środa, 20 sierpnia 2014

Góralu, czy ci nie żal

To się już kiedyś wydarzyło. Ktoś już o tym napisał, o banalnej miłości kobiety i mężczyzny. Miłości, której nikt nie zaplanował, nie popełnił z premedytacją. Miłości, której wszystko i wszyscy zdają się chwilami stać na przeszkodzie. Która z czasem nie staje się lżejsza. Czasem tylko ktoś pomaga nam nią nieść, niestety rzadko obiekt westchnień. Czasem ktoś dokłada jej ciężaru, zależy od człowieka, jego doświadczeń, środowiska w którym żyje. Żadne z nas nie ma kontroli nad tym, co przeżywa drugie. Ty nie możesz uchronić mnie przed cierpieniem z Twojego powodu, ani ja Ciebie. Nie wiem, czy jest dla nas nadzieja na bycie razem. Dziś już tego nie wiem. Wczoraj mnie zmieniło. Rzeka zmieniła mój sposób myślenia, usłyszałam o czym opowiada. Z taką łatwością i przekonaniem formułować wnioski i sądy o miłości, kobietach, mnie...Chciałam spytać, czym dla niego jest przysięga małżeńska. Obietnica stałości i wspierania się w chorobie, ubóstwie, wierności i uczciwości, lecz on, niczym te wodospady, które kazał mi podziwiać, wyrzucał z siebie wnioski o kobietach, że to dla nich nie ma znaczenia. Sposób w jaki to mówił, nie treść, raniły moją godność. Żal, siedzących obok mnie młodych, niewinnych jeszcze dziewcząt, których radosne szczebiotanie po jakimś czasie gawędy, zmieniło się w zadumę, apatię. Walczyłyśmy z nią chyba wszystkie. Myślałam jeszcze o Zbyszku, jak jego to środowisko zmieniło. Ile już masz lat, 28? Czyli od 5-ciu uczą go nieufności i niechęci do kobiet. Pamiętam go na początku, kiedy jeszcze nie był flisakiem. Był zupełnie inny. Kochałam go bardzo. Pomógł mi uwierzyć w miłość. Łagodny, delikatny, czuły. Mój ciepły góral. Kiedyś był bystrzejszy, chciał wyrwać się z tego środowiska, lub chciał mnie w nie wprowadzić. Byłam w szoku. Mnie, tak bardzo poniżoną, zapraszał do swojego, niezwykle hermetycznego środowiska? Czułam się wyróżniona. Lecz odmienił swoje serce. Pamiętam jego smsa, gdy byłam w Irlandii, że "zaprosił koleżankę na oglądanie horrorów". Wszyscy się śmiali ze mnie, że mój chłopak mnie zdradza. On robił to, wg innych, uczciwie, bo mi o tym napisał. Mhm...zrobiłam to samo, bo gdy usłyszałam, że mój ideał to robi, straciłam wolę walki o nas. To już tyle lat, a ja wciąż o tym myślę. To ciągle boli. Wczoraj, tam na rzece, też bolało. Pożałowałam swojego czynu, jeszcze zanim wsiadłam na łódź. Młody flisak wyrwał  mnie z zadumy. Kogoś mi przypominał. Zapytałam o imię: Mateusz. Nazwiska nie podał. Nie trzeba było, już wszystko jasne. Widzę, że to bardzo popularne imię wśród młodej generacji flisaków. Nawet uśmiech podobny. Jeśli charakter miał też podobny do tamtego Mateusza, to chciałabym mieć takiego przyjaciela. Tylko ten stary go pilnował, jak jakiś strażnik więzienny. On jeszcze tego nie widzi, lecz ten dziwny związek starego z młodym, jest bardzo niszczący. Chłopak jest jakby w sekcie. Takie bezwzględne posłuszeństwo, którego wymagają od tych młodych chłopaków przynosi więcej szkody niż pożytku. Popadają potem w uzależnienia. Najczęściej stają się erotomanami. Tak jak mój Zbyszek. Zbyszek znajdzie sobie kobietę (lub znajdzie mu stowarzyszenie flisaków) z tego kręgu, a skoro są od tylu wieków zamkniętą grupą, to jest już coraz mniej dziewcząt niespokrewnionych z rodziną. No więc, hajtnie się z jakąś niezbyt daleką kuzynką, podobnie jak on skazaną tylko na to środowisko, więc nimfomanką. Urodzi się z tego związku bardzo wiele dzieci. Dość tragiczna to historia miłosna. Żałuję, że nie ma innego sposobu na uratowanie tego wartościowego faceta. Pewnie mój dramat z tego powodu, że będę tą porzuconą i całe życie cierpiącą, nie ma wobec ich tragedii znaczenia. Ot kolejna dziwaczka z pękniętym sercem. Kuliłam się w sobie, zapominając, że jestem na łodzi pełnej ludzi. Dobiliśmy do brzegu. Wybiegłam na busa. Kierowca złapał mnie za rękę i powiedział smutno: nie płacz dziewczyno. Ja nie płaczę, to tylko deszcz. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...