sobota, 21 stycznia 2017
Tylko czas
Coś się otwiera i...coś zamyka. Ktoś idzie prostą drogą, radośnie do celu. Ktoś inny brnie mozolnie przez życie i wciąż się o swe decyzje potyka. Pierwsza postać jest silna, postawna, druga niewidoma, zgarbiona i słaba. Obie zmierzają tam, gdzie jest wszystkiego koniec, gdzie życie ze śmiercią grają wspólnie koncert. I któregoś razu w tłumie ludzi, wbrew wszelkim prawom, pomimo różnic, mimo zakazów, dostrzegli siebie. Gdy on patrzył na nią, zaświeciło słońce i na ten moment ukazał się obraz przystojnego młodzieńca niewidomej. Spotykał ją jeszcze wiele razy, widział każdą jej zmarszczkę, każdy siwy włos, nawet kolor skóry. Lecz jej zielone oczy dostrzegały zaledwie ukochanego kontury. Mijał ją wiele lat mimochodem, sądząc, że go dostrzeże, spojrzy w jego stronę. Nieszczęsny, niczego nieświadom, spoglądał w oczy niewidomej, słuchając, jak ona opisywała tęsknotę za tą piękną twarzą, która ukazała jej się tylko wówczas, tamtego słonecznego, październikowego razu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz