niedziela, 31 grudnia 2017
...że ja wiem
Kochałam twoje oczy. Widziałam w nich nasze losy, zależne od siły naszej miłości, od odwagi, nadziei, szlachetności i mocy. Kochałam twoje ręce. Byłeś w smutku pociechą, w niewoli wyzwoleniem. Kocham twoje wspomnienie. Jesteś moim ideałem, byłeś zimą pierwszym wiosny zwiastunem, ciepłym kocem, latem w skwarze orzeźwieniem. Kocham twoją poezję, jestem tylko twojego talentu cieniem. Kocham Ciebie. Jesteś przy mnie, choć wiem, że tego nie wiesz...
sobota, 30 grudnia 2017
Baba
Za oknem plucha, w sercu zimowa zawierucha. Drzwi zamknięte, wokół pustka. Szukaj drogi, wyjścia szukaj. Czy ta dusza innych słucha, czy się gniewa, zemsty szuka? Puk, puk. Kto tam? To ja, kostucha. Czego chcesz? Wynocha! Zmykaj! Mądrość to sprawiedliwość, odwaga, modlitwa i skrucha. Starość zwykle głupia, uparta, ślepa i głucha. Zapomniała Adelheida, że już pora wypuścić ukrytego w swym 100-letni ciele ducha. I ściska swe członki, zaciska pięści, marszczy brew, wykrzywia twarz, szczerzy zęby. Boi się otworzyć, by nie porzuciła już tego na wpół rozłożonego ciała dusza. Lecz dusza kołacze, w czoło Adelheidę stuka i prosi, i płacze, gdyż jej czas się skończył. Chce iść stronę światła, do Boga się udać. Lecz Adelheida wcześniej rozum porzuca, a gdy rozum ciało opuszcza, na nic dobroć i miłość, płacz i prośby. Nie stukaj duszo, ona i tak cię nie posłucha. W ciele tej Pani rządzi głupota i upór, a jej serce zepsute trawi zazdrość o syna, a nie miłość i pokuta.
piątek, 29 grudnia 2017
Dźwięki zza światów
A ja wciąż tylko piszę. Choć chcę widzieć, dotykać, rozmawiać i słyszeć. I wciąż szukam. Mimo iż, znalazłam, poznałam kiedyś, dawno temu, Ciebie Zbyszek. Gdy zniknąłeś razem z tobą zginął pokój w moim sercu. Chciałam być tam razem z Tobą, w górach, na stoku, na ślubnym kobiercu. Ale jestem daleko, zmęczona i znudzona, ze smutkiem na twarzy, ze złamanym sercem, z rozciętą kiedyś powieką. A czas biegnie, tik tak, tik tak. Zachodzi słońce, znikają znaki na ścianach. Zamyka się brama, zaraz zmieni mnie ciemność w szatana. Warczę gniewnie, podnoszę oczy, błyszczą niczym dwa zimne klejnoty. Lecz zanim pogrążę się całkowicie, zanim zdążę się w nicość przetworzyć, wydobywam z siebie jakiś dźwięk, nie to wycie...ech to przecież zza okna kamienicy uliczne odgłosy.
poniedziałek, 16 października 2017
Tak to właśnie jest
I tak płyną lata. Wiatr wciąż wieje, ogień parzy. A Ciebie wciąż nie ma. Odszedłeś by nie mieć już wpływu na bieg zdarzeń. Czas wciąż biegnie. Tykają zegary ścienne. Odmierzają własny czas. Artystka wyśpiewuje tę melodię, przerywa muzyki lekcję. Jest noc, potem dzień. Zima, wiosna, lato i jesień. I to wszystko. Koniec? Więcej dni już nie nadejdzie. Jeszcze błyszczą twoje brązowe oczy, smutno dźwięczą nasze głosy. Własnym rytmem ta historia się dalej toczy.
wtorek, 10 października 2017
No kogo?
