piątek, 31 października 2014
Serce
Strach w mym sercu zagościł, ale nie ma w nim złości. Próbuję myśli poukładać, ale one uciekają, nie dają się złapać. Czasem tylko jakiś szept usłyszę, zatrzymuję się, wsłuchuję w ciszę. Spoglądam w pustkę, ona mnie woła, rozpacza, rozdziera na kawałki duszę, nie ma przed nią ucieczki, jest wszędzie dookoła. Słowa, które wczoraj raniły, zawisły w powietrzu, teraz opadają na mnie jak jesienny deszcz, nie zadają już bólu, choć uderzają z całej siły. Spływają po włosach, powiekach, policzkach, płyną na dekolt, sukienka jest po chwili przemoczona, nie została na niej nawet jedna sucha nitka. I gdy tak stoję zupełnie bezbronna, otwieram list i czytam powoli, potem raz jeszcze i znów od nowa. Opadam na kolana, wznoszę ręce do góry: Dziękuję, że jesteś. Pozwól Panie się kochać.
czwartek, 30 października 2014
O czym to ja chciałam...
Moja samotność ma deseń w kratkę. Spotykamy się zwykle całkiem przypadkiem. Wpadamy na siebie znienacka, ona łapie mnie za rękę i kładzie na łopatkach. Szczególnie jest frustrująca, gdy trwa zbyt długo i nie widać jej końca. Przypadkiem zniszczyła mi życie, nazywając to karmą, karą, ciosem z ukrycia. Bardzo jest przebiegła, stara, niemiła, gdy blisko podejdzie, chowa się, bym jej nie zauważyła. Potrzebuję do walki z nią rycerza, który ją już też poznał i ma odwagę się z nią zmierzyć. Trudne to będzie zadanie, pokonać ją i zakończyć me prześladowanie. Więc pytam jeszcze raz, kto w szranki z nią stanie? Senne jest dziś me wierszowanie...
Ja czyli nikt
I co dalej? Gdzie następny przystanek? Jeśli i stąd wyjadę, może się już nigdy nie odnajdę? Jak bardzo wiara w siebie pomaga. Jak bardzo mi jej brak. Dlatego moje marzenia są tylko listkiem na wietrze, który gna go wte i wewte. Jestem tylko przykładem upadku, dowodem na istnienie nędzy na świecie. Więc uważaj na słowa i czyny, bo to ty masz sprawić, by inni się przy tobie lepiej poczuli ze swoimi grzechami!
środa, 29 października 2014
Tęsknota
Naprędce zdanie składam, by Ci przypomnieć, że nie ma żadnego układu, jest tylko miłość sama. Czy także teraz zatryumfuje? Nie wiem. Czas pokaże, życie zweryfikuje. Czy zwycięży dziwna tęsknota, która gna nas w świat obcy, każe kopać, poszukuje pod ziemią złota? Wołanie w twym sercu ciągle nie ustaje. Dzikość, która tak często znać o sobie daje. Znam to uczucie, to zew natury w trzewiach pulsuje. Kiedyś może spokój poczujesz, ułożysz swe życie, dom wreszcie zbudujesz. Potem żona i dzieci gromada. Ćśśśii, nie odpowiadaj. Co było minęło. Achh, niech już przestanie ten depresyjny deszcz padać!
wtorek, 28 października 2014
Romans z przyjacielem
Romantyczny poeto z virtualnej układanki! Zabierz mnie ze sobą, do swej bajki. I uczyń nas prawdą tak wierną, że ubogą. Tak prostą, że aż mnogą. Bo te prawdy w życiu najważniejsze są zwykle ponad nami i fruwają jak ptaki z rozpiętymi skrzydłami. Wyobraźnią dziś je zwiemy, fantazją, świata panoramą i umysłem uważnym, plastcznym, wysublimowanym. Romantyczny poeto z vitualnej sieci! Pozwól, że na chwilę usiądę obok Ciebie, dopóki księżyc świeci. Spojrzyj na mnie przytomnie, muśnij me włosy i usiądź z powrotem w swym fotelu wygodnie. Zamknij oczy. I zaśnij przy mnie, zanim ranek nas w objęciach zaskoczy.
Twoja wiara mnie uzdrowiła
"Wstań, weź swoje łoże i idź." Odkąd poznałam Jego zaczął się proces mojego zdrowienia. Ale nic nie stało się z dnia na dzień. O nie! Tak pięknie jak w Biblii to nie było. Poznaliśmy się...Nie, nie. Ty wtargnąłeś jak burza w moje życie. Przewróciłeś je do góry nogami, niczym Jezus, kramy przed świątynią w dniu Paschy. Wyruszyłeś na świętą wojnę. Pokazałeś czym jest wiara, nadzieja i miłość. Udowodniłeś, że zawsze jest sens, by o siebie walczyć. Romantyczny Dżihad. Mężczyzna o twarzy muzułmańskiego terrorysty, umyśle angielskiego noblisty i sercu himalajskiego mnicha. Hartujesz mnie już od dawna, na twardego zawodnika, choć nie jestem z żadnego cennego kruszywa. Stal ze stalą się hartuje, a człowieka człowiek wychowuje. Tą zasadą się kierując, w chwili słabości mi nie ustępujesz. No więc zgnuśnieć nie próbuję.
Czy byłam szczęśliwa?
