środa, 31 grudnia 2014

Miłość, choroba przenoszona drogą płciową

Znalazłeś mnie mój smutku, choć przecież się tak dobrze schowałam, odeszłam na palcach, po cichutku. Wyżłobiłeś ciemne plamy, na oczach białej damy. Znalazłeś mnie milczącą, wciąż w okno spoglądającą. Nie było już w nim rycerza, ani przyjaznego duchom człowieka. Rycerz był, lecz odjechał, przestraszył się ducha-człowieka.  Z początku duch był żyjący, a rycerz bardzo miły, gładził białą skórę, pieścił, zakochany nie czuł zapachu mogiły. Nazwał ją alabaster, mówiąc, że ta skóra ma w sobie szlachetny pierwiastek. Dotykał jej, pieścił, całował, lecz ona pozostawała wciąż biała, nie rozpalała jej jego uroda. Nieszczęsny nie mógł pojąć, że ona, jest zaczarowana, w śmierci tkwi szponach. I choć się w nim zakochała, to okazać mu tego nie umiała. Gdy pojął rycerz swą pomyłkę, oszalał i uciekł z krzykiem. Bo cóż mu po smętnej miłości, gdy on pragnie wieczności, gdy  na świecie tyle życia, młodości. Porzucił więc drętwą panienkę. W oknie dostrzegł jeszcze jej białą sukienkę. Lecz zabrał wraz z sobą jej smutek. Taki był  jego przygody finał i taki był śmiertelnej miłości skutek...

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Reanimacja

Reanimuje kobietę, której być może jest facetem. Pertraktuje z nią umowy, lecz wszystko kontroluje, nie traci dla niej głowy. Wie, że może zawiązać z nią związek, lecz wie też, jaki to obowiązek. Rozumie ją, jej problemy, zaakceptował jej wady, pokochał zalety. Ona wie, jakie ma szczęście lecz boi się mu o tym powiedzieć. Czeka zbyt długo. W końcu zaczyna się spowiadać, gadać, potem krzyczeć, złościć. A potem w stan depresji wpadać. On to zniósł dzielnie, stanął na wysokości zadania, zbyt wiele poświęcił. Teraz może szlocha, na pewno cierpi, bo wciąż kocha.

niedziela, 28 grudnia 2014

Panie, dobry jak chleb!

Opętanie może dziać się niezauważalnie. Zło wtedy w człowieka wstępuje, gdy on się boi. Szatan to czuje. Spokój i logika są najlepszą przed tym obroną, jak dotychczas. Ta jednak nie prowadzi przez róże, to droga po cierniach, o konary się wciąż potykasz, leje na ciebie deszcz, twoim światem wstrząsają burze. Na Hioba spada więcej niż na przeciętnego człowieka, lecz on sam twierdzi: wszystko czego się obawiasz, to na cię człowiecze czeka. Lecz on pokornie los swój przyjmuje, Boga obrażać nie próbuje. Odwracają się od niego także przyjaciele, bo Bóg jest miłosierny, nie zsyła na niewinnego człowieka aż tak wiele. I wtedy, gdy to wszystko Hiob z ufnością przyjmuje, Bóg błąd swój dostrzega i zwraca majątek, żonę, dzieci swemu pokornemu słudze. Potrzebny jesteś Hiobie, bym mogła przebrnąć przez swoją drogę przez mękę. Naucz mnie ufności i pokory, niech nie krzyczę na tego, kto jest dla mnie jak chleb dobry.

sobota, 27 grudnia 2014

Symbole papierowe, a może nie...

Te pragnienia, które są wewnątrz nie należą do mnie, przychodzą od Ciebie. Dlatego Ci o nich mówię, dlatego chcę, żebyś był zawsze blisko mnie. One wyciekają ze mnie nieoczekiwanie, czy patrzysz, czy nie. Są pierwiastkami z twoimi inicjałami. Symbol ZS, liczba atomowa 69. Czasem, gdy pomieszają się z innym pierwiastkiem zmieniają nazwę. Dam-to słodki karmelek, a Jan-to zazdrość, dwaj wrogowie, wielcy nieprzyjaciele. Wiecznie w konflikcie lecz działają razem, tak mogą osiągnąć wiele. Wprowadzają chaos i niepokój, ale rzadko biorą udział w walce, zazwyczaj stoją w cieniu, przyglądają się z boku. Dlatego się boję, że spotka mnie krzywda. I nie wiem, czy mogę wierzyć, nie wiem, czy potrafię zaufać. Obawiam się stać twoją ofiarą. Lecz lękam się jednocześnie, co się z nami stanie, jeśli nie sprostam twoim oczekiwaniom. I jak to będzie, gdy potencja się nagle aktualną stanie. Czemu w naszej grze, zawsze ci chodzi o papier, a ja mam kamień? Czemu chcesz zawsze zwyciężać mnie? Daj ci Boże, wygraj. Lecz zrozum, że mnie nie chodzi o to, by mieć. Chcę choć raz być. Z tobą, nie na papierze, tylko w życia prywatnej sferze. I może, daj Boże, będziemy leżeć i kreślić w powietrzu miłości symbole. Może będziemy opowiadać sobie jakieś historie, lekkie, wesołe, trochę smutne, mniej ubarwione, proste, lecz pogodne. A może miłość, to sposób na nudę. Może będzie dobrze...

piątek, 26 grudnia 2014

Kiedy mężczyzna kocha kobietę, to kobieta...

Powiedz, co o mnie myślisz. No dalej, nie zważaj na słowa. Helgo, ktoś ci doniósł, że wpełzłam do łóżka mężczyzny, by słodycz miłości smakować. Rzuć mi to w twarz, nie za plecami, bo to prawda, nie potwarz: jestem Jego kochanką, żyję bez praw i bez Boga. Lecz kocham i będę kochać. I nie zmienisz tego ani ty, ani moja siostra, ani nawet kościoła głowa.

czwartek, 25 grudnia 2014

Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego

Co robić, gdy przychodzi czas odchodzić? Jak się zachować? Gdzie podziać wzrok? Jak wydusić z siebie słowa? Obojętna to rzecz dla człowieka, który zawczasu rozmawia, pyta, lub też milczy, odpowiedzi szuka. Przygotuj się na najgorsze, lecz go nie czekaj, ani przed nim nie uciekaj. A czasem wystarczy odejść ale tylko trochę, na moment, by zrozumieć, jaką wybrali Ci przodkowie drogę. Upaść pod krzyżem i się podnieść. Św. Szymon dalej krzyż nieść Ci pomoże, twarz obetrze z potu św. Weronika. I tak ważnym jest kogoś kochać, respektować każdego człowieka. Gdy odszedłeś ja też stanęłam z boku i pojęłam moje tęsknoty, zlekceważone łzy. Miłość to nie zabawa w piaskownicy, to nie czcze obiecanki, mierne foty. Miłość to jakaś decyzja: kocham, więc nie oszukuję, nie kłamię, nie izoluję się od uczuć obiektu, lecz świadomie się do niego zbliżam. Włożyłeś wiele pracy, by wprowadzić nasz pociąg na właściwe tory. Nawet nie wiesz, jak ja się bałam, nad każdą decyzją dużo myślałam. Lecz tamtego dnia, gdy na dworcu twoją rękę ściskałam, coś do Ciebie na pożegnanie powiedziałam...Od razu słów wulgarnych pożałowałam...A potem się nad własną głupotą rozpłakałam.

środa, 24 grudnia 2014

Wigilia jest dla ludzi kochanych

Dziś Wigilia. Dla mnie to już kolejny dzień okazywania dobroci w zamian za...no tak, nie robię tego z miłości bliźniego, mówią. Płacą mi za to. Ale jestem zmęczona drugiego policzka nadstawianiem, za ręką w bólu trzymaniem, codziennym pacyfikowaniem. Czuję się z uczuć wyprana, smutna. Jestem jak gladiator, który płaci za swe życie krwią...innych. Jak więzień, który czeka na litość drugiego człowieka. Ale przecież każdy nowy dzień, to nowe wyzwanie. I mogę jeszcze być wolna. Tylko to mi zwlec się z łóżka jeszcze każe. Brzmi dość entuzjastycznie? Eech...Samą siebie oszukiwać, oj nieładnie, nieładnie...Ale spokojnie, zdążę, przed wieczorem się z wszystkim wyrobię. Uśmiechnę się do lustra, a ono przemówi ludzkim głosem do mnie. Lub może zaszczeka? Wszystko jest możliwe. Bo kiedy ja ostatnio spotkałam życzliwego człowieka? A może przemówi niczym Bóg: weź swoje łoże i idź! No więc idę, może nie pomiesza mi się wszystko w głowie i zamiast łóżko wziąć na plecy, na plecach się w nim nie położę...

wtorek, 23 grudnia 2014

Kim jesteś...

Jeszcze mała chwilka i powstanie słów kilka. Prosta to sprawa, dla Zbyszka, który w malowniczym miejscu mieszka. Jego dzika natura, ciągnie go ciągle po górach. Wsłuchuje się w tajemnicze głosy, dochodzące ze starej puszczy. Jeszcze nie rozumie, że te głosy dochodzą z jego szalonej duszy. Idzie w ślad za dźwiękiem, odważnie lecz czujnie, pewnie. Dopóki sytuację kontroluje, nie cofnie się, lęku nie poczuje. A, gdy nasyci się już gór potęgą, siada do komputera i pisze ze mną. Sprawia wrażenie całkiem zagubionego, poety z pokolenia werterowskiego. To znów przeraża determinacją, a czasem nawet arogancją. Lecz przyglądam mu się z ciekawością, bo jest mieszanką rycerza renesansowego i fauna mitycznego. Nie znałam nikogo takiego. Człowieka walecznego, surowego i jakże bogobojnego.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

To już święta, czy można o tym nie pamiętać?

To będzie krótka piłka: Cztery tygodnie i dni kilka. Nim kula ziemska obróci się razy 30-ści, ja znów będę spacerować po krakowskim przedmieściu. Odwiedzę może osób kilka, chorego wujka, może spotkam Zbyszka. Wszystko się ułoży, zobaczysz...muszę tylko przetrwać ten świąteczny czas. Mogła być choinka, śnieg, twój uśmiech od ucha do ucha i polska kuchnia domowa. Jest cierpienie, ból, mój smutek, czyjaś zazdrość i atmosfera grobowa. Są zakazane piosenki, szeptane przez sen marzenia, duże troski i małe spełnienia. I ktoś jest jeszcze, może jeszcze o tym nie wie, ale swoją wiarą we mnie, dokonał cudu, bo zwyciężył me nieszczęście.

niedziela, 21 grudnia 2014

Nirwana

Czasem bolą cię oczy, od wypatrywania drogi. Od walki z samą sobą, by ciągle iść do przodu. Nie zatrzymam się na moment, gdyż stracę z oczu cel. Choć on ciągle się oddala i na moje zmęczenie nie zważa. Był już prawie, prawie mój. Już trzymałam go za rękę, lecz zniknął jak za magicznym zaklęciem. Lub go sobie wymyśliłam, oczy tylko wypatrzyłam. Ach, ja głupia, w moje szczęście uwierzyłam. Znów go widzę, tam daleko widnieje horyzont. Jest bezkresny, tak jak moja do Niego miłość. A za nim mój cel - nicość.

sobota, 20 grudnia 2014

Życie, wzięte pod lupę

Zbliżają się święta, radują się chłopcy i dziewczęta. Lecz gdzieś tam za rogiem, czai się śmierć, ciemność, pustka i nie ma nadziei, że może przejdzie bokiem. Ktoś za miesiąc, ktoś za lat 20, inny za 50, jeden umiera wcześniej, drugi później. Może dzieje się to właśnie w tej sekundzie. Szybko jak myśl, szybciej niż dźwięk do uszu, a zapach do nozdrzy dociera. Jeden za drugim gdzieś daleko, lub tuż obok, rodzi się i umiera. I rozsypią się życia puzzle, których już nikt nie pozbiera.

Dziś są Twoje urodziny

Dziś są moje urodziny. Robię tylko słodkie miny. Przyjdą goście i prezenty, zrobię sobie dzisiaj święto. Ile lat to już minęło, odkąd dziecię się urodziło? 18, a może 25...Chociaż może to było 26...

piątek, 19 grudnia 2014

Szczęśliwym być

 Gdy czuję się młoda wchodzę nago do morza, by poczuć jak chłodzi mnie czysta woda. Obmywam twarz, dekolt i szyję, spoglądam w wody lustro, szczęśliwie żyję. Nie odwracam się, lecz wiem, że stoisz na brzegu, wpatrując się w dal, nie szukasz w tym sensu. A ja czuję się znów młoda i czasu mi na nic nie szkoda.. Zbliżam się powoli do Ciebie. Spotykam nieodgadnione spojrzenie zaledwie. Twoja silna sylwetka i świadomość, że czasu nie cofnę, przyszłości nie zmienię. Mamy tylko niebo nad nami, dech w piersiach i jakieś niejasne wspomnienie. Poszukujemy życia, lecz już po chwili znamy siebie. Wyciągam dłoń, płacisz 1 gr. wrzucam do morza, na szczęście. Bierzesz mnie na ręce, bo teraz należę już tylko do Ciebie.

czwartek, 18 grudnia 2014

I co mówicie!?

Mówili: "Marność nad marnościami i wszystko marność". Czy, gdyby byli tutaj, w tej chwili, też by się smucili i w murach klasztornych, wciąż w ascezie żyli? Jak opierali by się tezie, że wszystko dziś wolno i jeść, i pracować, i kochać, i żyć jak zwierzę...

środa, 17 grudnia 2014

Pół żatrem, czy serio?

Gdy czytam, jak pięknie do mnie piszesz, dłonią usta zakrywam i rękę z rozpaczy gryzę. Spoglądam w okno, na kratę i odwaga opuszcza mnie. Nazwij mnie tchórzem, krzycz na mnie, a potem wróć i przytul mnie. Tchnij we mnie nadziei promyk, że to życie ma ciąg dalszy, z dala od klatki, bliżej ciebie, w domu. Rozmawiaj ze mną otwarcie, nie mów po kryjomu, lub pół żartem. Spotkajmy się i spróbujmy sobie nawzajem pomóc. Umiesz to zrobić, jeszcze pamiętam, myślę o Tobie...Zbyszek!

wtorek, 16 grudnia 2014

Co jest po fizyce

Szepty nad ranem są tak piękne, tak kochane. Przemierzają mile, by spędzić w moim umyśle chwilę. Unoszą mnie nad ziemią, kręcą walce dumne, tańczą w rytm głuchej melodii kolorowe i lekkie niczym motyle. Spójrz, jest ich aż tyle. Przecierasz oczy, a to też jest prawdziwe. Życie nasze, w romantycznych słowach zawarte, na nadziei i wierze oparte. Tak czułe, pełne miłości, tak ulotne i metafizyczne.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Gorzka pigułka

Uważasz, że nic się nie stało. Że doszłaś do wszystkiego sama, że ciągle ci mało. A ja mam to czego chciałam, trzeba było nie usuwać dziecka. Zaledwie pomyślałam: przecież sama mnie do tego namawiałaś?!Dzisiaj mówisz, że ta robota mogła być źle przeprowadzona i że może jajniki niedrożne, może macica uszkodzona...Przemilczałam, że w Polsce karalne jest do aborcji namawianie i jej przeprowadzanie, a nie ten, na kim się ją dokona.Teraz sama dumę z macierzyństwa czujesz, a na mnie palcem pokazujesz i krzyczysz: to nie byłam ja, tylko ona! Mówisz o swojej ciężkiej nad zapłodnieniem pracy. Oj, siostro moja rodzona! Co ty wiesz o rozpaczy? Gdy drżenie, załamanie głosu usłyszałaś, szybko słów pożałowałaś. Coś tam tłumaczysz, że dzisiejsza technika wszystko może zdziałać. Czy teraz dopiero rozumiesz jak zostałam skrzywdzona? Czy  ty wiesz, że niechęć kobiet i mężczyzn na kilometr czuję.  Że życie mnie ominęło i od lat zamiast dumy i radości tylko gorycz czuję. Może, gdybym spotkała kogoś mądrego, kto mnie zrozumie. I może go nawet znalazłam, lecz we własnym roztrzepaniu, wciąż go gubię. Lecz to cię nie obchodzi, czujesz euforię, radość, glorię. Idziesz do kościoła, nawet zaczynasz się modlić. W świętość swej natury wierzysz, która sama się zapładnia i potomstwo produkuje. Piątą cnotą boską się już cechujesz: oddychanie, odżywianie, wydalanie, wzrost i rozmnażanie. Serdecznie gratuluję!

niedziela, 14 grudnia 2014

Wszystkie kobiet Cię kochają, za to, że ze mną zerwałeś

Czy wszystkim już zrobiłeś dobrze? Gdy zerwałeś ze mną, moja siostra zaszła w ciążę. Tak ją to podnieciło, że zrobiło jej się miło. Rywalizacja się skończyła. Wszystkim zrobiłeś już dobrze...zapominając o mnie.

sobota, 13 grudnia 2014

Wiem, że nie

Nauczyłam się ich na pamięć. Słowa, które nie ranią już mnie. Prawdę dobrze jest usłyszeć. Teraz nie czuję nic już. Jestem obojętna na cierpienie. Potem znów zawieszam umysł w ciszę. Ten wibrujący dźwięk jest tak nieprzyjemny. Ten mój Tinnitus przeklęty!

A to co mam

Wszystko się tam zaczyna, gdzie oczy są martwe, a wyobraźnia żywa. Bo umysł staje się czuły, gdzie smutek miesza się z bólem. Wszystko się wtedy zaczęło, gdy arogancja przestała udawać odwagę, a gnuśność, lenistwo - rozwagę. I wszystko stało się jasne, że jednak preferujesz kobiety przaśne.

piątek, 12 grudnia 2014

Barwa głosu

Teraz już nic nie wiem, co jest prawdą, a co nią nie jest. Jak do Ciebie dotrzeć, jak samej się na ciekawego człowieka otworzyć? Może masz rację, może lepiej nie teraz. Może rzeczywiście stójmy zawsze po środku, czekając, aż coś nas rozjedzie lub przyglądajmy się sobie z ukrycia, zachowując względny spokój. Bądźmy jak robak, leżący na plecach, machający bezradnie nogami i kręcący się na bok z boku. Komu są potrzebne marzenia: moje o tobie, twoje o mnie. Przyjmijmy zasadę, że tylko data i godzina się zmienia. Nie ufaj mnie, ja nie będę tobie. Niech będzie jak jest ani źle ani dobrze. Może, tylko, gdy przyjdzie słabości moment napiszesz do mnie i popłaczemy razem sobie. Zapłaczemy nad naszym losem, zapomnianymi twarzami, składanymi sobie kiedyś obietnicami i zapomnianym twoim głosem.

czwartek, 11 grudnia 2014

Bierz mnie!

Musisz wiedzieć, że tego naprawdę chcesz. Nie odkładać mnie na półkę "Przy Da-sie". To już nie ten wiek. A ty ciągle pytasz filozofów się: co jest dobrem, a co złem. Czy mnie kochasz, czy lubisz, czy podniecam cię? Aż w końcu stwierdzasz: po co mi ten seks? A czas ucieka, on nie czeka, biegnie, czy mnie dziś chcesz czy nie. Jutro będę już za stara, więc nie zastanawiaj więcej się. Działaj, samochód już odpalaj. No dalej, bierz mnie!

środa, 10 grudnia 2014

Ratuj się kto może

Gdy jesteś w moim śnie, nie przypominasz już siebie zupełnie. Podchodzę bliżej, by przytulić się, patrzę ci w oczy łagodnie, lecz w nich czai się zło, gniew. Zauważam trochę zbyt późno, że to nie ty, pomyliłam się. Ten, to dziki zwierz, który chce mnie zjeść. Przerażenie ogarnia mnie, słyszę swój krzyk, bo to ostatnie chwile, zwierz do skoku pręży się. Wtem, spada niczym z nieba, inny, znajomy, lecz nie oswojony zwierz. Tarmoszą się. Spadają na ziemię. Ja ze strachu ledwo drzewa trzymam się. Ten tygrys uratował mi życie. Zdążył odwrócić się, spojrzał dziko na mnie i ryknął "Uciekaj. Teraz masz wolną drogę. Ratuj się".

wtorek, 9 grudnia 2014

Wnioski

Przypominasz mi po co to robimy. Żeby świat ratować, własne szczęście poświęcamy. Mam 36, wkrótce 37 lat, od 3 lat pracuję na Zachodzie, 4 lata w kiosku, byłam w Irlandii, pracowałam w szpitalu i latami szukałam pracy. Od skończenia studiów, cały czas pracuję, szukam, zdobywam. Odkąd stałam się pełnoletnia przeżyłam tylko kilkanaście krótkich chwil w ramionach mężczyzny. Kilkanaście nocy na prawie 20 lat?! Prawie 20 lat nie miałam czasu na miłość. Ja już nie mam siły, moja zdolność do bycia matką umiera, Zbyszek! Kiedy umierasz, chcesz wiedzieć, że twoje życie nie było nadaremne. Myślisz, co powiedzą kiedyś o tobie, po twojej śmierci. A to, co robię teraz jest nieodwracalne, niewybaczalne. Chcę, żebyś wziął na siebie ciężar mojego macierzyństwa. Czy się zgadzasz być ojcem moich dzieci? Czy przyjmujesz moją propozycję?

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Granica bólu

Jak bardzo samotność rozsadza mnie dziś na kawałki. Usuwa chęć życia, likwiduje wolę walki. Jesteś w potrzebie? Masz dążenia, marzenia? Szukasz człowieka smutniejszego od siebie? Popatrz na mnie, a gwarantuję, że poczujesz się lepiej. Moje bezpłodne życie, popychana, mała, przygnieciona problemami, trupio blada. Jestem tą ręką, która poda herbatę, twojej schorowanej, starej matce. Jestem tym słowem, spełnioną obietnicą, pójścia z tobą na wojnę. Jestem tym 36-letnim  żołnierzem, ginącym w dniu swoich urodzin na froncie. Potem jestem już tylko spokojem, nudą, lecz mimo to pracującym mózgu zwojem. Bo w życiu liczą się zwycięstwa, nagrody. Przegrany odchodzi. Więc maszeruję, wytrzymuję zdziwione spojrzenie twoje. Myślisz, że nie widzę ulgi na twej twarzy, gdy decyduję się odejść? Nagle przytomnieję. Przypominam sobie, że muszę jeszcze coś zrobić. Zawracam. Idę pod prąd, mimo to, do przodu. Ktoś jest za mną, przede mną, po moim prawym i lewym boku. Biegnę do tego miejsca, gdzie się rozstaliśmy. Muszę Ci jeszcze to powiedzieć, czego wcześniej nie dałam rady. Że kocham, że stoimy na skraju przepaści. Nie wiem, czy potrafię spełnić twe marzenia, lecz dotrzymam zobowiązania, zostaję. A ty czekasz, tam gdzie zawsze się ze mną umawiałeś. Słuchasz. O wszystkim wiedziałeś. Nie, nigdy nie zapomniałeś. To prawda, ty też nie wiesz co się jeszcze wydarzy, ale jedno jest pewne: potrafisz przywrócić uśmiech na mej twarzy.

niedziela, 7 grudnia 2014

Czas pożegnań

Jak wygląda  po tamtej stronie świat? Kraina wiecznych zachodów słońca, złocistych plaż, już idę do niej. Zamykają mi się oczy, jeszcze trochę wytrzymam. Chcę spać. Zostały mi tylko te smutne ostatnie miesiące życia, potem przyjdzie strach. Myślisz, że gdy wyjeżdżasz, to zawsze wracasz? Lecz dojrzałość to nie poza, nie stan, a niezłomna wiara wiekuistym zasadom, z wielkim sercem dochowana. Dla niektórych ta wędrówka swój powrót do domu, do dawnych przyzwyczajeń, matki, dziewczyny ma, lecz dla mnie koniec wędrówki smutny finał oznacza. Biała łódź z żaglem już za moment odpływa. Już czas.

Wyścig szczurów

Popędzam czas, przyśpieszam. Myśli kołaczące się w głowie uciszam. Nie dogonię ich, to koniec, przegrywam. Dzieci, rodzina, dom, a w środku my z mnóstwem książek. I znowu ta natrętna myśl, że nie zdążę. Dziś zaledwie kocham Cię, mój Książę!

sobota, 6 grudnia 2014

Lekcja miłości

Naucz mnie miłości. Podziwiać Twoją duszę już umiem i umiem już czerpać ze źródła życia przyjemności. Chodzić swoją drogą, nie oglądając się za sobą. Uczysz mnie wzajemności w słowach, spojrzeniach z ukosa, gdy leżymy na sofie, a ty czytasz mi miłosne historie. Kiedy to robiłeś, nawet uwagi  nie zwróciłeś, jak twoje wargi zrobiły się gorące, od czytania z piersi drżącej. Gdy usłyszałeś łkanie, przerwałeś romansowanie. Spojrzałeś w końcu na mnie i pozwoliłeś ułożyć głowę na twe ramię. To była dla nas obojga pierwsza miłości lekcja. Przyjemna, słodko-gorzka, egzotyczna i jakże...bolesna.

piątek, 5 grudnia 2014

Przejścia

Przechodzę przez jezdnię. Nie rozglądam się na boki. Coś nadjeżdża. Panikuję. Zatrzymuję się na środku drogi. Przeprawiam się przez rzekę. Idę po wodzie, lecz nie potrafię być Bogiem. Zapadam się. Tonę. Przechodzę przez most zwodzony. Nie patrzę pod nogi, tylko podziwiam surowej przyrody widoki. Deski trzeszczą, pękają. Spadam. Na kawałku liny wiszę. Krzyczę. Wołam Cię: Zbyyyszek! Tylko echo w pustej dolinie odpowiada. Przechodzę przez gehennę, wyciągasz pomocną rękę. Czy jej dosięgnę? 

czwartek, 4 grudnia 2014

Topielica

Ból przychodzi z każdej strony, gdy już jesteś spokojny, znudzony, wyciszony. Znienacka uderza, wtedy, gdy się go przestajesz spodziewać. Tu nie biorą jeńców, strzelają w tył głowy, po wszystkim odwracają zimne oczy i zadają jeszcze dla pewności nożem ciosy. Po wszystkim wycierają w białą serwetkę ręce i odkładają broń na swoje miejsce. Wyrachowana gra pozorów, przy czym nikt nie jest pewien czy mord był potrzebny. Potem otwierasz swoje martwe oczy i patrzysz w niebo, tylko biała potargana koszula okrywa twoje sine ciało. Zimą jakiś flisak odkrywa Cię na dnie strumienia. Myśli: znałem ją kiedyś z widzenia. Rzuca  w toń czerwoną różę na do widzenia.

środa, 3 grudnia 2014

Prosta droga wiedzie do Ciebie

Są takie w życiu momenty, gdy oślepiony wchodzisz z rozpędu w zakręty. I popełniasz błąd za błędem. I myślisz, ale wciąż wynik wychodzi ujemny. Potem znowu próbujesz, wspinasz się na najwyższe szczyty, by spojrzeć na własne życie z góry. Lecz widzisz tylko ściany i mury, które oddzielają Cię od celu podróży. Dziękujesz Bogu za tę monetę, która wpada ci szczęśliwie w rękę. Śmierć uśmiecha się do nas często, gdy ktoś inny świętuje zwycięstwo. Ale los zachowaj dla siebie, zrealizuj, nie narzekaj, tylko dalej przyj przed siebie. A potem spojrzyj śmiało w oczy swoim wrogom i zostaw ich za sobą. Odwróć się od nieszczęść, złap go za rękę i dojrzyj w życiu świetlaną przyszłość. Dopiero wtedy otworzysz się na prawdę i miłość, i zaczniesz czerpać z niej przyjemność, gdy dasz się prowadzić w ciemno.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

A może byśmy tak...

Upycham Cię w głowie, byś nie mógł dojrzeć we mnie małej kobiety, co potrafi już smażyć kotlety. Zamykam Cię w sobie, byś nie mógł wyrosnąć z roli poety. Potrafię zakochać się w Tobie, gdy siedzisz obok mnie i prawisz komplementy. Przyjmuję je skromnie, choć właściwie to do mnie nie należą same zalety. Poeta z bujną głową i kobieta z dziewczęcą urodą postanowili kochać się ze sobą.

niedziela, 30 listopada 2014

Dom jest tam, gdzie porzuciłeś serce

Dziś mija 9 lat od naszego poznania. Oblewasz to kolejną przygodą, tak rozwiązujesz problem przemijania.  Dziś jednak i ten sposób zawodzi. Po wszystkim zakładasz maskę i do mnie przychodzisz, bym sprawę zakończyła, twój pulsujący jeszcze popęd ujarzmiła. Lecz ja uciekam się do książek, by zaspokoić żądze. I radośnie na twój widok świergoczę, że Cię kocham i miłości Cię nauczę. Ale ty nie po to przychodzisz, żeby czekać aż się w tobie miłość urodzi. Masz ochotę pomarudzić, na jałowy seks ponarzekać, trochę się powściekać, że wciąż na Ciebie czekam. Że jestem jak pies, suka, która przez Pana wyrzucona, wciąż nie może sobie znaleźć miejsca, innemu Panu zaufać i wciąż w pobliżu domu się błąka.

sobota, 29 listopada 2014

Czas po..

Dzisiaj jestem wszystkim, czego nigdy nie zabraknie. Smutnym spojrzeniem, ról odwróceniem, pustym do Dubaju przelotem, porzuconym psem lub kotem. Ale nie odwracam już twarzy, od tego co się wydarzy. Idę w nieznane i w to co pewne, przewidziane. Zaglądasz mi w oczy, mój losie niewidomy. Patrzę odważnie, bo nie wiem, co na jego dnie. Myślę. Dreszcz przeszywa nagle mnie. Wołam Cię, krzyczę; potrząśnij wreszcie mnie, niech się obudzę! Ale to nie sen. Wstaję, podnoszę głowę, chwytam brzęczącą monetę, ktora zostawiles na stoliku, na otarcie łez i wręczam przewoźnikowi, niech nie zostawia na przeciwległym brzegu mnie.

piątek, 28 listopada 2014

Idealista

Dlaczego Włosi wymyślili kanon piękności? Proporcje, owszem, można długo zachować. Ale jakim kosztem, przecież nikt nie jest wiecznie młody. Z wiekiem skóra zaczyna się marszczyć, zwijać, biust przestaje falować, talia traci linię, oczy blask, dieta sens, bo organizm przestaje pokarm przyjmować. Pojawia się starość. Jakże ciężko wtedy ją zaakceptować. Bo "piękno" to ideał, najdoskonalsze słowo, cybertechnologia, fotoshop, estetyczna medycyna, farmakologia, które potrafią zarówno kobietom, jak i mężczyznom zamieszać w głowach. I przyznaję szczerze, że w urodę swą nie wierzę i nie rozumiem męża, dla którego jestem piękna. Ale niech mu będzie, kto przystojniejszy ma rację, a silniejszy niech zwycięża!

czwartek, 27 listopada 2014

To męska rzecz...

Znowu się nad ojczyzną chmurzy. A przecież dopiero posprzątaliśmy po poprzedniej burzy. Popatrz, tam jeszcze leży resztka ludzkiej odzieży.  Chodź, zobacz, jeszcze się bieli, jak żagiel, chłopców, którzy odpłynęli. A pod nim honor. Uszanujmy go, bo została zaledwie odrobina, tego szlachetnego kruszywa. Schowam pod serce i nie zranię już więcej. Bo nie da się szczęścia kosztować, gdy nie można zaczynać od nowa. I zachowam się jak kobieta, po prostu będę czekać.

