niedziela, 30 listopada 2014

Dom jest tam, gdzie porzuciłeś serce

Dziś mija 9 lat od naszego poznania. Oblewasz to kolejną przygodą, tak rozwiązujesz problem przemijania.  Dziś jednak i ten sposób zawodzi. Po wszystkim zakładasz maskę i do mnie przychodzisz, bym sprawę zakończyła, twój pulsujący jeszcze popęd ujarzmiła. Lecz ja uciekam się do książek, by zaspokoić żądze. I radośnie na twój widok świergoczę, że Cię kocham i miłości Cię nauczę. Ale ty nie po to przychodzisz, żeby czekać aż się w tobie miłość urodzi. Masz ochotę pomarudzić, na jałowy seks ponarzekać, trochę się powściekać, że wciąż na Ciebie czekam. Że jestem jak pies, suka, która przez Pana wyrzucona, wciąż nie może sobie znaleźć miejsca, innemu Panu zaufać i wciąż w pobliżu domu się błąka.

sobota, 29 listopada 2014

Czas po..

Dzisiaj jestem wszystkim, czego nigdy nie zabraknie. Smutnym spojrzeniem, ról odwróceniem, pustym do Dubaju przelotem, porzuconym psem lub kotem. Ale nie odwracam już twarzy, od tego co się wydarzy. Idę w nieznane i w to co pewne, przewidziane. Zaglądasz mi w oczy, mój losie niewidomy. Patrzę odważnie, bo nie wiem, co na jego dnie. Myślę. Dreszcz przeszywa nagle mnie. Wołam Cię, krzyczę; potrząśnij wreszcie mnie, niech się obudzę! Ale to nie sen. Wstaję, podnoszę głowę, chwytam brzęczącą monetę, ktora zostawiles na stoliku, na otarcie łez i wręczam przewoźnikowi, niech nie zostawia na przeciwległym brzegu mnie.

piątek, 28 listopada 2014

Idealista

Dlaczego Włosi wymyślili kanon piękności? Proporcje, owszem, można długo zachować. Ale jakim kosztem, przecież nikt nie jest wiecznie młody. Z wiekiem skóra zaczyna się marszczyć, zwijać, biust przestaje falować, talia traci linię, oczy blask, dieta sens, bo organizm przestaje pokarm przyjmować. Pojawia się starość. Jakże ciężko wtedy ją zaakceptować. Bo "piękno" to ideał, najdoskonalsze słowo, cybertechnologia, fotoshop, estetyczna medycyna, farmakologia, które potrafią zarówno kobietom, jak i mężczyznom zamieszać w głowach. I przyznaję szczerze, że w urodę swą nie wierzę i nie rozumiem męża, dla którego jestem piękna. Ale niech mu będzie, kto przystojniejszy ma rację, a silniejszy niech zwycięża!

czwartek, 27 listopada 2014

To męska rzecz...

Znowu się nad ojczyzną chmurzy. A przecież dopiero posprzątaliśmy po poprzedniej burzy. Popatrz, tam jeszcze leży resztka ludzkiej odzieży.  Chodź, zobacz, jeszcze się bieli, jak żagiel, chłopców, którzy odpłynęli. A pod nim honor. Uszanujmy go, bo została zaledwie odrobina, tego szlachetnego kruszywa. Schowam pod serce i nie zranię już więcej. Bo nie da się szczęścia kosztować, gdy nie można zaczynać od nowa. I zachowam się jak kobieta, po prostu będę czekać.

środa, 26 listopada 2014

Pewność

Chciałabym tylko musieć. Umrzeć i odprawiać pokutę. Ograniczyć swoje życie do trzech czynności: zachowania ciszy, ubóstwa i czystości. Wystarczyło by wtedy na chleb i wodę i na bilet w powrotną z piekła drogę. Być sobą. Bez płci, przekonań, narodowości, bez  ludzkich słabości. Ale zachować w sercu odwagę, do bronienia w innych, co w nich słabe. I chciałabym mieć wystarczającą pewność, że ten kto pisze, jest szczery ze mną. I że ma na imię...ciszej, niech nie usłyszy.

wtorek, 25 listopada 2014

W telegraficznym skrócie

Jeszcze jesień, a ty już zdejmujesz kalosze, zakładasz zgrzebny worek, siadasz obok mnie, udajesz fotel. Ja udaję stół, za którym snujemy naszą opowieść. Stoisz na szczycie, kiwasz na mnie palcem, ja już Cię nie przeproszę. Podchodząc pod górę, jeszcze Ci podziękuję. Zwisamy na krawędzi, wysuwają się z twoich moje dłonie. Nie puszczaj mnie, proszę!

poniedziałek, 24 listopada 2014

Nuda

Na dziś dzień mam już plan gotowy. Zajmę się pracą, zawalczę o swą przyszłość, siłą wygnam smutne myśli z głowy. Pomogę staruszce, podam śniadanie, każę jej śpiewać ze mną pod prysznicem "Kiedy ranne...". Usłużę tej zrzędliwej wdówce. Potem poczekam na Ciebie z obiadem, kolacją. Poczytam coś, coś odpiszę i po kilku zdaniach znów w krainę rozpaczy odjadę.

sobota, 22 listopada 2014

Czas nie jest niczyją własnością

Nie mogę zapomnieć o Tobie. Znajome spojrzenie, w oczach ten sam ogień. Odliczam do miliona nim zapytam, boję się, co odpowiesz. Lepiej marzeń na głos nie wypowiadać, można o nich szeptać, śnić, czasem spełniać, a potem wieczorami razem przy kominku siadać. Stopy o ciepłe kafle grzać, rozcierać sobie nawzajem dłonie. Góralską herbatą z prądem z parującego kubka się delektować, pragnieniom upust dać, ust Twych smakować, bliskością pod jednym kocem się rozkoszować. I opowiadać sobie tylko dobry, sprawiedliwy świat, w którym nie istnieje ani różnica wieku, odległość, ani czas.

czwartek, 20 listopada 2014

Kiedy szukasz właściwej drogi

Kiedy szukasz właściwej drogi, do Boga skieruj swe nogi. Od jakiegoś czasu już nie piszę, wierszy nie układam. Zdemaskowałam ciszę, z atomów szumu się składa. W bębny głośno uderza, bo wróg nieustannie od wschodu się skrada. Zajęłam pozycję w okopach i czekam na sygnał do ataku na wroga. Sprawdzam powtórnie oręże, mocniej ściskam na nim rękę. Wiara zabrania zabijać, każe kochać nawet wroga. Dlatego wyrzucam naboje. Odwracam się tyłem, odchodzę. Dezerteruję? Być może. Teraz czekam co się dalej wydarzy. Marzeń Bóg wojny nie spełnia, chyba że do śmierci dążysz, krew na rękach chcesz zobaczyć, o mordzie marzysz. Tak żyć i umrzeć nie chcę. Patrzę w Twoją stronę. Czy cud ujrzę? - Wołam - Uciekam się pod Twoją obronę. Panie, weź mię za żonę.

środa, 19 listopada 2014

Metafizyka

Nie jestem osobą o wybitnej inteligencji i o talentach np. kulinarnych lub pisarskich. Moją zaletą lub wadą, jak kto woli, jest wrażliwość, czasem nadwrażliwość. Wczorajszy dzień zaliczam do tych, w których otrzymuję dowody na istnienie sił  wyższych. Gdy 15-lat temu złamałam nogę było to na ostatnim stopniu schodów. Wczoraj również. Schodziłam po ciemku. Starsza osoba jest zazwyczaj oszczędna i nie chcąc jej denerwować staram się jak najmniej używać światła. Wcześniej czytałam coś, co zmartwiło mnie. Ukochany mężczyzna zdaje się odchodzić. Ale musiałam iść. Wstałam od komputera i zaczęłam schodzić. Już na początku zorientowałam się, że popełniłam błąd nie zapalając światła. Poczułam jakąś przemożną siłę, która nie pochodziła z zew. Pojawiły się myśli, jakby nakaz, że mam spaść ze schodów. Złapałam się mocno poręczy i postanowiłam walczyć. Szłam schodek po schodku i zdawało się ich nie być końca. I ciągle te myśli, "żeby to się  nie powtórzyło" ja modliłam się, aby nie złamać znów nogi, ale czego chciał ten głos w mojej głowie, o ile sobie go nie wyobraziłam? I na ostatni schodek noga nie trafiła, ześlizgnęła się, uderzając o podłogę. Poczułam ból. Dziś mogę chodzić, ból znacznie zmalał. Rano przyszedł list: Hans Petrutis, przyjaciel Helgi z Ostródy zmarł. To było ostrzeżenie, tylko kogo, przed kim?

wtorek, 18 listopada 2014

Ku chwale Ojczyzny!

Jedną nogę złamałam 15 lat temu w czterech miejscach z przemieszczeniem i tego skutki do dziś odczuwam. Jestem już kaleką do końca życia. Dziś skręciłam drugą nogę w kostce. Trzeciej nie mam. A przydałaby się. Inaczej odeślą mnie do domu. Ale mam przynajmniej wymówkę, że przegrywam.

Uśmiechy

Słowo, gdy z czynem się spotkało, to ono wtedy memu życiu sens nadało. Pamiętam tamten mroźny wieczór i poranek, który uczynił mię szczęśliwą, uleczył zadane przez innych rany. A tym wieczorem i dniem byłeś Ty mój Zbyszku kochany. I dzień zabrał mi Ciebie zostawiając pod absolutnym samotności panowaniem. Słowo na pożegnanie rzekłeś, że nie prędko się spotkamy. A potem przyszło szaleństwo, znów tylko w słowie swój sens umieściło. Dopuściłam je, o Boże, tak naiwnie w swoje łoże. Bo słowo, samo w sobie moc ma miałką, ono z czynem ma iść w parze. Marną zaletą pomysłowość i ambicja i w łóżku odwaga, jeśli męskość zawodzi, mądrość głupieje, a siła niedomaga. Tak to potem Bóg rozdzielił, noc i dzień, by nie grzeszyli. I wciąż sens życiu może być oddany, jeśli sobie obiecamy, że się kiedyś jeszcze spotkamy.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Loteria

Ten los nieświadomie wybrałam. Musiała go wyciągnąć jedna, spośród dwóch kobiet: ja lub mama. Z rozpaczą się we, własną ręką wyciągnięty, los wpatrywałam. Tak, płakałam. Serce upadające z jadącego autobusu oglądałam i niemo do oddalających się krzyczałam. Może dlatego wyjechałam, że męża i dzieci nie miałam, może też za słabo kochałam. Zostawiłam daleko za sobą odpowiedź na te pytania. Wgryza się więc we mnie to życie tutaj niczym lew, a ja jestem jak bezbronna łania. Powoli umieram, bo do tego życia byłam nieprzystosowana, a dla wcześniejszego jestem już martwa.

niedziela, 16 listopada 2014

Nikt nie ma prawa mnie zmniejszać

Przyszedł przypadkiem do małej kobiety. Nie zrozumiał  ani słowa, ani siebie. Niestety. Że pani łyżeczka uciekła przed kimś podobnym z Krakowa. Przydaje się czasem jednak męska głowa, żeby uświadomić sobie swój problem i poważnie go potraktować. Pani łyżeczka rośnie wtedy, gdy jest szanowana. Zbyt często jednak w swym życiu była poniżana. Od tej pory nie jada już zup, pije herbatę. Do niej nie jest za mała.

Pomóż, Panie

Pomóż Boże, moim drogom, by nie stały się czyjegoś szczęścia przeszkodą. Pomóż, Boże, moim słowom, by były godności ludzkiej obroną. Pomóż, Panie, moim dłoniom, by stały się Jego życia osłodą. Pomóż, Panie, mi w potrzebie, gdy przywiązuję się już tylko do samej siebie. Pomóż, Panie, mojemu dzisiaj, bym była zawsze w domu, gdy do drzwi miłość puka.

sobota, 15 listopada 2014

Ćśśiiichoo...

Nieładnie jest zazdrościć komuś szczęścia, walczyć o byt, egzystować na granicy nędzy. Niektórych  fascynuje wojna, choroby i śmierć. Czy wolno mi myśleć, że środek uświęca cel? Ani cel też nie uświęci środka, jeśli grzeszną jest droga do niego wiodąca. I przez nagość się wkraść do Jego serca to żadna zasługa, żadna świętość. Co więc może uczynić mnie jego? Prawda, mówisz, tylko, ona może wygnać demony i uczynić w twoim sercu niebo. Tylko ona często nie jest zbyt piękna ani już taka młoda, zgrzybiała raczej i pochylona. Usłysz ją, dobiega zewsząd z duszy i z otoczenia. To jest ten cichy szept strumienia. Jest nią szum drzew i mowa wilka, i kwiatów romantyczne słowa. Potrafi zakląć się w piosence, deszczu, czarnym wyszywanym kapeluszu, muszelce i białej sukience. Jest w kościele, gdy klęczysz i ślubujesz mężnie i w ławce drewnianej, gdzie łączycie dłonie wdzięcznie. Co nas przywiodło aż tutaj, kazało porzucić wszystko? Więc co jest prawdą jedyną, ulotną i kruchą? To ideał i do niego dążenie. To nasze senne marzenie, które strach wypowiedzieć, by nie przepadło w nicość. Śpij już...ćśśiicho

piątek, 14 listopada 2014

Kobieto, puchu marny

Jestem skazana na samotność, choć przecież, proszę Wysokiego Sądu, nie jestem niczemu winna. Kochałam szczerze i mocno lecz miłość do młodszego mężczyzny próby czasu  nie przeżyła. Może jedynie naiwnością zgrzeszyłam, wierząc, że urody nieprzeciętnej dwudziestolatek w pospolitej trzydziestoletniej kioskarce się zakocha. Lecz nie jestem winna rozwiązłości, zdemoralizowania jego niewinności, bo z tym chłopcem nie miałam żadnej styczności. Jedynie czemu jestem winna, to, że mu uwierzyłam. Ufałam, że ma z tym rację, że lepiej w domu siedzieć, a mąż sam się znajdzie. I siedziałam latami na internecie, tylko z nim raz na pół roku pisząc o seksie. On jest winien, że mnie przekonał, że w sercu mym demon zamieszkał i że wyrwać chce mi duszę i serce. Winien jest, że mnie przez tyle lat odwiedzał, gdy już w samotności swej słabłam i jakiś inny mężczyzna mnie potencjalnie za przyjaciela mógł mieć, on me marzenia o kochającym mężczyźnie na nowo wzniecał. On jest winien, że ustatkowanym mężczyznom uwierzył, że jestem prostytutką i trzeba się mnie strzec i o to zawsze podejrzewać. Jest winien, że pomylił miłość do obrony zasad i cnót, mądrości, męskiej solidarności, ze ślepym niszczeniem kobiecej seksualności, płodności i praw np. do błędów i naiwności. Czemu ciągle za to odpowiadam, że przed laty ktoś mną zmanipulował, mą dziewczęcość, dziewiczość zbrukał, kłam memu ascetycznemu życiu zadał? Ale nie jest winien moich samobójczych skłonności, bo pochodzi z miejsca, gdzie mieszkają rozwiązłe, proste kobiety, które nie mają świadomości własnych praw i godności. Dla których seks jest podstawową rozrywką i nie ma szacunku dla przysięgi, zobowiązań wobec innej kobiety, które mają świadomość tylko swej siły i są przekonane o jej wyższości nad słabością, starością. I nie będzie on winien mojej śmierci, bo nie jest kobietą, a to kobieta z jego otoczenia wtargnęła w jego życie i wyrzuciła mnie z jego życia przemocą. To kobiecie zależało na odsunięciu mnie od niego.  A ja bardzo zawiniłam, że w sieci kłamstw i internetowych masek pobłądziłam. Zawiniłam, że w świat bez reguł, zasad weszłam. Jestem winna, ze opacznie jego zainteresowanie zrozumiałam, sądząc, że za żonę mnie kiedyś weźmie, tylko wiara w Boga mu na spotkanie ze mną nie pozwala. Lecz nie przyznaję się do zdrady i nieuczciwości, bo ja swoją twarz pokazałam i niczego przed nikim nie ukrywałam, ruchów nie kalkulowałam, zachowań nie planowałam i przede wszystkim nigdy prawdziwej miłości i dobroci mężczyzny nie doznałam. Przyznaję się tylko do prostolinijności i samotnego odczuwania miłości, do depresji, że znowu znowu na świecie wygrywa prawo pięści. Może grzeszę brakiem kompetencji w leczeniu traumatycznych przeżyć, zrozumienia psychologicznej głębi i dalszej do pracy bez rezultatów chęci. Może też grzeszę, że się z perspektywy zmian cieszę. Ale przede wszystkim nie jestem winna, braku sumienności, braku dla starszego chorego człowieka wyrozumiałości, braku gotowości poświęcenia swojej godności, swoich praw do języka, posiadania rodziny i prywatnego życia, braku pracowitości.

czwartek, 13 listopada 2014

Po drugiej stronie tęczy

Po drugiej stronie tęczy jest ptaszek na uwięzi. Trzyma go wiedźma za nóżkę złotym łańcuszkiem. Ten ptaszek nie jest tylko ptaszkiem, a łańcuch nie jest łańcuchem. Symbolizują słowo, przesłanie, które nie może się wydostać na świat, choć do tego zostało powołane. Bo czasem milczenie oznacza niezgodę na zazdrość o szczęście, niezgodę na zadawane cierpienie. A ptaszek, jak człowiek, w swej miłości tak mały, że go prawie nie widać, dla swego obiektu uczuć stał się niewidzialnym. Bo po drugiej stronie tęczy jest też ptaszek i słucha smutnych treli ptaszka na uwięzi...

środa, 12 listopada 2014

Życie ze śmiercią

Czy coś można powiedzieć sfrustrowanej starej kobiecie? Kochać można mężczyznę lecz, gdy ona się o tym od kogoś dowie, zrobi z tej wiedzy użytek. Będzie Cię gnębić, prześladować, na twój temat plotkować i uderzać z tyłu, w plecy, gdy nie będziesz na cios gotowa. Być otoczonym nienawiścią i do życia niechęcią jest bardzo przykro, gdy ty chcesz jeszcze miłować, kogoś z wzajemnością kochać. Bo gdy miłość szepcze do ucha, nie wyprzesz się jej pójdziesz w ogień za nią, bo taka romantyczna jak moja dusza nauczona jest tylko głosu serca słuchać.

wtorek, 11 listopada 2014

Obserwacja w kierunku gnuśności, lenistwa i plotkarstwa

Oko stworzyciela znów na świat się otwiera i ze zdziwieniem po raz kolejny pyta: czy ta grzeszna miłość to kobieta? Bo mężczyzny zadaniem jest oddawać Bogu daninę i kochać do ostatniego tchu ojczyznę. A kto obroni kobietę, gdy wróg znienacka nadejdzie i dom twój zrabuje, gdy na polowaniu mąż będzie? Bo każda religia i epoka czczą innych bogów, a ludziom nie zawsze przyświeca pokój. Może kobietę Boże oświecisz, by miała oręż i do walki animusz. By się nie bała zostawać sama i by forteli różnych się imała. A dla zachowania własnego zdania, godności i prawa daj jej Panie wiarę, moc i szybkość w przestworzach fruwania. Niech się unosi niczym ptak w niebiosach i niech zdoła uciec, zanim ją złapie podły żołdak. I Bóg się nad nią zlitował i przemówił w te oto słowa: Nie stój bezczynnie w miejscu kobieto, lecz weź swoje łoże i idź, sama wiesz dokąd!

poniedziałek, 10 listopada 2014

Jako mąż i nie mąż

Lubię o Tobie myśleć, ze jestem pod Tobą. Zarządzasz mą duszą, mym ciałem, mą głową. Lubię taką zależność, hierarchię, podmiotowość. Gdy wydobywasz ze mnie prawdy, które nie są moją mocną stroną. Lubię sobie popłakać, oczyścić kanały łzowe. Szybko się do ludzi przekonuję, potem ich męczę, nagabuję, prześladuję. Ale to dlatego, że nie mam do roboty nic innego. Ach, jak ja Ci współczuję, znosić moje marudzenie. I przyznaję, że jako kochający mąż świetnie się spisujesz.

niedziela, 9 listopada 2014

Potencjał

Czy istnieje jakaś siła, która sprawi, że do Ciebie nie będę już wierszem mówiła? I czy zawsze będę już starsza, brzydsza i trochę dojrzalsza? Powiedz mi, czy kiedyś to zrobię? Zdejmę płaszcz po pracy i spokojnie usiądę przy Tobie? A potem pójdziemy na długi spacer, z twoim kotem lub z moim psem. I wtedy wyjmiesz spod pachy parasol, gdyż zacznie padać deszcz, gdy na moście tulił mnie będziesz. Bo teraz znamy już wszystkiego przyczynę i sens, lecz coś nam jeszcze stale każe wracać do siebie. Pewnie twoja góralska wola, bo raczej nie moja uroda. Trzeba widocznie w życiu smutki i radości, rozczarowania i miłości, wszystko dzielić na dwoje, doświadczać razem, by przeżyć to życie jak Pan Bóg przykazał.

sobota, 8 listopada 2014

Wszyscy Twoi święci

Dlaczego opieszałością grzeszysz i do żeniaczki się nie spieszysz? Nie mam wolnej siostry, koleżanki, ani ty brata, więc musimy my się ze sobą zeswatać. Lecz ty szukasz lepszych wrażeń, bo seks ze mną nie był jednak spełnieniem twoich marzeń. Czy już tak ci woda sodowa do głowy uderzyła, że stawiasz wyżej społeczny status, łatwe dziewczyny na wyspach ponad czekającą na ciebie kobietę, bo nie chcesz być przy niej w biedzie? Cenisz już nowsze znajomości, lepsze w łóżku, zdrowe, młode dziewczyny z internetu od brania za moją płodność odpowiedzialności? Odseparowałeś się ode mnie jakbym roznosiła epidemię. Mówisz, że już na stare śmieci nie wrócisz. Czy Cię kiedyś jeszcze matka zobaczy? To już tyle lat, a ja wciąż czekam i wciąż za Tobą płaczę. Wstyd ci przed kolegą, że masz romans ze starszą kobietą. I nagminnie mnie unikasz, bo nie chcesz słyszeć niewygodnych pytań. Nawet nie wiesz ile tracisz, że się nie chcesz spotkać. Bo czasem warto zejść z piedestału i to coś zobaczyć, zwłaszcza w oczach kobiety z najniższej klasy. I często dobrze jest przestać umywać ręce, od tego co na pewno będzie.

Imię róży

Nie muszę chyba dziś swojego samopoczucia opisywać. Nie przetrwam tego bez bólu. I jeszcze ta wszechogarniająca cisza, która rozwiązania podsuwa, beznadziejność sytuacji uświadamia, przeraża i dusi. Myślę, że rozumiem, że kobieta w takim stanie ducha, nie jest ci miła, ani przyjemna dla ucha. Płacz i smutek są bardzo męczące, potem nie mają na sex ochoty księżniczka i jej książę. I przechodzą obok tego do porządku dziennego, by po jakimś czasie stwierdzić, że już nic ich nie łączy i on chce się w tym przekonaniu utwierdzić. Zaczyna podejrzewać, że ona ma kochanka, ona, że on jej nienawidzi i dlatego chce, żeby pisała z jego kolegą. Dziwnie się to układa, on myśli, że ona go zdradza. Ona, że ten kto do niej pisze ma za zadanie zepsuć jej opinię, by potem jej ukochany, mógł odejść bez skrupułów do innej damy. A może praca przy chorym zniszczyła jej przetrwania wolę i robi te rzeczy świadomie, ukrywa, że wie, że to ukochany pisze do niej i nie chce się przyznać do tego, że słabnie i że sił już całkiem jej niedługo zabraknie, by walczyć o ich związek. Przestało jej zależeć na opini, która jest podstawą wszystkich związków na ziemi. Bo przestało jej zależeć na sobie, swym imieniu i swojej osobie. Dlatego stała się hien pożywką, bo zwątpiła w miłość i wspólną ich razem przyszłość. A potem to już było przesądzone, że on z nią zerwie, bo jest złą kandydatką na żonę.

piątek, 7 listopada 2014

Strach

Jak to się stało, że wyszłam z tego cało? Miazga ze mnie zostać miała, pewnie dziś bym tych słów nie pisała, gdybym w ostatniej chwili woli życia nie odzyskała. Umrzeć chciałam z jego powodu, czy ta myśl ciągle mnie śledzi, wciąż za mną chodzi? Czy jestem może przeklęta i walczą o mnie duchy rodem z piekła? Zło jest na świecie, jestem tego pewna, uważaj na rozpacz, bo wpadniesz w jego pęta. Zabawiał się diabeł zbyt długo moim ciałem, oddał mu przysługę Zbyszek, że ze mną romansował, potem się znudził, a teraz diabeł żąda za to mej głowy. Bo gdy nastąpił koniec, obiecałam diabłu mą duszę. Wtedy moje losy zostały przesądzone. Pamiętaj na drugi raz, że miłość to nie zabawa, a kobieta to nie lalka dmuchana. Pętla strachu się zacieśnia, bo on nie stanął w twojej obronie, odwrócił się i poszedł w swoją stronę. Jesteś znów sama i twoje życie stracone.

Analiza

Zawsze domu, męża, dzieci i rodziny chciałam, lecz zaufać, zatrzymać Cię nawet na chwilę nie umiałam. Może gdybym w dzieciństwie ojcowskiej miłości zaznała, gdyby nas na długie miesiące nie zostawiał, może, gdybym Ci, co wtedy czułam, opowiedziała. Ale jak opisać co czuje dorosła dziś kobieta, która skacze w przepaść, bo jej mąż będzie kolejnym mężczyzną, który nie będzie na nią czekał. I zostawi ją, bo jest mała, jeszcze dziecko i za długo trzeba czekać, by do samodzielnego życia dojrzała. Ale to można przyspieszyć, jeśli mężczyzna z oddali będzie jej dorastanie obserwować, na chleb dla niej podwójną stawkę zarabiać i się jeszcze trochę życiem cieszyć. A dziś wszystko na mnie spadło, czego się tak obawiałam. Znowu naga i bezbronna na zimnej obcej ziemi stoję, o siebie i Ciebie Zbyszku, o naszą przyszłość się boję. Na wygnanie, odosobnienie i męki samotności się skazałam, bo wizję tamtego rozstania ciągle przed oczami miałam. Czy to możliwe, żeby przed strachem bez ustanku uciekając, dostać cios, gdy się zmęczysz i zatrzymasz? Czy może ten ból tylko ciągle w sobie trzymasz, lecz nie pozwala go poczuć sztucznie wywoływana adrenalina?

Plan B

Mój plan na dziś: zarobić pieniądze i wrócić do domu jako z Bel Air książę. Potem pokręcę się po mieście, wpadnę do Zakopanego, z dołu zerknę na Trzy Korony i oglądnę tamtejszy pejzaż po Sylwestrze. Otworzę kiosk z gazetami, lub sklep z bielizną. I będę tęsknić za jednym góralem, który jest sam sobie sługą i panem. Nie uznaje żadnego zwierzchnictwa, politycznych gier, żyje, by jakoś żyć, aby przetrwać. I choć idziemy tą samą ścieżką, to jakże jesteśmy od siebie daleko. Egzystujemy na granicy emocjonalnej nędzy, ale czas pokaże, że kto silny, ten zwycięży.

czwartek, 6 listopada 2014

...lub nie

Jedno Jego spojrzenie i już wiem, że świata nie zmienię. Można wojować, zaprzeczać, cicho lub głośno protestować, można się całe życie przeciwko prawom natury buntować. Ale równie dobrze możemy się dziś kochać.

