się, coś przychodzi mi do głowy. "Pamiętaj, że do tego pytania za 2 msc. wrócę. Nie bądź wtedy zaskoczony!"
Tu czasem wieje wiatr
Wieje wiatr. Mimo to, coś wisi w powietrzu. Jak jakieś ważne pytanie, na które odpowiedzi nikt nie zna. Ja ją znam. Tak jak wszędzie, również i tu toczy się walka. Tylko czy chcę ją znów wygrać? Przypuśćmy, że tak. A wszystko się wydaje takie spokojne, miłe, dobre, lecz to jest pozorów gra. Życie w celi, to nie jest zawiła przenośnia, lecz fakt. Tu nie ma wczoraj, ani jutra. Twoja przeszłość została osądzona, przekreślona, a wraz z nią przyszłość znikła. Jest okrutna rzeczywistość, teraźniejszość, która po zmroku kona i odradza się każdego ranka. Cztery grube, białe ściany, przez które jednak przenika jedno wspomnienie. Nieoczekiwanie wpada przez otwarte okno, przywiał je wschodni wiatr. Obraz przystojnego mężczyzny, już nie chłopca. Zamykasz go w szklanej butelce. Wieczorami zaglądasz do niego, przywołujesz go w myślach dnia każdego. A on milczy, choć zdaje się mówić: nie, nie jesteś szalona. To ja cię wołam, bo jestem z krwi i kości. I choć bajecznie przystojny, to rzeczywisty. Tajemniczo uśmiecham się teraz.
czwartek, 8 stycznia 2015
Translokacja
Wiem, że wiesz co czułam, żyjąc bez stałości, bez oparcia i z przygodną miłością na horyzoncie. Życie wagabundy, ciągle w autobusie. Jak zaplanować je, bez marzeń i bez wspomnień, czy to w ogóle da się? Można próbować, myśląc o teraźniejszości, silić się zawsze na uśmiech do jakichś przypadkowo kiwających się w rytm jadącego tramwaju ludzi. Stałość odnajdywać w przemieszczaniu się, w ciągłych zmianach, w ruchu. Lecz rozumiem swą biologię, która nagli, że to czas na własne dzieci. Jedno wiem na pewno, że choć piszesz czule do mnie, to się sama oszukuję, że pragniemy tego samego. Ty się do mnie transporujesz, by uciec od wszystkiego, lecz mnie wcale nie rozumiesz, ani organizmu mojego, ani własnego. Mówisz: tak dużo czasu spędzamy ze sobą! Obok siebie, jeśli chodzi o dosłowność. Przyjęliśmy bierną postawę, małoduszną, sztuczną, plastikową, byle nie znudzić się życiem, ani sobą. Rozmawiamy, czytamy, dyskutujemy, piszemy. Lecz kto z kim w końcu jest. Bo ja chyba byłam z tobą, ale teraz gdzieś zgubiłeś się. A to ja przecież tracę słuch i tracę wzrok, został smak, dotyk oraz węch. Myślę sobie czasem jednak, że skoro już mam być głucha, kaleka i ślepa, to może lepiej stać z boku, nie chcę być przeszkodą do szczęścia młodego, utalentowanego człowieka. To już wolę być bezdzietna.
Do młodego gniewnego
Nie porzucaj ideałów, pięknych słów, gniewnych ludzi, marzeń. Niech się staną rzeczywistością. Niechaj będę sumą zdarzeń! Nie przyglądaj się zbyt dokładnie: moim myślom, lękom na duszy dnie. Jakąż to jest udręką, gdy ten kogo kochasz, w lot Cię odgadnie? Nie porzucaj dobrych książek, dobrych wspomnień o kochance. Nie porzucaj nigdy nadziei, wiary, mnie...
wtorek, 6 stycznia 2015
Skąd wiem, że to Ten
Hipnotyzujesz mnie wzrokiem, odpowiadam uśmiechem. Potem przyciągasz mnie do siebie, bo wiesz czego chcesz. "Oo taak, to jest to." Mruczę do siebie. Im bliżej tym cieplej, im cieplej tym pytań mniej...Myśli przekazujemy sobie ust dotykiem, przyspieszonym oddechem. Chyba zmieniłeś taktykę, żeby zawładnąć mym sercem. Jesteś romantykiem, więc smakuj chwil częściej. Zabierz mnie do gwiazd, pokaż, która to Wenus, a który Mars. Opowiedz, jak wpadniemy niedługo do pokoju hotelowego z wielkim hukiem, będziemy się tarzać ze śmiechu, głośno kochać, aż sąsiedzi zaczną nad ranem do naszych drzwi pukać.
Grzeczne dziewczynki idą do nieba
Gdy jesteś z kimś nie potrzebujesz poza nim nic. Gdy on Cię też przypadkowo pokocha, to wówczas jest was dwoje, a każde ma jednego sojusznika. Więc dlaczego czasem marnie idzie nam kolego, wciąż błąkamy się po blogach, szukając szczęścia na boku? Co robić, jak związek ratować, gdyż mężczyzna potrafi mocniej miłować? Jak kobieta ma się zachować, gdy on męczy się, chce wciąż eksperymentować? Staram się pozostać nadal tolerancyjną kobietą, akceptować twoją manię wielkości i dążenie do większych doznań, doświadczania coraz większych przyjemności. Lecz ja sama jestem zbyt słaba, mała, by zapewnić ci to wszystko. Mam swoje ograniczenia, mniejsze możliwości. I najczęściej siedzę w domu, bo takie jak ja dziewczynki, są grzeczne, martwią się, za mąż wychodzą i gromadki dzieci rodzą.
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Dobre serce
A teraz co mi innego pozostało, tylko znów założyć zgrzebną suknię i wejść na pokutny szlak, przejść wszystko od nowa. Iść do przodu choć w oczach strach, w uszach szum i choć tak bardzo boli noga. Lecz idź wciąż przed siebie, kulawa, grzeszna, z nadzieją w sercu, że kiedyś usłyszę ciebie. I miną dni, tygodnie, może lata, któż to zgadnie. Gdy patrzysz na swe życie od swego środka, może się wydawać długie i niecierpliwe. Lecz spójrz na nie z perspektywy ptaka, przez pryzmat czasu, wówczas wyda się nawet dla starca zbyt krótkie. Więc kiedy my się znów ujrzymy, jeśli moja dusza więzić będzie złych chwil pamięć? Wypuściłam je, wykrzyczałam, są teraz w twojej duszy na dnie. A ty masz tak dobre serce. Chcę Ci pomóc je porzucić lub wydmuchać, jak suchy popiół z komina. Ffffffffffuuuuu. Widzisz, już ich nie ma!
niedziela, 4 stycznia 2015
W krzywdy zwierciadle
O ja pier...olę, chyba stałam się potworem. Nie istnieją krzywdy "na niby", virtualny świat mnie skrzywił. Kiedyś obiorę lepszą drogę, wybiorę ją, po namyśle, rozważnie. Udam się do domu naprawdę. Ciągle o tym myślę, marzę po kryjomu. "Nie mów nikomu, błagam Cię, bądź ciszej." Ciągle powtarzał Zbyszek. Kiedy w końcu twarz pokażę i komu? Tylko jaka jestem nie pamiętam, tak długo już tu egzystuję, że złamałam wszystkie świętości, nie dotrzymałam żadnej przysięgi, karmię wciąż własne słabości. I płacz nad sobą, płacz, oczyść duszę, zmieszaj smutek i radość. Tylko czemu mimo to gorycz odczuwać muszę?
Już jest dobrze
Zawstydzasz mnie po raz kolejny, naszymi marzeniami, pięknymi wspomnieniami. Bo kiedy z takim uśmiechem przychodzisz, smutek mój ustami zamykasz, złość mocnym klapsem łagodzisz. I muszę się dziś do czegoś przyznać, że jestem stała w uczuciach i taka zmienna...
sobota, 3 stycznia 2015
Czy jest takie miejsce?
Zgotowałeś mi piekło samotności, rozpaczliwą duszy samotną wędrówkę przez wieki. Zgotowałeś mi przerażającą wyrazistość, świadomość mych ziemskich cierpień. Bo o ludziach, których kochasz, nie zapominasz, są w nas na wieki. Dobrze, jeśli miłość, troskę i wzajemność przynieśli, gorzej, gdy zdradę, kłamstwo, rozpacz i cierpienie w nasze życie wnieśli. Gdzie Cię zamknąć, w którym miejscu mego ciała, z serca Cię wyrzuciłam, potem z umysłu, zbyt twoje hedonistyczne życie bolało. Gdzie, no pytam, gdzie mam pamięć o człowieku przełożyć? Gdzie myśl o tym, że będzie mnie do końca moich dni z własną kuzynką zdradzał, włożyć? Ta myśl będzie mnie już do końca życie prześladować. Dobrze, że za życia umarłam, szkoda, że nie wcześniej, zanim mi to powiedział.
...i po raz ostatni
Kiedy ból jest nie do zniesienia, gdy cię rozrywa, krzyczysz, rwiesz włosy z głowy, rozdrapujesz niewidoczne rany, a twym ciałem rzuca, coś je targa. Gdy pustka rozdziera cię od środka, gdy szamoczesz się, bo on jest dla innej, chce jej, a ty jego wciąż kochasz. Gdy widzisz, że błąd popełni, że potem wróci, lecz już nic powstałej pustki nigdy, żadne słowo "przepraszam" nie zapełni. Gdy jego tłumaczeń słuchasz i po chwili już znika uśmiech od ucha do ucha. Wtedy umierasz dla niego, on myśli, że to tylko na drugą stronę przejście. Że ci właśnie w tym pomaga, wyciąga ręką, wystarczy ją złapać. Nic nie rozumiesz! To nie było moje odejście. Jeszcze nie...
Historia pewnego górala
Historia pewnego górala, była całkiem banalna. Zapalał miłością do swojej kuzynki, robiła do niego słodkie minki. Miała lat 32, ładna byłaby z nich para. Gdyby nie pewien szkopuł, miał rywala. Każdy 30-letni chłopak lubi rywalizować, nudzą go podchody, gdy sprawa zbyt oczywista, że potencjalny partner jest wolny. Wolał dreszczyk emocji, przyjemność wtedy się mnoży. Kobieta miała więc męża, dwoje dzieci, to dość znaczny ciężar. Trochę zbyt młodo życie erotyczne zaczęła, to ją zdemoralizowało, wiedziała na czym sztuka łóżkowa polega. Jednak mężem się już znudziła, dzieci jej zrobił i wiecznie gdzieś na piwo z kolegami chodził, bo w domu pieluchy, robota od świtu do nocy. Dzieci małe wiele czasu parze zabierają, ile z tego na sex zostaje...Rozczarowana małżeństwem, brakiem sexu sfrustrowana, objęła inną taktykę. Rozejrzała się uważnie, jest...Ten nie wie co to sex. Jak miło by było, gdyby można go czegoś nauczyć, podszkolić go trochę w sexualnej sztuce. cdn.
Historia cichej myszy II
Czas od zawsze tak szybko biegnie. Co po nas pozostaje, co jest wieczne? Znajdziesz odpowiedź, gdy oglądniesz się za siebie. I choć, rzeczy gdy się dzieją, zdają się być wielkie, przerażające i nietrwałe, to kiedyś mijają, stają się małe. Przemieniają się we wspomnienie. Konsekwencją życia jest śmierć, a konsekwencją świętości - grzech. Gdy zbyt długo płaczesz i cierpisz, przychodzi sen, on łagodzi wszystkie bóle, krzepi, rekompensuje słabości. To co teraz opowiem, może się wydarzyło lub nie, może jest rzeczywistością, choć pewnie to był tylko zły sen...Wyszedł ze mnie i z pokoju już wyciszony, z tym co się przed chwilą stało, pogodzony. Ja wstałam i odeszłam, nawet o pieniądze nie zapytałam. Potem jeszcze ciągle poszukiwałam. Kilku innych facetów, znających życie wystarczało mi. Jedni byli w łóżku lepsi inni gorsi, żaden nie dorównał Zbyszkowi, co tu kryć. Czy szukałam go? Tak, lecz on był już z inną. Nie płakałam. Lecz kiedyś w końcu do powrotu do domu dojrzałam. Spakowałam plecak, kolega zabukował bilet. Ostatni kochanek mnie kochał, lecz miał żonę. Rozpaczał. Miał zamiar to ciągnąć? Nie znalazł siły, by mnie na przystanek odprowadzić. Ze smutnym uśmiechem go pożegnałam. Zrozumiałam, że z nich wszystkich tylko Zbyszka kochałam.
