środa, 27 marca 2019

Bez zmian

Teraz jestem. Tu. Żyję pracą. Odurzona zatrutym powietrzem. Spętana dziwnym nieszczęścia szczęściem. Czekam. Zawracam i uciekam. A kiedy jestem już daleko, rozwijam żagiel, obieram kierunek i płynę. Bezwietrzna pogoda na morzu oznacza, że tutaj umrę, na morzu zginę. Nie, nie poddam bez walki się. Porzucam więc ster. Biegnę do wiosel, by stąd dalej, by ze śmierci objęc wyrwać się. Ten ostatni już raz i kolejny, dzień, miesiąc i rok. Tak samo męczący, pracowity i beznadziejny, ciemny, tak jak przeszłość. Której już nie cofniesz i nie zmienisz...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...