środa, 18 listopada 2015
Fizyka miłości
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmieniać, upadać, lecz wciąż jestem żywa i nie lubię się poddawać. Kwiaty przekwitają, drzewom liście opadają, domy wody zalewają, a synowie umierają. Lecz są ludzie, których nie jest łatwo pokonać. Z Bożą pomocą i moją, może, i ty dostaniesz się do tego heroicznego grona. Bo ja nie jestem jak lew, niedźwiedź ani orzeł. Czasem jestem mniejsza niż mrówka, zazwyczaj przerasta mnie nawet mała góra. Nie biegam jak gepard, nie skaczę jak kozica, nie jestem przytulanką, nie mam futra misia. Możliwe jednak, że nie jestem porcelanową lalką, która stoi na wystawie i stłucze się, gdy się nią dzieci zabawią. I nie potrzebuję się na świeczniku ustawić, by ludzie na mnie uwagę zwracali. Ja jestem szybą, dzielącą Ciebie i tę lalkę, do której codziennie wzdychasz. Czasem tylko, gdy mnie dotykasz, chcąc poczuć tę, która wzroku twego unika, przenika mnie twój smutek. Ja znam ból, który ty czujesz. Dzieliłam z Tobą każdą chwilę, codzienne zabieganie, studziłam żar, dawałam ciepło, gdyś stojąc w deszczu marzł dla niej.Oddawałam pocałunki, pieściłam palców opuszki. Lecz ty na mnie nigdy tak, jak na nią, nie spojrzałeś. Nigdy mojej miłości nie dostrzegałeś. Bo ja jestem tylko mądrą szybą, w której odbija się twoja do niej miłość.
wtorek, 17 listopada 2015
A to co mam
Usta zastygły w grymasie rozpaczy. Twarz zakrywam dłońmi. Niech już na mnie nikt nie patrzy. Znikł w oczach ogień. Została pustka i jakieś myśli pomylone. Czujesz, że kochasz, drżą dłonie, serce kołota, wyrywasz się z własnych objęć. Krzyk rozdziera gardło. Niebieski ptak uleciał w przestworza. Nad sobą teraz szlochasz. Masz tylko te 3 grosze, ktoś wyciąga rękę po nie. Teraz już naprawdę niczego nie masz. I oto rozwierasz palce, w dłoni trzymałaś jedną myśl, jeden cytat, lecz to co najcenniejsze miałaś "Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie na was źle, cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków,którzy byli przed wami."
poniedziałek, 16 listopada 2015
Żona podróżującego w czasie
Powoli przechodzę w inny wymiar, w stan, do którego będzie miało coś, lub ktoś inny dostęp. Twoja twarz blednie, sylwetka zanika, choć nie używałam do mazania gumki, nie noszę już szkolnego piórnika. Zostały już tylko oczy, odbijają niczym lustro każde piękne kłamstwo, plugawe oszustwo. Nic mnie już u ciemnookich mężczyzn nie zaskoczy. Nicość odcina wartościom drogę. Bezduszność, milczenie stało się miłości wrogiem. Patrzę więc na mężczyzn z boku, stojąc w miejscu, nie mam pewności co do poradności wykonania jakiegokolwiek kroku. Nikomu nie ufam. Razem z twoim odejściem umarła moja skora do radości dusza. Więc i ja odchodzę do tej, którą byłam przed wiekiem, a może wczoraj. Ratuję resztki godności, uciekam od potworności. Od mężczyzny z piekła rodem.
piątek, 13 listopada 2015
Zbyt zwyczajna by być 2
On jedyny się nie martwi, że straci dom, żonę, dzieci, pracę, jeśli komuś czułość, swoją wrażliwość i dobroć okaże. Nie wodzą go na pokuszenie, ani zaszczyty, ani zakłady, piękne kobiety, samochody, domy, zabawa. On nie tańczy na deskach tandety, jego nie obchodzi próżna sława. I choć wcale o nic nie zabiega, to pomylił się, myśląc, że do życia wystarcza mu ciepły kąt i kromka chleba. Bo gdy dziś spojrzał w nieobecne oczy, doznał uczucia odrębności. Nie mógł już dłużej ukrywać, że w samotności cierpi, że tęskni za łaskawością tej zimnej pani, że pragnie z nią podzielić się swoimi marzeniami. On dobrze wie, że pragnąć wszystkiego, jest równoznaczne z nie pragnieniem niczego. I zapragnął w swym czystym sercu, znaleźć się ze mną na ślubnym kobiercu. Lecz w swej delikatności nie pomyślał o jednym: Czasu bezwzględności.