Kogo to obchodzi, że moje życie może dziś się zakończyć. Kogo to obchodzi, że mnie źle traktuje człowiek, który używa słownej i fizycznej przemocy. Kogo to obchodzi, że mam problem z emocjami i boję się stoczyć. Kogo to obchodzi, że ten lęk nigdy nie minie, a zmartwienie dopóki żyję się nie skończy.
niedziela, 8 października 2017
Do dupka z Rabki
Kim jestem podstarzały panie Macho? Dla mnie kobietą inteligentną, liczbą rzeczywistą, zmienną losową ciągłą, dla ciebie w grze o nic żałosną stawką. Spójrz na mnie raz jeszcze, podejdź bliżej apodyktyczny pajacu, zabierz mi godność, jeśli tylko potrafisz...Wiedz, że robię co chcę, bo mi WOLNO, bo wiem, co do mnie należy i nie znoszę leni, życiowych melepet, tchórzy, krętaczy i partaczy. I lubię samochody duże, mężczyzn męskich, pracowitych, młodych i odważnych. I wiesz co, "rodowity Krakusie", "włoski" obszczymurze, wracaj do swojej Rabki.
środa, 4 października 2017
Anioł zagłady
Czy myślisz jeszcze, że między nami istnieje coś więcej niż powietrze? Pogoń za rzeczami, które wystartowały dużo wcześniej przed nami, sprawia, że stałam się dla kogoś innego aniołem zagłady. Powiedz mi, że jesteś ostatni, ten jedyny, kochający i kochany. Nie każ mi wybierać spraw przegranych. Nie jestem dobrym adwokatem, nie obronię winnej przed katem. Winnej, bo szukającej prawdy, bo przerażonej każdego wieczora na dawnego kochanka czekaniem.
poniedziałek, 28 sierpnia 2017
Do Ciebie
Ciekawi Cię jeszcze, czy pasłabym z Tobą krowy, gdybyś był pasterzem? Zastanawia mnie wiecznie, czy byłbyś dla mnie tak dobry i pomógł mi napisać tę zakazaną piosenkę? Zamykam oczy i widzę twoje ciemne włosy. Z wiekiem tylko piękniejesz...
wtorek, 22 sierpnia 2017
D'Artagnan i trzej muszkieterowie.
Byłeś moimi trzema muszkieterami: Ja D'Atragnan, Ty: Atos, Portos i Aramis. Pisałeś do mnie wiersze, romansowałeś i chucie powściągałeś, grzmiałeś i klepałeś pacierze. Byłeś przy mnie, gdy byłam na dnie. Gdy upadałam, wyciągałeś rękę. Grzałeś pod kocem, gdy zimą byłam w udręce. Gdy błądziłam po bezdrożach, otwierałeś na oścież okna, bym spojrzała na świat szerzej, widziała więcej. I...odszedłeś.
Nie zamienię z tobą już ani jednego słowa. Gdybyś tylko wiedział, jak ja cierpię...
Nie zamienię z tobą już ani jednego słowa. Gdybyś tylko wiedział, jak ja cierpię...
czwartek, 17 sierpnia 2017
Chciałabym...
Chciałabym Ci coś powiedzieć, a nie wiem, gdzie jesteś. Nie pamiętam, dokąd wtedy pobiegłeś. Chciałbym Cię zobaczyć. Nie pamiętam jak wyglądasz, poznałam zbyt wiele twarzy. Chciałabym odnaleźć siebie. Zgubiłam się po drodze, wtedy, gdy odszedłeś. Chciałbym przestać nosić maski. Codziennie je zakładamy, bo łatwiej je założyć, trudniej się na coś odważyć. Chciałabym zaufać miłości, lecz łatwiej zmienić, pracę, adres niż wyzbyć się uczucia samotności. Gdyby mnie ktoś szukał, to jestem tu, w tym samym miejscu co wczoraj, rok temu, gdzie byłam zawsze...w strugach deszczu, łez, z kilkoma smutnymi wspomnieniami, zmęczona poczuciem bezradności.
wtorek, 8 sierpnia 2017
Kobieta
I powiedziałam, w końcu, to, o czym myślałam. Co czułam, co w twoich oczach dostrzegałam. Bezgłośnie wyrecytowałam. Patrząc w oczy sylaba po sylabie na twoje zaproszenie twierdząco odpowiedziałam. Milcząc, za rękę cię złapałam. Przytuliłam do policzka i nie myśląc, tak skrzętnie skrywane uczucia okazałam. Powiedziałam, chociaż nie temu, do kogo czułam, nie temu, co chciałam, że lubię, tęsknię. Ech...gdzie ja rozum miałam....
piątek, 30 czerwca 2017
Gdzieś tam, w oddali, stoi mężczyzna pośród tłumu ludzi, a jednak sam jeden w rozświetlonej blaskiem świec sali. Czas staje w miejscu, gdy z oczekiwań, marzeń, planów, dążeń powstaje obraz, a w jego centrum znajduje się ukochany człowiek. Ten, Mesjasz, ten Chrystus, zaginął, a odnalazł się. Czekałam długo, a on stary i pomarszczony, mozolnie szedł do przodu, powoli, życiem zmęczony. I doszedł, z choć w miejscu dawnej dziewczyny, z marzeń, zobaczył kobietę upadłą, nie Maryję, Matkę, a prostytutkę, Magdalenę Marię. I tak oto, zupełnie przypadkiem związał się uczciwy człowiek z mataczem.
niedziela, 4 czerwca 2017
Martwica
Jestem na granicy. Dziś mogłabym z bólu krzyczeć. Żal i smutek, wstręt i tęsknota, śmierć i życie. Wybieram raz jedno raz drugie...trzecie...Strzelam...Przestrzeliłam życie. Nie przechodzę obok, zatrzymuję się, by spotkać sama ze sobą. Teraz siebie dostrzegam. Tak myślałam, że stałam się żałosną osobą. Niechcianą, niekochaną, nie wybraną, a...w ziemię wdeptaną. Ranną. Zranioną głębiej niż myślicie. Nie przetoczę samej sobie życia.
poniedziałek, 15 maja 2017
Burn out
Nie potrafię już pisać, nic na to nie poradzę, bo żyję nie własnym życiem, lecz pracą. Piszesz jakieś bzdety, farmazony. Myślisz, że cię słucham i twoich wywodów, jak szukasz dziewczyny, kochanka, matki swoich dzieci, żony. Nie pamiętam już o co poszło, ale wiem, że wciąż jesteś obrażony. Ja też jestem...tak jak ty jesteś życiem zmęczony.
sobota, 25 marca 2017
Nie twój na zawsze...
To coś mnie dręczy. Tym czymś się martwię. Nad tym się całymi dniami
głowię. Dlatego płaczę. Że życie nie jest cudem, a ty nie jesteś mego
kompozytorem. Melodia może być czymś więcej niż słowem. Każdy dźwięk
jest ornamentem, każda twoja dobra myśl o mnie byłaby rozkoszy ogrodem. A
twoje odejście było ucieczką, przed udręką bycia z niekochaną kobietą. Odegrałeś zaledwie kilka taktów w księżycowej odzie, potem zapadła cisza.
Czekałam, lecz ta melodia w tym miejscu się urwała. I na zawsze milczeniem pozostała. Czy ktoś zawinił?
Ja, ty, może jeszcze inny człowiek.
Tę tęsknotę schowam w doskonałą melodię, do której już nigdy nie
powrócę. Której już nigdy nie dokończę, nigdy nie wypowiem. Tę, którą
poświęcę Tobie. Która zostanie tym najpiękniejszym, nigdy nie
wypowiedzianym już do nikogo słowem...kocham Cię.
wtorek, 7 marca 2017
Wojna i miłość
Kiedy to było? 2007 lat temu, a może więcej...Piszesz tak mądrze, że gubię gdzieś serce. Zaczęłam już rozmyślać, o tym, gdzie pójdę, gdzie ucieknę, gdy odejdziesz. Nie jestem pewna niczego, siebie, ciebie, a może zdania swego. Jeśli cokolwiek słowa znaczą, to użyję tego wyświechtanego, otworzę się i przyznam, do błędu popełnionego. A jeśli będzie gorzej, bo będziemy żyć w niezgodzie? Chciałabym być taka, jak każą przykazania Boże...Miłością, nie historią o pokoju i wojnie.
środa, 1 marca 2017
Kobieto, puchu marny
Czasem wciąż żałuję tego, że jestem tylko mieszczańską służką, ostatnim dzieckiem, słabą kobietą, że nie jesteś kimś więcej niż kolegą. Czasem zamieniłabym się rolą, zmęczonego człowieka swoją samotną dolą. Chciałabym zamieszkać w mnisim raju, gdzieś wysoko w górach, w klasztorze znajdującym się na dachu świata, lub może gdzieś w Tatrach. By spacerować w chmurach, z dystansu spojrzeć na ten boski świat, pełen ludzi i ich wad. Nie słyszeć zgiełku miasta, małżeńskich kłótni, ich ciągłych kłamstw i zdrad. Chciałabym z dystansu spojrzeć na człowieka, zrozumieć jego dążenia i stać na straży jego praw. Lecz nie czas to na marzenia. Swoje powinności znam: to praca, posłuszeństwo, czystość. Rozumiem, gdzie jest moje miejsce, że nie będę mieć tego, co mają inni ludzie, żyjący w małżeństwie. I...cieszę się..., że nie będę żyć wiecznie. Tak jest ciężej, tak jest smutniej, tak jest...dla Ciebie bezpieczniej...
wtorek, 28 lutego 2017
Kim będzie, gdy dorośnie...
Milczę, ględzę, mam depresję. Zamykam drzwi, otwieram oczy. Gdzie ja jestem? Ten sam obraz, co zawsze, te same słowa, co przedtem. Zwyczajny mężczyzna...nie...chłopiec jeszcze. Taki psotny, dziecinny i zalotny. Zabawiałam go, zajmowałam, na instrumentach dla niego grałam, by rozerwać, rozśmieszać. Gdy krzyczałam, z miejsca się poderwałam. Odnalazłam go pod łóżkiem, gdzie leżał z mokrym od łez pluszowym Kłapouszkiem. Wzięłam go w objęcia i pozwoliłam płakać, a w myślach wypowiadałam otuchy zaklęcia. Ucichł. Założyłam płaszcz, jemu kurtkę, buty. Podał mi rękę, gdy mu nuciłam cicho piosenkę, o życiu, o prawdzie, o tym kim się stać może, lub kim będzie, i o wartościach, o których nie mam bladego pojęcia. Dlatego zaprowadziłam do mamy tego Małego jeszcze Księcia.
wtorek, 31 stycznia 2017
Depresyjna ona...
Bo gdzieś tam, za drogą, Sezamkową ulicą, rzeką, mieszkają ludzie, którzy tak samo mocno czują, kochają i nienawidzą, lecz bardziej cierpią. Nędza dotyka małych i wielkich, ci drudzy są tylko dłużej szczęśliwi, delikatniejsi. Łatwiej być człowiekiem pośród ludzi dobrych, szanowanych, mających mężów, dzieci, żony. Trudniej pośród dojmującej samotności, głodu miłości, braku wartości, materialnej nędzy. Widzisz mnie idącą, ze spuszczoną głową, powoli. Wróciłam do domu, do kraju moich przodków, do pustego pokoju. Wróciłam z niemieckiej niewoli mimo strachu, odległości, do społecznego marginesu, do moralnej nędzy, do stanu bezsilności...
niedziela, 22 stycznia 2017
Gdzie jest miłość?
Kto jest wart miłości? Każdy. Lecz nie każdy w mym sercu gości. Zagram z szatanem o nią w kości. Jeśli nie zagram, zostanę samotnym dowodem upadłości. Lecz przecież od dawna tym jestem, nie odwrócę ludzkiego toku myśli. Ze stałym elementem szumnej ciszy, która przemieni koncert Chopena, Mozarta i Bethowena na bezdźwięczną pustkę, rozdartej między życiem a śmiercią duszy. Piszę cichą odę. Zamykam oczy, zmęczone chronicznym chłodem. Ojciec syna morzy braku miłości głodem. Czy jego płaczu nawet matka nie słyszy? Jestem gdzieś na biegunie północnym. Na geograficznym i społecznym marginesie, bez możliwości ucieczki, bez miłości, wiary i nadziei. Za to z pełnym po brzegi glinianym kielichem goryczy.
sobota, 21 stycznia 2017
Tylko czas
Coś się otwiera i...coś zamyka. Ktoś idzie prostą drogą, radośnie do celu. Ktoś inny brnie mozolnie przez życie i wciąż się o swe decyzje potyka. Pierwsza postać jest silna, postawna, druga niewidoma, zgarbiona i słaba. Obie zmierzają tam, gdzie jest wszystkiego koniec, gdzie życie ze śmiercią grają wspólnie koncert. I któregoś razu w tłumie ludzi, wbrew wszelkim prawom, pomimo różnic, mimo zakazów, dostrzegli siebie. Gdy on patrzył na nią, zaświeciło słońce i na ten moment ukazał się obraz przystojnego młodzieńca niewidomej. Spotykał ją jeszcze wiele razy, widział każdą jej zmarszczkę, każdy siwy włos, nawet kolor skóry. Lecz jej zielone oczy dostrzegały zaledwie ukochanego kontury. Mijał ją wiele lat mimochodem, sądząc, że go dostrzeże, spojrzy w jego stronę. Nieszczęsny, niczego nieświadom, spoglądał w oczy niewidomej, słuchając, jak ona opisywała tęsknotę za tą piękną twarzą, która ukazała jej się tylko wówczas, tamtego słonecznego, październikowego razu.
wtorek, 17 stycznia 2017
Niehumanitarny humanista
Znowu mnie uwodzi. Potem rzuca i odchodzi. Człowiek o dwóch twarzach: jednej pięknej, wspaniałomyślnej, ponętnej i tej drugiej, kamiennej, posępnej i podstępnej. Zewsząd dobiegają mnie pytania, krzyki, głosy. Jak on Cię źle traktuje. Dlaczego się na to godzisz? Bo to człowiek, który nie zaznał uczciwości, szlachetności i ludzkiej dobroci. Wierzyłam, że się zmieni, że moje poświęcenie doceni. Ale on nie zmian potrzebuje, nie po nie przychodzi. Chce zaznać zemsty rozkoszy. Podszedł do mnie i...wszystkie ptaki w okolicy spłoszył.
poniedziałek, 2 stycznia 2017
Kobieto, puchu marny
Coś struchlało. Jakiś diabeł schował się pod szafą. Opowiedziałam mu pewną historię, o końcu i początku. O tym od kogo pochodzi i on sam, i człowiek. Może go to rozgniewało, a może tylko jego ego zabolało. Jak bardzo jest mały ktoś, kto uczy cię chamstwa, rozpusty, kto szum wokół siebie robi, szuka poklasku, wrzawy. Może cię mamić pochlebstwami, karmić kłamstwami, uczyć głupoty, zdemoralizować, krzykiem wpadać ci w słowo, reprezentować tchórzliwe postawy. Lecz ty, kobieto, puchu marny, masz swój rozum i nie ulegniesz rozpuście, nie dasz mu do plotek podstawy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...