Wszystko byłoby o wiele prostsze, gdybyś był moim, nie jej mężem, gdybyś był mędrcem, a nie patentowanym osłem.
Gdzieś się zgubił twój skarb, którego strzegłeś jak w głowie oka: twoja mądrość, powściągliwość, siła, sprawiedliwość i cnota. Trwoniłeś na niespełnione obietnice słowa, traciłeś rozsądek dla krótkich spódniczek, upijałeś dziewiczym winem, unosiłeś ambicją, by uprawiać, nie, oddawać się dzikim i nieokiełznanym żądzom, czarom, pokusom, niewybaczalnym czynom, by w pocie czoła zdobywać lub tracić swoje najgłębsze tajemnice. Twoja uroda, twoja młodość, boska cnota, tak delikatna i ulotna, że szeptałam ci o niej po nocach, rozeszła się jak w stawie cicha woda.
niedziela, 23 września 2018
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz