poniedziałek, 28 kwietnia 2014
My
Gdyby wyłączyć internet, zablokować hasła do komputerów, wysadzić wszystkie przekaźniki radiowe, tak by przestały funkcjonować telefony komórkowe, przeciąć kable telefoniczne, odciąć człowieka od dostępu do całej komunikacji, jacy nadzy, bezbronni poczulibyśmy się. Tak bardzo spragnieni siebie, stalibyśmy z sobą twarzą w twarz, niczym kosmici, dwoje bliskich i jakże obcych stworzeń. Czy umielibyśmy rozpoznać prawdę o nas, nie jako oddzielne światy, lecz jako jeden. Obiecaj mi, że będziesz patrzył na mnie wtedy jak na nas, całość, wiem, że potrafisz, a że to nastąpi, co do tego nie mam wątpliwości.
piątek, 25 kwietnia 2014
Niech wieje, leje, niechaj płyną potoki...łez
I nastała zima, w samym środku wiosny.
Przyszła w środę, nieśmiało stanęła w drzwiach, nie chciała wejść. Szerzej rozwarłam drzwi: "Masz tu dużo do roboty, musisz wykurzyć tę ślicznotkę Wiosnę, co się wdzięczy, stroi miny, codziennie piękniejsze szaty zakłada, miesza mi w głowie, szepcze do ucha o miłości, zmianach. Niech się otrząsnę póki zmiany się jeszcze żadne nie dokonały." Przekonałam ją. Weszła. Drzwi za nią zatrzasnęły się z łoskotem. Oczy zapłonęły niebieskim, zimnym światłem. Wnętrze mojego mieszkania pokrył lód. Przestraszyłam się swoich pragnień i tego chłodu, który wydobywał się z głębin oczu. Wycofywałam się powoli, ona kroczyła za mną nie spuszczając ze mnie wzroku. Potknęłam się i upadłam. Czołgając się dotarłam do stołu, złapałam się go i wstałam. Ona nie spuszczała mnie z oczu, czułam, jej przeraźliwie chudą dłoń na moim gardle, która zaciskała się coraz mocniej. Szybko, szybko, włącz komputer. Tylko ta myśl pozostawała w mojej głowie. Automatycznie włączyło się gg, był tam ktoś. Szybko, wyślij mu wiadomość, dopóki nie jest za późno. To twoja ostatnia deska ratunku. Napisałam jakieś słowa, jednak był to jakiś bełkot, gdyż niewiele myśli docierało do mojego na wpół żywego ciała. Nikt nie wie, gdzie jestem i że potrzebuję pomocy. Miasta i wsie Polski zasnęły jak zwykle snem sprawiedliwego. Pomoc nie dotrze...
Przyszła w środę, nieśmiało stanęła w drzwiach, nie chciała wejść. Szerzej rozwarłam drzwi: "Masz tu dużo do roboty, musisz wykurzyć tę ślicznotkę Wiosnę, co się wdzięczy, stroi miny, codziennie piękniejsze szaty zakłada, miesza mi w głowie, szepcze do ucha o miłości, zmianach. Niech się otrząsnę póki zmiany się jeszcze żadne nie dokonały." Przekonałam ją. Weszła. Drzwi za nią zatrzasnęły się z łoskotem. Oczy zapłonęły niebieskim, zimnym światłem. Wnętrze mojego mieszkania pokrył lód. Przestraszyłam się swoich pragnień i tego chłodu, który wydobywał się z głębin oczu. Wycofywałam się powoli, ona kroczyła za mną nie spuszczając ze mnie wzroku. Potknęłam się i upadłam. Czołgając się dotarłam do stołu, złapałam się go i wstałam. Ona nie spuszczała mnie z oczu, czułam, jej przeraźliwie chudą dłoń na moim gardle, która zaciskała się coraz mocniej. Szybko, szybko, włącz komputer. Tylko ta myśl pozostawała w mojej głowie. Automatycznie włączyło się gg, był tam ktoś. Szybko, wyślij mu wiadomość, dopóki nie jest za późno. To twoja ostatnia deska ratunku. Napisałam jakieś słowa, jednak był to jakiś bełkot, gdyż niewiele myśli docierało do mojego na wpół żywego ciała. Nikt nie wie, gdzie jestem i że potrzebuję pomocy. Miasta i wsie Polski zasnęły jak zwykle snem sprawiedliwego. Pomoc nie dotrze...
wtorek, 22 kwietnia 2014
Czy chcesz o tym porozmawać?
Od wczoraj nie opuszcza mnie przekonanie, że ludzkie historie, mogą zdziałać więcej niż niejedna rada rodzica, czy nauczyciela, lub nie daj Boże koleżanki czy kolegi. Choć zewsząd dochodzą nas apele, aby szkoła i dom stały się miejscem pełniącym funkcję wychowawczą, to każdy wie, że tak nie jest. A dlaczego? Brak adekwatnych przykładów. Nasi rodzice mówią nam: bądź Janem Pawłem II, lub św. Faustyną. Aż tu nagle, gdy cel okazuje się jednak ponad możliwości wychowanka, a on sam załamuje się i zaczyna błądzić, dostajemy od wychowawców baty. Ale okazuje się, że najważniejszy moment w twoim życiu, to ten, kiedy błądzisz. Nie bądź wtedy tak bardzo niepewnym siebie, że nie będziesz podejmować własnych decyzji. Nie pozwól, by lęk zaczął kierować twoim życiem, lęk, że ktoś nas obgada. Wszyscy i tak nie będą nas lubić. Przyznaj: Zrobiłem błąd!. Popełnianie błędów uczy nas, zdobywamy doświadczenie. A potem, gdy podejmiemy decyzję, idźmy za nią. Ból, dyskomfort - tego chcemy uniknąć będąc niezdecydowanym. Ty jednak zrób to co dobre i zadowalaj Boga, nie innych ludzi. Ja kiedy zaszłam w ciążę (a było to zaledwie może po 3-4 seksie w życiu) poszłam za radą koleżanki i siostry, brata, kuzynki-osób młodych nie mniej egoistycznych wówczas ode mnie, ich celem było jak najszybsze wciągnięcie mnie w wir zabawy, imprez, dziecko, byłoby przeszkodą. Ja sama bałam się własnego ojca. Byłam pewna, że mnie z domu wyrzuci, a faceci, z którymi wtedy spałam po usłyszeniu wieści o ciąży, zmienili numery tel. jeden z nich, ponieważ był menagerem w znanej knajpie w moim mieście, zgodził się spotkać ze mną i rzucił mi na stół 200 zł na aborcję, po czym wyszedł. Nie opowiedziałam tego rodzicom, a byli jedynym osobami, które mogły mi wtedy pomóc. Wskazali by mi drogę, powiedzieli, że należy się zatroszczyć o siebie, o nas, o mnie i o rosnącego pod mym sercem, serce drugiego człowieka. Echh. Ale podobno życie składa się z możliwości, które podejmujemy i które odrzucamy.
wtorek, 15 kwietnia 2014
A jednak sama
Byłam ostatnich kilka dni u rodziny. Spędzając 12 godzin w pociągu, potem 3 dni u różnych ciotek i wujków, kuzynek, oglądałam wesela młodszych kuzynek, nie zauważyłam żadnej poprawy mojego bycia. Może dlatego, że spotkałam tam zwykłych ludzi, szczęśliwych lub nie, lecz tworzących rodziny, kobiety spełnione jako matki i żony, czasem też robiące karierę...Niektóre kobiety w mojej rodzinie, które są czynne zawodowo, a jednocześnie będące żonami i matkami, nagle zostają same. Zupełnie tak jak ja...chociaż, no ja prawdę powiedziawszy nigdy nie doszłam do etapu małżeństwa i macierzyństwa (no chociaż też nie do końca) to obserwuję pewne podobieństwo faktów. Pojechałam przygotowana na to, że usłyszę werdykt o mnie, wysłucham mowy końcowej w procesie, który toczy się od początku mojego życia, a usłyszałam tylko westchnienie żalu i ciche "a jednak sama". I wciąż zadaję sobie pytanie: co jest w życiu ważne? Niedawno ktoś mi powiedział, żebym "odpuściła". Nie mogłam w to uwierzyć, mówiłam: "nie zależy Ci", lub, "pożałujesz tych słów". Aż do tej chwili...
wtorek, 8 kwietnia 2014
Najdłuższy związek
Miałeś być moim uśmiechem w smutku, słońcem w pochmurne dni, latem w środku zimy, tęczą po burzy, rankiem po ciężkiej nocy, zmrokiem po zbyt ciężkim dniu, drzewem dającym cień na bezkresnej pustyni, rozkwieconą łąką, na którą wychodzi więzień z ciemnego lochu, ojcem dla mojego wew. dziecka. Byłeś szczęściem w nieszczęściu...Nigdy nie byłeś kolejną tragedią w moim życiu, nic nie wiem o twojej dziewczynie, nigdy nie słyszałam, że masz dziecko, nigdy nie wyjdę za mąż i nigdy nie planowałam się w Tobie zakochać. Nigdy nie chciałam być taka, nie chciałam stać się pośmiewiskiem...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...