Wolność to nie słowa

Gdy dziś rano wstałam, po toalecie do kuchni się wybrałam. Nastawiam owsiankę i piję wody szklankę. Potem przed dom, gdzie stoi miseczka, nalewam kotu mleczka. Być może dziś też przyjdzie. Zobaczę. Poczekam. Ten jego pazur, dzika natura i kocia maniera. Z jednej strony fascynuje, z drugiej przeraża. Ach, jak dobrze mieć w nim przyjaciela. Wczoraj był tu, poznaję, zostawił ślady na piasku. Dziwne to stworzenie, kochane, lecz gdy je coś spłoszy potrafi być do granic nieokiełznane. Każdego dnia zostawiam mu na werandzie mleko i wybór, zdecyduje jak chce. Bo wolność to nie słowo, to ofiara, którą Chrystus złożył za nas.

środa, 5 listopada 2014

Virtualna materia

Zgadnij co teraz robię? No, dobrze, zgadłeś. Tak, znowu myślę o Tobie. Produkt moich myśli to nieskrywany podziw dla twej siły. Chciałabym, żebyś zobaczył efekty mojej umysłowej pracy. Może Cię to nawet zaskoczy, że mam wciąż niebieskie oczy. Gdy spoglądam na twą fotkę, robią się duże i słodkie. Pracuję szczególnie czule nad każdym twarzy szczegółem. Codziennie przy pomocy szkiełka i oczka zaglądam do twojego środka. Czasem czytam z twej twarzy, że cudne składasz wyrazy. I nigdy mnie to nie nudzi, gdy ktoś tak jak ty mocno wierzy w ludzi. Tylko czasem, gdy puszczasz do mnie oko, muszę uszczypnąć się w rękę mocno. By zrozumieć to, co ty wiesz i umiesz, zrozumieć, że jest to możliwe być tu, a jednocześnie gdzieś indziej, być z tobą i jednocześnie być singlem.

wtorek, 4 listopada 2014

Monolog wew. cd.

Ja się po prostu na literatkę nie nadaję. Wiersze źle interpretuję i uprawiam grafomanię. W końcu ze mną skończysz na wieki wieków amen, za te depresyjne stany.

Ja Cię kocham, nawet gdy...

Leżymy znów obok siebie. Odziani nagością. Spoglądasz z czułością, trzymasz mnie za rękę. Nie mówisz nic. Tylko jesteś. Przyglądam się naszym splecionym palcom.  Piszesz, że mnie nie chcesz. Wizja znika. Łzy to kapią, czy to deszcz był?

Początki bywają najtrudniejsze

Najpierw się w sobie zakochali, a potem wierszem, ustami miłość uprawiali. Ani wcześniej, ani później, tylko w trakcie, pomiędzy jedną, a drugą linijką do życia dojrzewali. Widowni nie szukali, na oklaski nie czekali zwyczajnie żyli i niczego nie planowali.

Przygody błędnego rycerza i jego giermka

Gdzie się życie roztrwoniłeś, w smutku, melancholii zatraciłeś, w tango ze śmiercią ruszyłeś. Kiedy stało się to widoczne, że słabością grzeszysz, do niego miłością.  Od kiedy to Don Kichot odnajduje sens i cel w życiu? Wydaje ci się, bo rośniesz. Nie porzucaj swoich ideałów, Dulcynea złagodnieje, odżyje, nie przerażaj się jednak, gdy znajdziesz ją w piekle nie w raju. Nie mów mi, że to walka z wiatrakami, wciąż na ciebie czekam tu na ziemi i wierzę, że kiedyś się spotkamy. Oczywiście, że to zrobisz, znów wstaniesz, otrzepiesz kurz z butów i ruszysz ze swym przybłędą w drogę. Ten idealista już nie raz ratował ci życie, wyprowadził z labiryntu pijaństwa, rozpusty i rozumie twe marzenia jawne i te ukryte. Przybądź po mnie, gdy będziesz gotowy, ze swą najdoskonalszą myślą i na ustach słowem. Lecz są miejsca, gdzie jesteśmy sami, w swej niby-walce z wiatrakami. Nie dam na nie zgody, chcę być z Tobą zawsze, w Twoim zwycięstwie i naszej porażce. I przyjmuję od losu wyzwanie, nie chcę być już niewidzialną Dulcyneą, proszę Cię, niech będę Sancho Pansem.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Nie!

Dlaczego chcesz mnie zatrzymać? Dajesz nadzieję, a później odpychasz. Zdobywasz, zaliczasz i zwyciężasz. Po co ci jeszcze moje życie? Dla bezpieczeństwa swego sumienia, posłuszeństwa, swej władzy nade mną dowiedzenia? Nie, Zbyszek!

