wtorek, 29 marca 2016
Czekolada
Chcę się przed tobą otworzyć. Zamruczałeś jakieś słowo. Coś delikatnie zazgrzytało i wrota mych marzeń otwarło. Jesteśmy mej głowy bohaterami. Ty i ja. Ja i ty. My. Dwa odrębne światy i jedna całość. Stoimy w strugach czekoladowej fontanny, piękni jak kwiaty, młodzi, wolni jak ptaki i jak dzieci nadzy. Spijamy słodycz z członków naszych. Smakuje dobrze. Jest źródłem życia bez trosk i kłopotów. I nieważne co się jeszcze stanie, ja będę na zawsze, tam gdzie ty. Podążać za tobą, za naszymi marzeniami. Prawda, że to przyjemna iluzja, nie być dla siebie obcymi, tylko kochankami?
piątek, 25 marca 2016
Kiedy zaczyna się umieranie?
Coś mnie czeka, na tej drodze życia i śmierci, tej samej co królów i służących, bogatych i biednych, matek i bezdzietnych, żon i samotnych, złych i dobrych, zdrajców i wiernych. Gdzieś tam jestem, w tym tłumie, kroczę, ramię w ramię z innymi, upadam i się podnoszę. Czy ktoś mi rękę podaje, gdy leżę, nie sądzę? Szymon z Cyreny jest Chrystusem zajęty, Weronika ociera twarz Jezusa właśnie teraz, dzisiaj. Więc wstaję sama, podnoszę balast, ciężar mojej pracy, moich poświęceń. Z Mesjaszem dziś moglibyśmy podać sobie ręce. Oboje przeklęci, kochani tylko przez wąskie kręgi. Ty Jezu pozostawiłeś coś po sobie, ile wiernych Ciebie wciąż wyznaje, ile w Ciebie wierzy. A ja zniknę, przeminę, jak w wodę wrzucony kamień, jak kartka papieru niweczona przez świecy płomień. Kim byłam, wciąż jestem? Czy tylko złych ludzi na swej drodze spotykałam? Nawet jednego dobrego ziarenka nie zasiałam. Zbyt słaba, zbyt grzeczna, przyzwoita, zbyt mała, zbyt politycznie poprawna, by przetrwać we własnych dzieciach. Dzisiaj nie warto nikomu wierzyć.
czwartek, 24 marca 2016
Biedny będzie biedniał...
Czy coś jeszcze dla Ciebie znaczę? Wciąż nocami za Tobą płaczę. Czy znaczą coś te słowa? Zrodziła je żałość, smutek, chora głowa. Czy można tej tragedii doświadczyć? Jak długo można mieć nadzieję, nie dotykając nigdy twojej twarzy? Czy mogę jeszcze marzyć? Przecież powtarzasz ciągle, że nigdy nam się nic nie przydarzy. Byłam biedna zanim zamilkłeś, odszedłeś, teraz jestem nędzarzem, niedługo znów mi coś odejmiesz. Nie jestem już kochanką, od dawna kobietą. Kiedy zniknę jako człowiek? Powiesz?
Wszystko w granicach
Zbliżają się święta. Rzecz niepojęta. Jak je przetrwać, przeczekać, nie urazić słowem i nie narzekać. Gdy uświadamiasz sobie, że już nie cieszysz swym widokiem. Jak znaleźć pośród smutku szczęście, radość pośród depresji. Czy wypada mówić o śmierci, chorobie w tej podniosłej chwili, zmartwychwstania, a może narodzenia dobie. A może to dobre, że nie posiadam własności jaką jest tradycja, zwyczaj, malowania jajek, świętowania wiosny...kogo ja oszukuję, przecież marzę o powrocie do...normalności...Schodzę więc do podziemia, ze swoim zamiłowaniem do nawiedzania kościoła, domów, przyjmowania gości. Udaję, że mnie nie ma, że ogłuchłam i oślepłam. I nie, nie mam ochoty na lanie wody, figle i psoty. I wszystkie te ludzkie głupoty.
