środa, 24 września 2014

Gdy jesteś przy mnie

Nie mogę mówić, nie mogę pisać. Gdy tak na mnie patrzysz, zapada cisza. Nie pytaj mnie, czym się zajmuję, czas w mej klepsydrze się wciąż przesypuje. Zakładam z góry, że z nim nie wygram, już widzę koniec i smutny finał. Te dzieci z ulicy chcę adoptować, urodzić własne, a potem razem, wspólnie z Tobą wychować. Założyć rodzinę, dom i szkołę. Poprawiać klasówki, wykonywać prace domowe. W polu kartofle zbierać, zmęczyć się, zasnąć, a rano znowu ruszyć w drogę. Wybrać drugiej połówki ponownie nie mogę. Decyzja podjęta? Tak, zapisałam dawno temu w kalendarzu. Ten natłok myśli. Kładę na twym ramieniu głowę.

czwartek, 18 września 2014

Baśń z tysiąca i jednej nocy

Zaczynają się domyślać, choć nie rozumieją ani trochę, co czuję. A może jest tylko jeden On. Chciałabym. Mógłbyś? Przyczyna jest na zew., poza czyimkolwiek zasięgiem. Tak jak wszyscy faceci, których w życiu kochałam. Może z Tobą było trochę inaczej, bo może Ciebie kochałam bardziej. Albo nie potrafię się wycofać, jestem arogancka. Wolałabym myśleć, że nasze spotkanie, to nie dzieło przypadku. A co jeśli tam w górze nic nie ma, a nasze przetrwanie zależy tylko od naszej woli? Uspokajasz mnie, a potem wkurzasz. A może to tylko myśli, na których nie warto się zatrzymywać. Czy to co piszesz jest tym wszystkim co czujesz? Aż tyle czujesz i do aż tylu kobiet? Masz aż tyle planów wobec nas wszystkich? Wszystkie mamy miejsce w twoim chaotycznym świecie baśni? Z każdą z nas spałeś? Jeśli chcesz mnie, musisz mówić prawdę. Więc mów, rozmawiaj ze mną. I jeśli mam spędzić z tobą życie, to przede wszystkim nie okłamuj mnie.

Bezdomność

Gdzie jest twój dom teraz, po tylu latach bez Niego? Był kiedyś piękną budowlą, pełną ludzi i marzeń. Ale ten dom runął. Na jego miejscu powstała twierdza warowna. Czasem nie ma go też wcale, wtedy staję się bezdomna. Bezkręgowa. Beznadziejna. Bezpłodna. Przypominam trochę smugę na szybie, którą gospodyni pospiesznie przetarła trochę powierzchownie. Nie zauważona przez nikogo, jednak jest. Widać ją, już, gdyby ktoś zechciał spojrzeć pod trochę innym kątem. Wystarczy lekko przechylić głowę. Można jednak przez lata udawać, że jej tam nie ma. Czasem przypominamy sobie o niej i co wtedy? Dalej udajemy, że wcale jej nie widać lub zirytowani przecieramy szybę w nadziei, że jednak nie zabierze nam wiele cennego czasu. Jak wyrzut sumienia, który dręczy ale nie powoduje, że się cokolwiek zmienia.

środa, 17 września 2014

Wczoraj...

Dzisiaj na wieś przyjechałam, przyjrzeć się górom z bliska zamierzałam. Zajrzeć pod strzechę, posłuchać chrabąszcza, cykanie którego me serce przejmuje, od smutnych myśli odciąga. Wyjmuję więc kartkę, długopis, na płocie przysiadam i w melodię owadów się wsłuchując, naprędce słowa układam. Ćśśi, ten chrabąszcz właśnie historię Tylmanowej opowiada. Ta kraina, kiedyś szczęściem pewną dziewczynę obdarowała. Swój spokój i urodę zdradzając, nadzieję na piękne życie w serce dziewczyny wlała i w sobie, nieszczęsną, do szaleństwa rozkochała. Lecz strach zaglądnął kochankom w oczy, gdyż ranek chłopaka w ramionach starszej dziewczyny zaskoczył. Cnoty życzliwemu góralowi Arkadia oddać już nie chciała. Spojrzał więc na dziewczynę, raz ostatni objął, czule pocałował i w dół rzeki pognał. W swym krótkim życiu zawsze lekkomyślnie postępował. Był zbyt niepewny siebie, za młody, więc rodzice przekonali, że źle wybrał i spotykać się obu zakazali. Porzucił więc, nieszczęsny, ukochaną, tylko w sekrecie jej zdjęcie zachował. Te kilka chwil uniesień za dar od Arkadii potraktował. O dziewczynie wszystkowiedzący rodzic zapomnieć kazał, góralki, dziewice protegował. Bardzo się starając w gust syna trafić w duchu powtarzała: z tą dziewką być w żadnym wypadku nie może, już moja w tym  głowa. A chłopak przebierał i tylko swej pięknej matce za siłę i urodę dziękował. I wciąż powtarzał mamy słowa: miłość nie będzie nigdy zasługą dziewczyny lecz uroku Arkadii - naszej szczęścia krainy. W niej pozostał, słowom rodzicielki, niczym przepowiedni mitycznej Kasandry wierzył i czeka do dziś dnia cierpliwie, aż Arkadia obietnicę swą spełni i szczęściem i miłością obdarzy. Czy słyszysz jej szept? "Zostań, Zbyszek, przy mnie! Tamta Cię zostawi, wykorzysta i będziesz żałował. Nie zapominaj nigdy, że tylko ja Cię naprawdę kocham!"

