niedziela, 7 października 2018
Sonata niechęci
Gdzieś odeszło, słoneczne lato, piękno tamtej chwili, blask twych oczu, taniec zmysłów. To już przeszłość. Nastała chłodna jesień, zimna kalkulacja, smutku pora. Twórcza niemoc.To nadeszło. W końcu, przed czym uciekałam, czego tak się bałam. Moja przeszłość. Ona mnie pochłania, dręczy, zaciska na szyi żelazną obręczą, i dusi, oddech odbiera. Moje ciało jak rozdarta na wietrze płachta, trzepocze, płynie w dal, bez celu, bez tajemnic, bez pamięci. Wiatr gna ją donikąd. I tyle. Ostatni to już jej rozdział. I dzisiaj został zamknięty.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz