środa, 31 grudnia 2014

Miłość, choroba przenoszona drogą płciową

Znalazłeś mnie mój smutku, choć przecież się tak dobrze schowałam, odeszłam na palcach, po cichutku. Wyżłobiłeś ciemne plamy, na oczach białej damy. Znalazłeś mnie milczącą, wciąż w okno spoglądającą. Nie było już w nim rycerza, ani przyjaznego duchom człowieka. Rycerz był, lecz odjechał, przestraszył się ducha-człowieka.  Z początku duch był żyjący, a rycerz bardzo miły, gładził białą skórę, pieścił, zakochany nie czuł zapachu mogiły. Nazwał ją alabaster, mówiąc, że ta skóra ma w sobie szlachetny pierwiastek. Dotykał jej, pieścił, całował, lecz ona pozostawała wciąż biała, nie rozpalała jej jego uroda. Nieszczęsny nie mógł pojąć, że ona, jest zaczarowana, w śmierci tkwi szponach. I choć się w nim zakochała, to okazać mu tego nie umiała. Gdy pojął rycerz swą pomyłkę, oszalał i uciekł z krzykiem. Bo cóż mu po smętnej miłości, gdy on pragnie wieczności, gdy  na świecie tyle życia, młodości. Porzucił więc drętwą panienkę. W oknie dostrzegł jeszcze jej białą sukienkę. Lecz zabrał wraz z sobą jej smutek. Taki był  jego przygody finał i taki był śmiertelnej miłości skutek...

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Reanimacja

Reanimuje kobietę, której być może jest facetem. Pertraktuje z nią umowy, lecz wszystko kontroluje, nie traci dla niej głowy. Wie, że może zawiązać z nią związek, lecz wie też, jaki to obowiązek. Rozumie ją, jej problemy, zaakceptował jej wady, pokochał zalety. Ona wie, jakie ma szczęście lecz boi się mu o tym powiedzieć. Czeka zbyt długo. W końcu zaczyna się spowiadać, gadać, potem krzyczeć, złościć. A potem w stan depresji wpadać. On to zniósł dzielnie, stanął na wysokości zadania, zbyt wiele poświęcił. Teraz może szlocha, na pewno cierpi, bo wciąż kocha.

niedziela, 28 grudnia 2014

Panie, dobry jak chleb!

Opętanie może dziać się niezauważalnie. Zło wtedy w człowieka wstępuje, gdy on się boi. Szatan to czuje. Spokój i logika są najlepszą przed tym obroną, jak dotychczas. Ta jednak nie prowadzi przez róże, to droga po cierniach, o konary się wciąż potykasz, leje na ciebie deszcz, twoim światem wstrząsają burze. Na Hioba spada więcej niż na przeciętnego człowieka, lecz on sam twierdzi: wszystko czego się obawiasz, to na cię człowiecze czeka. Lecz on pokornie los swój przyjmuje, Boga obrażać nie próbuje. Odwracają się od niego także przyjaciele, bo Bóg jest miłosierny, nie zsyła na niewinnego człowieka aż tak wiele. I wtedy, gdy to wszystko Hiob z ufnością przyjmuje, Bóg błąd swój dostrzega i zwraca majątek, żonę, dzieci swemu pokornemu słudze. Potrzebny jesteś Hiobie, bym mogła przebrnąć przez swoją drogę przez mękę. Naucz mnie ufności i pokory, niech nie krzyczę na tego, kto jest dla mnie jak chleb dobry.

sobota, 27 grudnia 2014

Symbole papierowe, a może nie...

Te pragnienia, które są wewnątrz nie należą do mnie, przychodzą od Ciebie. Dlatego Ci o nich mówię, dlatego chcę, żebyś był zawsze blisko mnie. One wyciekają ze mnie nieoczekiwanie, czy patrzysz, czy nie. Są pierwiastkami z twoimi inicjałami. Symbol ZS, liczba atomowa 69. Czasem, gdy pomieszają się z innym pierwiastkiem zmieniają nazwę. Dam-to słodki karmelek, a Jan-to zazdrość, dwaj wrogowie, wielcy nieprzyjaciele. Wiecznie w konflikcie lecz działają razem, tak mogą osiągnąć wiele. Wprowadzają chaos i niepokój, ale rzadko biorą udział w walce, zazwyczaj stoją w cieniu, przyglądają się z boku. Dlatego się boję, że spotka mnie krzywda. I nie wiem, czy mogę wierzyć, nie wiem, czy potrafię zaufać. Obawiam się stać twoją ofiarą. Lecz lękam się jednocześnie, co się z nami stanie, jeśli nie sprostam twoim oczekiwaniom. I jak to będzie, gdy potencja się nagle aktualną stanie. Czemu w naszej grze, zawsze ci chodzi o papier, a ja mam kamień? Czemu chcesz zawsze zwyciężać mnie? Daj ci Boże, wygraj. Lecz zrozum, że mnie nie chodzi o to, by mieć. Chcę choć raz być. Z tobą, nie na papierze, tylko w życia prywatnej sferze. I może, daj Boże, będziemy leżeć i kreślić w powietrzu miłości symbole. Może będziemy opowiadać sobie jakieś historie, lekkie, wesołe, trochę smutne, mniej ubarwione, proste, lecz pogodne. A może miłość, to sposób na nudę. Może będzie dobrze...

piątek, 26 grudnia 2014

Kiedy mężczyzna kocha kobietę, to kobieta...

Powiedz, co o mnie myślisz. No dalej, nie zważaj na słowa. Helgo, ktoś ci doniósł, że wpełzłam do łóżka mężczyzny, by słodycz miłości smakować. Rzuć mi to w twarz, nie za plecami, bo to prawda, nie potwarz: jestem Jego kochanką, żyję bez praw i bez Boga. Lecz kocham i będę kochać. I nie zmienisz tego ani ty, ani moja siostra, ani nawet kościoła głowa.

czwartek, 25 grudnia 2014

Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego

Co robić, gdy przychodzi czas odchodzić? Jak się zachować? Gdzie podziać wzrok? Jak wydusić z siebie słowa? Obojętna to rzecz dla człowieka, który zawczasu rozmawia, pyta, lub też milczy, odpowiedzi szuka. Przygotuj się na najgorsze, lecz go nie czekaj, ani przed nim nie uciekaj. A czasem wystarczy odejść ale tylko trochę, na moment, by zrozumieć, jaką wybrali Ci przodkowie drogę. Upaść pod krzyżem i się podnieść. Św. Szymon dalej krzyż nieść Ci pomoże, twarz obetrze z potu św. Weronika. I tak ważnym jest kogoś kochać, respektować każdego człowieka. Gdy odszedłeś ja też stanęłam z boku i pojęłam moje tęsknoty, zlekceważone łzy. Miłość to nie zabawa w piaskownicy, to nie czcze obiecanki, mierne foty. Miłość to jakaś decyzja: kocham, więc nie oszukuję, nie kłamię, nie izoluję się od uczuć obiektu, lecz świadomie się do niego zbliżam. Włożyłeś wiele pracy, by wprowadzić nasz pociąg na właściwe tory. Nawet nie wiesz, jak ja się bałam, nad każdą decyzją dużo myślałam. Lecz tamtego dnia, gdy na dworcu twoją rękę ściskałam, coś do Ciebie na pożegnanie powiedziałam...Od razu słów wulgarnych pożałowałam...A potem się nad własną głupotą rozpłakałam.

środa, 24 grudnia 2014

Wigilia jest dla ludzi kochanych

Dziś Wigilia. Dla mnie to już kolejny dzień okazywania dobroci w zamian za...no tak, nie robię tego z miłości bliźniego, mówią. Płacą mi za to. Ale jestem zmęczona drugiego policzka nadstawianiem, za ręką w bólu trzymaniem, codziennym pacyfikowaniem. Czuję się z uczuć wyprana, smutna. Jestem jak gladiator, który płaci za swe życie krwią...innych. Jak więzień, który czeka na litość drugiego człowieka. Ale przecież każdy nowy dzień, to nowe wyzwanie. I mogę jeszcze być wolna. Tylko to mi zwlec się z łóżka jeszcze każe. Brzmi dość entuzjastycznie? Eech...Samą siebie oszukiwać, oj nieładnie, nieładnie...Ale spokojnie, zdążę, przed wieczorem się z wszystkim wyrobię. Uśmiechnę się do lustra, a ono przemówi ludzkim głosem do mnie. Lub może zaszczeka? Wszystko jest możliwe. Bo kiedy ja ostatnio spotkałam życzliwego człowieka? A może przemówi niczym Bóg: weź swoje łoże i idź! No więc idę, może nie pomiesza mi się wszystko w głowie i zamiast łóżko wziąć na plecy, na plecach się w nim nie położę...

wtorek, 23 grudnia 2014

Kim jesteś...