poniedziałek, 8 września 2014

To nie jest wierszyk o samotności

Wiersze piszę, gdy mam ciszę, kiedy własne myśli słyszę. Z tej radości, że wierzby szum, ptasie trele w ciszy słyszę, siadam w rogu i poezję sobie piszę. Lecz gdy się wszyscy przekrzykują i o wojnie debatują, kiedy słyszę dźwięk oręża, gdy w człowieku druga-zwierzęca natura zwycięża, ja zamykam drzwi, od "tych pól zbożem malowanych" odchodzę. Mów co chcesz, królom z drogi schodzę. Nie czuję się niczyim poddanym, jestem sama sobie sługą i Panem. Już bezdzietność mię nie uwiera, co tam, kamyk w bucie. Pal to sześć! Czekam aż stos problemów się uzbiera. Bo czegóż mi tu teraz więcej trzeba, kiedy pod dostatkiem ciszy, gdy dość mam chleba. Może Ciebie, by przerwać tę ciszę...Kołatkę zawiesiłam na drzwiach mego serca, jest z solidnej stali, gdy przyjdziesz, zastukasz, na pewno jej dźwięk usłyszę. Ćśśicho! Właśnie coś stuknęło. Ach, to tylko ta myśl, co zawsze, przysiadła mi właśnie na ramieniu i choć już wczesny ranek, dość chłodny, ona mnie otula, w ramiona bierze i sennie kołysze. Moja samotność. To ona przerywa w końcu ciszę.

wtorek, 2 września 2014

Więzienie

Rozkołysałeś mnie w rytm swych słów. Każdego dnia wsłuchując się w twój głos, stałam w strumieniu światła. Karmię się nim nadal. Wierzę w słowo, które mówi: nie samym chlebem żyje człowiek...Stałam się na nie tak wrażliwa, że daję się przekupić każdemu dźwiękowi ludzkiej mowy, każdej głosce i każdej sylabie. Każdy może mnie mieć, do tego tak niewiele potrzeba...Nie wystraszę się, nie cofnę pierwsza. Ale tej wyrazistości nie wybaczę Ci nigdy. Może, gdybyś był tępym osiłkiem...

poniedziałek, 1 września 2014

Dyscyplina

Nie jestem tak twarda, jak sądziłeś. Może będę więcej od siebie wymagać. Wymagaj też ty. Wybieram dyscyplinę, zamiast jej braku. Przeszłam trening survivalowy. Zdałam go. Choć od tamtego czasu boli mnie staw skokowy. Chciałabym odpuścić, nie zwracać na Ciebie uwagi. Ale jeszcze ciągle potrafię trajkotać, do momentu, aż ktoś nie powie czegoś na temat górali. Mogłoby to też nas spotkać? A może spotkało mnie? Może jestem wdową, mimo, że nie umarłeś. Może moim codziennym rytuałem stało się zakładanie czarnej sukni i czarnego welonu, zakrywanie twarzy przed światem. Mentalnego welonu. Pod nim ukrywam łzy, wstyd. Moja niecodzienna modlitwa, to ten kawałek przestrzeni. Ofiarowuję ją w intencji Bogu wiadomej. Na jałmużnę daję ćwierć mojego życia, które spędzę z tobą tutaj, przed komputerem. Zostało jeszcze ok 12-15 lat. Zostanie mi potem ok. 30 lat życia. Wtedy będę mogła już zdjąć welon. Odsłonić twarz. Łzy zamienić w radość, a wstyd w rozpustę. A może jestem po prostu starą babą.

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...