Zbyt zwyczajna by być
Zawsze ktoś taki się zdarzy, kto nawet o tobie marzy. Może nie ma już urody, może nawet nie jest już młody, lecz czasem, gdy przechodzisz obok, jak duch, jak jakaś anonimowa osoba, on spogląda w twoją stronę i chętnie rzuciłby się za twoje szczęście w ogień. Gdy podaje ci rękę, natychmiast wyczuwa twą udrękę. Nie widzi w tobie powietrza, kości, koloru skóry, nie dostrzega w rajstopach dziury. Lecz widzi w tobie człowieka, który nie przynależy do żadnej grupy. Nie wkłada cię w szufladkę z napisem "stara panna", dla niego ciągle stanowisz zagadkę. Gdy go obojętnie mijasz, wrzucając monetę w jego czapkę, on spogląda na ciebie ukradkiem. Potem słyszysz jak ktoś za plecami płacze. To on, ten stary zakochany w tobie dziadek. Jedyny, który umie kochać kobiety zbyt zwyczajne.
środa, 11 listopada 2015
Tutaj jestem sobą
Otwieram drzwi, okna i patrzę jak mija, ten moment, 15-to minutowa, wspólna chwila. Może gdybyś był obok, w tym samym domu, w tym obskurnym pokoju, tak jak nigdy nie byłeś i nigdy nie zmieniłeś numeru telefonu. Może gdybyś teraz mnie objął i pocałował mocno, to może nie przeklinałabym bycia przy tobie słodką idiotką. Może gdybyś mnie nauczył bycia silną, zdecydowaną, to byłabym myśliwym, łowcą, twardą sztuką, a nie melancholijną Dulcyneą. I może gdyby mi dano strzelbę lub łuk to ustrzeliłabym Ciebie. Może gdybym nigdy nie zbłądziła, nigdy nie upadła, na wszystkie zadane przez los pytania, odpowiedzi bym zgadła, to może znalazłabym chłopaka, zwykłego, cichego, skromnego, małomównego, ale jakże swojego i jakże zakochanego.
piątek, 6 listopada 2015
Hej, to znowu ja
Hej! To ja. Znowu przychodzę i się pytam, czy jest gdzieś jeszcze miejsce, dla takiej jak ja? Czy powiesz mi, że wszystkie są już zajęte i nikt na mnie od dawna nie czeka. A może mnie wpuścisz do siebie, gdy przycupnę w kącie cicho, lub gdy się ukorzę i przez twoje życie niezauważenie przejdę. Gdy jak duch, jak pamięć przeminę, zdmuchnięta w powietrze się uniosę i jak pył w przestrzeni rozproszę. Potem nikt już nie zrozumie, czym byłam i kim się stałam, jeśli na atomy się rozpadnę. Ale popatrz na mnie jeszcze raz, jak dawniej. Spójrz na mnie przez swą duszę, przecież ja tu długo nie zabawię. Odwróć się, proszę...nawet nie wiem, jak masz naprawdę na imię?
czwartek, 5 listopada 2015
Palec boży
Cierpienie jest zapewne cieczą. Kąpiemy się w nim, gdy chcemy być oczyszczeni z życia pospolitego. Cierpienie jest też cząstką planu Bożego. Pozwala nam spojrzeć na siebie z punktu widzenia naukowego. Dostrzegamy wówczas więcej, otwieramy oczy szerzej, wnikamy umysłem głębiej. W końcu docieramy do sedna całego. Dzięki ciągłym próbom powrotu do tego pierwszego, najczystszego, najbardziej bezbronnego. Przez podejście rozumowe pracujemy nad energią, która łączy stare z nowym, początek z końcem. Pracujemy nad alfą i omegą. To powoduje, że zbliżamy się do czegoś, co jest bliżej nieokreśloną materią. Kochamy swoją pracę i nie możemy żyć bez niej i wykonujemy ją mimo wyrzeczeń: nie możemy dotknąć siebie, bo nasza boskość w połączeniu ze sobą może wyzwolić taką energię, która zniszczy ziemię.
wtorek, 3 listopada 2015
Gdzie jesteś?
Gdzieś tam jesteś. Siedzisz pewnie teraz przed komputerem. Rozmyślasz nad życia sensem. Może piszesz pełne bólu wiersze. Pewnie są coraz lepsze. Czy Cię kiedyś ujrzę jeszcze? Los tak bardzo pomieszał nasze ścieżki, że nie ma pewności czy i jak się odnajdziemy. Choć przecież nie jesteśmy pierwszymi, przez pracę rozdzielonymi. Różnica wieku też jest bez znaczenia, choć nikt z nas takiej pary jak my nie zna. Powietrza też nikt nie widział. Co nie zmienia faktu, że nim oddycham. Więc może jeszcze razem będziemy. Czy czekałbyś na mnie, gdy starszym i wygnanym ty byłbyś?
poniedziałek, 2 listopada 2015
Samo(nie)zadowolenie
Potrzeba akceptacji jest tak wielka. Chciałabym myśleć, że jakąś misję wypełniam. Nie czuję życia. Czy ja umieram? Albo po śmierci do piekła trafiłam. Jestem w którymś kręgu królestwa piekielnego, nie wiem dokładnie, w którym. Nie czytałam Dantego. Twierdzisz, że jestem boska. Chyba raczej śmieszna, żałosna, z moją rozdartą powieką, skłonnością do złego i pragnieniem ciepła twojego. W moim życiu nie wypełniłam punktu żadnego. Nie wyszłam za mąż, nie urodziłam dziecka, nie zdobyłam najwyższego szczytu, nie pocałowałam księcia. Nigdy nie spotkałam uczciwego człowieka. Bo do końca życie nie nauczę się jednego: uszczęśliwiać siebie samego.
niedziela, 1 listopada 2015
Czego szukam?
W kościele szukam ochrony, spokoju, kogoś, kto się za mną wstawia i na ziemi od biedy wybawia. Chodzę do kościoła, w nim często przebywam i się ukrywam. Bo kościół karmi głodnych, podaje rękę upadłym, pociesza strapionych, umacnia prawych, przytula porzuconych, bezdomnych, słabych. Jak by to było, gdybym, tam się ukrywając, wyciągnęła rękę do swojej siostry lub brata, lecz zamiast niego dotknęła ręki swojego kata? Czy umiałabym to przełknąć, nie zawyć z bólu, pod jego spojrzeniem nie pęknąć? Lecz chodzę do kościoła też dlatego, by akceptować każdego. Wybaczać. Lecz daleko mi do świętego, który swoje 5 min. wykorzystuje do tego, by ratować bliźniego. Bo świętość to zaledwie moment, gdy wybierasz czyjąś krzywdę, a swoją obojętność, lub tylko jedno: człowieczeństwo. Tak jak św. Maksymilian Kolbe. Lecz ja nie odegram w niczyim życiu, aż tak wielkiej roli. Ale być może, jeśli przedrę się przez ten ból, lęk, niepewność, jeśli będę jeszcze przez lata w samotności płakać, jeśli nikomu się nie zwierzę, nikomu o problemie nie opowiem, to być może odegram w końcu swoją oskarową rolę. I może spotkam jakąś złą, lub dobrą duszę, której moja litość zmieni lub nie życie. Lecz złapię tę chwilę, ten moment, nie odejdę obojętnie, schylę się, podniosę, lub drzwi otworzę i do środka zaproszę. Wtedy dopiero o nim zapomnę, gdy stanę się dla ludzi ratowniczym pogotowiem.
Pięta Achillesowa
Za oknem listopad i słońce. Drzewo z pożółkłymi liśćmi było wczoraj. Opadły wszystkie, nagle, bez ostrzeżenia, w ciągu jednego zaledwie dnia. Taka jest fizjologia zmiany, następuje błyskawicznie. Jeśli się nie przyzwyczaisz do zmian, jeśli nie poddasz pod ich absolutną władzę, znikniesz wcześniej z tego świata, niż przewidziała to natura. A ja upadam, poddaję się rozpaczy, tracę włosy, przyjaciół, kochanków, kilogramy. Nie trwam jak Tadż-Mahal, jak Chiński mur, ani terakotowa armia. Jestem człowiekiem, który wierzy w wartości. I mam coś, co sprawia, że niszczeję: sumienie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...