Jeszcze mała chwilka i powstanie słów kilka. Prosta to sprawa, dla Zbyszka, który w malowniczym miejscu mieszka. Jego dzika natura, ciągnie go ciągle po górach. Wsłuchuje się w tajemnicze głosy, dochodzące ze starej puszczy. Jeszcze nie rozumie, że te głosy dochodzą z jego szalonej duszy. Idzie w ślad za dźwiękiem, odważnie lecz czujnie, pewnie. Dopóki sytuację kontroluje, nie cofnie się, lęku nie poczuje. A, gdy nasyci się już gór potęgą, siada do komputera i pisze ze mną. Sprawia wrażenie całkiem zagubionego, poety z pokolenia werterowskiego. To znów przeraża determinacją, a czasem nawet arogancją. Lecz przyglądam mu się z ciekawością, bo jest mieszanką rycerza renesansowego i fauna mitycznego. Nie znałam nikogo takiego. Człowieka walecznego, surowego i jakże bogobojnego.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

To już święta, czy można o tym nie pamiętać?

To będzie krótka piłka: Cztery tygodnie i dni kilka. Nim kula ziemska obróci się razy 30-ści, ja znów będę spacerować po krakowskim przedmieściu. Odwiedzę może osób kilka, chorego wujka, może spotkam Zbyszka. Wszystko się ułoży, zobaczysz...muszę tylko przetrwać ten świąteczny czas. Mogła być choinka, śnieg, twój uśmiech od ucha do ucha i polska kuchnia domowa. Jest cierpienie, ból, mój smutek, czyjaś zazdrość i atmosfera grobowa. Są zakazane piosenki, szeptane przez sen marzenia, duże troski i małe spełnienia. I ktoś jest jeszcze, może jeszcze o tym nie wie, ale swoją wiarą we mnie, dokonał cudu, bo zwyciężył me nieszczęście.

niedziela, 21 grudnia 2014

Nirwana

Czasem bolą cię oczy, od wypatrywania drogi. Od walki z samą sobą, by ciągle iść do przodu. Nie zatrzymam się na moment, gdyż stracę z oczu cel. Choć on ciągle się oddala i na moje zmęczenie nie zważa. Był już prawie, prawie mój. Już trzymałam go za rękę, lecz zniknął jak za magicznym zaklęciem. Lub go sobie wymyśliłam, oczy tylko wypatrzyłam. Ach, ja głupia, w moje szczęście uwierzyłam. Znów go widzę, tam daleko widnieje horyzont. Jest bezkresny, tak jak moja do Niego miłość. A za nim mój cel - nicość.

sobota, 20 grudnia 2014

Życie, wzięte pod lupę

Zbliżają się święta, radują się chłopcy i dziewczęta. Lecz gdzieś tam za rogiem, czai się śmierć, ciemność, pustka i nie ma nadziei, że może przejdzie bokiem. Ktoś za miesiąc, ktoś za lat 20, inny za 50, jeden umiera wcześniej, drugi później. Może dzieje się to właśnie w tej sekundzie. Szybko jak myśl, szybciej niż dźwięk do uszu, a zapach do nozdrzy dociera. Jeden za drugim gdzieś daleko, lub tuż obok, rodzi się i umiera. I rozsypią się życia puzzle, których już nikt nie pozbiera.

Dziś są Twoje urodziny

Dziś są moje urodziny. Robię tylko słodkie miny. Przyjdą goście i prezenty, zrobię sobie dzisiaj święto. Ile lat to już minęło, odkąd dziecię się urodziło? 18, a może 25...Chociaż może to było 26...

piątek, 19 grudnia 2014

Szczęśliwym być

 Gdy czuję się młoda wchodzę nago do morza, by poczuć jak chłodzi mnie czysta woda. Obmywam twarz, dekolt i szyję, spoglądam w wody lustro, szczęśliwie żyję. Nie odwracam się, lecz wiem, że stoisz na brzegu, wpatrując się w dal, nie szukasz w tym sensu. A ja czuję się znów młoda i czasu mi na nic nie szkoda.. Zbliżam się powoli do Ciebie. Spotykam nieodgadnione spojrzenie zaledwie. Twoja silna sylwetka i świadomość, że czasu nie cofnę, przyszłości nie zmienię. Mamy tylko niebo nad nami, dech w piersiach i jakieś niejasne wspomnienie. Poszukujemy życia, lecz już po chwili znamy siebie. Wyciągam dłoń, płacisz 1 gr. wrzucam do morza, na szczęście. Bierzesz mnie na ręce, bo teraz należę już tylko do Ciebie.

czwartek, 18 grudnia 2014

I co mówicie!?

Mówili: "Marność nad marnościami i wszystko marność". Czy, gdyby byli tutaj, w tej chwili, też by się smucili i w murach klasztornych, wciąż w ascezie żyli? Jak opierali by się tezie, że wszystko dziś wolno i jeść, i pracować, i kochać, i żyć jak zwierzę...

środa, 17 grudnia 2014

Pół żatrem, czy serio?

Gdy czytam, jak pięknie do mnie piszesz, dłonią usta zakrywam i rękę z rozpaczy gryzę. Spoglądam w okno, na kratę i odwaga opuszcza mnie. Nazwij mnie tchórzem, krzycz na mnie, a potem wróć i przytul mnie. Tchnij we mnie nadziei promyk, że to życie ma ciąg dalszy, z dala od klatki, bliżej ciebie, w domu. Rozmawiaj ze mną otwarcie, nie mów po kryjomu, lub pół żartem. Spotkajmy się i spróbujmy sobie nawzajem pomóc. Umiesz to zrobić, jeszcze pamiętam, myślę o Tobie...Zbyszek!

wtorek, 16 grudnia 2014

Co jest po fizyce

Szepty nad ranem są tak piękne, tak kochane. Przemierzają mile, by spędzić w moim umyśle chwilę. Unoszą mnie nad ziemią, kręcą walce dumne, tańczą w rytm głuchej melodii kolorowe i lekkie niczym motyle. Spójrz, jest ich aż tyle. Przecierasz oczy, a to też jest prawdziwe. Życie nasze, w romantycznych słowach zawarte, na nadziei i wierze oparte. Tak czułe, pełne miłości, tak ulotne i metafizyczne.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Gorzka pigułka

Uważasz, że nic się nie stało. Że doszłaś do wszystkiego sama, że ciągle ci mało. A ja mam to czego chciałam, trzeba było nie usuwać dziecka. Zaledwie pomyślałam: przecież sama mnie do tego namawiałaś?!Dzisiaj mówisz, że ta robota mogła być źle przeprowadzona i że może jajniki niedrożne, może macica uszkodzona...Przemilczałam, że w Polsce karalne jest do aborcji namawianie i jej przeprowadzanie, a nie ten, na kim się ją dokona.Teraz sama dumę z macierzyństwa czujesz, a na mnie palcem pokazujesz i krzyczysz: to nie byłam ja, tylko ona! Mówisz o swojej ciężkiej nad zapłodnieniem pracy. Oj, siostro moja rodzona! Co ty wiesz o rozpaczy? Gdy drżenie, załamanie głosu usłyszałaś, szybko słów pożałowałaś. Coś tam tłumaczysz, że dzisiejsza technika wszystko może zdziałać. Czy teraz dopiero rozumiesz jak zostałam skrzywdzona? Czy  ty wiesz, że niechęć kobiet i mężczyzn na kilometr czuję.  Że życie mnie ominęło i od lat zamiast dumy i radości tylko gorycz czuję. Może, gdybym spotkała kogoś mądrego, kto mnie zrozumie. I może go nawet znalazłam, lecz we własnym roztrzepaniu, wciąż go gubię. Lecz to cię nie obchodzi, czujesz euforię, radość, glorię. Idziesz do kościoła, nawet zaczynasz się modlić. W świętość swej natury wierzysz, która sama się zapładnia i potomstwo produkuje. Piątą cnotą boską się już cechujesz: oddychanie, odżywianie, wydalanie, wzrost i rozmnażanie. Serdecznie gratuluję!

niedziela, 14 grudnia 2014

Wszystkie kobiet Cię kochają, za to, że ze mną zerwałeś

Czy wszystkim już zrobiłeś dobrze? Gdy zerwałeś ze mną, moja siostra zaszła w ciążę. Tak ją to podnieciło, że zrobiło jej się miło. Rywalizacja się skończyła. Wszystkim zrobiłeś już dobrze...zapominając o mnie.

sobota, 13 grudnia 2014

Wiem, że nie

Nauczyłam się ich na pamięć. Słowa, które nie ranią już mnie. Prawdę dobrze jest usłyszeć. Teraz nie czuję nic już. Jestem obojętna na cierpienie. Potem znów zawieszam umysł w ciszę. Ten wibrujący dźwięk jest tak nieprzyjemny. Ten mój Tinnitus przeklęty!

A to co mam

Wszystko się tam zaczyna, gdzie oczy są martwe, a wyobraźnia żywa. Bo umysł staje się czuły, gdzie smutek miesza się z bólem. Wszystko się wtedy zaczęło, gdy arogancja przestała udawać odwagę, a gnuśność, lenistwo - rozwagę. I wszystko stało się jasne, że jednak preferujesz kobiety przaśne.

piątek, 12 grudnia 2014

Barwa głosu

Teraz już nic nie wiem, co jest prawdą, a co nią nie jest. Jak do Ciebie dotrzeć, jak samej się na ciekawego człowieka otworzyć? Może masz rację, może lepiej nie teraz. Może rzeczywiście stójmy zawsze po środku, czekając, aż coś nas rozjedzie lub przyglądajmy się sobie z ukrycia, zachowując względny spokój. Bądźmy jak robak, leżący na plecach, machający bezradnie nogami i kręcący się na bok z boku. Komu są potrzebne marzenia: moje o tobie, twoje o mnie. Przyjmijmy zasadę, że tylko data i godzina się zmienia. Nie ufaj mnie, ja nie będę tobie. Niech będzie jak jest ani źle ani dobrze. Może, tylko, gdy przyjdzie słabości moment napiszesz do mnie i popłaczemy razem sobie. Zapłaczemy nad naszym losem, zapomnianymi twarzami, składanymi sobie kiedyś obietnicami i zapomnianym twoim głosem.

czwartek, 11 grudnia 2014

Bierz mnie!

Musisz wiedzieć, że tego naprawdę chcesz. Nie odkładać mnie na półkę "Przy Da-sie". To już nie ten wiek. A ty ciągle pytasz filozofów się: co jest dobrem, a co złem. Czy mnie kochasz, czy lubisz, czy podniecam cię? Aż w końcu stwierdzasz: po co mi ten seks? A czas ucieka, on nie czeka, biegnie, czy mnie dziś chcesz czy nie. Jutro będę już za stara, więc nie zastanawiaj więcej się. Działaj, samochód już odpalaj. No dalej, bierz mnie!

środa, 10 grudnia 2014

Ratuj się kto może

Gdy jesteś w moim śnie, nie przypominasz już siebie zupełnie. Podchodzę bliżej, by przytulić się, patrzę ci w oczy łagodnie, lecz w nich czai się zło, gniew. Zauważam trochę zbyt późno, że to nie ty, pomyliłam się. Ten, to dziki zwierz, który chce mnie zjeść. Przerażenie ogarnia mnie, słyszę swój krzyk, bo to ostatnie chwile, zwierz do skoku pręży się. Wtem, spada niczym z nieba, inny, znajomy, lecz nie oswojony zwierz. Tarmoszą się. Spadają na ziemię. Ja ze strachu ledwo drzewa trzymam się. Ten tygrys uratował mi życie. Zdążył odwrócić się, spojrzał dziko na mnie i ryknął "Uciekaj. Teraz masz wolną drogę. Ratuj się".

wtorek, 9 grudnia 2014

Wnioski

Przypominasz mi po co to robimy. Żeby świat ratować, własne szczęście poświęcamy. Mam 36, wkrótce 37 lat, od 3 lat pracuję na Zachodzie, 4 lata w kiosku, byłam w Irlandii, pracowałam w szpitalu i latami szukałam pracy. Od skończenia studiów, cały czas pracuję, szukam, zdobywam. Odkąd stałam się pełnoletnia przeżyłam tylko kilkanaście krótkich chwil w ramionach mężczyzny. Kilkanaście nocy na prawie 20 lat?! Prawie 20 lat nie miałam czasu na miłość. Ja już nie mam siły, moja zdolność do bycia matką umiera, Zbyszek! Kiedy umierasz, chcesz wiedzieć, że twoje życie nie było nadaremne. Myślisz, co powiedzą kiedyś o tobie, po twojej śmierci. A to, co robię teraz jest nieodwracalne, niewybaczalne. Chcę, żebyś wziął na siebie ciężar mojego macierzyństwa. Czy się zgadzasz być ojcem moich dzieci? Czy przyjmujesz moją propozycję?

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Granica bólu

Jak bardzo samotność rozsadza mnie dziś na kawałki. Usuwa chęć życia, likwiduje wolę walki. Jesteś w potrzebie? Masz dążenia, marzenia? Szukasz człowieka smutniejszego od siebie? Popatrz na mnie, a gwarantuję, że poczujesz się lepiej. Moje bezpłodne życie, popychana, mała, przygnieciona problemami, trupio blada. Jestem tą ręką, która poda herbatę, twojej schorowanej, starej matce. Jestem tym słowem, spełnioną obietnicą, pójścia z tobą na wojnę. Jestem tym 36-letnim  żołnierzem, ginącym w dniu swoich urodzin na froncie. Potem jestem już tylko spokojem, nudą, lecz mimo to pracującym mózgu zwojem. Bo w życiu liczą się zwycięstwa, nagrody. Przegrany odchodzi. Więc maszeruję, wytrzymuję zdziwione spojrzenie twoje. Myślisz, że nie widzę ulgi na twej twarzy, gdy decyduję się odejść? Nagle przytomnieję. Przypominam sobie, że muszę jeszcze coś zrobić. Zawracam. Idę pod prąd, mimo to, do przodu. Ktoś jest za mną, przede mną, po moim prawym i lewym boku. Biegnę do tego miejsca, gdzie się rozstaliśmy. Muszę Ci jeszcze to powiedzieć, czego wcześniej nie dałam rady. Że kocham, że stoimy na skraju przepaści. Nie wiem, czy potrafię spełnić twe marzenia, lecz dotrzymam zobowiązania, zostaję. A ty czekasz, tam gdzie zawsze się ze mną umawiałeś. Słuchasz. O wszystkim wiedziałeś. Nie, nigdy nie zapomniałeś. To prawda, ty też nie wiesz co się jeszcze wydarzy, ale jedno jest pewne: potrafisz przywrócić uśmiech na mej twarzy.

niedziela, 7 grudnia 2014

Czas pożegnań

Jak wygląda  po tamtej stronie świat? Kraina wiecznych zachodów słońca, złocistych plaż, już idę do niej. Zamykają mi się oczy, jeszcze trochę wytrzymam. Chcę spać. Zostały mi tylko te smutne ostatnie miesiące życia, potem przyjdzie strach. Myślisz, że gdy wyjeżdżasz, to zawsze wracasz? Lecz dojrzałość to nie poza, nie stan, a niezłomna wiara wiekuistym zasadom, z wielkim sercem dochowana. Dla niektórych ta wędrówka swój powrót do domu, do dawnych przyzwyczajeń, matki, dziewczyny ma, lecz dla mnie koniec wędrówki smutny finał oznacza. Biała łódź z żaglem już za moment odpływa. Już czas.

Wyścig szczurów

Popędzam czas, przyśpieszam. Myśli kołaczące się w głowie uciszam. Nie dogonię ich, to koniec, przegrywam. Dzieci, rodzina, dom, a w środku my z mnóstwem książek. I znowu ta natrętna myśl, że nie zdążę. Dziś zaledwie kocham Cię, mój Książę!

sobota, 6 grudnia 2014

Lekcja miłości

Naucz mnie miłości. Podziwiać Twoją duszę już umiem i umiem już czerpać ze źródła życia przyjemności. Chodzić swoją drogą, nie oglądając się za sobą. Uczysz mnie wzajemności w słowach, spojrzeniach z ukosa, gdy leżymy na sofie, a ty czytasz mi miłosne historie. Kiedy to robiłeś, nawet uwagi  nie zwróciłeś, jak twoje wargi zrobiły się gorące, od czytania z piersi drżącej. Gdy usłyszałeś łkanie, przerwałeś romansowanie. Spojrzałeś w końcu na mnie i pozwoliłeś ułożyć głowę na twe ramię. To była dla nas obojga pierwsza miłości lekcja. Przyjemna, słodko-gorzka, egzotyczna i jakże...bolesna.

piątek, 5 grudnia 2014

Przejścia

Przechodzę przez jezdnię. Nie rozglądam się na boki. Coś nadjeżdża. Panikuję. Zatrzymuję się na środku drogi. Przeprawiam się przez rzekę. Idę po wodzie, lecz nie potrafię być Bogiem. Zapadam się. Tonę. Przechodzę przez most zwodzony. Nie patrzę pod nogi, tylko podziwiam surowej przyrody widoki. Deski trzeszczą, pękają. Spadam. Na kawałku liny wiszę. Krzyczę. Wołam Cię: Zbyyyszek! Tylko echo w pustej dolinie odpowiada. Przechodzę przez gehennę, wyciągasz pomocną rękę. Czy jej dosięgnę? 

czwartek, 4 grudnia 2014

Topielica

Ból przychodzi z każdej strony, gdy już jesteś spokojny, znudzony, wyciszony. Znienacka uderza, wtedy, gdy się go przestajesz spodziewać. Tu nie biorą jeńców, strzelają w tył głowy, po wszystkim odwracają zimne oczy i zadają jeszcze dla pewności nożem ciosy. Po wszystkim wycierają w białą serwetkę ręce i odkładają broń na swoje miejsce. Wyrachowana gra pozorów, przy czym nikt nie jest pewien czy mord był potrzebny. Potem otwierasz swoje martwe oczy i patrzysz w niebo, tylko biała potargana koszula okrywa twoje sine ciało. Zimą jakiś flisak odkrywa Cię na dnie strumienia. Myśli: znałem ją kiedyś z widzenia. Rzuca  w toń czerwoną różę na do widzenia.

środa, 3 grudnia 2014

Prosta droga wiedzie do Ciebie

Są takie w życiu momenty, gdy oślepiony wchodzisz z rozpędu w zakręty. I popełniasz błąd za błędem. I myślisz, ale wciąż wynik wychodzi ujemny. Potem znowu próbujesz, wspinasz się na najwyższe szczyty, by spojrzeć na własne życie z góry. Lecz widzisz tylko ściany i mury, które oddzielają Cię od celu podróży. Dziękujesz Bogu za tę monetę, która wpada ci szczęśliwie w rękę. Śmierć uśmiecha się do nas często, gdy ktoś inny świętuje zwycięstwo. Ale los zachowaj dla siebie, zrealizuj, nie narzekaj, tylko dalej przyj przed siebie. A potem spojrzyj śmiało w oczy swoim wrogom i zostaw ich za sobą. Odwróć się od nieszczęść, złap go za rękę i dojrzyj w życiu świetlaną przyszłość. Dopiero wtedy otworzysz się na prawdę i miłość, i zaczniesz czerpać z niej przyjemność, gdy dasz się prowadzić w ciemno.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

A może byśmy tak...

Upycham Cię w głowie, byś nie mógł dojrzeć we mnie małej kobiety, co potrafi już smażyć kotlety. Zamykam Cię w sobie, byś nie mógł wyrosnąć z roli poety. Potrafię zakochać się w Tobie, gdy siedzisz obok mnie i prawisz komplementy. Przyjmuję je skromnie, choć właściwie to do mnie nie należą same zalety. Poeta z bujną głową i kobieta z dziewczęcą urodą postanowili kochać się ze sobą.

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...