środa, 26 listopada 2014

Pewność

Chciałabym tylko musieć. Umrzeć i odprawiać pokutę. Ograniczyć swoje życie do trzech czynności: zachowania ciszy, ubóstwa i czystości. Wystarczyło by wtedy na chleb i wodę i na bilet w powrotną z piekła drogę. Być sobą. Bez płci, przekonań, narodowości, bez  ludzkich słabości. Ale zachować w sercu odwagę, do bronienia w innych, co w nich słabe. I chciałabym mieć wystarczającą pewność, że ten kto pisze, jest szczery ze mną. I że ma na imię...ciszej, niech nie usłyszy.

wtorek, 25 listopada 2014

W telegraficznym skrócie

Jeszcze jesień, a ty już zdejmujesz kalosze, zakładasz zgrzebny worek, siadasz obok mnie, udajesz fotel. Ja udaję stół, za którym snujemy naszą opowieść. Stoisz na szczycie, kiwasz na mnie palcem, ja już Cię nie przeproszę. Podchodząc pod górę, jeszcze Ci podziękuję. Zwisamy na krawędzi, wysuwają się z twoich moje dłonie. Nie puszczaj mnie, proszę!

poniedziałek, 24 listopada 2014

Nuda

Na dziś dzień mam już plan gotowy. Zajmę się pracą, zawalczę o swą przyszłość, siłą wygnam smutne myśli z głowy. Pomogę staruszce, podam śniadanie, każę jej śpiewać ze mną pod prysznicem "Kiedy ranne...". Usłużę tej zrzędliwej wdówce. Potem poczekam na Ciebie z obiadem, kolacją. Poczytam coś, coś odpiszę i po kilku zdaniach znów w krainę rozpaczy odjadę.

sobota, 22 listopada 2014

Czas nie jest niczyją własnością

Nie mogę zapomnieć o Tobie. Znajome spojrzenie, w oczach ten sam ogień. Odliczam do miliona nim zapytam, boję się, co odpowiesz. Lepiej marzeń na głos nie wypowiadać, można o nich szeptać, śnić, czasem spełniać, a potem wieczorami razem przy kominku siadać. Stopy o ciepłe kafle grzać, rozcierać sobie nawzajem dłonie. Góralską herbatą z prądem z parującego kubka się delektować, pragnieniom upust dać, ust Twych smakować, bliskością pod jednym kocem się rozkoszować. I opowiadać sobie tylko dobry, sprawiedliwy świat, w którym nie istnieje ani różnica wieku, odległość, ani czas.

czwartek, 20 listopada 2014

Kiedy szukasz właściwej drogi

Kiedy szukasz właściwej drogi, do Boga skieruj swe nogi. Od jakiegoś czasu już nie piszę, wierszy nie układam. Zdemaskowałam ciszę, z atomów szumu się składa. W bębny głośno uderza, bo wróg nieustannie od wschodu się skrada. Zajęłam pozycję w okopach i czekam na sygnał do ataku na wroga. Sprawdzam powtórnie oręże, mocniej ściskam na nim rękę. Wiara zabrania zabijać, każe kochać nawet wroga. Dlatego wyrzucam naboje. Odwracam się tyłem, odchodzę. Dezerteruję? Być może. Teraz czekam co się dalej wydarzy. Marzeń Bóg wojny nie spełnia, chyba że do śmierci dążysz, krew na rękach chcesz zobaczyć, o mordzie marzysz. Tak żyć i umrzeć nie chcę. Patrzę w Twoją stronę. Czy cud ujrzę? - Wołam - Uciekam się pod Twoją obronę. Panie, weź mię za żonę.

środa, 19 listopada 2014

Metafizyka

Nie jestem osobą o wybitnej inteligencji i o talentach np. kulinarnych lub pisarskich. Moją zaletą lub wadą, jak kto woli, jest wrażliwość, czasem nadwrażliwość. Wczorajszy dzień zaliczam do tych, w których otrzymuję dowody na istnienie sił  wyższych. Gdy 15-lat temu złamałam nogę było to na ostatnim stopniu schodów. Wczoraj również. Schodziłam po ciemku. Starsza osoba jest zazwyczaj oszczędna i nie chcąc jej denerwować staram się jak najmniej używać światła. Wcześniej czytałam coś, co zmartwiło mnie. Ukochany mężczyzna zdaje się odchodzić. Ale musiałam iść. Wstałam od komputera i zaczęłam schodzić. Już na początku zorientowałam się, że popełniłam błąd nie zapalając światła. Poczułam jakąś przemożną siłę, która nie pochodziła z zew. Pojawiły się myśli, jakby nakaz, że mam spaść ze schodów. Złapałam się mocno poręczy i postanowiłam walczyć. Szłam schodek po schodku i zdawało się ich nie być końca. I ciągle te myśli, "żeby to się  nie powtórzyło" ja modliłam się, aby nie złamać znów nogi, ale czego chciał ten głos w mojej głowie, o ile sobie go nie wyobraziłam? I na ostatni schodek noga nie trafiła, ześlizgnęła się, uderzając o podłogę. Poczułam ból. Dziś mogę chodzić, ból znacznie zmalał. Rano przyszedł list: Hans Petrutis, przyjaciel Helgi z Ostródy zmarł. To było ostrzeżenie, tylko kogo, przed kim?

wtorek, 18 listopada 2014

Ku chwale Ojczyzny!

Jedną nogę złamałam 15 lat temu w czterech miejscach z przemieszczeniem i tego skutki do dziś odczuwam. Jestem już kaleką do końca życia. Dziś skręciłam drugą nogę w kostce. Trzeciej nie mam. A przydałaby się. Inaczej odeślą mnie do domu. Ale mam przynajmniej wymówkę, że przegrywam.

Uśmiechy

Słowo, gdy z czynem się spotkało, to ono wtedy memu życiu sens nadało. Pamiętam tamten mroźny wieczór i poranek, który uczynił mię szczęśliwą, uleczył zadane przez innych rany. A tym wieczorem i dniem byłeś Ty mój Zbyszku kochany. I dzień zabrał mi Ciebie zostawiając pod absolutnym samotności panowaniem. Słowo na pożegnanie rzekłeś, że nie prędko się spotkamy. A potem przyszło szaleństwo, znów tylko w słowie swój sens umieściło. Dopuściłam je, o Boże, tak naiwnie w swoje łoże. Bo słowo, samo w sobie moc ma miałką, ono z czynem ma iść w parze. Marną zaletą pomysłowość i ambicja i w łóżku odwaga, jeśli męskość zawodzi, mądrość głupieje, a siła niedomaga. Tak to potem Bóg rozdzielił, noc i dzień, by nie grzeszyli. I wciąż sens życiu może być oddany, jeśli sobie obiecamy, że się kiedyś jeszcze spotkamy.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Loteria

Ten los nieświadomie wybrałam. Musiała go wyciągnąć jedna, spośród dwóch kobiet: ja lub mama. Z rozpaczą się we, własną ręką wyciągnięty, los wpatrywałam. Tak, płakałam. Serce upadające z jadącego autobusu oglądałam i niemo do oddalających się krzyczałam. Może dlatego wyjechałam, że męża i dzieci nie miałam, może też za słabo kochałam. Zostawiłam daleko za sobą odpowiedź na te pytania. Wgryza się więc we mnie to życie tutaj niczym lew, a ja jestem jak bezbronna łania. Powoli umieram, bo do tego życia byłam nieprzystosowana, a dla wcześniejszego jestem już martwa.

niedziela, 16 listopada 2014

Nikt nie ma prawa mnie zmniejszać

Przyszedł przypadkiem do małej kobiety. Nie zrozumiał  ani słowa, ani siebie. Niestety. Że pani łyżeczka uciekła przed kimś podobnym z Krakowa. Przydaje się czasem jednak męska głowa, żeby uświadomić sobie swój problem i poważnie go potraktować. Pani łyżeczka rośnie wtedy, gdy jest szanowana. Zbyt często jednak w swym życiu była poniżana. Od tej pory nie jada już zup, pije herbatę. Do niej nie jest za mała.

Pomóż, Panie

Pomóż Boże, moim drogom, by nie stały się czyjegoś szczęścia przeszkodą. Pomóż, Boże, moim słowom, by były godności ludzkiej obroną. Pomóż, Panie, moim dłoniom, by stały się Jego życia osłodą. Pomóż, Panie, mi w potrzebie, gdy przywiązuję się już tylko do samej siebie. Pomóż, Panie, mojemu dzisiaj, bym była zawsze w domu, gdy do drzwi miłość puka.

sobota, 15 listopada 2014

Ćśśiiichoo...

Nieładnie jest zazdrościć komuś szczęścia, walczyć o byt, egzystować na granicy nędzy. Niektórych  fascynuje wojna, choroby i śmierć. Czy wolno mi myśleć, że środek uświęca cel? Ani cel też nie uświęci środka, jeśli grzeszną jest droga do niego wiodąca. I przez nagość się wkraść do Jego serca to żadna zasługa, żadna świętość. Co więc może uczynić mnie jego? Prawda, mówisz, tylko, ona może wygnać demony i uczynić w twoim sercu niebo. Tylko ona często nie jest zbyt piękna ani już taka młoda, zgrzybiała raczej i pochylona. Usłysz ją, dobiega zewsząd z duszy i z otoczenia. To jest ten cichy szept strumienia. Jest nią szum drzew i mowa wilka, i kwiatów romantyczne słowa. Potrafi zakląć się w piosence, deszczu, czarnym wyszywanym kapeluszu, muszelce i białej sukience. Jest w kościele, gdy klęczysz i ślubujesz mężnie i w ławce drewnianej, gdzie łączycie dłonie wdzięcznie. Co nas przywiodło aż tutaj, kazało porzucić wszystko? Więc co jest prawdą jedyną, ulotną i kruchą? To ideał i do niego dążenie. To nasze senne marzenie, które strach wypowiedzieć, by nie przepadło w nicość. Śpij już...ćśśiicho

piątek, 14 listopada 2014

Kobieto, puchu marny

Jestem skazana na samotność, choć przecież, proszę Wysokiego Sądu, nie jestem niczemu winna. Kochałam szczerze i mocno lecz miłość do młodszego mężczyzny próby czasu  nie przeżyła. Może jedynie naiwnością zgrzeszyłam, wierząc, że urody nieprzeciętnej dwudziestolatek w pospolitej trzydziestoletniej kioskarce się zakocha. Lecz nie jestem winna rozwiązłości, zdemoralizowania jego niewinności, bo z tym chłopcem nie miałam żadnej styczności. Jedynie czemu jestem winna, to, że mu uwierzyłam. Ufałam, że ma z tym rację, że lepiej w domu siedzieć, a mąż sam się znajdzie. I siedziałam latami na internecie, tylko z nim raz na pół roku pisząc o seksie. On jest winien, że mnie przekonał, że w sercu mym demon zamieszkał i że wyrwać chce mi duszę i serce. Winien jest, że mnie przez tyle lat odwiedzał, gdy już w samotności swej słabłam i jakiś inny mężczyzna mnie potencjalnie za przyjaciela mógł mieć, on me marzenia o kochającym mężczyźnie na nowo wzniecał. On jest winien, że ustatkowanym mężczyznom uwierzył, że jestem prostytutką i trzeba się mnie strzec i o to zawsze podejrzewać. Jest winien, że pomylił miłość do obrony zasad i cnót, mądrości, męskiej solidarności, ze ślepym niszczeniem kobiecej seksualności, płodności i praw np. do błędów i naiwności. Czemu ciągle za to odpowiadam, że przed laty ktoś mną zmanipulował, mą dziewczęcość, dziewiczość zbrukał, kłam memu ascetycznemu życiu zadał? Ale nie jest winien moich samobójczych skłonności, bo pochodzi z miejsca, gdzie mieszkają rozwiązłe, proste kobiety, które nie mają świadomości własnych praw i godności. Dla których seks jest podstawową rozrywką i nie ma szacunku dla przysięgi, zobowiązań wobec innej kobiety, które mają świadomość tylko swej siły i są przekonane o jej wyższości nad słabością, starością. I nie będzie on winien mojej śmierci, bo nie jest kobietą, a to kobieta z jego otoczenia wtargnęła w jego życie i wyrzuciła mnie z jego życia przemocą. To kobiecie zależało na odsunięciu mnie od niego.  A ja bardzo zawiniłam, że w sieci kłamstw i internetowych masek pobłądziłam. Zawiniłam, że w świat bez reguł, zasad weszłam. Jestem winna, ze opacznie jego zainteresowanie zrozumiałam, sądząc, że za żonę mnie kiedyś weźmie, tylko wiara w Boga mu na spotkanie ze mną nie pozwala. Lecz nie przyznaję się do zdrady i nieuczciwości, bo ja swoją twarz pokazałam i niczego przed nikim nie ukrywałam, ruchów nie kalkulowałam, zachowań nie planowałam i przede wszystkim nigdy prawdziwej miłości i dobroci mężczyzny nie doznałam. Przyznaję się tylko do prostolinijności i samotnego odczuwania miłości, do depresji, że znowu znowu na świecie wygrywa prawo pięści. Może grzeszę brakiem kompetencji w leczeniu traumatycznych przeżyć, zrozumienia psychologicznej głębi i dalszej do pracy bez rezultatów chęci. Może też grzeszę, że się z perspektywy zmian cieszę. Ale przede wszystkim nie jestem winna, braku sumienności, braku dla starszego chorego człowieka wyrozumiałości, braku gotowości poświęcenia swojej godności, swoich praw do języka, posiadania rodziny i prywatnego życia, braku pracowitości.

czwartek, 13 listopada 2014

Po drugiej stronie tęczy

Po drugiej stronie tęczy jest ptaszek na uwięzi. Trzyma go wiedźma za nóżkę złotym łańcuszkiem. Ten ptaszek nie jest tylko ptaszkiem, a łańcuch nie jest łańcuchem. Symbolizują słowo, przesłanie, które nie może się wydostać na świat, choć do tego zostało powołane. Bo czasem milczenie oznacza niezgodę na zazdrość o szczęście, niezgodę na zadawane cierpienie. A ptaszek, jak człowiek, w swej miłości tak mały, że go prawie nie widać, dla swego obiektu uczuć stał się niewidzialnym. Bo po drugiej stronie tęczy jest też ptaszek i słucha smutnych treli ptaszka na uwięzi...

środa, 12 listopada 2014

Życie ze śmiercią

Czy coś można powiedzieć sfrustrowanej starej kobiecie? Kochać można mężczyznę lecz, gdy ona się o tym od kogoś dowie, zrobi z tej wiedzy użytek. Będzie Cię gnębić, prześladować, na twój temat plotkować i uderzać z tyłu, w plecy, gdy nie będziesz na cios gotowa. Być otoczonym nienawiścią i do życia niechęcią jest bardzo przykro, gdy ty chcesz jeszcze miłować, kogoś z wzajemnością kochać. Bo gdy miłość szepcze do ucha, nie wyprzesz się jej pójdziesz w ogień za nią, bo taka romantyczna jak moja dusza nauczona jest tylko głosu serca słuchać.

wtorek, 11 listopada 2014

Obserwacja w kierunku gnuśności, lenistwa i plotkarstwa

Oko stworzyciela znów na świat się otwiera i ze zdziwieniem po raz kolejny pyta: czy ta grzeszna miłość to kobieta? Bo mężczyzny zadaniem jest oddawać Bogu daninę i kochać do ostatniego tchu ojczyznę. A kto obroni kobietę, gdy wróg znienacka nadejdzie i dom twój zrabuje, gdy na polowaniu mąż będzie? Bo każda religia i epoka czczą innych bogów, a ludziom nie zawsze przyświeca pokój. Może kobietę Boże oświecisz, by miała oręż i do walki animusz. By się nie bała zostawać sama i by forteli różnych się imała. A dla zachowania własnego zdania, godności i prawa daj jej Panie wiarę, moc i szybkość w przestworzach fruwania. Niech się unosi niczym ptak w niebiosach i niech zdoła uciec, zanim ją złapie podły żołdak. I Bóg się nad nią zlitował i przemówił w te oto słowa: Nie stój bezczynnie w miejscu kobieto, lecz weź swoje łoże i idź, sama wiesz dokąd!

poniedziałek, 10 listopada 2014

Jako mąż i nie mąż

Lubię o Tobie myśleć, ze jestem pod Tobą. Zarządzasz mą duszą, mym ciałem, mą głową. Lubię taką zależność, hierarchię, podmiotowość. Gdy wydobywasz ze mnie prawdy, które nie są moją mocną stroną. Lubię sobie popłakać, oczyścić kanały łzowe. Szybko się do ludzi przekonuję, potem ich męczę, nagabuję, prześladuję. Ale to dlatego, że nie mam do roboty nic innego. Ach, jak ja Ci współczuję, znosić moje marudzenie. I przyznaję, że jako kochający mąż świetnie się spisujesz.

niedziela, 9 listopada 2014

Potencjał

Czy istnieje jakaś siła, która sprawi, że do Ciebie nie będę już wierszem mówiła? I czy zawsze będę już starsza, brzydsza i trochę dojrzalsza? Powiedz mi, czy kiedyś to zrobię? Zdejmę płaszcz po pracy i spokojnie usiądę przy Tobie? A potem pójdziemy na długi spacer, z twoim kotem lub z moim psem. I wtedy wyjmiesz spod pachy parasol, gdyż zacznie padać deszcz, gdy na moście tulił mnie będziesz. Bo teraz znamy już wszystkiego przyczynę i sens, lecz coś nam jeszcze stale każe wracać do siebie. Pewnie twoja góralska wola, bo raczej nie moja uroda. Trzeba widocznie w życiu smutki i radości, rozczarowania i miłości, wszystko dzielić na dwoje, doświadczać razem, by przeżyć to życie jak Pan Bóg przykazał.

sobota, 8 listopada 2014

Wszyscy Twoi święci

Dlaczego opieszałością grzeszysz i do żeniaczki się nie spieszysz? Nie mam wolnej siostry, koleżanki, ani ty brata, więc musimy my się ze sobą zeswatać. Lecz ty szukasz lepszych wrażeń, bo seks ze mną nie był jednak spełnieniem twoich marzeń. Czy już tak ci woda sodowa do głowy uderzyła, że stawiasz wyżej społeczny status, łatwe dziewczyny na wyspach ponad czekającą na ciebie kobietę, bo nie chcesz być przy niej w biedzie? Cenisz już nowsze znajomości, lepsze w łóżku, zdrowe, młode dziewczyny z internetu od brania za moją płodność odpowiedzialności? Odseparowałeś się ode mnie jakbym roznosiła epidemię. Mówisz, że już na stare śmieci nie wrócisz. Czy Cię kiedyś jeszcze matka zobaczy? To już tyle lat, a ja wciąż czekam i wciąż za Tobą płaczę. Wstyd ci przed kolegą, że masz romans ze starszą kobietą. I nagminnie mnie unikasz, bo nie chcesz słyszeć niewygodnych pytań. Nawet nie wiesz ile tracisz, że się nie chcesz spotkać. Bo czasem warto zejść z piedestału i to coś zobaczyć, zwłaszcza w oczach kobiety z najniższej klasy. I często dobrze jest przestać umywać ręce, od tego co na pewno będzie.

Imię róży

Nie muszę chyba dziś swojego samopoczucia opisywać. Nie przetrwam tego bez bólu. I jeszcze ta wszechogarniająca cisza, która rozwiązania podsuwa, beznadziejność sytuacji uświadamia, przeraża i dusi. Myślę, że rozumiem, że kobieta w takim stanie ducha, nie jest ci miła, ani przyjemna dla ucha. Płacz i smutek są bardzo męczące, potem nie mają na sex ochoty księżniczka i jej książę. I przechodzą obok tego do porządku dziennego, by po jakimś czasie stwierdzić, że już nic ich nie łączy i on chce się w tym przekonaniu utwierdzić. Zaczyna podejrzewać, że ona ma kochanka, ona, że on jej nienawidzi i dlatego chce, żeby pisała z jego kolegą. Dziwnie się to układa, on myśli, że ona go zdradza. Ona, że ten kto do niej pisze ma za zadanie zepsuć jej opinię, by potem jej ukochany, mógł odejść bez skrupułów do innej damy. A może praca przy chorym zniszczyła jej przetrwania wolę i robi te rzeczy świadomie, ukrywa, że wie, że to ukochany pisze do niej i nie chce się przyznać do tego, że słabnie i że sił już całkiem jej niedługo zabraknie, by walczyć o ich związek. Przestało jej zależeć na opini, która jest podstawą wszystkich związków na ziemi. Bo przestało jej zależeć na sobie, swym imieniu i swojej osobie. Dlatego stała się hien pożywką, bo zwątpiła w miłość i wspólną ich razem przyszłość. A potem to już było przesądzone, że on z nią zerwie, bo jest złą kandydatką na żonę.

piątek, 7 listopada 2014

Strach

Jak to się stało, że wyszłam z tego cało? Miazga ze mnie zostać miała, pewnie dziś bym tych słów nie pisała, gdybym w ostatniej chwili woli życia nie odzyskała. Umrzeć chciałam z jego powodu, czy ta myśl ciągle mnie śledzi, wciąż za mną chodzi? Czy jestem może przeklęta i walczą o mnie duchy rodem z piekła? Zło jest na świecie, jestem tego pewna, uważaj na rozpacz, bo wpadniesz w jego pęta. Zabawiał się diabeł zbyt długo moim ciałem, oddał mu przysługę Zbyszek, że ze mną romansował, potem się znudził, a teraz diabeł żąda za to mej głowy. Bo gdy nastąpił koniec, obiecałam diabłu mą duszę. Wtedy moje losy zostały przesądzone. Pamiętaj na drugi raz, że miłość to nie zabawa, a kobieta to nie lalka dmuchana. Pętla strachu się zacieśnia, bo on nie stanął w twojej obronie, odwrócił się i poszedł w swoją stronę. Jesteś znów sama i twoje życie stracone.

Analiza

Zawsze domu, męża, dzieci i rodziny chciałam, lecz zaufać, zatrzymać Cię nawet na chwilę nie umiałam. Może gdybym w dzieciństwie ojcowskiej miłości zaznała, gdyby nas na długie miesiące nie zostawiał, może, gdybym Ci, co wtedy czułam, opowiedziała. Ale jak opisać co czuje dorosła dziś kobieta, która skacze w przepaść, bo jej mąż będzie kolejnym mężczyzną, który nie będzie na nią czekał. I zostawi ją, bo jest mała, jeszcze dziecko i za długo trzeba czekać, by do samodzielnego życia dojrzała. Ale to można przyspieszyć, jeśli mężczyzna z oddali będzie jej dorastanie obserwować, na chleb dla niej podwójną stawkę zarabiać i się jeszcze trochę życiem cieszyć. A dziś wszystko na mnie spadło, czego się tak obawiałam. Znowu naga i bezbronna na zimnej obcej ziemi stoję, o siebie i Ciebie Zbyszku, o naszą przyszłość się boję. Na wygnanie, odosobnienie i męki samotności się skazałam, bo wizję tamtego rozstania ciągle przed oczami miałam. Czy to możliwe, żeby przed strachem bez ustanku uciekając, dostać cios, gdy się zmęczysz i zatrzymasz? Czy może ten ból tylko ciągle w sobie trzymasz, lecz nie pozwala go poczuć sztucznie wywoływana adrenalina?

Plan B

Mój plan na dziś: zarobić pieniądze i wrócić do domu jako z Bel Air książę. Potem pokręcę się po mieście, wpadnę do Zakopanego, z dołu zerknę na Trzy Korony i oglądnę tamtejszy pejzaż po Sylwestrze. Otworzę kiosk z gazetami, lub sklep z bielizną. I będę tęsknić za jednym góralem, który jest sam sobie sługą i panem. Nie uznaje żadnego zwierzchnictwa, politycznych gier, żyje, by jakoś żyć, aby przetrwać. I choć idziemy tą samą ścieżką, to jakże jesteśmy od siebie daleko. Egzystujemy na granicy emocjonalnej nędzy, ale czas pokaże, że kto silny, ten zwycięży.

czwartek, 6 listopada 2014

...lub nie

Jedno Jego spojrzenie i już wiem, że świata nie zmienię. Można wojować, zaprzeczać, cicho lub głośno protestować, można się całe życie przeciwko prawom natury buntować. Ale równie dobrze możemy się dziś kochać.

Wolność to nie słowa

Gdy dziś rano wstałam, po toalecie do kuchni się wybrałam. Nastawiam owsiankę i piję wody szklankę. Potem przed dom, gdzie stoi miseczka, nalewam kotu mleczka. Być może dziś też przyjdzie. Zobaczę. Poczekam. Ten jego pazur, dzika natura i kocia maniera. Z jednej strony fascynuje, z drugiej przeraża. Ach, jak dobrze mieć w nim przyjaciela. Wczoraj był tu, poznaję, zostawił ślady na piasku. Dziwne to stworzenie, kochane, lecz gdy je coś spłoszy potrafi być do granic nieokiełznane. Każdego dnia zostawiam mu na werandzie mleko i wybór, zdecyduje jak chce. Bo wolność to nie słowo, to ofiara, którą Chrystus złożył za nas.

środa, 5 listopada 2014

Virtualna materia

Zgadnij co teraz robię? No, dobrze, zgadłeś. Tak, znowu myślę o Tobie. Produkt moich myśli to nieskrywany podziw dla twej siły. Chciałabym, żebyś zobaczył efekty mojej umysłowej pracy. Może Cię to nawet zaskoczy, że mam wciąż niebieskie oczy. Gdy spoglądam na twą fotkę, robią się duże i słodkie. Pracuję szczególnie czule nad każdym twarzy szczegółem. Codziennie przy pomocy szkiełka i oczka zaglądam do twojego środka. Czasem czytam z twej twarzy, że cudne składasz wyrazy. I nigdy mnie to nie nudzi, gdy ktoś tak jak ty mocno wierzy w ludzi. Tylko czasem, gdy puszczasz do mnie oko, muszę uszczypnąć się w rękę mocno. By zrozumieć to, co ty wiesz i umiesz, zrozumieć, że jest to możliwe być tu, a jednocześnie gdzieś indziej, być z tobą i jednocześnie być singlem.

wtorek, 4 listopada 2014

Monolog wew. cd.

Ja się po prostu na literatkę nie nadaję. Wiersze źle interpretuję i uprawiam grafomanię. W końcu ze mną skończysz na wieki wieków amen, za te depresyjne stany.

Ja Cię kocham, nawet gdy...

Leżymy znów obok siebie. Odziani nagością. Spoglądasz z czułością, trzymasz mnie za rękę. Nie mówisz nic. Tylko jesteś. Przyglądam się naszym splecionym palcom.  Piszesz, że mnie nie chcesz. Wizja znika. Łzy to kapią, czy to deszcz był?

Początki bywają najtrudniejsze

Najpierw się w sobie zakochali, a potem wierszem, ustami miłość uprawiali. Ani wcześniej, ani później, tylko w trakcie, pomiędzy jedną, a drugą linijką do życia dojrzewali. Widowni nie szukali, na oklaski nie czekali zwyczajnie żyli i niczego nie planowali.

Przygody błędnego rycerza i jego giermka

Gdzie się życie roztrwoniłeś, w smutku, melancholii zatraciłeś, w tango ze śmiercią ruszyłeś. Kiedy stało się to widoczne, że słabością grzeszysz, do niego miłością.  Od kiedy to Don Kichot odnajduje sens i cel w życiu? Wydaje ci się, bo rośniesz. Nie porzucaj swoich ideałów, Dulcynea złagodnieje, odżyje, nie przerażaj się jednak, gdy znajdziesz ją w piekle nie w raju. Nie mów mi, że to walka z wiatrakami, wciąż na ciebie czekam tu na ziemi i wierzę, że kiedyś się spotkamy. Oczywiście, że to zrobisz, znów wstaniesz, otrzepiesz kurz z butów i ruszysz ze swym przybłędą w drogę. Ten idealista już nie raz ratował ci życie, wyprowadził z labiryntu pijaństwa, rozpusty i rozumie twe marzenia jawne i te ukryte. Przybądź po mnie, gdy będziesz gotowy, ze swą najdoskonalszą myślą i na ustach słowem. Lecz są miejsca, gdzie jesteśmy sami, w swej niby-walce z wiatrakami. Nie dam na nie zgody, chcę być z Tobą zawsze, w Twoim zwycięstwie i naszej porażce. I przyjmuję od losu wyzwanie, nie chcę być już niewidzialną Dulcyneą, proszę Cię, niech będę Sancho Pansem.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Nie!

Dlaczego chcesz mnie zatrzymać? Dajesz nadzieję, a później odpychasz. Zdobywasz, zaliczasz i zwyciężasz. Po co ci jeszcze moje życie? Dla bezpieczeństwa swego sumienia, posłuszeństwa, swej władzy nade mną dowiedzenia? Nie, Zbyszek!

Wyrok

Dlaczego wciąż szlochasz? Czy to prawda, że nadal go kochasz? Dlaczego nam to zrobili? W grupie byli silni. Psychologowie znają się na takich metodach, wystarczy tylko jeden, który głośniej krzyknie, reszta będzie z nim zgodna. Potem, gdy ciało zbrukane porzucą przy drodze, wszyscy zgodnie milczą, to był tylko solidarny odwet. Dziewczyna była sobie winna, naiwna i prostolinijna. Wysyłała zdjęcia, by wesprzeć duchowo swego księcia. Zdjęcia w celu ratunku wysłane, zostały przeciwko niej wykorzystane. Znała ryzyko swej swawoli, bała się o siebie, o niego, gdy ulegnie tamtych woli. Myślała, że zna jego metody, że działa sam, nie pod wpływem innych, choć to słaba linia obrony. Chciała tylko jego uwagi, zainteresowania, pokazując swe krągłości, liczyła, że to będzie dla niego oznaką czułości, wynagrodzeniem za brak fizycznej bliskości. Lecz jakże się pomyliła. To może działa w wolnym kraju, Ameryce, nie u nas, gdzie ciągle w kupie siła. Być może cała jej w tym wina, że wierzyła w jego kłamstwa, że je przez te wszystkie lata umiejętnie tłumaczyła. Może jestem temu winna, że na każde skinienie twe na gg czekałam, każdej wiadomości od ciebie w napięciu wypatrywałam. Może jestem temu winna, że traktowałam cię czasem jak syna, ale nie jestem winna, że cię zdradziłam. Może spalą mnie na stosie, a może dostanę za to tylko po nosie. Chętnie podetnę sobie żyły, bo świat dziś nie jest ani dobry, ani piękny, ani sprawiedliwy.

Proszę...

Pokochaj mnie teraz, nie jutro, nie za godzinę. Pokochaj mnie teraz nim mój czas minie. Przyjdź do mnie w nocy, chcę ci pokazać motyla, co kona, umrze o północy. Dotrzymaj mi towarzystwa, pokażę ci kwiaty, na które chcę patrzeć z zaświatów.  Pomóż mi pokonać ostatni odcinek drogi, bo czekałam na ciebie dekadę, a tu już dobiega 40-tka, to już nie czas na szukanie o własnych siłach miłości. Podaj mi proszę kilka białych proszków, dzieci, ani mnie nie chciałeś, czemu nic nie powiedziałeś? To moja ostatnia rola, kilka miesięcy, może lat czasu na znalezienie kandydata na męża i ojca, nie mam już sił grać jej do końca. Zaryzykuj swoje życie, może uratujesz tym mnie od śmierci, głodu i piekła, uratujesz moją wymierającą rodzinę?

niedziela, 2 listopada 2014

Magnetyzm

Zostały mi jeszcze wspomnienia. Dotyku warg, rąk, ciała drżenia. Duchowo wciąż blisko, ale rozdzieleni siłą ciążenia. Skóra nie pamięta już naszego połączenia, ale serce, jak w tej żołnierskiej piosence, zabrało z ojczyzny jakąś ulotność, słowo przypomnienia. Plecak pełen marzeń oraz faktów, z życia mego zdarzeń. Twarzy cała gama, od mamy i taty, przez Zbyszka, siostrę i brata. To może być historia polskiej sanitariuszki i nie tak młodego już dziś żołnierza z okolic Ludźmierza. Rozrzuceni na kilku tysiącach km przestrzeni, miłość uważając, za od życia bonus, przyciągają się siłą różnic, jak plus i minus.

sobota, 1 listopada 2014

Koszmar

Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Jest tylko w książkach w różowych okładkach i komedii romantycznej, w życiu jej nie znajdziecie. Wiersze piszą się o niej piękne, wzniosłe, pompatyczne, by czytelnika rozbawić, zasmucić i zachęcić ładnym charakterem pisma. Płaczemy do nieprzytomności, gdy Werter cierpi z miłości. Życzymy z całej siły, by pokonał przeszkody Tristan dla swej Izoldy. Myślimy co by to było, gdyby nam się to przytrafiło. Ale gdy odkładamy na bok przeczytaną książkę, nadal spoglądamy krytycznie na syna, brata czy siostrę. Nie ma i nie było sprawiedliwości, będzie dopiero, gdy w sercach wszystkich jej pragnienie zagości. A dziś mogę tylko żałować, że nie urodziłam się 8 lat później, żeby jego miłości móc skosztować. Lub, gdybym cię wcześniej niż ona w tłumie nieznajomych wypatrzyła, na ciebie przypadkiem bym wpadła lub nieroztropnie pantofelek zgubiła. Gdybyś mieszkał tylko koło mnie, wówczas przyszedłbyś z bucikiem nie do niej, lecz do mnie. I zostałbyś na herbatę, na wieczność, na mój zysk, a jej stratę. Ale w życiu nie ma sprawiedliwości, dlatego w moim nie ma miłości.

I chyba tylko tyle...

Gdy na końcu zapytają, czy kochałam? Odpowiem bez wahania: tak, raz jeden. Tylko okazać tego nie umiałam. Łez morze samotnie nad nami wylewałam. Cierpiałam, spałam. Spałam, cierpiałam.

piątek, 31 października 2014

Serce

Strach w mym sercu zagościł, ale nie ma w nim złości. Próbuję myśli poukładać, ale one uciekają, nie dają się złapać. Czasem tylko jakiś szept usłyszę, zatrzymuję się, wsłuchuję w ciszę. Spoglądam w pustkę, ona mnie woła, rozpacza, rozdziera na kawałki duszę, nie ma przed nią ucieczki, jest wszędzie dookoła. Słowa, które wczoraj raniły, zawisły w powietrzu, teraz opadają na mnie jak jesienny deszcz, nie zadają już bólu, choć uderzają z całej siły. Spływają po włosach, powiekach, policzkach, płyną na dekolt, sukienka jest po chwili przemoczona, nie została na niej nawet jedna sucha nitka. I gdy tak stoję zupełnie bezbronna, otwieram list i czytam powoli, potem raz jeszcze i znów od nowa. Opadam na kolana, wznoszę ręce do góry: Dziękuję, że jesteś. Pozwól Panie się kochać.

czwartek, 30 października 2014

O czym to ja chciałam...

Moja samotność ma deseń w kratkę. Spotykamy się zwykle całkiem przypadkiem. Wpadamy na siebie znienacka, ona łapie mnie za rękę i kładzie na łopatkach. Szczególnie jest frustrująca, gdy trwa zbyt długo i nie widać jej końca. Przypadkiem zniszczyła mi życie, nazywając to karmą, karą, ciosem z ukrycia. Bardzo jest przebiegła, stara, niemiła, gdy blisko podejdzie, chowa się, bym jej nie zauważyła. Potrzebuję do walki z nią rycerza, który ją już też poznał i ma odwagę się z nią zmierzyć. Trudne to będzie zadanie, pokonać ją i zakończyć me prześladowanie. Więc pytam jeszcze raz, kto w szranki z nią stanie? Senne jest dziś me wierszowanie...   

Ja czyli nikt

I co dalej? Gdzie następny przystanek? Jeśli i stąd  wyjadę, może się już nigdy nie odnajdę? Jak bardzo wiara w siebie pomaga. Jak bardzo mi jej brak. Dlatego moje marzenia są tylko listkiem na wietrze, który gna go wte i wewte. Jestem tylko przykładem upadku, dowodem na istnienie nędzy na świecie. Więc uważaj na słowa i czyny, bo to ty masz sprawić, by inni się przy tobie lepiej poczuli ze swoimi grzechami!

środa, 29 października 2014

Tęsknota

Naprędce zdanie składam, by Ci przypomnieć, że nie ma żadnego układu, jest tylko miłość sama. Czy także teraz zatryumfuje? Nie wiem. Czas pokaże, życie zweryfikuje. Czy zwycięży dziwna tęsknota, która gna nas w świat obcy, każe kopać, poszukuje pod ziemią złota? Wołanie w twym sercu ciągle nie ustaje. Dzikość, która tak często znać o sobie daje. Znam to uczucie, to zew natury w trzewiach pulsuje. Kiedyś może spokój poczujesz, ułożysz swe życie, dom wreszcie zbudujesz. Potem żona i dzieci gromada. Ćśśśii, nie odpowiadaj. Co było minęło. Achh, niech już przestanie ten depresyjny deszcz padać!

wtorek, 28 października 2014

Romans z przyjacielem

Romantyczny poeto z virtualnej układanki! Zabierz mnie ze sobą, do swej bajki. I uczyń nas prawdą tak wierną, że ubogą. Tak prostą, że aż mnogą. Bo te prawdy w życiu najważniejsze są zwykle ponad nami i fruwają jak ptaki z rozpiętymi skrzydłami. Wyobraźnią dziś je zwiemy, fantazją, świata panoramą i umysłem uważnym, plastcznym, wysublimowanym. Romantyczny poeto z vitualnej sieci! Pozwól, że na chwilę usiądę obok Ciebie, dopóki księżyc świeci. Spojrzyj na mnie przytomnie, muśnij me włosy i usiądź z powrotem w swym fotelu wygodnie. Zamknij oczy. I zaśnij przy mnie, zanim ranek nas w objęciach zaskoczy.

Twoja wiara mnie uzdrowiła

"Wstań, weź swoje łoże i idź." Odkąd poznałam Jego zaczął się proces mojego zdrowienia. Ale nic nie stało się z dnia na dzień. O nie! Tak pięknie jak w Biblii to nie było. Poznaliśmy się...Nie, nie. Ty wtargnąłeś jak burza w moje życie. Przewróciłeś je do góry nogami, niczym Jezus, kramy przed świątynią w dniu Paschy. Wyruszyłeś na świętą wojnę. Pokazałeś czym jest wiara, nadzieja i miłość. Udowodniłeś, że zawsze jest sens, by o siebie walczyć. Romantyczny Dżihad. Mężczyzna o twarzy muzułmańskiego terrorysty, umyśle angielskiego noblisty i sercu himalajskiego mnicha. Hartujesz mnie już od dawna, na twardego zawodnika, choć nie jestem z żadnego cennego kruszywa. Stal ze stalą się hartuje, a człowieka człowiek wychowuje. Tą zasadą się kierując, w chwili słabości mi nie ustępujesz. No więc zgnuśnieć nie próbuję.

Czy byłam szczęśliwa?

 Urodziłam się w rodzinie niezbyt zamożnej, więc z marszu bez perspektyw. Długo wierzyłam, że je mam. Idealizowałam pojęcie "talentu", wierząc, że on jest najcenniejszy w życiu i droższy od pieniędzy. Byłam bardzo pilnym, ambitnym dzieckiem. Kiedy inny spędzali czas z rówieśnikami, ja siedziałam nad książkami. Potem przyszedł wiek dojrzewania. Wiek inicjacji seksualnej. Echh. Niczego nie przeżyłam, bo mój ojciec postanowił stać na straży mojej cnoty. Przeżyłam co najwyżej kilka nieudanych inicjacji alkoholowych, które kończyły się katastrofą w domu. Bicie, potem kary od jedzenia suchego chleba z wodą przez 1 tydz., klęczenia przez kilka godzin, do naturalnie zakazu jakiegokolwiek wyjścia i kontaktu z rówieśnikami. Ojciec był szczęśliwy. Udało mu się ustrzec mojej cnoty, ale jakim kosztem. Wpadliśmy wszyscy w nerwicę. Baliśmy się ojca przez wiele lat. Myślę, że do dziś dnia się go boimy. Potem próby bycia szczęśliwym choć na chwilę, kilka chwil. W LO stałam się bardzo atrakcyjna. Miałam biust większy od koleżanek i nie brzydką buzię, figurę zgrabną. Mój ojciec wpadał w coraz większy szał, gdy koledzy przychodzili do domu. Po kilkudziesięciu nieudanych próbach poderwania mnie, strach przed ojcem działał jak elektrowstrząsy, odchodzili. Ojciec był szczęśliwy. Jedzeniem  rozładowywałam napięcie. Seksualne też. Alkohol też gwarantował taki luz. Raz w tyg. obowiązkowe wyjście. Ale bez wielkich szaleństw. Ojciec trzymał nad wszystkim kontrolę, niewielkie podejrzenie o kontakt z chłopakiem skutkował karami i biciem. Więc wyjechałam do Niemiec jako opiekunka do dzieci. Zawiesiłam studia, pod pretekstem wyjazdu w celach naukowo-integracyjnych. Było jeszcze gorzej, zazdrość kobiety o podstarzałego męża. Wróciłam. Złamałam nogę na grillu i kazałam sobie nastawiać, w efekcie połamano mi w czterech miejscach. Leżąc samotnie w łóżku przez kilka miesięcy przytyłam 10 kg. Więc, gdy po długiej rehabilitacji wróciłam do żywych nie zostało już zbyt wielu adoratorów ani przyjaciół. Ojciec odetchnął. Ale zaczął szydzić z mojej tuszy. Mama zawsze trochę broniła, ale bez przekonania.Wszyscy chcieli być szczęśliwi, trudno kogokolwiek za to winić. Ale spośród tak wielkiego grona przyjaciół nie został nikt. Poza rodzicami. Koledzy znaleźli inne, ładniejsze, zgrabniejsze kandydatki na żony. Koleżanki z obawy o moją z przeszłości atrakcyjność i dawne zainteresowanie chłopaków zerwały ze mną kontakty. Postanowiłam skupić się na nauce. Uszczęśliwić kogoś, nauczycieli-przygotowaniem do zajęć, mamę i tatę-zaprzestaniem biegania po nocnych dyskotekach i klubach. Skończyłam studia. Zaczęło się mozolne poszukiwanie pracy. Postanowiłam pracować zgodnie z własnym wykształceniem. Po dwóch latach bezskutecznego szukania, poddałam się. Nikt nie chciał dzielić się ze mną swoim szczęściem i zatrudnić kolejną absolwentkę. Roznosząc ulotki znacznie schudłam. Nieoczekiwanie zaczęli się mną interesować chłopcy. Oczywiście mój rocznik był już dawno zajęty własną rodziną, więc byli to sporo młodsi faceci. Traktowałam ich jednak zawsze jak młodszych braci, nie umiałam inaczej. Raniło to ich. Odchodzili. Więc nadal byłam sama. Ale miałam kilka przelotnych romansów z młodszymi. Był też ktoś rozwiedziony i ktoś w moim wieku. Co później okazało się być błędem, bo to przez tych, w moim mniemaniu dojrzałych mężczyzn, wpadłam w spore kłopoty. I życie zweryfikowało, że wiek, z emocjonalną dojrzałością nie ma nic wspólnego. Ojciec wyłączył się z pilnowania mnie, bo nie było przez lata takiej potrzeby. To był kolejny błąd, bo ja się przyzwyczaiłam, że ktoś za mnie decyduje. Alkohol, duża ilość wypitego alkoholu, raz w knajpie, w której pracował pewien "były" mojej siostry, potem u koleżanki picie jakiegoś baardzo mocnego alkoholu i niezaplanowany seks z facetem od niej z osiedla. Aż tu, bach! Wpadka! I to na samym początku życia seksualnego, zaledwie po 3-4 razie. Szybka, nie do końca przemyślana decyzja. Aborcja! Znowu chciałam zadowolić wszystkich. Ta grzeczna dziewczynka we mnie, zawsze mnie wpędza w kłopoty. Nikt nie chciał mi pomóc, faceci chcieli realizować się zawodowo, lub zdobywać następne dziewczyny. W końcu jeden, który ze mną spał, robił karierę jako manager w knajpie, w której mnie wyrwał, drugi miał żonę i dzieci, a trzeci był zwykłym gangsterem i pijakiem z osiedla.. Ja była tylko niewygodnym świadkiem ich zdemoralizowania. "Odetnij głowę węża, a nie będzie ci już zagrażał." Ten żonaty i blokers wystarczyło, że zmienili nr tel. Manager proponował inne rozwiązanie, kosztowne. Musiałam szybko podjąć jakieś kroki, wobec wiszącego nade mną miecza Demoklesa. Tylko z jednym miałam kontakt, a on rzucił na stół 2 stówy i wyszedł. Więc zgodziłam się na wszystko. Zapożyczyłam, bo nie chciałam wciągać innych w skomplikowaną procedurę badań DNA, szukać tatusia. Oszczędzić wszystkim nerwów. Za to zgotowałam sobie samej piekło, już do końca życia. Okaleczyłam się po raz drugi. Ale oni zyskali wolność i nową szansę na życie, udowodnili swe racje i wielkość. A więc czy byłam kiedykolwiek w życiu szczęśliwa? Nie. Do tamtej chwili nie byłam szczęśliwa. A czy innych swoim życiem uczyniłam szczęśliwymi? Chyba mają się wszyscy ci mężczyźni dobrze, łącznie z moim tatą.

poniedziałek, 27 października 2014

Zadania z filozofii II

Zanim Egipcjan Bóg wpuszcza do nieba zadaje 3 pytania: Czy byłeś szczęśliwy w swoim życiu? Czy swoim życiem kogoś uszczęśliwiłeś? Co zrobiłeś, żeby naprawić błędy, które wyrządziłeś swoim bliźnim?

Zadania z filozofii

Chcę spotkać jeszcze uczciwego człowieka na mej drodze. Dopóki się to nie stanie nie spocznę.
Zobaczyć coś monumentalnego. V
Pocałować faceta na świecie najprzystojniejszego.V
Zajrzeć do studni.
Śmiać się do łez. V
Zjeść lody o nieprzyzwoitej porze. V
Okiełznać dzikość Zbyszka.
Po wszystkim umrzeć.

niedziela, 26 października 2014

Czy to jest przyjaźń...

Miłość przejawia się w bohaterskim czynie. Kiedy rzeki nie raz, nie dwa, lecz milion razy przepływasz i góry pokonujesz w jej imię. Gdy na myśl o nim nie jedno, lecz pięknych słów lawina nieprzerwanie płynie. Ale miłość jest też wtedy, gdy wszyscy odchodzą lecz nie ten jedyny. Bo jak kochać, to do końca. Stać przy nim twardo nawet, gdy przemija jego uroda. I nie ważne czy to już królestwa upadają, czy zaledwie zmienia się pogoda. I wiedz, że gdy przez niego szlochasz, to najwyższa pora wyjść za mąż, bo łzy, nie śmiech są drogowskazem do tego, kogo kochasz.

sobota, 25 października 2014

Nie...

Nie widzę, nie słyszę, przykładów nie przytaczam. Twe życie niech płynie, moje niech ze zbocza się stacza. Co straciłam tylko powiedz, niech to wreszcie usłyszę, skoro była wola twa taka. Krzyk zduszę, rozpaczy nie wykrzyczę. Wsłuchuję się jednak w ciszę. Po roku wybaczam. Wiem, że to koniec, początek i klapa.

Fałsz

Nie mam dziś weny, słyszę tylko serca bicie, szum krwi w żyłach, adrenalinę, stres. Kobiety uderzają z ukrycia, najczęściej wbijają nóż w plecy. Uważaj więc, nigdy nie odwracaj do kobiety tyłem się. Po pierwszym razie płaczą, siedzą w mroku same i długo zastanawiają się. Skąd ta cudza krew na rękach? Jak zatuszować zbrodnię? A potem to już tylko kolejna zdrada lub śmierć. Bo te kobiety nie potrafią śpiewać, z ich ust tylko żmii syk może wydobyć się  .

piątek, 24 października 2014

Grzeczna dziewczynka

Możliwe, że wiem i od początku świadomie to czynię, co czynię. Może zawsze problemy, myśli, pragnienia z kimś skonfrontować chcę. Może też podejrzewam o zbyt wiele Cię, a może jednak nie. Teraz jeszcze tych problemów jest więcej. Przypaliłam wodę, wykipiałam mleko, z jednej marchewki znów obiadu z czterech dań nie ugotuję. Szumy uszne i ten z internetu facet, który tylko zabawić się chce. Jak ich odróżnić, po czym poznać, że to... Co? Znowu Zbyszek? Prowadzi ze mną psychologiczną grę. Każde z nas chce wygrać i zdobyć jak największą przewagę. Dziś wychodzi jednak, że to ja zdradzam, choć tego nigdy nie robię. To absurd! Udowodnić swej niewinności nie mogę, moje słowo przeciw ich trzem. Słowa osoby zgwałconej, przez mężczyzn stręczonej - dla facetów dziwki - nie są nic warte. Jednak jest coś, o czym ostatnio myślę, co mi jeszcze pozostało, a czego mężczyźni, życie nie zabrało: podnieść głowę wysoko, a potem odejść, lub umrzeć. To zawsze mogę. Wtedy dopiero świat o nas, kobietach, anonimowych świadkach życia mężczyzn, dowiaduje się. Gdy za późno już jest.

czwartek, 23 października 2014

En fase

Nieciekawe jest życie samo w sobie. Lecz inaczej, gdy mówisz moje, twoje. Chcesz o nie walczyć, to znów poddajesz się. Bo, gdy walczysz za wszystko, to poddajesz się inaczej, bardziej teatralnie. A gdy nie walczysz o nic, to walkowerem oddajesz grę. Lecz gdybyś raz zawalczył o nas, raz jeden spróbował walki o marzenia moje, twoje, nasze, to nawet gdyby przyszło ci umrzeć, obiecuje, ze przelałbyś w imię tego krew. Ja nie umiem o Zbyszku myśleć źle, mogłabym nie myśleć wcale, to też jakieś wyjście. Lecz zdaje się, że przegrywam już od dawna, że żyję marzeniem o Tobie. I może popełniam ciężki grzech, zapominając o bożym świecie i siedząc godzinami przy Tobie na internecie. Może płacę zbyt wysoką cenę, za to, że kocham Cię. Jestem sama i w przyszłości też będę, bo czekam, aż powiesz to mnie (a nie swojej obecnej dziewczynie), że to koniec, tak po prostu aż do bólu uczciwie.

środa, 22 października 2014

Mimo to

Wiem jak to jest, gdy nieuleczalnie chorujesz od urodzenia. Na samotność. Brak ojca. Brak jego wzorca. Nieodwracalną utratę więzi. Całkowitą niechęć za mąż wychodzenia. Na pewno wiesz jak to jest, gdy gwałt ktoś podnosi, wiesz, jak to jest nie znosić z mężczyzną zbliżenia. I ciągle rozumiesz, że zbudowany mur dla Ciebie może i runie, ale po kolejnej nieudanej poznania się próbie, kolejnej twojej miłości, wyżej niż kiedykolwiek mógłbyś ty, czy inny mężczyzna przeskoczyć, od nowa mur się wznosi. I mimo że, nie mam siły nawet kogoś szukać, a ty nie chcesz mnie znaleźć, to wciąż jesteś o potencję innych zazdrosny.

wtorek, 21 października 2014

Z bólu

Gdy pada deszcz, moja prawa noga się do tańca rwie. Lewa leży wzdłuż łóżka i czeka aż zmorzy mnie sen. Ciało mnie nie słucha, bunt na pokładzie. Ktoś szepcze do ucha, gwiżdże i zagłusza myśli spokojne. Kiedy ból wzmaga się - odpływam, frunę, śnię. Byle dalej od niego, ma słabość prowadzi na manowce mnie. Daleko już jestem i ciągle oddalam się. Już płakać nie mogę, cierpienie stępiło emocje. Ten ból jest jak papier ścierny moich uczuć do Ciebie. Ratuj swą duszę, uciekaj, za rogiem znajdziesz swe szczęście, łap je. Niech już ktoś to życie zdusi, niech już żalu i wstydu nie cierpię.

Wybory

Byłam już na dnie, gdy traciłam grunt pod nogami, pracę, dom, rodzinę, gdy straciłam Ciebie. Byłam już raz na dnie, kiedy odbić jak się nie było, gdyż nogi maiłam sparaliżowane. Gdy byłam na popularności szczycie, przyszedł do mnie szatan, zaproponował czystą, zyskowną grę: "Daj uwieźć mi się, a ja się wszystkim zajmę.""Przyszedłeś w samą porę, bo ja właśnie nudzę się. Po kręgach siedmiu oprowadź, klucz do piekła bram wyrzuć, niech nikt nie znajdzie mnie."I tak oto zło sama wybrałam, nie wahając się.  I tak oto schodzenie na dno się rozpoczęło, bo to co swym wzrokiem widziałam było tylko pozorne i mylne. I wszystko, co złego się stało, nie urosło i nie zmalało, a było tylko niedojrzałym czynem. Lecz usłyszał Bóg me błaganie: "Niech co się stało, się znów odstanie". I zawołał do mnie z wysoka: "Nie bądź smutna, gdy Syn mój się znów narodzi, swą maleńką rączką cierpienia twe złagodzi, samotność zabierze. Tamtemu mężczyźnie, przez którego tu jesteś, wkrótce się dziecię urodzi. Mimo to, nie rób więcej tego, czego kobiecie się nie godzi. Zaadoptuj cudze."

niedziela, 19 października 2014

Ach, te wyjazdy

To co się złego wydarzyło, nie może się więcej zdarzyć. Lecz dopóki mam odwagę, wybieram miłość, która zmyje smutek z twojej twarzy. A teraz wokół wszystko znika, ten proces już trwa i nikt go nie zatrzyma. Ty znasz mój sekret i jego cenę, wiesz, że to podwójne odchodzenie. Można to zrobić cicho lub szumnie, można zapominać w gniewnie i po winie. I można błąd popełnić, pusty, żałosny, lecz życie uczy nas wybaczać. A nad swą głupotą trzeba czasem popłakać. I wierzę, że jeszcze spróbujemy się dogadać. A potem, kto wie, może spróbujemy gdzieś, np. do Wiednia, razem pojechać. Praca nas też tam czeka!

sobota, 18 października 2014

Kocha, lubi, szanuje

Lubię zapach liści, niedorzeczne wiersze, piosenki, tańczące motyle, rozbite o tej porze roku kieliszki. Lubię na śniadanie wieloziarniste musli, a na kolację zielone koszulki. Lubię niebieskie kwiaty na pościeli i sny o białej sali. Lubię latającego w powietrzu przyjaciela, słotę, szum deszczu na dworze. Lubię psy i koty i twoje Zbyszku pieszczoty.

Pomiędzy wierszami

Sen przynosi ukojenie, twój spokój i sen, to najpiękniejsze marzeń spełnienie? Lecz spokój jest domeną stojących z boku, a ty masz być mojego życia częścią. Nie do twarzy mi w czerwieni, bądź więc fajerwerkami, kolorową tęczą. Zajęciem nie na chwilę lecz zabawą przez całe życie. Jeśli nie przytulisz dziś, to jutro mogę zrobić jakąś głupotę. Opanować się przy tobie nie potrafię, za to ty na ukrywanie przede mną uczuć opracowałeś patent. Może dostaniesz kiedyś w dziedzinie literatury lub psychologii nobla, bo ja naprawdę, mam na twoim punkcie hopla. Mówisz, że nic do mnie czujesz, lecz, gdy płaczę-współczujesz i martwisz się, gdy samobójstwo z rozpaczy, że Cię nigdy więcej nie zobaczę, planuję. Może jeszcze to nie miłość, może tylko romantycznego mężczyzny psota? Może nic między nami nie będzie, a może przyjdzie jednak ochota?

piątek, 17 października 2014

Szatanie!

Byłeś każdej wojny beznamiętnym obserwatorem, nawet krótko za plecami przywódców stałeś, słowa kluczowe do uszu wlewałeś. Wygłaszać puste słowa pomagałeś, chorą wyobraźnię ludzi nakręcałeś. W góry ludzi zapraszałeś, gdy śnieg i niebezpieczne lawiny zasypaniem grożą. Wszystko sobie dobrze przemyślałeś, gdy Zbyszka do mnie zachęcałeś. Psychicznie jedną usuniętą ciążą dręczoną, w pięknym, młodym chłopaku zakochać się pozwoliłeś, bo wiedziałeś, że jego odejście, będzie tą ostatnią kroplą goryczy mego smutnego życia przepełnioną. Tak, tego właśnie chciałeś. Moje nędzne życie sobie upodobałeś? Bierz, jeśli potrafisz, sznur już wieszam na szyi, chcesz jeszcze przed śmiercią mój strach zobaczyć? Przyjrzyj mi się ten ostatni raz dobrze, bo żyć nie potrafiłam, za to umrę godnie.

Wypadki chodzą po ludziach

Przez przypadek nie stał się cud. Przez przypadek, nikt nic nie zrobił, choć mógł. Przez przypadek Oliwier Martinez rzucił Kylie Minogue, gdy miała raka, po latach Hally Berry, myślisz, że uroda jego aż taka? Przez przypadek brat zabił brata. Przez przypadek, ktoś wszedł pod pociąg, spadł z mostu, rzucił się z wieżowca.  Przez przypadek horda Polaków zapędziła kobietę do kabiny gazu. Przez przypadek wśród nich byłeś, kazali wcisnąć przycisk, szybko to zrobiłeś, nie poczułam bólu od razu. Przez przypadek może życie sobie już ułożyłeś zawczasu? Potem żałobną szatę założyłeś. Przez przypadek Jezusa na śmierć skazali, ubiczowali i na drogę cierniową posłali. Przez przypadek w tłumie tym też byłeś, najgłośniej krzyczałeś, by ukrzyżowali.

czwartek, 16 października 2014

Na Błoniach

W tym rzecz, żeby pośród tylu pięknych twarzy, tę jedyną wypatrzeć, wybrać i ją tylko uczuciem obdarzyć. A potem z zawiłości życia swe członki wyplątać, na chwilę rozprostować, dłoń wyciągniętą mocno złapać i trzymać tak, aż do świata końca. W szerokość geograficzną ramion twych się znów zaplątać i temperaturę związku wieczorami językiem mierzyć, na rozkładanym siedzeniu samochodu zasnąć nad ranem i w twe obietnice wierzyć, że nie obudzisz mnie przed wschodem słońca.

Biegnij

Wyobraźnia znów płata mi figle, czuję twą obecność, śpię jak w malignie. Spoglądam w dal i słyszę dźwięki, nie dochodzą z oddali, lecz z mojej głębi. Wczytuję się w twoje słowa i pasja Maryji będzie po kilku szczególnych zdaniach gotowa. Nie przychodzisz do mnie w szacie księcia Zbyszka, pięknego falującego demona, lecz żebraka, prostaka, pospolitego człowieczka. Rozpoznaję w słów tonie, nie formie, zatroskanie, nieme błaganie. Czy ty również cierpisz? Mimo to odchodzisz, tyczysz naszego losu dalsze ścieżki. Słowa takie jak "żegnaj" są  piękne, czarowne, bolesne, wieczne i kosztowne. Bo są wyrokiem śmierci.

środa, 15 października 2014

Jeszcze mam wybór

Jak się przełamać i powiedzieć komuś prawdę? Rozpłakać się w autobusie, czy jeszcze poczekać te parę przystanków i zrobić to, gdy nikt nie będzie widział? Siedzenie i czekanie w kolejce nasuwa znów te same myśli. Świat młodości i piękna, znów przypomina, że nie ma dla mnie miejsca w nim, że nie pasuję do niego. Nie jestem dość dobra. Brzydota i starość nie sprzedaje się dobrze, nie ma po niej kaca, nie rekompensuje strat, nie zabiera strachu. Przeżyć jeszcze te 40 lat, a potem umrzeć nagle, samotnie? A ktoś znajdzie mnie po tygodniu, kiedy ciało zacznie się rozkładać i smród będzie wyczuwalny na klatce schodowej? Fryzjerka młoda, chyba mnie obserwowała, może coś się domyśliła. Zaczyna nagle mówić o młodych dziewczynach, koleżankach ze szkoły fryzjerskiej, które nie są fryzjerkami, bo brzydzą się golić mężczyzn, tłustych włosów klientek, siwych, rzadkich. Nie pracują. Czy na tym polega to wszystko, życie? Mieć wybór , aby otoczyć się magią, zachłysnąć się życiem, oddać się rozkoszy, rozpuście. Brak dziś ludziom piątej klepki, odrobiny empatii, odwagi. Dotarło do mnie z całą siłą nędza, w jakiej jestem, beznadziejność, moja brzydota. Kiedy patrzę na jego zdjęcie, człowieka tak pięknego, to wiem, że nie obejdzie się bez łez i tragicznego zakończenia. Widocznie taki koniec miał nastąpić. Chcę się rozpłynąć w rozpaczy, pogrążyć w bólu, nicości, zamknąć w sobie i nigdy nie wyjść do świata.

Niech tradycji stanie się zadość

Rozmowa z siostrą wczoraj strąciła moją miłość do Zbyszka z piedestału. Co zostanie, jeśli odrzeć mnie ze złudzeń, czy lepiej jest gdy widzą mnie stojącą nagą, bezradną pośród tłumu żądnych sensacji gapiów? Tak, to im poprawia nastrój. Patrzeć na moje cierpienie. Śmiać się w twarz, że szczytem naiwności i głupoty było  wierzyć przez kilka lat komuś poznanemu na gg. To tylko forma zabicia czasu, nieistotna zupełnie. Mężczyźni wszyscy wolą młodsze, tacy są, taka jest tradycja. Zostaw ludziom ich tradycje. I dziś czytam znów o młodszej Czeszce. A teraz jestem sama ze swoim bólem. Czeszka zyskała mężczyznę, którego ja ukształtowałam. Kurwa Mać!!

wtorek, 14 października 2014

A szatan znów zdaje się tryumfować

Dlaczego tak jest, że jak zrobisz coś dobrego, to nikt tego nie zauważa, zgrabnie pomija w dyskusjach, politycznych debatach, czy wyklucza ze środowiska jako zbyt nudnego. Lecz gdy człowiek zbłądzi, popełni małą głupotę, lub wielki grzech nagle znajduje się tylu oskarżycieli, sędziów i katów w jednej osobie. Katechizm katolicki mówi, że jeżeli popełniamy grzech będąc pod presją, lub gdy jesteśmy przymuszani do czegoś, np. manipulacja jest formą przymusu, to nie jest to grzech. To prawda zawiniłam, zawiniłam, że pomyliłam Zbyszka z tymi wszystkimi piszącymi do mnie facetami. Ale nie jestem winna zdrady Zbyszka. Bo przecież zawsze pisał ze mną przedstawiając się jako jakiś X, nigdy nie powiedział swojego prawdziwego imienia. Nawet pamiętam wspólnego Sylwestra, gdy ktoś zwrócił się do niego może "Damian", a za chwilę "Adam". A na moje zdziwienie, że przecież to Zbyszek, zaśmiali się tylko (Zbyszek też) i odpowiedzieli "tak, tak, Zbyszek". Poza tym on jest ode mnie 7 lat młodszy, piękniejszy i zdrowy, o wiele bardziej ludzki, romantyczny i 100 razy przystojniejszy od wszystkich piszących do mnie. Nie zamieniłabym nigdy w życiu takiego faceta na namiastkę męskości. No i skoro czekałam na niego wiernie przez 8 lat, to nie jest możliwym, bym nagle po latach przestała go kochać. Przecież nic mi nie zrobił. Po prostu szatan jak zwykle tryumfuje, szuka ładnych dusz do swego piekielnego zastępu. Chce zniszczyć świętość...potencjalnie moglibyśmy przecież wziąć ślub. A skoro tyle nagle nieszczęść na nas spada, to pewnie jeszcze się okaże, że mogę mieć dzieci, bo nigdy nie stosowałam żadnych pigułek antykoncepcyjnych, a seks uprawiałam tylko kilka razy w życiu i bez zabezpieczenia. No, gdyby nie aborcja, to byłabym prawie pewna, że mogę mieć z powodzeniem mnóstwo dzieci. Dziś wiem, że decyzje, które przychodzą nam w życiu zbyt łatwo, powinny budzić naszą czujność. Czyli ok, zgoda, mam bagaż doświadczeń. Ach, ale przecież nie uprawiałam seksu już 8 lat. Moje ciało jeszcze nie zna Zbyszka i nie wytworzyły się żadne przeciwciała, jak u par z większym stażem współżycia, którzy po latach nie chcenia i zabezpieczania się, żeby nie-mieć dzieci, nagle chcą mieć dzieci, lecz już nie przychodzi to tak łatwo z powodów psychologicznych i fizjologicznych. Jeszcze te ciągle powracające myśli samobójcze. Rzeczywiście iście szatańskie myśli mi do głowy przychodzą. A jakie przychodzą Zbyszkowi? Może jest w tych murach? Może mieszka w górach?

Piasek w wierszach

Nieważne, co tam na swych plecach dźwigasz, jak ciężki i dziurawy worek kurczowo w rękach ściskasz. Droga twoja prosta i piaszczysta, nie popełnisz błędu, jeśli zwyczajnie skręcisz, w tę ścieżkę, która jest ci bardziej bliska. A gdy już będziesz pewien, że chcesz tego, ja sobie pójdę spokojnie w ślad za tobą. Gdzie będziesz to sprawa oczywista, twoje rozsypane wiersze wyznaczą mi trasę. Schylę się nad każdą kartką, piasek spomiędzy starannych liter wytrzepię i zdania, niczym urok z twej twarzy, z namaszczeniem sczytam. I nie odejdę dopóki mi nie powiesz, że wszystko co złe minęło i że zmienisz o nas zdanie z czasem.

poniedziałek, 13 października 2014

Czy ja kocham?

Drżenie rąk, palpitacje serca, kiedy na mnie patrzysz, do mnie piszesz, czy się uśmiechasz są tak silne, że nawet najmocniejsza kawa, ani szklanka wódki nie pomaga. Więc nawet nie próbuję, weekendy spędzam sama. Sen, ani pływanie, czy wycieczka w góry, morderczy trening, nawet najpiękniejsza suknia ślubna niczym jest wobec perspektywy przez 30 sek. twojej twarzy zobaczenia. Nawet bardzo dobry wynik dzisiejszej cytologii, I grupa, którą ostatnio jako 20 latka miałam, mnie tak już nie zadowala, jak od Ciebie dwa całujące się emotionki, które mi wysłałeś z rana. Czy Ci zresztą wczoraj swej prawdziwej twarzy nie pokazałam, gdy mówiłeś, że już ze mną więcej nigdy niczego nie przeżyjesz? Odejściem na niby groziłeś, ale płakać na serio pozwoliłeś. Jeszcze mnie nigdy w nieszczęściu nie zostawiłeś, choć nie ty mnie wstydem okryłeś. Małej drogi mojej towarzyszem byłeś, za rękę jak dziecko we mgle prowadziłeś. Chcę dobra twojego, nauczę się też języka angielskiego i tanimi liniami polecę, pokażesz mi tego Big Bema słynnego. A jeśli będziesz w Bristolu okolicy, to mam tam dalekich krewnych, pomogliby mi znaleźć pracę w hotelu, jak widzisz potrafię ją znaleźć wszędzie, a choćby i na ulicy. Och kolego, doprowadzasz w mym życiu do przełomu kolejnego. 

Teoria ewolucjonizmu

Jak ja Go kocham, a on o tym nie wie. Wprost trudno uwierzyć, że nie znamy siebie. I niby w piekle, a jednak w niebie. Raz na wozie, to znów pod wozem. Pierwszy raz kochaliśmy się u mnie, drugi u Ciebie, a trzeci w hostelu "Pod zielonym jaworem". Robimy to w słońcu, przy świetle księżyca. Pojadę do Ciebie stopem. Nie! Krzyczysz. Jeszcze nie dorosłaś do ze mną współżycia. Mam już 36 lat. A do mnie 100 km. Od poniedziałku 1500, a potem jeszcze więcej, zresztą, co to za różnica? To tylko najprostsza arytmetyka, nic z niej nie wynika. Wiem, czego się boisz, że katolicką religię zepsuła jedna mała książka, teoria Darwina. Może ja się boję bardziej, lecz tego się nie dowiesz. Ach, co tam, niech kościół upada, dopóki nam zależy na sobie.  Pomieszaj z moimi swoje geny, przynajmniej piękne dzieci pozostawimy kiedyś po sobie. Naucz mnie czym jest miłość, sex, metafizyka. Odkurzmy wyświechtane słowo "uczciwość", a potem znajdziemy wybaczającego spowiednika. On naszą miłość w imię Boże pobłogosławi i może wtedy w końcu świat nas w spokoju zostawi.

niedziela, 12 października 2014

Zostań na zawsze

Idziemy razem, choć osobno, patrzymy sobie w oczy, nazbyt chłodno. Napinasz mięśnie, bliźniaczy bracie i jesteś tuż obok, choć nie ma Cię. I potępiam tę walkę pomiędzy braćmi, mieszają się zmysły, wracają lęki i szalone pomysły. Ona albo ja. Ja czy onaa?! I zazdrość, tak bardzo zielona. Twój brat, a moja siostra i broń w mej dłoni we własną głowę wymierzona. Przypomnij mi jeszcze raz swe imię, mój bracie. Już kocham cię, kocham, już bardziej nie da się. Podchodzisz powoli, broń wyjmujesz z mej dłoni, wkładasz w nią różę i cicho odchodzisz. Zostań na noc, kolację. Niczego dziś już nie przełknę. Na zawsze...Twą skruchę uwzględnię.

Niekończąca się historia

"Wieczność istnieje, jestem pewna, że wszystko jest możliwe, dopóki jesteś przy mnie."Mówiłam. Wczoraj, tydzień temu, miesiąc i rok byłeś przy mnie, a ja słuchałam twoich opowieści. Przyjęłam je za fakt, nie słowa. Mówiłeś o rzeczach tak pięknych, ideach, podziwialiśmy ich odbicie na ścianie naszej jaskini i byliśmy szczęśliwi, bo wierzyliśmy, że to jedyne miejsce na ziemi. Jednak pewnego dnia przyszedł do jaskini szatan, pod postacią pięknej Czeszki i pokazał nowe lądy. Wyśmiał naszą naiwność, pokazał ci moją ułomność, starość, marność. I czar prysnął. Nagle dostrzegłeś to ze zdwojoną siłą, jak bardzo się różnimy. Zobaczyłeś w miejsce pięknej wróżki, starzejącą się wiedźmę, z powykrzywianymi rękoma, obwisłą, pomarszczoną skórą, przerzedzonymi włosami, która już tylko z trudem może zapewnić ci potomstwo. Czeszka pięknie wzbudziła w nas strach, a on podpowiadał resztę. Rozbudzona pod wpływem adrenaliny wyobraźnia podsuwała nam coraz straszniejsze obrazy. Tobie, mnie za 40 i 50 lat, mnie obraz kalekich dzieci, które mogę w tym wieku urodzić. Spojrzałeś jeszcze raz na nią, i oczarowała cię jej zmysłowość, siła. Lecz ja mam dar widzenia ludzkich myśli. Widząc twoje, spuściłam wzrok i zamilkłam. Poddałam się. Ty nie wiedziałeś jak zareagować. Nauczony w kryzysowych sytuacjach kierować się rozumem, logicznie wybrałeś silniejszą z nas i odszedłeś. Kiedy zniknąłeś za zakrętem, w tym samym momencie w mej głowie zadźwięczały słowa, które wryły się w umysł, niczym w granitową skałę "Wieczność istnieje, jestem pewna, że wszystko jest możliwe, dopóki jesteś przy mnie." W jaskini rozległ się rozpaczliwy szloch. Ale Ty byłeś z Nią już zbyt daleko, by cokolwiek usłyszeć.

sobota, 11 października 2014

List IV

Miała być dziś tylko lekcja szczęścia, nie stać go nawet na jeden dzień dobroci, uczciwości, Bożego Narodzenia. Gdybym wytrzymała, była twarda i...ale jestem uczciwa nie potrafię go przekreślić, nawet jeśli planuje sobie życie czy seks z Nią. Jak mam żyć, być dobrą dla nieprzyjaciół i tych co kocham, jeśli mi zadają ból? Chcę żyć według zasad Biblii, ale to skazuje mnie na wieczne męki samotności, bo dla mnie nikt poza nim nie istnieje. Jezus oddał za nas życie swoje, by nas zbawić, więc ja mogę swoje poświęcić w imię szczęścia Zbyszka. Może nie będę długo żyła. Tak, moim pragnieniem jest teraz pragnienie czystości. Będę święta.

Szczęście

Chciałabym zatopić się w myślach, oddać się wspomnieniom i poczuć, że było kiedyś dobrze. Ale może mnie samej jest ciężko złapać dystans do własnego życia. Chyba ciężko jest oddzielić ja on my. Kiedy myślę ja, myślę, żeby mama poczuła się młodo, żeby brat poczuł się piękny i nie myślał o bliznach na ciele i ranach na duszy, żeby go ktoś pokochał, takim, jaki jest, żeby siostra w końcu zaszła w ciążę i żeby uczyniła moich rodziców dziadkami, żeby tata nie wstydził się, że jestem starą panną lub, że żyję bez ślubu, bez dzieci, bez Boga. I myślę jeszcze, żeby Zbyszek ożenił się i miał dzieci...no dobra, może tego ostatniego nie życzę sobie naprawdę. Tylko co, jeśli on mnie też...nie to niemożliwe. Ale wtedy moja zazdrość wykluczałaby jego i moje szczęście. Ja po prostu chcę nie być tak bardzo o niego zazdrosna.

piątek, 10 października 2014

List III

Nie jestem sama. Ale będę. Lecz teraz nie, teraz jeszcze odłożę wszystkie plany na później, odwieszę na wieszak, a za kilka dni znowu przejrzę te brudne klamoty mojego życia i zastanowię się co dalej. Teraz siedzę w fotelu z małym pieskiem, który mnie potrzebuje. Myślę o tym, jak musi podobnym do mojego być jego życie. No może zbliżonym. Mój pies ma dom, kogoś kto go będzie kochał do końca jego dni. Moich rodziców. Ja nie mam nikogo, teraz mam tylko jego, ją, Sonię. Ją ktoś by chciał, nawet teraz, jest taka słodka, ja nie...Ja jestem przestraszona, zmęczona, smutna, głodna, z ranami na duszy, głębokimi, jątrzącymi się wrzodami na ciele. Trędowata. Tak, to ja, Monika, prostytutka z Irlandii, Polski, internetu. Odsuń się czym prędzej, kiedy mnie rozpoznasz. Zaraza rozprzestrzenia się szybko, nawet nie zauważysz, kiedy ciebie i twoich bliskich dotknie trąd. Zarazić się można poprzez zwykłe spotkanie, podanie szklanki wody, ręki, nawet otwarcie ust, gdy wypowiadasz słowo cześć lub do widzenia. Po prostu odwróć się i spokojnie pozwól mi umrzeć.

czwartek, 9 października 2014

List II

Z Tobą zawsze się świetnie rozumiałam, nawet bez słów. Przeżyłyśmy razem 29 lat. Ty już od 7-miu jesteś na wygnaniu. Ułożyłaś sobie życie. Jestem z Ciebie dumna, z naszą przeszłością, rozbitą duszą, koszmarnym dzieciństwem bez ojca. Pamiętasz mamę, która była zawsze smutna? Czerpała jednak siłę ze swojego małżeństwa, bo była dorosła wiedziała, czemu tata wyjechał i że nie zostawił jej dla innej, wróci. Czekała. My też czekaliśmy, ale byliśmy zbyt mali by to wszystko zrozumieć. Dziś to widzę, moje życie jest pasmem niespełnionych nadziei, rozpaczliwej nie-wiary i pustki. Nie umiałam nigdy zebrać tych porozrzucanych puzzli moich uczuć i ułożyć siebie. Nie rozumiem co czuję i dlaczego tak silne są te uczucia, przeważa jednak przekonanie o braku miłości na świecie. Wiesz, że wszystko powróciło, przed kilkoma dniami krzyczałaś na mnie, że boisz się o mnie, że znowu będzie tak jak w Irlandii. Jesteś inteligentna, poskładałaś sobie sama, co mówiłam o niefortunnej "randce", piszących do mnie napalonych facetach, Zbyszku (?) i ostatecznie wystarczyło na mnie spojrzeć na Oktoberfescie, kiedy chciałam rzucić się w wir picia, palenia, kiedy zobaczyłaś jak reaguję na oglądających się za mną facetów. Chciałam znowu być dziwką. Ty wiesz, dlaczego wyjechałam do Irlandii, wiesz, jak mnie skrzywdzono i że naprawdę kochałam tylko Zbyszka. Czy zrozumiałaś, że cierpię, choć o tym nie mówię, czy dostrzegłaś może w moim spojrzeniu coś więcej? Pragnienie autodestrukcji, pragnienie śmierci? Czy to można zobaczyć? Widzisz Emilka, mama nasza była sama ale inaczej niż ja. Ja już nie mam na co czekać, Zbyszek odszedł na zawsze. Pewnie jest dobra w łóżku, więc który facet wybrałby związek na odległość. Chciałam czekać, tak jak mama. Czekałam wiele lat, ale dziś wiem, ze to wszystko było nadaremne. Nie jestem z siebie dumna, bo czas oczekiwania, roztrwoniłam na czytaniu jego wierszy i opowiadań o miłości. Pisał pięknie, lecz niestety nie o mnie. Inna jest już od wielu lat wybranką jego serca. Mogę się z tym pogodzić lub nie, ale czuję się oszukana. Nic na to nie poradzę, wiem, ze oszukałam samą siebie, spędzając czas na internecie, zamiast czerpać z życia. Może byłoby dziś inne, kto wie. Może znalazłabym innego Zbyszka...Najgorsze jest to, że nie chcę jego cierpienia, zemsty, cieszy mnie jego szczęście z tą Czeszką. Tylko nie wiem, co zrobić z tym bólem w piersiach, kiedy o nich razem myślę. Ból nie znika nawet, gdy o nich nie myślę. Wiesz, mówiłam ci, że piszę z nim. To się okazało kłamstwem, moją pomyłką. To był podobno ktoś inny. Powiedział mi to niedawno. Przeraziłam się swoją naiwnością, bo ja go widziałam wiele razy na kamerze. Czyżbym tak słabo pamiętała Zbyszka? I pomyśl, przez te wszystkie lata święcie wierzyłam, że on jest moim przyjacielem i kochankiem. A on był już dawno z kimś innym. Ostatnio bardzo wielu facetów ze mną pisało. Cały czas miałam nadzieję, że to Zbyszek, który jak tamten, twierdzi, że nim nie jest, ale to tylko taki żart, zwyczajnie droczy się ze mną. Zeszłam na złą drogę i chyba nie ma powrotu. Chyba jestem dziwką...Ale znam sposób, żeby naprawić błędy, które popełniłam i wstyd, którym okryłam rodzinę. Mam nadzieję, że mnie teraz rozumiesz, ty zrozumiesz. Pomódl się za moją nieszczęśliwą duszę czasem w Stephansdom.

środa, 8 października 2014

List

Jak mam napisać co czuję, jeśli nie pisałam nigdy czegoś takiego. To jest próba listu pożegnalnego. Wybaczcie mi rodzice, zawiodłam was, wiem. Ale życie, które wiodę jest zbyt trudne, dla mnie niemożliwe do przeżycia. Nie mówiłam wam nigdy o tym co przeżywam. Wiem, że czujecie, że nie jestem szczęśliwa. Prawdopodobnie teraz jestem bardziej nieszczęśliwa niż kiedykolwiek wcześniej. Kochałam, byłam kochana. Przez Was, to cenny skarb, zabieram go ze sobą do...tam gdzie mnie poniesie. Może będzie piękniej niż tu na ziemi. Jeśli to czytacie, znaczy, ze odważyłam się na to, czy to nie piękne, że ktoś, kto zawsze stara się żyć ostrożnie raz zrobił taki czyn. Nie mam siły już na życie w żalu i rozpaczy. To dla mnie osobista tragedia, odejście, wiecie, że kiedyś był ktoś. Był jak muśnięcie skrzydeł motyla. Nie mogę zapomnieć...Spotkam się niedługo z moją kochaną babcią. Cieszę się. On jest niewinny, to tylko pełen życia młody chłopak. Zapomniał o mnie szybko, ja nie udźwignęłam tego. Wybaczycie słabość?

Kim jest do cholery Robert!

Gdybym w Nowym Roku 2006, stojąc ze Zbyszkiem na moście, znalazła resztki godności i jednak skoczyła do Dunajca, to może dziś jego życie wyglądałoby inaczej, a moje...No cóż, okazałabym się przynajmniej człowiekiem honoru. Uniknęłabym gwałtu, pobić, nędzy, chorób, rozpaczy. Śmierć z braku miłości jest o wiele cięższa, straszniejsza, bolesna i dzieje się właśnie teraz, powoli, bardzo powoli. Śmierć zadawana innym czyni z człowieka zwierzę. Ból zadawany Zbyszkowi sprawił, że pragnę rewanżu, własnej śmierci. Nie żyję przecież według zasady "oko za oko", ale mimo to pragnę zniszczyć to co we mnie najcenniejsze, swoje życie. Przyszło mi wielokrotnie do głowy, że nie jest podobny do Zbyszka, ale miałam tak słaby wzrok, a nie chciałam, żeby mój bohater pomyślał o mnie "okularnica". Więc robiłam wszystko właściwie nie widząc prawie wogóle człowieka po drugiej stronie ekranu. Czy to możliwe? Właściwie Zbyszka też widziałam zaledwie zarys, bo przecież chodziłam bez okularów. Ale to zupełnie co innego. Spotkanie na żywo, nawet dla niewidomego, daje większą możliwość poznania i rozpoznania człowieka, niż ta namiastka znajomości, jaką daje internet. Wiem przecież jak Zbyszek się całuje i że ma owłosioną klatkę. Kiedy zamykam oczy widzę nas stojących na przystanku w Tylmanowej, pamiętam jego ciepłe spojrzenie i cudowne opiekuńcze dłonie, obejmujące mnie w pasie. Jak mam go odnaleźć? Jeśli ciepłych spojrzeń brązowych oczu stanowi 2/3 globu? Staram skupić się na faktach, ale ciągle mam wrażenie, że on po 8-śmiu latach o mnie zapomniał, a w najlepszym razie nie chce o mnie słyszeć, po tym, jak rozbierałam się przez te lata przed jego kumplem. Dla mnie jest oczywistym, że to jego kolega, bo kto i po co miałby do mnie pisać. Przypominam sobie nasze pierwsze spotkanie za pośrednictwem kamery gg. Światło miał zawsze przyciemnione i zauważyłam, jak niechętnie pokazywał twarz. Pamiętam moje wątpliwości. Boże, gdybym miała trochę więcej wiary w siebie, nie doszło by do tego wszystkiego. Co musiał myśleć o mnie wtedy Zbyszek? Ile kobiet musiał poznać, żeby wyleczyć złamane serce. Czytałam te jego pamiętniki i płakałam z rozpaczy. Ból jaki czułam był niewyobrażalny. A gdy pisał o dzieciach, lub młodszej dziewczynie, pozostawało mi tylko przeliczać czas mojego życia bez niego. I dziś to wszystko może okazać się prawdą. Nigdy więcej nie móc wypowiedzieć jego imienia. Och nie! A potem się nagle pojawiał Robert. Może to to mnie pchało podświadomie w jego ramiona? Ale to mnie nie tłumaczyłoby. Nie, to przez moją fizjologiczną wadę wzroku. To ja jestem wszystkiemu winna, że Zbyszek zniknął z mojego życia. Wciągnęłam obcą osobę w moje życie, zdemoralizowałam i pozwoliłam odejść. I ciągle myślę, że, gdybym wtedy skoczyła, nie doszłoby do tych tragedii.

wtorek, 7 października 2014

Łzy w niebie

I jutro tu będę, i pojutrze, i popojutrze, za tydzień, za dwa, miesiąc, kwartał, a potem może już umrę. W samotności, opuszczeniu, bez przyjaciół, rodziny, chłopaka...I stanę u progu bram niebieskich i może się wreszcie do cholery dowiem, czemu nie mam nikogo, czemu nigdy nie dane mi było zaznać miłości, obustronnej, namiętności, seksu, wspólnego mieszkania i tych słynnych pieluch...

poniedziałek, 6 października 2014

Święto wszystkich górali

Nie czuj się zagubiony, opuszczony, kiedy za tobą przystaję i muskając płatek ucha, ustami miłość daję. Uchylam trochę tajemnicy rąbka, słuchając, śpiewam, nucąc, trudne tematy roztrząsam. Myślę o Ani, mamie, swojej siostrze, bracie, ale potem, na ciebie virtualnie spoglądam. Patrzeć, nie zawsze znaczy widzieć, a ja nie muszę kłamać, że tylko jednego ciemnookiego górala pożądam. Październikowy zazdrośniku, wyróżniasz się spośród tłumu, w korowodzie tradycyjnych brunatnych alpinistów, to za tobą bym szła, do białego rana biegła, nie czując wyrzutów sumienia.

środa, 24 września 2014

Gdy jesteś przy mnie

Nie mogę mówić, nie mogę pisać. Gdy tak na mnie patrzysz, zapada cisza. Nie pytaj mnie, czym się zajmuję, czas w mej klepsydrze się wciąż przesypuje. Zakładam z góry, że z nim nie wygram, już widzę koniec i smutny finał. Te dzieci z ulicy chcę adoptować, urodzić własne, a potem razem, wspólnie z Tobą wychować. Założyć rodzinę, dom i szkołę. Poprawiać klasówki, wykonywać prace domowe. W polu kartofle zbierać, zmęczyć się, zasnąć, a rano znowu ruszyć w drogę. Wybrać drugiej połówki ponownie nie mogę. Decyzja podjęta? Tak, zapisałam dawno temu w kalendarzu. Ten natłok myśli. Kładę na twym ramieniu głowę.

czwartek, 18 września 2014

Baśń z tysiąca i jednej nocy

Zaczynają się domyślać, choć nie rozumieją ani trochę, co czuję. A może jest tylko jeden On. Chciałabym. Mógłbyś? Przyczyna jest na zew., poza czyimkolwiek zasięgiem. Tak jak wszyscy faceci, których w życiu kochałam. Może z Tobą było trochę inaczej, bo może Ciebie kochałam bardziej. Albo nie potrafię się wycofać, jestem arogancka. Wolałabym myśleć, że nasze spotkanie, to nie dzieło przypadku. A co jeśli tam w górze nic nie ma, a nasze przetrwanie zależy tylko od naszej woli? Uspokajasz mnie, a potem wkurzasz. A może to tylko myśli, na których nie warto się zatrzymywać. Czy to co piszesz jest tym wszystkim co czujesz? Aż tyle czujesz i do aż tylu kobiet? Masz aż tyle planów wobec nas wszystkich? Wszystkie mamy miejsce w twoim chaotycznym świecie baśni? Z każdą z nas spałeś? Jeśli chcesz mnie, musisz mówić prawdę. Więc mów, rozmawiaj ze mną. I jeśli mam spędzić z tobą życie, to przede wszystkim nie okłamuj mnie.

Bezdomność

Gdzie jest twój dom teraz, po tylu latach bez Niego? Był kiedyś piękną budowlą, pełną ludzi i marzeń. Ale ten dom runął. Na jego miejscu powstała twierdza warowna. Czasem nie ma go też wcale, wtedy staję się bezdomna. Bezkręgowa. Beznadziejna. Bezpłodna. Przypominam trochę smugę na szybie, którą gospodyni pospiesznie przetarła trochę powierzchownie. Nie zauważona przez nikogo, jednak jest. Widać ją, już, gdyby ktoś zechciał spojrzeć pod trochę innym kątem. Wystarczy lekko przechylić głowę. Można jednak przez lata udawać, że jej tam nie ma. Czasem przypominamy sobie o niej i co wtedy? Dalej udajemy, że wcale jej nie widać lub zirytowani przecieramy szybę w nadziei, że jednak nie zabierze nam wiele cennego czasu. Jak wyrzut sumienia, który dręczy ale nie powoduje, że się cokolwiek zmienia.

środa, 17 września 2014

Wczoraj...

Dzisiaj na wieś przyjechałam, przyjrzeć się górom z bliska zamierzałam. Zajrzeć pod strzechę, posłuchać chrabąszcza, cykanie którego me serce przejmuje, od smutnych myśli odciąga. Wyjmuję więc kartkę, długopis, na płocie przysiadam i w melodię owadów się wsłuchując, naprędce słowa układam. Ćśśi, ten chrabąszcz właśnie historię Tylmanowej opowiada. Ta kraina, kiedyś szczęściem pewną dziewczynę obdarowała. Swój spokój i urodę zdradzając, nadzieję na piękne życie w serce dziewczyny wlała i w sobie, nieszczęsną, do szaleństwa rozkochała. Lecz strach zaglądnął kochankom w oczy, gdyż ranek chłopaka w ramionach starszej dziewczyny zaskoczył. Cnoty życzliwemu góralowi Arkadia oddać już nie chciała. Spojrzał więc na dziewczynę, raz ostatni objął, czule pocałował i w dół rzeki pognał. W swym krótkim życiu zawsze lekkomyślnie postępował. Był zbyt niepewny siebie, za młody, więc rodzice przekonali, że źle wybrał i spotykać się obu zakazali. Porzucił więc, nieszczęsny, ukochaną, tylko w sekrecie jej zdjęcie zachował. Te kilka chwil uniesień za dar od Arkadii potraktował. O dziewczynie wszystkowiedzący rodzic zapomnieć kazał, góralki, dziewice protegował. Bardzo się starając w gust syna trafić w duchu powtarzała: z tą dziewką być w żadnym wypadku nie może, już moja w tym  głowa. A chłopak przebierał i tylko swej pięknej matce za siłę i urodę dziękował. I wciąż powtarzał mamy słowa: miłość nie będzie nigdy zasługą dziewczyny lecz uroku Arkadii - naszej szczęścia krainy. W niej pozostał, słowom rodzicielki, niczym przepowiedni mitycznej Kasandry wierzył i czeka do dziś dnia cierpliwie, aż Arkadia obietnicę swą spełni i szczęściem i miłością obdarzy. Czy słyszysz jej szept? "Zostań, Zbyszek, przy mnie! Tamta Cię zostawi, wykorzysta i będziesz żałował. Nie zapominaj nigdy, że tylko ja Cię naprawdę kocham!"

poniedziałek, 8 września 2014

To nie jest wierszyk o samotności

Wiersze piszę, gdy mam ciszę, kiedy własne myśli słyszę. Z tej radości, że wierzby szum, ptasie trele w ciszy słyszę, siadam w rogu i poezję sobie piszę. Lecz gdy się wszyscy przekrzykują i o wojnie debatują, kiedy słyszę dźwięk oręża, gdy w człowieku druga-zwierzęca natura zwycięża, ja zamykam drzwi, od "tych pól zbożem malowanych" odchodzę. Mów co chcesz, królom z drogi schodzę. Nie czuję się niczyim poddanym, jestem sama sobie sługą i Panem. Już bezdzietność mię nie uwiera, co tam, kamyk w bucie. Pal to sześć! Czekam aż stos problemów się uzbiera. Bo czegóż mi tu teraz więcej trzeba, kiedy pod dostatkiem ciszy, gdy dość mam chleba. Może Ciebie, by przerwać tę ciszę...Kołatkę zawiesiłam na drzwiach mego serca, jest z solidnej stali, gdy przyjdziesz, zastukasz, na pewno jej dźwięk usłyszę. Ćśśicho! Właśnie coś stuknęło. Ach, to tylko ta myśl, co zawsze, przysiadła mi właśnie na ramieniu i choć już wczesny ranek, dość chłodny, ona mnie otula, w ramiona bierze i sennie kołysze. Moja samotność. To ona przerywa w końcu ciszę.

wtorek, 2 września 2014

Więzienie

Rozkołysałeś mnie w rytm swych słów. Każdego dnia wsłuchując się w twój głos, stałam w strumieniu światła. Karmię się nim nadal. Wierzę w słowo, które mówi: nie samym chlebem żyje człowiek...Stałam się na nie tak wrażliwa, że daję się przekupić każdemu dźwiękowi ludzkiej mowy, każdej głosce i każdej sylabie. Każdy może mnie mieć, do tego tak niewiele potrzeba...Nie wystraszę się, nie cofnę pierwsza. Ale tej wyrazistości nie wybaczę Ci nigdy. Może, gdybyś był tępym osiłkiem...

poniedziałek, 1 września 2014

Dyscyplina

Nie jestem tak twarda, jak sądziłeś. Może będę więcej od siebie wymagać. Wymagaj też ty. Wybieram dyscyplinę, zamiast jej braku. Przeszłam trening survivalowy. Zdałam go. Choć od tamtego czasu boli mnie staw skokowy. Chciałabym odpuścić, nie zwracać na Ciebie uwagi. Ale jeszcze ciągle potrafię trajkotać, do momentu, aż ktoś nie powie czegoś na temat górali. Mogłoby to też nas spotkać? A może spotkało mnie? Może jestem wdową, mimo, że nie umarłeś. Może moim codziennym rytuałem stało się zakładanie czarnej sukni i czarnego welonu, zakrywanie twarzy przed światem. Mentalnego welonu. Pod nim ukrywam łzy, wstyd. Moja niecodzienna modlitwa, to ten kawałek przestrzeni. Ofiarowuję ją w intencji Bogu wiadomej. Na jałmużnę daję ćwierć mojego życia, które spędzę z tobą tutaj, przed komputerem. Zostało jeszcze ok 12-15 lat. Zostanie mi potem ok. 30 lat życia. Wtedy będę mogła już zdjąć welon. Odsłonić twarz. Łzy zamienić w radość, a wstyd w rozpustę. A może jestem po prostu starą babą.

środa, 27 sierpnia 2014

Jestem w domu

Z roku na rok ubywało mi ciepła. Świat, w którym żyłam, gdzie dorastałam, robił się coraz bardziej wąski. Żyłam u siebie, mając poczucie wolności posługiwania się jęz. polskim, ale tylko do pewnego stopnia. W pracy moja mowa mogła ograniczać się tylko do ściśle określonych sformułowań, wszelka improwizacja była surowo karana. Nauczono mnie na studiach zamiłowania do eklektyzmu w mowie. Ograniczenie mojej pracy do kilkudziesięciu wyrazów stało się torturą. Praca przestała mi sprawiać radość, przynosić satysfakcję. Choć przez długi czas była mi pociechą, otarciem łez po zakończeniu wcześniejszej i, co się wiązało z odejściem z tamtej pracy, końcu naszej znajomości. Ale ty wróciłeś. Znów na krótko. Wracałeś co pewien czas i odchodziłeś. Nastawiłam zegarek według twoich powrotów. Zima z zamarzającymi rękoma, które wciąż wydawały resztę, czerwonym nosem. Lecz zima była dobra, wtedy byłeś też ty na gg. Przynosiłeś koc i rozgrzewałeś zmarznięte dłonie. Zdarzyło się. Kilka razy, może kilkadziesiąt, że czułe gesty przynosiły więcej rozkoszy niż zamierzaliśmy. Tak bardzo chciałam cię zatrzymać, oglądać każdego dnia. Kochałam Cię każdą częścią mojego ciała i duszy. Zawsze taki nieodgadniony, nieosiągalny. W tym ostatnim momencie byłam sama. Bo gdy ważą się nasze losy, gdy przychodzi podjąć decyzję, bo miecz Demoklesa już wisi nad głową, najczęściej nie ma nikogo obok, kto mógłby wesprzeć radą. Ten miecz okazał się obosieczny. Zerwał kajdany, ale też więź łączącą nas. Nagle zniknęła wizja świata, w którym idziemy razem, trzymając się mocno za ręce w stronę nieznanego. A może tylko zmieniła się, bo wędrujemy razem do domu.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Życie to nie bajka

Uff...nie przekroczyć granicy dobrego smaku to dla mnie wyzwanie. Chwiejny charakter, brak stabilizacji w życiu zawodowym i uczuciowym nie wpływa na spokojny, zrównoważony ton, harmonijny tok rozmowy i myślenia. Czyżbym już go polubiła. Możliwe. Albo to tylko PMS, który blokuje potrzeby seksualne. Ale ćśśii...Lepiej niech myśli, że jestem taka intelektualistka. Szalony facet. Słyszę jak rozmawiamy. Jest już u mnie. Siedzimy na kanapie. Magia internetu działa cuda, uwalnia emocje. Zabawne, że przecież już tu siedziałeś, właśnie w tym pokoju. Pamiętasz? Obok siedziałam ja, twoja dziewczyna. Jak to możliwe, że znów przychodzisz? Co ty w sobie takiego masz? Ze mną potrzebne są te gierki? Dziwnie zachowuję się niekiedy, ty udajesz, że to normalne. Może dlatego, że rozumiesz, do czego to wszystko zmierza, albo z czego to wynika. Mam nadzieję, że na końcu okażemy się pozytywnymi bohaterami, mimo naszych dziwactw. Mam nadzieję, że kiedyś ktoś pomoże nam wyznać prawdę i nie będziemy za nią ukarani. Mam nadzieję, że cel jaki chcesz osiągnąć nie rozczaruje cię i nie będziesz bardzo cierpiał. Oby wszystko się dobrze skończyło.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Tylko dla twoich oczu

Gdyby szczęście mogło zawierać się tylko w tej przestrzeni, jaką stanowią twoje oczy, to patrzenie w nie zajmowało by większość mojego życia. I gdyby wspomnienia mogły ożyć, to siedzielibyśmy w domu w górach, każde po innej stronie stołu, prowadzili nic nie znaczące dziś konwersacje z twoimi znajomymi, zerkając co pewien czas na siebie. Połączone spojrzenia zwiastują połączenie myśli. Te same wątpliwości. Niewypowiedziane pytania. Pytania w takich chwilach są pozbawione sensu. Słowa pozbawione treści. Och, kochanie, zadajesz mi ból. Wzdycham. Mrugasz powiekami. Odwracam wzrok. Koncentruję uwagę znów na rozmówcy. Jednak czuję się zrelaksowana tą dawką alkoholu , którą wypiłam, zbyt zrelaksowana. Mówię za dużo, zapominając, że jestem na forum twoich znajomych. Wiem, zagalopowałam się. Spuszczam głowę. Powinnam teraz wstać i odejść. Ale twój wzrok mnie wyśledził. Patrzysz pytająco. Taaak. Teraz się wszyscy dowiedzieli. Cholera jasna! Wstaję od stołu. Idziesz za mną. Łapiesz mnie za rękę. Prowadzisz w dół, po schodach. Do kuchni. Nie wyprowadzisz mnie już z piekła. Z tobą weszłam tylko w kolejny krąg. Ma dusza przeklęta do dziś krąży w czeluściach piekła, tylko czasem w rozpaczy woła twe imię. Bo jeżeli moje szczęście zaklęłam w twoich oczach, to czy kiedyś znów je odnajdę? Wybacz mi, wybacz. Masz swoje metody, by się zemścić, za zadany przeze mnie ci ból. Zasłaniasz mi oczy. Nie mogę znieść, kiedy na mnie patrzysz, a ja Cię nie mogę poznać. Cierpię torturę, gdy dotykasz mnie wzrokiem, a ja czuję tylko twój zapach w pokoju. Auuuć! Słyszę twój śmiech.

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...