Wyrok

Dlaczego wciąż szlochasz? Czy to prawda, że nadal go kochasz? Dlaczego nam to zrobili? W grupie byli silni. Psychologowie znają się na takich metodach, wystarczy tylko jeden, który głośniej krzyknie, reszta będzie z nim zgodna. Potem, gdy ciało zbrukane porzucą przy drodze, wszyscy zgodnie milczą, to był tylko solidarny odwet. Dziewczyna była sobie winna, naiwna i prostolinijna. Wysyłała zdjęcia, by wesprzeć duchowo swego księcia. Zdjęcia w celu ratunku wysłane, zostały przeciwko niej wykorzystane. Znała ryzyko swej swawoli, bała się o siebie, o niego, gdy ulegnie tamtych woli. Myślała, że zna jego metody, że działa sam, nie pod wpływem innych, choć to słaba linia obrony. Chciała tylko jego uwagi, zainteresowania, pokazując swe krągłości, liczyła, że to będzie dla niego oznaką czułości, wynagrodzeniem za brak fizycznej bliskości. Lecz jakże się pomyliła. To może działa w wolnym kraju, Ameryce, nie u nas, gdzie ciągle w kupie siła. Być może cała jej w tym wina, że wierzyła w jego kłamstwa, że je przez te wszystkie lata umiejętnie tłumaczyła. Może jestem temu winna, że na każde skinienie twe na gg czekałam, każdej wiadomości od ciebie w napięciu wypatrywałam. Może jestem temu winna, że traktowałam cię czasem jak syna, ale nie jestem winna, że cię zdradziłam. Może spalą mnie na stosie, a może dostanę za to tylko po nosie. Chętnie podetnę sobie żyły, bo świat dziś nie jest ani dobry, ani piękny, ani sprawiedliwy.

Proszę...

Pokochaj mnie teraz, nie jutro, nie za godzinę. Pokochaj mnie teraz nim mój czas minie. Przyjdź do mnie w nocy, chcę ci pokazać motyla, co kona, umrze o północy. Dotrzymaj mi towarzystwa, pokażę ci kwiaty, na które chcę patrzeć z zaświatów.  Pomóż mi pokonać ostatni odcinek drogi, bo czekałam na ciebie dekadę, a tu już dobiega 40-tka, to już nie czas na szukanie o własnych siłach miłości. Podaj mi proszę kilka białych proszków, dzieci, ani mnie nie chciałeś, czemu nic nie powiedziałeś? To moja ostatnia rola, kilka miesięcy, może lat czasu na znalezienie kandydata na męża i ojca, nie mam już sił grać jej do końca. Zaryzykuj swoje życie, może uratujesz tym mnie od śmierci, głodu i piekła, uratujesz moją wymierającą rodzinę?

niedziela, 2 listopada 2014

Magnetyzm

Zostały mi jeszcze wspomnienia. Dotyku warg, rąk, ciała drżenia. Duchowo wciąż blisko, ale rozdzieleni siłą ciążenia. Skóra nie pamięta już naszego połączenia, ale serce, jak w tej żołnierskiej piosence, zabrało z ojczyzny jakąś ulotność, słowo przypomnienia. Plecak pełen marzeń oraz faktów, z życia mego zdarzeń. Twarzy cała gama, od mamy i taty, przez Zbyszka, siostrę i brata. To może być historia polskiej sanitariuszki i nie tak młodego już dziś żołnierza z okolic Ludźmierza. Rozrzuceni na kilku tysiącach km przestrzeni, miłość uważając, za od życia bonus, przyciągają się siłą różnic, jak plus i minus.

sobota, 1 listopada 2014

Koszmar

Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Jest tylko w książkach w różowych okładkach i komedii romantycznej, w życiu jej nie znajdziecie. Wiersze piszą się o niej piękne, wzniosłe, pompatyczne, by czytelnika rozbawić, zasmucić i zachęcić ładnym charakterem pisma. Płaczemy do nieprzytomności, gdy Werter cierpi z miłości. Życzymy z całej siły, by pokonał przeszkody Tristan dla swej Izoldy. Myślimy co by to było, gdyby nam się to przytrafiło. Ale gdy odkładamy na bok przeczytaną książkę, nadal spoglądamy krytycznie na syna, brata czy siostrę. Nie ma i nie było sprawiedliwości, będzie dopiero, gdy w sercach wszystkich jej pragnienie zagości. A dziś mogę tylko żałować, że nie urodziłam się 8 lat później, żeby jego miłości móc skosztować. Lub, gdybym cię wcześniej niż ona w tłumie nieznajomych wypatrzyła, na ciebie przypadkiem bym wpadła lub nieroztropnie pantofelek zgubiła. Gdybyś mieszkał tylko koło mnie, wówczas przyszedłbyś z bucikiem nie do niej, lecz do mnie. I zostałbyś na herbatę, na wieczność, na mój zysk, a jej stratę. Ale w życiu nie ma sprawiedliwości, dlatego w moim nie ma miłości.

I chyba tylko tyle...

Gdy na końcu zapytają, czy kochałam? Odpowiem bez wahania: tak, raz jeden. Tylko okazać tego nie umiałam. Łez morze samotnie nad nami wylewałam. Cierpiałam, spałam. Spałam, cierpiałam.

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...