sobota, 19 marca 2016
Nihilizm
I nagle wszystko ucichło, zamilkło, do normy wróciło. Obojętność, bezduszność, nuda i starcza zgryźliwość. Gdy człowiek umiera, ktoś go za rękę trzyma, podczas, gdy ktoś inny tylnymi drzwiami się wymyka. Ale twierdzi, że wciąż kocha, przecież wciąż wspiera, dobrą radą, złotą zasadą, tak jak każdego niemieckiego obywatela. Liczy się porządek, czystość, punktualność i to, co w górze, ponad nami: niemiecka siła tu na ziemi i pomiędzy gwiazdami. Gdy umiera człowiek, coś psuje atmosferę. Ach, ględź na mnie, gadaj sobie, na zdrowie! Ja się zgrabnymi słówkami nie podpieram. Gdy Ciebie nie ma sama twoje rozbite obietnice z podłogi zbieram. Kupuję super glue i to co się daje, sklejam. Reszta się zmarnuje. Wszystkim się nie pomoże, wszystkich się nie uratuje. I gdy ktoś ci ból zadaje, ktoś inny, nie ty, lecz się do tego nie przyznajesz. I krzyczysz, bo boli. Próbujesz odgryźć swą rękę, która tkwi w sidłach, zastawionych przez kogoś, kto chce zyskać na twojej niewoli. Lecz ty mnie za nią trzymasz, bo się z Tobą zaprzyjaźniłam. A ja gryzę tę rękę, która mnie głaszcze. Jestem teraz nerwów kłębkiem! I wiesz, że tak naprawdę to ja złamałam przysięgę, to ja zawiodłam, rozczarowałam. Bo byłam samotna i opuszczona. Bo cierpiałam. Bo to cierpienie jest do zniesienia, nie jest tak wielkie i nie otępia. Lecz trwa ciągle, nieustannie, nie kończy się, nawet jeśli mu ulegasz i na jego warunki przystajesz. Nie walczysz o siebie, o swoje cele. Jesteś tu bez oręża, bez zbroi i tarczy, z każdą emocją wymalowaną na twarzy. I wciąż wybaczasz, wciąż się litujesz. Ale wiem, że jest jeden, który twoją słabość pojmuje. I gdy w końcu się już zmęczysz i upadasz pod krzyżem, patrzysz w górę, a nad tobą krążą już sępy. I krzyczysz z bezsilności, bo masz związane ręce, jarzmem przysięgi, czasowości i absolutnego braku wolności. A on Cię wodzi, kusi i prawi o spontaniczności. Więc płaczesz, że aż się zanosisz. Bo on myśli, że się tylko z nim droczysz. A potem, gdy już cały ból wykrzyczysz, gdy się całkowicie pogrążysz, gdy tak leżysz, marna i zdołowana, bo nie wierzysz już w wybory, których sama dokonałaś. Wtedy po raz trzeci upadasz. Byle już więcej nie wybierać, o swoim i niczyim losie nie decydować. Upadasz i nie wstajesz. I nie czekasz już na nic. Po prostu się poddajesz.
niedziela, 13 marca 2016
Jeźdźccy apokalipsy: nędza
No dalej, rzuć pierwszy kamień! Ty już wiesz przecież. W końcu jesteś fundamentem i dzierżysz zawsze w swojej ręce świętą Księgę, zbiór 7-miu Głównych Grzechów. W drugiej masz kamień - Najwyższą Władzę. Tłum rusza z impetem na mnie. Ktoś się już zamierzył. Rzuć ty, na co czekasz?! Bądź szybszy, jesteś od niego i ode mnie o wiele lepszy! Ty przecież wiesz, co zrobiłam, a czego nie. Patrzysz zdziwiony na mnie, że stoję jakoś tak nieporadnie. Rozerwane szaty wiatr szarpie. Pozbawiona odzienia, jego górnej warstwy, stoję pośród milczenia. Myślisz, czy jestem bogata, czy biedna. Czy miałam godność? Kochanka? Może zdradziłam męża? No teraz już tego wszystkiego na pewno nie ma. Widzisz przecież, nie myśl, oceniaj! Znałeś ją. Byłeś z nią, gdy była skrzywdzona, zdradzona, opuszczona. I teraz znowu jesteś. A za tobą stoi grupa szalona. Wykaż się, wykorzystaj okazję. I odegraj się na tej kobiecie, nie daj jej szansy na ucieczkę. Rzuć pierwszy ten cholerny kamień, przecież nie chcesz być ostatnim, nie chcesz być jak ona, wyklęty! Daj to, co jej się należy i nigdy, nigdy nie dawaj TAKIEJ kobiecie poprawy szansy. Albo spójrz w głąb siebie, kim ty jesteś i jak ja widzę w tym momencie ciebie...Piękny mam widok stąd, gdzie jestem, mniejsza niż ty, niż byłam przedtem. Jak proch rozpadam się. Rozglądam się za jakimś Mesjaszem. Lecz nie ma, nikt nie przyjdzie z poprawy nakazem, nikogo nie ma, by mnie zbawić. Zamykam więc pełne łez oczy w oczekiwaniu pierwszego ciosu...I umarłam tamtej nocy. Pośród krzyku, wrzasku, rozkoszy tłumu. Ech, biedny, biedny ludu.
piątek, 11 marca 2016
Pokora i ciężka praca
Nie zgadzam się z tobą, że wszystko jest przeklętą chorobą. Że miłość nie istnieje, ani cnota. Że tylko rozpusta i na chędożenie ochota. Są jeszcze ideały i wiara w ludzi, ich szczere zamiary. Choć już coraz bardziej w to wątpię, im bliżej jestem umysłowo chorego człowieka, tym bardziej błądzę. Lecz nie zamykam się w sobie, nie kręcę. Chyba krzywdy nie wyrządzam tobie? Obserwuję między nami ciszę i wiem, co oznacza starcze, ględzenie i milczenie krytyczne i że się na to nigdy nie uodpornię.
czwartek, 10 marca 2016
Zawsze przepięknie
Gdzie jest dobroć, piękno, odwaga? Gdzie jest przyjaźń? Którą drogą poszłam, że się zagubiłam? Jednak coś już powstało, ziarno się zasiało. Trzeba tylko cierpliwie czekać, jak rolnik spojrzeć w niebo i pomyśleć o przyrodzie, która się znów zmienia. Wsłuchać się w jej odgłosy, usłyszeć śpiew ptaków, zwiastunów wiosny. Lub niczym ogrodnik patrzeć, jak róża z ziemi wyrasta. Otwiera szeroko swoje oko. W nocy upada, a powstaje za dnia. Do Niego dąży, pnie się do Światła. Widzieć, jak nabiera sił, mocy i...delikatności, bo przecież jest tworem bożym. Tak jak każde, nawet to najmniejsze i najbrzydsze stworzenie, ma zawsze drugą szansę, dać z siebie to, co najpiękniejsze, najlepsze. Odrzucić próżną sławę wśród ludzi wolnych, upojonych szczęściem, wśród rozkoszy. A wykazać się odwagą na polu bitwy i biec, biec razem z wilkiem, pod wiatr czy z wiatrem, lecz zawsze zgodnie z religii i etyki nakazem.
poniedziałek, 7 marca 2016
W poszukiwaniu słów
Piszesz do mnie czule, gładzisz włosy, pieścisz słowem. Poznaję cię po dłoniach, po gestach, chcę spojrzeć w twe oczy, lecz w porę odwracasz głowę. Piszesz dobrze, trafnie, sensownie, a może...obłudnie, kłamliwie...nikt ci tego w twarz nie powie. Na plagiatach i moich pomysłach jak na skale swoje imperium budujesz. Mówisz o kosztach, poświęceniu, bólu, lecz tym, który inni z powodu Ciebie czują i czuć muszą. A ty nie widzisz, że rabując i plądrując, czynisz siebie obojętnym na ludzkie istnienie jak nierozsądne lecz rozumnie zwierzę. Jesteś strzałą, która przeszywa me serce. Potem robisz znak krzyża nad ciałem i mówisz: Idź i nie grzesz już więcej! W szatach zakonnych, żyjesz jak pustelnik, biednie i obsesyjnie wierzysz w swoją blogową sektę. A miało być o wyborach między tym co dobre i złe, tym co brzydkie i piękne. Więc wybierasz znowu odejście, jak dla ciebie wyjście łatwiejsze. Tylko to dla mnie staje się życie samotne z wiekiem coraz trudniejsze. Zamykam oczy, bo czuję zły dotyk, kogoś kto jest wściekły, zbulwersowany, zazdrosny. Myślałam, że wiesz, że by kogoś mieć, trzeba się starać. Przecież nie tylko jeden talent posiadasz. Nie planujesz, nie inicjujesz, kontakt od lat tylko internetowy utrzymujesz. Mailem miłość wyznajesz, w anonimowym liście o sobie opowiadasz. Pewnie faksem o rękę poprosisz? Chcesz mieć dziecko... lecz nie ze mną. Jeszcze masz przecież szansę hajtnąć się z królewną!
wtorek, 1 marca 2016
Za horyzontem
Czy myślisz też o tym, co by było, gdybyśmy rozwiązali wszystkie nasze problemy, gdyby zniknęły kłopoty? Gdyby przestały nas dręczyć krótkowzroczność i wąskie horyzonty. Gdyby się one poszerzyły, to może pokonałbyś trasę do Krakowa nawet w 2-wie godziny? I może, gdybyś głupiego, w twoim wieku będącego, po jego czynach rozpoznał, to może uwierzyłbyś, że to nie prawda, co mówią o nas. Mówią, że jestem stara? Że nie będzie już ze mnie dobra matka ani żona ? Słuchasz tych pieśni, które głupcy wlewają ci do ucha i się kurczysz, zmieniasz postać, relatywizujesz, odsuwasz. Potem, po kilku chwilach znikasz. Horyzont się zamyka. Opada kurtyna. I gdy rozlegają się brawa, wychodzi zza niej aktor, do swojej roli, jak do dobrze skrojonego garnituru dopasowany,świetnie do gry przygotowany. I stoi on, tak pięknie wystrojony, w maskę odziany, zbiera laury, podnosi spod nóg kwiaty. Gdy aktor wychodzi z teatru, orkiestra przygrywa mu do taktu, tłum go nie odstępuje, wielbi go, kocha, ochroniarz mu drogę toruje. Wśród tylu rąk, jest i jeszcze jedna, drżąca, drobna. Lecz aktor ją odtrąca, w innym kierunku patrzy, inne dłonie całuje, karteczki swym pseudonimem podpisuje. Następnie wsiada do czarnego rollsroysa i swą maskę zdejmuje i dłoń narzeczonej całuje. Kurtyna po raz drugi opada.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...