sobota, 19 marca 2016
Nihilizm
I nagle wszystko ucichło, zamilkło, do normy wróciło. Obojętność, bezduszność, nuda i starcza zgryźliwość. Gdy człowiek umiera, ktoś go za rękę trzyma, podczas, gdy ktoś inny tylnymi drzwiami się wymyka. Ale twierdzi, że wciąż kocha, przecież wciąż wspiera, dobrą radą, złotą zasadą, tak jak każdego niemieckiego obywatela. Liczy się porządek, czystość, punktualność i to, co w górze, ponad nami: niemiecka siła tu na ziemi i pomiędzy gwiazdami. Gdy umiera człowiek, coś psuje atmosferę. Ach, ględź na mnie, gadaj sobie, na zdrowie! Ja się zgrabnymi słówkami nie podpieram. Gdy Ciebie nie ma sama twoje rozbite obietnice z podłogi zbieram. Kupuję super glue i to co się daje, sklejam. Reszta się zmarnuje. Wszystkim się nie pomoże, wszystkich się nie uratuje. I gdy ktoś ci ból zadaje, ktoś inny, nie ty, lecz się do tego nie przyznajesz. I krzyczysz, bo boli. Próbujesz odgryźć swą rękę, która tkwi w sidłach, zastawionych przez kogoś, kto chce zyskać na twojej niewoli. Lecz ty mnie za nią trzymasz, bo się z Tobą zaprzyjaźniłam. A ja gryzę tę rękę, która mnie głaszcze. Jestem teraz nerwów kłębkiem! I wiesz, że tak naprawdę to ja złamałam przysięgę, to ja zawiodłam, rozczarowałam. Bo byłam samotna i opuszczona. Bo cierpiałam. Bo to cierpienie jest do zniesienia, nie jest tak wielkie i nie otępia. Lecz trwa ciągle, nieustannie, nie kończy się, nawet jeśli mu ulegasz i na jego warunki przystajesz. Nie walczysz o siebie, o swoje cele. Jesteś tu bez oręża, bez zbroi i tarczy, z każdą emocją wymalowaną na twarzy. I wciąż wybaczasz, wciąż się litujesz. Ale wiem, że jest jeden, który twoją słabość pojmuje. I gdy w końcu się już zmęczysz i upadasz pod krzyżem, patrzysz w górę, a nad tobą krążą już sępy. I krzyczysz z bezsilności, bo masz związane ręce, jarzmem przysięgi, czasowości i absolutnego braku wolności. A on Cię wodzi, kusi i prawi o spontaniczności. Więc płaczesz, że aż się zanosisz. Bo on myśli, że się tylko z nim droczysz. A potem, gdy już cały ból wykrzyczysz, gdy się całkowicie pogrążysz, gdy tak leżysz, marna i zdołowana, bo nie wierzysz już w wybory, których sama dokonałaś. Wtedy po raz trzeci upadasz. Byle już więcej nie wybierać, o swoim i niczyim losie nie decydować. Upadasz i nie wstajesz. I nie czekasz już na nic. Po prostu się poddajesz.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz