... i przyjechała...po tym, jak ją zabić chcieliśmy, ona żyje...i się nie poddała...
Już była słaba, zmęczona życiem... zniszczona ... tak ładnie się przecież bała.
A jednak jest w niej jakaś siła... tej naszej beznadziei się nie poddała... był twarda... i na chwiejnych już nogach... tak tak... już się wiele razy chwiała...kiedy grzmieliśmy ... nienawiścią ... jadem na nią pluliśmy... nasza siła wspólna ją w sidła zła popychała... i tym razem była słaba ... zaskoczona ... na naszą zasadzkę nieprzygotowana ... ale jeszcze ten jeden raz wytrzymała...chroniły ją mury domu... naszego bloku... w którym taka zakała... z nami... mieszkała...
Jak to przetrwać śmiała!
Ale podda się... to już pewne...zniknie z naszej wyobraźni...z naszej wspólnoty i naszego świętego grala... którego nie przyjęła...któremu nie uległa... bo za bardzo swojego ojca się bała...
Jeszcze tylko kilka razy... popchniemy ją ... ku złu... bo jest stara...
Nieszczęśliwa i ta wygrana... da nam przewagę...nad tymi... którzy nas pokonali ... tymi, którzy kryją się za naszymi obelgami.
I będziemy na wieki sławni... że wygraliśmy... z kimś kogo tak dobrze znamy ...
Och jak łatwo być potworem i popychać ... i niszczyć ... wszystko co w złej formie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz