sobota, 27 lutego 2016

...i wszyscy święci i święte Boże, módlcie się za nami!

Gdy wychodzisz z domu, chcesz się wznieść na wyżyny, być kimś, uczciwym, dobrym i potrzebnym komuś. Nie zajmujesz niczego, ani wysokiego stanowiska, czyjegoś miejsca, nowego terytorium. Przychodzisz ze szczerego serca. Tak zwyczajnie, by pomóc. Przybywasz więc tam, gdzie nie ma nikogo, gdzie nie będziesz zawadzała, czasu ani życia zabierała. Wchodzisz więc w cudze życie, jak w górską rzekę. I dopiero, gdy w niej już jesteś, dostrzegasz, że to co brałaś za czyste, jest w rzeczywistości ściekiem. Lecz próbujesz być sobą: prostą, skromną osobą. Potem zmieniają Ci rolę. Byłaś przedtem siostrą, nawet bratem, a teraz masz stać się katem...Przyjmujesz ją z radością, bo odkąd brodzisz w brudnej wodzie, zatrułaś się tym, co niosła: śmiercią, wojną, nienawiścią, nędzą, głodem i głupotą. Nie grasz już siebie, tylko kogoś nieznanego, przez innych zaakceptowanego. Gdy grasz jego, tego bohatera negatywnego, zbierasz laury, oklaski, nagradzają cię złotem, piszą listy miłosne...lecz natrętne myśli przychodzą zawsze potem. Nie chodziło ci przecież o to, by mieć srebro, czy złoto. Ech, niekochana kobieto! Przypomnij sobie, co, poza miłością, jest cnotą!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...