Urodziłam się w rodzinie niezbyt zamożnej, więc z marszu bez perspektyw. Długo wierzyłam, że je mam. Idealizowałam pojęcie "talentu", wierząc, że on jest najcenniejszy w życiu i droższy od pieniędzy. Byłam bardzo pilnym, ambitnym dzieckiem. Kiedy inny spędzali czas z rówieśnikami, ja siedziałam nad książkami. Potem przyszedł wiek dojrzewania. Wiek inicjacji seksualnej. Echh. Niczego nie przeżyłam, bo mój ojciec postanowił stać na straży mojej cnoty. Przeżyłam co najwyżej kilka nieudanych inicjacji alkoholowych, które kończyły się katastrofą w domu. Bicie, potem kary od jedzenia suchego chleba z wodą przez 1 tydz., klęczenia przez kilka godzin, do naturalnie zakazu jakiegokolwiek wyjścia i kontaktu z rówieśnikami. Ojciec był szczęśliwy. Udało mu się ustrzec mojej cnoty, ale jakim kosztem. Wpadliśmy wszyscy w nerwicę. Baliśmy się ojca przez wiele lat. Myślę, że do dziś dnia się go boimy. Potem próby bycia szczęśliwym choć na chwilę, kilka chwil. W LO stałam się bardzo atrakcyjna. Miałam biust większy od koleżanek i nie brzydką buzię, figurę zgrabną. Mój ojciec wpadał w coraz większy szał, gdy koledzy przychodzili do domu. Po kilkudziesięciu nieudanych próbach poderwania mnie, strach przed ojcem działał jak elektrowstrząsy, odchodzili. Ojciec był szczęśliwy. Jedzeniem rozładowywałam napięcie. Seksualne też. Alkohol też gwarantował taki luz. Raz w tyg. obowiązkowe wyjście. Ale bez wielkich szaleństw. Ojciec trzymał nad wszystkim kontrolę, niewielkie podejrzenie o kontakt z chłopakiem skutkował karami i biciem. Więc wyjechałam do Niemiec jako opiekunka do dzieci. Zawiesiłam studia, pod pretekstem wyjazdu w celach naukowo-integracyjnych. Było jeszcze gorzej, zazdrość kobiety o podstarzałego męża. Wróciłam. Złamałam nogę na grillu i kazałam sobie nastawiać, w efekcie połamano mi w czterech miejscach. Leżąc samotnie w łóżku przez kilka miesięcy przytyłam 10 kg. Więc, gdy po długiej rehabilitacji wróciłam do żywych nie zostało już zbyt wielu adoratorów ani przyjaciół. Ojciec odetchnął. Ale zaczął szydzić z mojej tuszy. Mama zawsze trochę broniła, ale bez przekonania.Wszyscy chcieli być szczęśliwi, trudno kogokolwiek za to winić. Ale spośród tak wielkiego grona przyjaciół nie został nikt. Poza rodzicami. Koledzy znaleźli inne, ładniejsze, zgrabniejsze kandydatki na żony. Koleżanki z obawy o moją z przeszłości atrakcyjność i dawne zainteresowanie chłopaków zerwały ze mną kontakty. Postanowiłam skupić się na nauce. Uszczęśliwić kogoś, nauczycieli-przygotowaniem do zajęć, mamę i tatę-zaprzestaniem biegania po nocnych dyskotekach i klubach. Skończyłam studia. Zaczęło się mozolne poszukiwanie pracy. Postanowiłam pracować zgodnie z własnym wykształceniem. Po dwóch latach bezskutecznego szukania, poddałam się. Nikt nie chciał dzielić się ze mną swoim szczęściem i zatrudnić kolejną absolwentkę. Roznosząc ulotki znacznie schudłam. Nieoczekiwanie zaczęli się mną interesować chłopcy. Oczywiście mój rocznik był już dawno zajęty własną rodziną, więc byli to sporo młodsi faceci. Traktowałam ich jednak zawsze jak młodszych braci, nie umiałam inaczej. Raniło to ich. Odchodzili. Więc nadal byłam sama. Ale miałam kilka przelotnych romansów z młodszymi. Był też ktoś rozwiedziony i ktoś w moim wieku. Co później okazało się być błędem, bo to przez tych, w moim mniemaniu dojrzałych mężczyzn, wpadłam w spore kłopoty. I życie zweryfikowało, że wiek, z emocjonalną dojrzałością nie ma nic wspólnego. Ojciec wyłączył się z pilnowania mnie, bo nie było przez lata takiej potrzeby. To był kolejny błąd, bo ja się przyzwyczaiłam, że ktoś za mnie decyduje. Alkohol, duża ilość wypitego alkoholu, raz w knajpie, w której pracował pewien "były" mojej siostry, potem u koleżanki picie jakiegoś baardzo mocnego alkoholu i niezaplanowany seks z facetem od niej z osiedla. Aż tu, bach! Wpadka! I to na samym początku życia seksualnego, zaledwie po 3-4 razie. Szybka, nie do końca przemyślana decyzja. Aborcja! Znowu chciałam zadowolić wszystkich. Ta grzeczna dziewczynka we mnie, zawsze mnie wpędza w kłopoty. Nikt nie chciał mi pomóc, faceci chcieli realizować się zawodowo, lub zdobywać następne dziewczyny. W końcu jeden, który ze mną spał, robił karierę jako manager w knajpie, w której mnie wyrwał, drugi miał żonę i dzieci, a trzeci był zwykłym gangsterem i pijakiem z osiedla.. Ja była tylko niewygodnym świadkiem ich zdemoralizowania. "Odetnij głowę węża, a nie będzie ci już zagrażał." Ten żonaty i blokers wystarczyło, że zmienili nr tel. Manager proponował inne rozwiązanie, kosztowne. Musiałam szybko podjąć jakieś kroki, wobec wiszącego nade mną miecza Demoklesa. Tylko z jednym miałam kontakt, a on rzucił na stół 2 stówy i wyszedł. Więc zgodziłam się na wszystko. Zapożyczyłam, bo nie chciałam wciągać innych w skomplikowaną procedurę badań DNA, szukać tatusia. Oszczędzić wszystkim nerwów. Za to zgotowałam sobie samej piekło, już do końca życia. Okaleczyłam się po raz drugi. Ale oni zyskali wolność i nową szansę na życie, udowodnili swe racje i wielkość. A więc czy byłam kiedykolwiek w życiu szczęśliwa? Nie. Do tamtej chwili nie byłam szczęśliwa. A czy innych swoim życiem uczyniłam szczęśliwymi? Chyba mają się wszyscy ci mężczyźni dobrze, łącznie z moim tatą.
poniedziałek, 27 października 2014
Zadania z filozofii II
Zanim Egipcjan Bóg wpuszcza do nieba zadaje 3 pytania: Czy byłeś szczęśliwy w swoim życiu? Czy swoim życiem kogoś uszczęśliwiłeś? Co zrobiłeś, żeby naprawić błędy, które wyrządziłeś swoim bliźnim?
Zadania z filozofii
Chcę spotkać jeszcze uczciwego człowieka na mej drodze. Dopóki się to nie stanie nie spocznę.
Zobaczyć coś monumentalnego. V
Pocałować faceta na świecie najprzystojniejszego.V
Zajrzeć do studni.
Śmiać się do łez. V
Zjeść lody o nieprzyzwoitej porze. V
Okiełznać dzikość Zbyszka.
Po wszystkim umrzeć.
Zobaczyć coś monumentalnego. V
Pocałować faceta na świecie najprzystojniejszego.V
Zajrzeć do studni.
Śmiać się do łez. V
Zjeść lody o nieprzyzwoitej porze. V
Okiełznać dzikość Zbyszka.
Po wszystkim umrzeć.
niedziela, 26 października 2014
Czy to jest przyjaźń...
