wtorek, 1 marca 2016
Za horyzontem
Czy myślisz też o tym, co by było, gdybyśmy rozwiązali wszystkie nasze problemy, gdyby zniknęły kłopoty? Gdyby przestały nas dręczyć krótkowzroczność i wąskie horyzonty. Gdyby się one poszerzyły, to może pokonałbyś trasę do Krakowa nawet w 2-wie godziny? I może, gdybyś głupiego, w twoim wieku będącego, po jego czynach rozpoznał, to może uwierzyłbyś, że to nie prawda, co mówią o nas. Mówią, że jestem stara? Że nie będzie już ze mnie dobra matka ani żona ? Słuchasz tych pieśni, które głupcy wlewają ci do ucha i się kurczysz, zmieniasz postać, relatywizujesz, odsuwasz. Potem, po kilku chwilach znikasz. Horyzont się zamyka. Opada kurtyna. I gdy rozlegają się brawa, wychodzi zza niej aktor, do swojej roli, jak do dobrze skrojonego garnituru dopasowany,świetnie do gry przygotowany. I stoi on, tak pięknie wystrojony, w maskę odziany, zbiera laury, podnosi spod nóg kwiaty. Gdy aktor wychodzi z teatru, orkiestra przygrywa mu do taktu, tłum go nie odstępuje, wielbi go, kocha, ochroniarz mu drogę toruje. Wśród tylu rąk, jest i jeszcze jedna, drżąca, drobna. Lecz aktor ją odtrąca, w innym kierunku patrzy, inne dłonie całuje, karteczki swym pseudonimem podpisuje. Następnie wsiada do czarnego rollsroysa i swą maskę zdejmuje i dłoń narzeczonej całuje. Kurtyna po raz drugi opada.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz