piątek, 8 stycznia 2016

Reanimacja

Gdybym umiała cofnąć czas, do momentu, gdy...Gdybym umiała poruszyć właściwe struny...Gdybym zeszła na ten poziom podświadomości...Lecz to się już zaczęło. Moje myśli ze łzami popłynęły. Ty jesteś na poziomie 100, ja może zero. Zewsząd docierają impulsy, które krzyczą, że to nie tu, jeszcze nie teraz. Jeździec znikąd w mój umysł się wdziera. Źle znaki odczytuję. Choć wiedziałam, że ktoś mnie obserwuje, ktoś, gdzieś tam na mnie czeka. I zawiodłam kogoś. Zawiodłam Ciebie Boże i zawiodłam człowieka. Pomyliłam drogi. Zamykam oczy. Mówiły, że pasuje to światło, że lubię kolor brązowy. Kłamały nie raz. Bez oczu i uszu weszłam na drogę przez mękę. Błąkam się jak ślepiec i głupiec teraz. Potykam się o korzenie. Przewracam na ziemię. Lecz ktoś wyciąga rękę. Pomaga odzyskać oddech. Otrzepuje z kurzu buty, sukienkę. Otwieram powoli oczy. On smutno się uśmiecha. Nie pamiętam już, co straciłam, lecz, że odzyskałam przyjaciela.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...