Miłość przejawia się w bohaterskim czynie. Kiedy rzeki nie raz, nie dwa, lecz milion razy przepływasz i góry pokonujesz w jej imię. Gdy na myśl o nim nie jedno, lecz pięknych słów lawina nieprzerwanie płynie. Ale miłość jest też wtedy, gdy wszyscy odchodzą lecz nie ten jedyny. Bo jak kochać, to do końca. Stać przy nim twardo nawet, gdy przemija jego uroda. I nie ważne czy to już królestwa upadają, czy zaledwie zmienia się pogoda. I wiedz, że gdy przez niego szlochasz, to najwyższa pora wyjść za mąż, bo łzy, nie śmiech są drogowskazem do tego, kogo kochasz.
sobota, 25 października 2014
Nie...
Nie widzę, nie słyszę, przykładów nie przytaczam. Twe życie niech płynie, moje niech ze zbocza się stacza. Co straciłam tylko powiedz, niech to wreszcie usłyszę, skoro była wola twa taka. Krzyk zduszę, rozpaczy nie wykrzyczę. Wsłuchuję się jednak w ciszę. Po roku wybaczam. Wiem, że to koniec, początek i klapa.
Fałsz
Nie mam dziś weny, słyszę tylko serca bicie, szum krwi w żyłach, adrenalinę, stres. Kobiety uderzają z ukrycia, najczęściej wbijają nóż w plecy. Uważaj więc, nigdy nie odwracaj do kobiety tyłem się. Po pierwszym razie płaczą, siedzą w mroku same i długo zastanawiają się. Skąd ta cudza krew na rękach? Jak zatuszować zbrodnię? A potem to już tylko kolejna zdrada lub śmierć. Bo te kobiety nie potrafią śpiewać, z ich ust tylko żmii syk może wydobyć się .
piątek, 24 października 2014
Grzeczna dziewczynka
Możliwe, że wiem i od początku świadomie to czynię, co czynię. Może zawsze problemy, myśli, pragnienia z kimś skonfrontować chcę. Może też podejrzewam o zbyt wiele Cię, a może jednak nie. Teraz jeszcze tych problemów jest więcej. Przypaliłam wodę, wykipiałam mleko, z jednej marchewki znów obiadu z czterech dań nie ugotuję. Szumy uszne i ten z internetu facet, który tylko zabawić się chce. Jak ich odróżnić, po czym poznać, że to... Co? Znowu Zbyszek? Prowadzi ze mną psychologiczną grę. Każde z nas chce wygrać i zdobyć jak największą przewagę. Dziś wychodzi jednak, że to ja zdradzam, choć tego nigdy nie robię. To absurd! Udowodnić swej niewinności nie mogę, moje słowo przeciw ich trzem. Słowa osoby zgwałconej, przez mężczyzn stręczonej - dla facetów dziwki - nie są nic warte. Jednak jest coś, o czym ostatnio myślę, co mi jeszcze pozostało, a czego mężczyźni, życie nie zabrało: podnieść głowę wysoko, a potem odejść, lub umrzeć. To zawsze mogę. Wtedy dopiero świat o nas, kobietach, anonimowych świadkach życia mężczyzn, dowiaduje się. Gdy za późno już jest.
czwartek, 23 października 2014
En fase
Nieciekawe jest życie samo w sobie. Lecz inaczej, gdy mówisz moje, twoje. Chcesz o nie walczyć, to znów poddajesz się. Bo, gdy walczysz za wszystko, to poddajesz się inaczej, bardziej teatralnie. A gdy nie walczysz o nic, to walkowerem oddajesz grę. Lecz gdybyś raz zawalczył o nas, raz jeden spróbował walki o marzenia moje, twoje, nasze, to nawet gdyby przyszło ci umrzeć, obiecuje, ze przelałbyś w imię tego krew. Ja nie umiem o Zbyszku myśleć źle, mogłabym nie myśleć wcale, to też jakieś wyjście. Lecz zdaje się, że przegrywam już od dawna, że żyję marzeniem o Tobie. I może popełniam ciężki grzech, zapominając o bożym świecie i siedząc godzinami przy Tobie na internecie. Może płacę zbyt wysoką cenę, za to, że kocham Cię. Jestem sama i w przyszłości też będę, bo czekam, aż powiesz to mnie (a nie swojej obecnej dziewczynie), że to koniec, tak po prostu aż do bólu uczciwie.
środa, 22 października 2014
Mimo to
Wiem jak to jest, gdy nieuleczalnie chorujesz od urodzenia. Na samotność. Brak ojca. Brak jego wzorca. Nieodwracalną utratę więzi. Całkowitą niechęć za mąż wychodzenia. Na pewno wiesz jak to jest, gdy gwałt ktoś podnosi, wiesz, jak to jest nie znosić z mężczyzną zbliżenia. I ciągle rozumiesz, że zbudowany mur dla Ciebie może i runie, ale po kolejnej nieudanej poznania się próbie, kolejnej twojej miłości, wyżej niż kiedykolwiek mógłbyś ty, czy inny mężczyzna przeskoczyć, od nowa mur się wznosi. I mimo że, nie mam siły nawet kogoś szukać, a ty nie chcesz mnie znaleźć, to wciąż jesteś o potencję innych zazdrosny.
wtorek, 21 października 2014
Z bólu
Gdy pada deszcz, moja prawa noga się do tańca rwie. Lewa leży wzdłuż łóżka i czeka aż zmorzy mnie sen. Ciało mnie nie słucha, bunt na pokładzie. Ktoś szepcze do ucha, gwiżdże i zagłusza myśli spokojne. Kiedy ból wzmaga się - odpływam, frunę, śnię. Byle dalej od niego, ma słabość prowadzi na manowce mnie. Daleko już jestem i ciągle oddalam się. Już płakać nie mogę, cierpienie stępiło emocje. Ten ból jest jak papier ścierny moich uczuć do Ciebie. Ratuj swą duszę, uciekaj, za rogiem znajdziesz swe szczęście, łap je. Niech już ktoś to życie zdusi, niech już żalu i wstydu nie cierpię.
Wybory
Byłam już na dnie, gdy traciłam grunt pod nogami, pracę, dom, rodzinę, gdy straciłam Ciebie. Byłam już raz na dnie, kiedy odbić jak się nie było, gdyż nogi maiłam sparaliżowane. Gdy byłam na popularności szczycie, przyszedł do mnie szatan, zaproponował czystą, zyskowną grę: "Daj uwieźć mi się, a ja się wszystkim zajmę.""Przyszedłeś w samą porę, bo ja właśnie nudzę się. Po kręgach siedmiu oprowadź, klucz do piekła bram wyrzuć, niech nikt nie znajdzie mnie."I tak oto zło sama wybrałam, nie wahając się. I tak oto schodzenie na dno się rozpoczęło, bo to co swym wzrokiem widziałam było tylko pozorne i mylne. I wszystko, co złego się stało, nie urosło i nie zmalało, a było tylko niedojrzałym czynem. Lecz usłyszał Bóg me błaganie: "Niech co się stało, się znów odstanie". I zawołał do mnie z wysoka: "Nie bądź smutna, gdy Syn mój się znów narodzi, swą maleńką rączką cierpienia twe złagodzi, samotność zabierze. Tamtemu mężczyźnie, przez którego tu jesteś, wkrótce się dziecię urodzi. Mimo to, nie rób więcej tego, czego kobiecie się nie godzi. Zaadoptuj cudze."
niedziela, 19 października 2014
Ach, te wyjazdy
To co się złego wydarzyło, nie może się więcej zdarzyć. Lecz dopóki mam odwagę, wybieram miłość, która zmyje smutek z twojej twarzy. A teraz wokół wszystko znika, ten proces już trwa i nikt go nie zatrzyma. Ty znasz mój sekret i jego cenę, wiesz, że to podwójne odchodzenie. Można to zrobić cicho lub szumnie, można zapominać w gniewnie i po winie. I można błąd popełnić, pusty, żałosny, lecz życie uczy nas wybaczać. A nad swą głupotą trzeba czasem popłakać. I wierzę, że jeszcze spróbujemy się dogadać. A potem, kto wie, może spróbujemy gdzieś, np. do Wiednia, razem pojechać. Praca nas też tam czeka!
sobota, 18 października 2014
Kocha, lubi, szanuje
Lubię zapach liści, niedorzeczne wiersze, piosenki, tańczące motyle, rozbite o tej porze roku kieliszki. Lubię na śniadanie wieloziarniste musli, a na kolację zielone koszulki. Lubię niebieskie kwiaty na pościeli i sny o białej sali. Lubię latającego w powietrzu przyjaciela, słotę, szum deszczu na dworze. Lubię psy i koty i twoje Zbyszku pieszczoty.
Pomiędzy wierszami
Sen przynosi ukojenie, twój spokój i sen, to najpiękniejsze marzeń spełnienie? Lecz spokój jest domeną stojących z boku, a ty masz być mojego życia częścią. Nie do twarzy mi w czerwieni, bądź więc fajerwerkami, kolorową tęczą. Zajęciem nie na chwilę lecz zabawą przez całe życie. Jeśli nie przytulisz dziś, to jutro mogę zrobić jakąś głupotę. Opanować się przy tobie nie potrafię, za to ty na ukrywanie przede mną uczuć opracowałeś patent. Może dostaniesz kiedyś w dziedzinie literatury lub psychologii nobla, bo ja naprawdę, mam na twoim punkcie hopla. Mówisz, że nic do mnie czujesz, lecz, gdy płaczę-współczujesz i martwisz się, gdy samobójstwo z rozpaczy, że Cię nigdy więcej nie zobaczę, planuję. Może jeszcze to nie miłość, może tylko romantycznego mężczyzny psota? Może nic między nami nie będzie, a może przyjdzie jednak ochota?
piątek, 17 października 2014
Szatanie!
Byłeś każdej wojny beznamiętnym obserwatorem, nawet krótko za plecami przywódców stałeś, słowa kluczowe do uszu wlewałeś. Wygłaszać puste słowa pomagałeś, chorą wyobraźnię ludzi nakręcałeś. W góry ludzi zapraszałeś, gdy śnieg i niebezpieczne lawiny zasypaniem grożą. Wszystko sobie dobrze przemyślałeś, gdy Zbyszka do mnie zachęcałeś. Psychicznie jedną usuniętą ciążą dręczoną, w pięknym, młodym chłopaku zakochać się pozwoliłeś, bo wiedziałeś, że jego odejście, będzie tą ostatnią kroplą goryczy mego smutnego życia przepełnioną. Tak, tego właśnie chciałeś. Moje nędzne życie sobie upodobałeś? Bierz, jeśli potrafisz, sznur już wieszam na szyi, chcesz jeszcze przed śmiercią mój strach zobaczyć? Przyjrzyj mi się ten ostatni raz dobrze, bo żyć nie potrafiłam, za to umrę godnie.
Wypadki chodzą po ludziach
Przez przypadek nie stał się cud. Przez przypadek, nikt nic nie zrobił, choć mógł. Przez przypadek Oliwier Martinez rzucił Kylie Minogue, gdy miała raka, po latach Hally Berry, myślisz, że uroda jego aż taka? Przez przypadek brat zabił brata. Przez przypadek, ktoś wszedł pod pociąg, spadł z mostu, rzucił się z wieżowca. Przez przypadek horda Polaków zapędziła kobietę do kabiny gazu. Przez przypadek wśród nich byłeś, kazali wcisnąć przycisk, szybko to zrobiłeś, nie poczułam bólu od razu. Przez przypadek może życie sobie już ułożyłeś zawczasu? Potem żałobną szatę założyłeś. Przez przypadek Jezusa na śmierć skazali, ubiczowali i na drogę cierniową posłali. Przez przypadek w tłumie tym też byłeś, najgłośniej krzyczałeś, by ukrzyżowali.
czwartek, 16 października 2014
Na Błoniach
W tym rzecz, żeby pośród tylu pięknych twarzy, tę jedyną wypatrzeć, wybrać i ją tylko uczuciem obdarzyć. A potem z zawiłości życia swe członki wyplątać, na chwilę rozprostować, dłoń wyciągniętą mocno złapać i trzymać tak, aż do świata końca. W szerokość geograficzną ramion twych się znów zaplątać i temperaturę związku wieczorami językiem mierzyć, na rozkładanym siedzeniu samochodu zasnąć nad ranem i w twe obietnice wierzyć, że nie obudzisz mnie przed wschodem słońca.
Biegnij
Wyobraźnia znów płata mi figle, czuję twą obecność, śpię jak w malignie. Spoglądam w dal i słyszę dźwięki, nie dochodzą z oddali, lecz z mojej głębi. Wczytuję się w twoje słowa i pasja Maryji będzie po kilku szczególnych zdaniach gotowa. Nie przychodzisz do mnie w szacie księcia Zbyszka, pięknego falującego demona, lecz żebraka, prostaka, pospolitego człowieczka. Rozpoznaję w słów tonie, nie formie, zatroskanie, nieme błaganie. Czy ty również cierpisz? Mimo to odchodzisz, tyczysz naszego losu dalsze ścieżki. Słowa takie jak "żegnaj" są piękne, czarowne, bolesne, wieczne i kosztowne. Bo są wyrokiem śmierci.
środa, 15 października 2014
Jeszcze mam wybór
Jak się przełamać i powiedzieć komuś prawdę? Rozpłakać się w autobusie, czy jeszcze poczekać te parę przystanków i zrobić to, gdy nikt nie będzie widział? Siedzenie i czekanie w kolejce nasuwa znów te same myśli. Świat młodości i piękna, znów przypomina, że nie ma dla mnie miejsca w nim, że nie pasuję do niego. Nie jestem dość dobra. Brzydota i starość nie sprzedaje się dobrze, nie ma po niej kaca, nie rekompensuje strat, nie zabiera strachu. Przeżyć jeszcze te 40 lat, a potem umrzeć nagle, samotnie? A ktoś znajdzie mnie po tygodniu, kiedy ciało zacznie się rozkładać i smród będzie wyczuwalny na klatce schodowej? Fryzjerka młoda, chyba mnie obserwowała, może coś się domyśliła. Zaczyna nagle mówić o młodych dziewczynach, koleżankach ze szkoły fryzjerskiej, które nie są fryzjerkami, bo brzydzą się golić mężczyzn, tłustych włosów klientek, siwych, rzadkich. Nie pracują. Czy na tym polega to wszystko, życie? Mieć wybór , aby otoczyć się magią, zachłysnąć się życiem, oddać się rozkoszy, rozpuście. Brak dziś ludziom piątej klepki, odrobiny empatii, odwagi. Dotarło do mnie z całą siłą nędza, w jakiej jestem, beznadziejność, moja brzydota. Kiedy patrzę na jego zdjęcie, człowieka tak pięknego, to wiem, że nie obejdzie się bez łez i tragicznego zakończenia. Widocznie taki koniec miał nastąpić. Chcę się rozpłynąć w rozpaczy, pogrążyć w bólu, nicości, zamknąć w sobie i nigdy nie wyjść do świata.
Niech tradycji stanie się zadość
Rozmowa z siostrą wczoraj strąciła moją miłość do Zbyszka z piedestału. Co zostanie, jeśli odrzeć mnie ze złudzeń, czy lepiej jest gdy widzą mnie stojącą nagą, bezradną pośród tłumu żądnych sensacji gapiów? Tak, to im poprawia nastrój. Patrzeć na moje cierpienie. Śmiać się w twarz, że szczytem naiwności i głupoty było wierzyć przez kilka lat komuś poznanemu na gg. To tylko forma zabicia czasu, nieistotna zupełnie. Mężczyźni wszyscy wolą młodsze, tacy są, taka jest tradycja. Zostaw ludziom ich tradycje. I dziś czytam znów o młodszej Czeszce. A teraz jestem sama ze swoim bólem. Czeszka zyskała mężczyznę, którego ja ukształtowałam. Kurwa Mać!!
wtorek, 14 października 2014
A szatan znów zdaje się tryumfować
Dlaczego tak jest, że jak zrobisz coś dobrego, to nikt tego nie zauważa, zgrabnie pomija w dyskusjach, politycznych debatach, czy wyklucza ze środowiska jako zbyt nudnego. Lecz gdy człowiek zbłądzi, popełni małą głupotę, lub wielki grzech nagle znajduje się tylu oskarżycieli, sędziów i katów w jednej osobie. Katechizm katolicki mówi, że jeżeli popełniamy grzech będąc pod presją, lub gdy jesteśmy przymuszani do czegoś, np. manipulacja jest formą przymusu, to nie jest to grzech. To prawda zawiniłam, zawiniłam, że pomyliłam Zbyszka z tymi wszystkimi piszącymi do mnie facetami. Ale nie jestem winna zdrady Zbyszka. Bo przecież zawsze pisał ze mną przedstawiając się jako jakiś X, nigdy nie powiedział swojego prawdziwego imienia. Nawet pamiętam wspólnego Sylwestra, gdy ktoś zwrócił się do niego może "Damian", a za chwilę "Adam". A na moje zdziwienie, że przecież to Zbyszek, zaśmiali się tylko (Zbyszek też) i odpowiedzieli "tak, tak, Zbyszek". Poza tym on jest ode mnie 7 lat młodszy, piękniejszy i zdrowy, o wiele bardziej ludzki, romantyczny i 100 razy przystojniejszy od wszystkich piszących do mnie. Nie zamieniłabym nigdy w życiu takiego faceta na namiastkę męskości. No i skoro czekałam na niego wiernie przez 8 lat, to nie jest możliwym, bym nagle po latach przestała go kochać. Przecież nic mi nie zrobił. Po prostu szatan jak zwykle tryumfuje, szuka ładnych dusz do swego piekielnego zastępu. Chce zniszczyć świętość...potencjalnie moglibyśmy przecież wziąć ślub. A skoro tyle nagle nieszczęść na nas spada, to pewnie jeszcze się okaże, że mogę mieć dzieci, bo nigdy nie stosowałam żadnych pigułek antykoncepcyjnych, a seks uprawiałam tylko kilka razy w życiu i bez zabezpieczenia. No, gdyby nie aborcja, to byłabym prawie pewna, że mogę mieć z powodzeniem mnóstwo dzieci. Dziś wiem, że decyzje, które przychodzą nam w życiu zbyt łatwo, powinny budzić naszą czujność. Czyli ok, zgoda, mam bagaż doświadczeń. Ach, ale przecież nie uprawiałam seksu już 8 lat. Moje ciało jeszcze nie zna Zbyszka i nie wytworzyły się żadne przeciwciała, jak u par z większym stażem współżycia, którzy po latach nie chcenia i zabezpieczania się, żeby nie-mieć dzieci, nagle chcą mieć dzieci, lecz już nie przychodzi to tak łatwo z powodów psychologicznych i fizjologicznych. Jeszcze te ciągle powracające myśli samobójcze. Rzeczywiście iście szatańskie myśli mi do głowy przychodzą. A jakie przychodzą Zbyszkowi? Może jest w tych murach? Może mieszka w górach?
Piasek w wierszach
Nieważne, co tam na swych plecach dźwigasz, jak ciężki i dziurawy worek kurczowo w rękach ściskasz. Droga twoja prosta i piaszczysta, nie popełnisz błędu, jeśli zwyczajnie skręcisz, w tę ścieżkę, która jest ci bardziej bliska. A gdy już będziesz pewien, że chcesz tego, ja sobie pójdę spokojnie w ślad za tobą. Gdzie będziesz to sprawa oczywista, twoje rozsypane wiersze wyznaczą mi trasę. Schylę się nad każdą kartką, piasek spomiędzy starannych liter wytrzepię i zdania, niczym urok z twej twarzy, z namaszczeniem sczytam. I nie odejdę dopóki mi nie powiesz, że wszystko co złe minęło i że zmienisz o nas zdanie z czasem.
poniedziałek, 13 października 2014
Czy ja kocham?
Drżenie rąk, palpitacje serca, kiedy na mnie patrzysz, do mnie piszesz, czy się uśmiechasz są tak silne, że nawet najmocniejsza kawa, ani szklanka wódki nie pomaga. Więc nawet nie próbuję, weekendy spędzam sama. Sen, ani pływanie, czy wycieczka w góry, morderczy trening, nawet najpiękniejsza suknia ślubna niczym jest wobec perspektywy przez 30 sek. twojej twarzy zobaczenia. Nawet bardzo dobry wynik dzisiejszej cytologii, I grupa, którą ostatnio jako 20 latka miałam, mnie tak już nie zadowala, jak od Ciebie dwa całujące się emotionki, które mi wysłałeś z rana. Czy Ci zresztą wczoraj swej prawdziwej twarzy nie pokazałam, gdy mówiłeś, że już ze mną więcej nigdy niczego nie przeżyjesz? Odejściem na niby groziłeś, ale płakać na serio pozwoliłeś. Jeszcze mnie nigdy w nieszczęściu nie zostawiłeś, choć nie ty mnie wstydem okryłeś. Małej drogi mojej towarzyszem byłeś, za rękę jak dziecko we mgle prowadziłeś. Chcę dobra twojego, nauczę się też języka angielskiego i tanimi liniami polecę, pokażesz mi tego Big Bema słynnego. A jeśli będziesz w Bristolu okolicy, to mam tam dalekich krewnych, pomogliby mi znaleźć pracę w hotelu, jak widzisz potrafię ją znaleźć wszędzie, a choćby i na ulicy. Och kolego, doprowadzasz w mym życiu do przełomu kolejnego.
Teoria ewolucjonizmu
Jak ja Go kocham, a on o tym nie wie. Wprost trudno uwierzyć, że nie znamy siebie. I niby w piekle, a jednak w niebie. Raz na wozie, to znów pod wozem. Pierwszy raz kochaliśmy się u mnie, drugi u Ciebie, a trzeci w hostelu "Pod zielonym jaworem". Robimy to w słońcu, przy świetle księżyca. Pojadę do Ciebie stopem. Nie! Krzyczysz. Jeszcze nie dorosłaś do ze mną współżycia. Mam już 36 lat. A do mnie 100 km. Od poniedziałku 1500, a potem jeszcze więcej, zresztą, co to za różnica? To tylko najprostsza arytmetyka, nic z niej nie wynika. Wiem, czego się boisz, że katolicką religię zepsuła jedna mała książka, teoria Darwina. Może ja się boję bardziej, lecz tego się nie dowiesz. Ach, co tam, niech kościół upada, dopóki nam zależy na sobie. Pomieszaj z moimi swoje geny, przynajmniej piękne dzieci pozostawimy kiedyś po sobie. Naucz mnie czym jest miłość, sex, metafizyka. Odkurzmy wyświechtane słowo "uczciwość", a potem znajdziemy wybaczającego spowiednika. On naszą miłość w imię Boże pobłogosławi i może wtedy w końcu świat nas w spokoju zostawi.
niedziela, 12 października 2014
Zostań na zawsze
Idziemy razem, choć osobno, patrzymy sobie w oczy, nazbyt chłodno. Napinasz mięśnie, bliźniaczy bracie i jesteś tuż obok, choć nie ma Cię. I potępiam tę walkę pomiędzy braćmi, mieszają się zmysły, wracają lęki i szalone pomysły. Ona albo ja. Ja czy onaa?! I zazdrość, tak bardzo zielona. Twój brat, a moja siostra i broń w mej dłoni we własną głowę wymierzona. Przypomnij mi jeszcze raz swe imię, mój bracie. Już kocham cię, kocham, już bardziej nie da się. Podchodzisz powoli, broń wyjmujesz z mej dłoni, wkładasz w nią różę i cicho odchodzisz. Zostań na noc, kolację. Niczego dziś już nie przełknę. Na zawsze...Twą skruchę uwzględnię.
Niekończąca się historia
"Wieczność istnieje, jestem pewna, że wszystko jest możliwe, dopóki jesteś przy mnie."Mówiłam. Wczoraj, tydzień temu, miesiąc i rok byłeś przy mnie, a ja słuchałam twoich opowieści. Przyjęłam je za fakt, nie słowa. Mówiłeś o rzeczach tak pięknych, ideach, podziwialiśmy ich odbicie na ścianie naszej jaskini i byliśmy szczęśliwi, bo wierzyliśmy, że to jedyne miejsce na ziemi. Jednak pewnego dnia przyszedł do jaskini szatan, pod postacią pięknej Czeszki i pokazał nowe lądy. Wyśmiał naszą naiwność, pokazał ci moją ułomność, starość, marność. I czar prysnął. Nagle dostrzegłeś to ze zdwojoną siłą, jak bardzo się różnimy. Zobaczyłeś w miejsce pięknej wróżki, starzejącą się wiedźmę, z powykrzywianymi rękoma, obwisłą, pomarszczoną skórą, przerzedzonymi włosami, która już tylko z trudem może zapewnić ci potomstwo. Czeszka pięknie wzbudziła w nas strach, a on podpowiadał resztę. Rozbudzona pod wpływem adrenaliny wyobraźnia podsuwała nam coraz straszniejsze obrazy. Tobie, mnie za 40 i 50 lat, mnie obraz kalekich dzieci, które mogę w tym wieku urodzić. Spojrzałeś jeszcze raz na nią, i oczarowała cię jej zmysłowość, siła. Lecz ja mam dar widzenia ludzkich myśli. Widząc twoje, spuściłam wzrok i zamilkłam. Poddałam się. Ty nie wiedziałeś jak zareagować. Nauczony w kryzysowych sytuacjach kierować się rozumem, logicznie wybrałeś silniejszą z nas i odszedłeś. Kiedy zniknąłeś za zakrętem, w tym samym momencie w mej głowie zadźwięczały słowa, które wryły się w umysł, niczym w granitową skałę "Wieczność istnieje, jestem pewna, że wszystko jest możliwe, dopóki jesteś przy mnie." W jaskini rozległ się rozpaczliwy szloch. Ale Ty byłeś z Nią już zbyt daleko, by cokolwiek usłyszeć.
sobota, 11 października 2014
List IV
Miała być dziś tylko lekcja szczęścia, nie stać go nawet na jeden dzień dobroci, uczciwości, Bożego Narodzenia. Gdybym wytrzymała, była twarda i...ale jestem uczciwa nie potrafię go przekreślić, nawet jeśli planuje sobie życie czy seks z Nią. Jak mam żyć, być dobrą dla nieprzyjaciół i tych co kocham, jeśli mi zadają ból? Chcę żyć według zasad Biblii, ale to skazuje mnie na wieczne męki samotności, bo dla mnie nikt poza nim nie istnieje. Jezus oddał za nas życie swoje, by nas zbawić, więc ja mogę swoje poświęcić w imię szczęścia Zbyszka. Może nie będę długo żyła. Tak, moim pragnieniem jest teraz pragnienie czystości. Będę święta.
Szczęście
Chciałabym zatopić się w myślach, oddać się wspomnieniom i poczuć, że było kiedyś dobrze. Ale może mnie samej jest ciężko złapać dystans do własnego życia. Chyba ciężko jest oddzielić ja on my. Kiedy myślę ja, myślę, żeby mama poczuła się młodo, żeby brat poczuł się piękny i nie myślał o bliznach na ciele i ranach na duszy, żeby go ktoś pokochał, takim, jaki jest, żeby siostra w końcu zaszła w ciążę i żeby uczyniła moich rodziców dziadkami, żeby tata nie wstydził się, że jestem starą panną lub, że żyję bez ślubu, bez dzieci, bez Boga. I myślę jeszcze, żeby Zbyszek ożenił się i miał dzieci...no dobra, może tego ostatniego nie życzę sobie naprawdę. Tylko co, jeśli on mnie też...nie to niemożliwe. Ale wtedy moja zazdrość wykluczałaby jego i moje szczęście. Ja po prostu chcę nie być tak bardzo o niego zazdrosna.
piątek, 10 października 2014
List III
Nie jestem sama. Ale będę. Lecz teraz nie, teraz jeszcze odłożę wszystkie plany na później, odwieszę na wieszak, a za kilka dni znowu przejrzę te brudne klamoty mojego życia i zastanowię się co dalej. Teraz siedzę w fotelu z małym pieskiem, który mnie potrzebuje. Myślę o tym, jak musi podobnym do mojego być jego życie. No może zbliżonym. Mój pies ma dom, kogoś kto go będzie kochał do końca jego dni. Moich rodziców. Ja nie mam nikogo, teraz mam tylko jego, ją, Sonię. Ją ktoś by chciał, nawet teraz, jest taka słodka, ja nie...Ja jestem przestraszona, zmęczona, smutna, głodna, z ranami na duszy, głębokimi, jątrzącymi się wrzodami na ciele. Trędowata. Tak, to ja, Monika, prostytutka z Irlandii, Polski, internetu. Odsuń się czym prędzej, kiedy mnie rozpoznasz. Zaraza rozprzestrzenia się szybko, nawet nie zauważysz, kiedy ciebie i twoich bliskich dotknie trąd. Zarazić się można poprzez zwykłe spotkanie, podanie szklanki wody, ręki, nawet otwarcie ust, gdy wypowiadasz słowo cześć lub do widzenia. Po prostu odwróć się i spokojnie pozwól mi umrzeć.
czwartek, 9 października 2014
List II
Z Tobą zawsze się świetnie rozumiałam, nawet bez słów. Przeżyłyśmy razem 29 lat. Ty już od 7-miu jesteś na wygnaniu. Ułożyłaś sobie życie. Jestem z Ciebie dumna, z naszą przeszłością, rozbitą duszą, koszmarnym dzieciństwem bez ojca. Pamiętasz mamę, która była zawsze smutna? Czerpała jednak siłę ze swojego małżeństwa, bo była dorosła wiedziała, czemu tata wyjechał i że nie zostawił jej dla innej, wróci. Czekała. My też czekaliśmy, ale byliśmy zbyt mali by to wszystko zrozumieć. Dziś to widzę, moje życie jest pasmem niespełnionych nadziei, rozpaczliwej nie-wiary i pustki. Nie umiałam nigdy zebrać tych porozrzucanych puzzli moich uczuć i ułożyć siebie. Nie rozumiem co czuję i dlaczego tak silne są te uczucia, przeważa jednak przekonanie o braku miłości na świecie. Wiesz, że wszystko powróciło, przed kilkoma dniami krzyczałaś na mnie, że boisz się o mnie, że znowu będzie tak jak w Irlandii. Jesteś inteligentna, poskładałaś sobie sama, co mówiłam o niefortunnej "randce", piszących do mnie napalonych facetach, Zbyszku (?) i ostatecznie wystarczyło na mnie spojrzeć na Oktoberfescie, kiedy chciałam rzucić się w wir picia, palenia, kiedy zobaczyłaś jak reaguję na oglądających się za mną facetów. Chciałam znowu być dziwką. Ty wiesz, dlaczego wyjechałam do Irlandii, wiesz, jak mnie skrzywdzono i że naprawdę kochałam tylko Zbyszka. Czy zrozumiałaś, że cierpię, choć o tym nie mówię, czy dostrzegłaś może w moim spojrzeniu coś więcej? Pragnienie autodestrukcji, pragnienie śmierci? Czy to można zobaczyć? Widzisz Emilka, mama nasza była sama ale inaczej niż ja. Ja już nie mam na co czekać, Zbyszek odszedł na zawsze. Pewnie jest dobra w łóżku, więc który facet wybrałby związek na odległość. Chciałam czekać, tak jak mama. Czekałam wiele lat, ale dziś wiem, ze to wszystko było nadaremne. Nie jestem z siebie dumna, bo czas oczekiwania, roztrwoniłam na czytaniu jego wierszy i opowiadań o miłości. Pisał pięknie, lecz niestety nie o mnie. Inna jest już od wielu lat wybranką jego serca. Mogę się z tym pogodzić lub nie, ale czuję się oszukana. Nic na to nie poradzę, wiem, ze oszukałam samą siebie, spędzając czas na internecie, zamiast czerpać z życia. Może byłoby dziś inne, kto wie. Może znalazłabym innego Zbyszka...Najgorsze jest to, że nie chcę jego cierpienia, zemsty, cieszy mnie jego szczęście z tą Czeszką. Tylko nie wiem, co zrobić z tym bólem w piersiach, kiedy o nich razem myślę. Ból nie znika nawet, gdy o nich nie myślę. Wiesz, mówiłam ci, że piszę z nim. To się okazało kłamstwem, moją pomyłką. To był podobno ktoś inny. Powiedział mi to niedawno. Przeraziłam się swoją naiwnością, bo ja go widziałam wiele razy na kamerze. Czyżbym tak słabo pamiętała Zbyszka? I pomyśl, przez te wszystkie lata święcie wierzyłam, że on jest moim przyjacielem i kochankiem. A on był już dawno z kimś innym. Ostatnio bardzo wielu facetów ze mną pisało. Cały czas miałam nadzieję, że to Zbyszek, który jak tamten, twierdzi, że nim nie jest, ale to tylko taki żart, zwyczajnie droczy się ze mną. Zeszłam na złą drogę i chyba nie ma powrotu. Chyba jestem dziwką...Ale znam sposób, żeby naprawić błędy, które popełniłam i wstyd, którym okryłam rodzinę. Mam nadzieję, że mnie teraz rozumiesz, ty zrozumiesz. Pomódl się za moją nieszczęśliwą duszę czasem w Stephansdom.
środa, 8 października 2014
List
Jak mam napisać co czuję, jeśli nie pisałam nigdy czegoś takiego. To jest próba listu pożegnalnego. Wybaczcie mi rodzice, zawiodłam was, wiem. Ale życie, które wiodę jest zbyt trudne, dla mnie niemożliwe do przeżycia. Nie mówiłam wam nigdy o tym co przeżywam. Wiem, że czujecie, że nie jestem szczęśliwa. Prawdopodobnie teraz jestem bardziej nieszczęśliwa niż kiedykolwiek wcześniej. Kochałam, byłam kochana. Przez Was, to cenny skarb, zabieram go ze sobą do...tam gdzie mnie poniesie. Może będzie piękniej niż tu na ziemi. Jeśli to czytacie, znaczy, ze odważyłam się na to, czy to nie piękne, że ktoś, kto zawsze stara się żyć ostrożnie raz zrobił taki czyn. Nie mam siły już na życie w żalu i rozpaczy. To dla mnie osobista tragedia, odejście, wiecie, że kiedyś był ktoś. Był jak muśnięcie skrzydeł motyla. Nie mogę zapomnieć...Spotkam się niedługo z moją kochaną babcią. Cieszę się. On jest niewinny, to tylko pełen życia młody chłopak. Zapomniał o mnie szybko, ja nie udźwignęłam tego. Wybaczycie słabość?
Kim jest do cholery Robert!
Gdybym w Nowym Roku 2006, stojąc ze Zbyszkiem na moście, znalazła resztki godności i jednak skoczyła do Dunajca, to może dziś jego życie wyglądałoby inaczej, a moje...No cóż, okazałabym się przynajmniej człowiekiem honoru. Uniknęłabym gwałtu, pobić, nędzy, chorób, rozpaczy. Śmierć z braku miłości jest o wiele cięższa, straszniejsza, bolesna i dzieje się właśnie teraz, powoli, bardzo powoli. Śmierć zadawana innym czyni z człowieka zwierzę. Ból zadawany Zbyszkowi sprawił, że pragnę rewanżu, własnej śmierci. Nie żyję przecież według zasady "oko za oko", ale mimo to pragnę zniszczyć to co we mnie najcenniejsze, swoje życie. Przyszło mi wielokrotnie do głowy, że nie jest podobny do Zbyszka, ale miałam tak słaby wzrok, a nie chciałam, żeby mój bohater pomyślał o mnie "okularnica". Więc robiłam wszystko właściwie nie widząc prawie wogóle człowieka po drugiej stronie ekranu. Czy to możliwe? Właściwie Zbyszka też widziałam zaledwie zarys, bo przecież chodziłam bez okularów. Ale to zupełnie co innego. Spotkanie na żywo, nawet dla niewidomego, daje większą możliwość poznania i rozpoznania człowieka, niż ta namiastka znajomości, jaką daje internet. Wiem przecież jak Zbyszek się całuje i że ma owłosioną klatkę. Kiedy zamykam oczy widzę nas stojących na przystanku w Tylmanowej, pamiętam jego ciepłe spojrzenie i cudowne opiekuńcze dłonie, obejmujące mnie w pasie. Jak mam go odnaleźć? Jeśli ciepłych spojrzeń brązowych oczu stanowi 2/3 globu? Staram skupić się na faktach, ale ciągle mam wrażenie, że on po 8-śmiu latach o mnie zapomniał, a w najlepszym razie nie chce o mnie słyszeć, po tym, jak rozbierałam się przez te lata przed jego kumplem. Dla mnie jest oczywistym, że to jego kolega, bo kto i po co miałby do mnie pisać. Przypominam sobie nasze pierwsze spotkanie za pośrednictwem kamery gg. Światło miał zawsze przyciemnione i zauważyłam, jak niechętnie pokazywał twarz. Pamiętam moje wątpliwości. Boże, gdybym miała trochę więcej wiary w siebie, nie doszło by do tego wszystkiego. Co musiał myśleć o mnie wtedy Zbyszek? Ile kobiet musiał poznać, żeby wyleczyć złamane serce. Czytałam te jego pamiętniki i płakałam z rozpaczy. Ból jaki czułam był niewyobrażalny. A gdy pisał o dzieciach, lub młodszej dziewczynie, pozostawało mi tylko przeliczać czas mojego życia bez niego. I dziś to wszystko może okazać się prawdą. Nigdy więcej nie móc wypowiedzieć jego imienia. Och nie! A potem się nagle pojawiał Robert. Może to to mnie pchało podświadomie w jego ramiona? Ale to mnie nie tłumaczyłoby. Nie, to przez moją fizjologiczną wadę wzroku. To ja jestem wszystkiemu winna, że Zbyszek zniknął z mojego życia. Wciągnęłam obcą osobę w moje życie, zdemoralizowałam i pozwoliłam odejść. I ciągle myślę, że, gdybym wtedy skoczyła, nie doszłoby do tych tragedii.
wtorek, 7 października 2014
Łzy w niebie
I jutro tu będę, i pojutrze, i popojutrze, za tydzień, za dwa, miesiąc, kwartał, a potem może już umrę. W samotności, opuszczeniu, bez przyjaciół, rodziny, chłopaka...I stanę u progu bram niebieskich i może się wreszcie do cholery dowiem, czemu nie mam nikogo, czemu nigdy nie dane mi było zaznać miłości, obustronnej, namiętności, seksu, wspólnego mieszkania i tych słynnych pieluch...
poniedziałek, 6 października 2014
Święto wszystkich górali
Nie czuj się zagubiony, opuszczony, kiedy za tobą przystaję i muskając płatek ucha, ustami miłość daję. Uchylam trochę tajemnicy rąbka, słuchając, śpiewam, nucąc, trudne tematy roztrząsam. Myślę o Ani, mamie, swojej siostrze, bracie, ale potem, na ciebie virtualnie spoglądam. Patrzeć, nie zawsze znaczy widzieć, a ja nie muszę kłamać, że tylko jednego ciemnookiego górala pożądam. Październikowy zazdrośniku, wyróżniasz się spośród tłumu, w korowodzie tradycyjnych brunatnych alpinistów, to za tobą bym szła, do białego rana biegła, nie czując wyrzutów sumienia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...