piątek, 25 kwietnia 2014

Niech wieje, leje, niechaj płyną potoki...łez

I nastała zima, w samym środku wiosny.
Przyszła w środę, nieśmiało stanęła w drzwiach, nie chciała wejść. Szerzej rozwarłam drzwi: "Masz tu dużo do roboty, musisz wykurzyć tę ślicznotkę Wiosnę, co się wdzięczy, stroi miny, codziennie piękniejsze szaty zakłada, miesza mi w głowie, szepcze do ucha o miłości, zmianach. Niech się otrząsnę póki zmiany się jeszcze żadne nie dokonały." Przekonałam ją. Weszła. Drzwi za nią zatrzasnęły się z łoskotem. Oczy zapłonęły niebieskim, zimnym światłem. Wnętrze mojego mieszkania pokrył lód. Przestraszyłam się swoich pragnień i tego chłodu, który wydobywał się z głębin oczu. Wycofywałam się powoli, ona kroczyła za mną nie spuszczając ze mnie wzroku. Potknęłam się i upadłam. Czołgając się dotarłam do stołu, złapałam się go i wstałam. Ona nie spuszczała mnie z oczu, czułam, jej przeraźliwie chudą dłoń na moim gardle, która zaciskała się coraz mocniej. Szybko, szybko, włącz komputer. Tylko ta myśl pozostawała w mojej głowie. Automatycznie włączyło się gg, był tam ktoś. Szybko, wyślij mu wiadomość, dopóki nie jest za późno. To twoja ostatnia deska ratunku. Napisałam jakieś słowa, jednak był to jakiś bełkot, gdyż niewiele myśli docierało do mojego na wpół żywego ciała. Nikt nie wie, gdzie jestem i że potrzebuję pomocy. Miasta i wsie Polski zasnęły jak zwykle snem sprawiedliwego. Pomoc nie dotrze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...