poniedziałek, 8 września 2014

To nie jest wierszyk o samotności

Wiersze piszę, gdy mam ciszę, kiedy własne myśli słyszę. Z tej radości, że wierzby szum, ptasie trele w ciszy słyszę, siadam w rogu i poezję sobie piszę. Lecz gdy się wszyscy przekrzykują i o wojnie debatują, kiedy słyszę dźwięk oręża, gdy w człowieku druga-zwierzęca natura zwycięża, ja zamykam drzwi, od "tych pól zbożem malowanych" odchodzę. Mów co chcesz, królom z drogi schodzę. Nie czuję się niczyim poddanym, jestem sama sobie sługą i Panem. Już bezdzietność mię nie uwiera, co tam, kamyk w bucie. Pal to sześć! Czekam aż stos problemów się uzbiera. Bo czegóż mi tu teraz więcej trzeba, kiedy pod dostatkiem ciszy, gdy dość mam chleba. Może Ciebie, by przerwać tę ciszę...Kołatkę zawiesiłam na drzwiach mego serca, jest z solidnej stali, gdy przyjdziesz, zastukasz, na pewno jej dźwięk usłyszę. Ćśśicho! Właśnie coś stuknęło. Ach, to tylko ta myśl, co zawsze, przysiadła mi właśnie na ramieniu i choć już wczesny ranek, dość chłodny, ona mnie otula, w ramiona bierze i sennie kołysze. Moja samotność. To ona przerywa w końcu ciszę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...