środa, 1 marca 2017

Kobieto, puchu marny

Czasem wciąż żałuję tego, że jestem tylko mieszczańską służką, ostatnim dzieckiem, słabą kobietą, że nie jesteś kimś więcej niż kolegą. Czasem zamieniłabym się rolą, zmęczonego człowieka swoją samotną dolą. Chciałabym zamieszkać w mnisim raju, gdzieś wysoko w górach, w klasztorze znajdującym się na dachu świata, lub może gdzieś w Tatrach. By spacerować w chmurach, z dystansu spojrzeć na ten boski świat, pełen ludzi i ich wad. Nie słyszeć zgiełku miasta, małżeńskich kłótni, ich ciągłych kłamstw i zdrad. Chciałabym z dystansu spojrzeć na człowieka, zrozumieć jego dążenia i stać na straży jego praw. Lecz nie czas to na marzenia. Swoje powinności znam: to praca, posłuszeństwo, czystość. Rozumiem, gdzie jest moje miejsce, że nie będę mieć tego, co mają inni ludzie, żyjący w małżeństwie. I...cieszę się..., że nie będę żyć wiecznie. Tak jest ciężej, tak jest smutniej, tak jest...dla Ciebie bezpieczniej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...