środa, 27 marca 2019

Bez zmian

Teraz jestem. Tu. Żyję pracą. Odurzona zatrutym powietrzem. Spętana dziwnym nieszczęścia szczęściem. Czekam. Zawracam i uciekam. A kiedy jestem już daleko, rozwijam żagiel, obieram kierunek i płynę. Bezwietrzna pogoda na morzu oznacza, że tutaj umrę, na morzu zginę. Nie, nie poddam bez walki się. Porzucam więc ster. Biegnę do wiosel, by stąd dalej, by ze śmierci objęc wyrwać się. Ten ostatni już raz i kolejny, dzień, miesiąc i rok. Tak samo męczący, pracowity i beznadziejny, ciemny, tak jak przeszłość. Której już nie cofniesz i nie zmienisz...

niedziela, 17 marca 2019

Zła miłość

I tak jakoś trwamy. W tej profesji, która nie jest dla damy. I jestem teraz i tu, a ty gdzieś nie tam...Przychodzisz, dając to szczęście, które jest dla wspaniałych ludzi...Potem wędrujesz, chwile łatwe i trudne przechodzisz...błądzisz, odchodzisz. Jesteś utalentowany, wszechstronny i jakże do starożytnych Greków podobny. Łapiesz dziewice, prostytutki, panny i rozwódki. Kupujesz i sprzedajesz moje wdzięki, a jednak spełniasz swoje małżeńskie obowiązki. Naganiasz zwierzynę, umawiasz spotkania, dajesz materię do teoretyzowania, a potem rozbijasz związki...Lecz nikt na ciebie nie wpłynie, nie cofniesz się, nie zmienisz zdania i nie przeminiesz...jesteś dla mnie synonimem czekania. Liczbą Pi. Matematyką kwantową. Częścią składową zła, pomnożoną przez wieczność i dodaną do nieskończoności. Miłością bez przyszłości...

piątek, 11 stycznia 2019

Nie...

Już czas. By odejść na zawsze jeszcze raz. Czy może się życie odrodzić, gdy oddało ostatni dech, gdy się pożegnało, gdy zdecydowało, że odchodzi. Nie sądzę, by się odstało, co się stało. Lecz czy jeszcze wierzę w ludzi? Bo przecież nie ma takich zwierzęcych popędów, takich dążeń, przyjemności, samowolnych namiętności, których nie można by dyscypliną poskromić. Bo kim jest człowiek i dusza, którą nosi w sobie. To siła sprawcza, która wykona, cokolwiek jej powiesz.

czwartek, 10 stycznia 2019

Nie tak...

Nadszedł czas by zatrzymać się jeszcze raz. Zmieniam zdanie, piosenkę. Zdejmuję buty, kurtkę, następny werset. Wciąż czekam w kolejce. Wieszam pranie, na wieszaku torebkę. I jestem. A zarazem mnie nie ma. Bo on tak twierdzi, bo jego racja jest pewna. Szczęście mi przechodzi. Na ten układ przystać kobiecie w wieku kwiecie się nie godzi. Ten czas i miejsce. A i tak, to nie tak...

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...