piątek, 2 stycznia 2015
Historia cichej myszy
Dzisiaj chcesz usłyszeć historię mojej ciszy. Co wtedy czuję, co robię, gdy milknę i zamykam się w sobie. Może Ci jednak opowiem, o przegranej z życiem niejednej walce, opowiem ci moją historię. Choć czuję, że jej nie potrzebujesz, znasz ją, zdarza się, że i takich rzeczy wysłuchujesz. Minęło już szmat czasu od naszego ostatniego spotkania, doskwiera mi samotność, to chyba znak czasu. Wcześniej w Irlandii byłam, o odmianie życia marzyłam. W Polsce umarło marzenie, o mężu, miłości, domu, znikło przyjaźni wspomnienie. On nie zakochał się we mnie, manager z knajpy ocenił mnie jednym spojrzeniem: wystarczająco wulgarna, by po kilku piwach niczego nie pamiętała. Obudził mnie kac i niejasne wspomnienie, że to nie było marzeń spełnienie. Znajoma zaprosiła mnie na piwo, poszłyśmy tam, gdzie on pracował. Myślałam, że inaczej zareaguje, lecz on odwrócił się napięcie: ta Pani wychodzi, niczego ode mnie nie potrzebuje. To był cios w samo serce, mój pierwszy mężczyzna, a potraktował mnie jak powietrze. Nakłonił mnie do aborcji. Wtedy zwątpiłam w szczere męskie intencje. Zagubienie, niepotrzebne słowa, niepotrzebne cierpienie. Gdy poznałam Ciebie, byłam już na samym dnie. Próbowałam się odbić tym razem dla Ciebie, lecz ty byłeś tam, a ja sama, ze swym strachem, wszystko na marne, bezskutecznie. Po mojej zdradzie byłeś już całkiem na "nie". Męski świat ma wiele wad, dostrzega je ten, kto w niego wpadł. Czego ja w nim szukałam, guza tylko dostałam. Jednak, gdy wyjechałam, ciągle o tobie myślałam. Pisaliśmy smsy, ja, że imprezuję, ty, że z dziewczyną oglądasz horrory. Postanowiłam ukryć przed wszystkimi, jak mnie twoja szczerość boli. Wtedy chłopaki z Irlandii, zaprosili na picie Finlandii. Zachłanne spojrzenia, szepty i nachalne dłonie i jedna kobieta w samców gronie. Niewinny mój flirt, jako rewanż na Zbyszku, zmienia facetów w szalonych ogierów. Trochę przeliczyłam swe siły, chciałam tylko pociechy, zapomnieć o Zbyszku z dziewczyną w łóżku. Gdzie mój gaz? Zostawiłam w Polsce, na branie gazu do samolotu jest zakaz. Jak się obronić, gdy mężczyzn kilku, a ty nie masz nawet na taksówkę tych kilku funtów. Wstaję, wychodzę. Wydzwaniają za mną po drodze. Nie odbieram, nawet się nie zatrzymuję, ciemno, lecz chyba trafię...Och, nie! Nie mam nawet na chleb...No więc dobrze, spróbuję. Zawracam, było ich trzech. Miałam tylko zrobić swoje, rozebrać się, laskę, to nie miał być sex. Początek był trudny, facet niezbyt inteligentny, jednak schludny. Obrzydliwy był jego penis, miałam ochotę się znowu stamtąd wynieść, zwymiotować. Następny! Facet z urody przeciętny. Lecz niezwykle miły i hajtniętny. Nauczył mnie swobody, chyba się we mnie bujał, więc mimo, że był żonaty, to dałam mu przyjacielskie lody. Trzeci był przystojny, słyszałam jak płakał, gdy robiłam jego kolegom lody. Trochę się w nim kochałam, chyba on we mnie też, lecz miał już termin ślubu wyznaczony. Cdn.
czwartek, 1 stycznia 2015
Migoczący rycerz z gwiezdnych łąk
Przeszłość przepadła. Teraźniejszość się nie liczy. Przyszłość barwy zmienia. Jest wyrazista, na swych końcach migocze i kolorami się mieni. Spoglądam na otaczającą rzeczywistość, kręcę głową. To jest ciemne i okrutne, nie takiego pragnął papież dla Polaków chleba. Spoglądam znów w komputer, na tel. i księżyc rozjaśnia mroki mego istnienia. Po chwili nawet słońce spogląda na mnie radośnie, szepcze o błyszczących oczach i pogodnym spojrzeniu i mówi: on się jeszcze z tobą nie pożegnał, nie padło "do widzenia". Moja virtualna rzeczywistość. Bardziej od teraźniejszości realna, tak szybka, że wybiega nawet w przyszłość, zło w dobro przemienia. Bardzo dojrzała, fizyczna i bardziej piękna.
Miłość, choroba przenoszona drogą płciową (epilog)
Jeszcze tej samej nocy sylwestrowej wrócił. I byli jeszcze starsi, bardziej śmiertelni i ciaśniej kajdanami miłości skuci...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...