poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Tylko dla twoich oczu
Gdyby szczęście mogło zawierać się tylko w tej przestrzeni, jaką stanowią twoje oczy, to patrzenie w nie zajmowało by większość mojego życia. I gdyby wspomnienia mogły ożyć, to siedzielibyśmy w domu w górach, każde po innej stronie stołu, prowadzili nic nie znaczące dziś konwersacje z twoimi znajomymi, zerkając co pewien czas na siebie. Połączone spojrzenia zwiastują połączenie myśli. Te same wątpliwości. Niewypowiedziane pytania. Pytania w takich chwilach są pozbawione sensu. Słowa pozbawione treści. Och, kochanie, zadajesz mi ból. Wzdycham. Mrugasz powiekami. Odwracam wzrok. Koncentruję uwagę znów na rozmówcy. Jednak czuję się zrelaksowana tą dawką alkoholu , którą wypiłam, zbyt zrelaksowana. Mówię za dużo, zapominając, że jestem na forum twoich znajomych. Wiem, zagalopowałam się. Spuszczam głowę. Powinnam teraz wstać i odejść. Ale twój wzrok mnie wyśledził. Patrzysz pytająco. Taaak. Teraz się wszyscy dowiedzieli. Cholera jasna! Wstaję od stołu. Idziesz za mną. Łapiesz mnie za rękę. Prowadzisz w dół, po schodach. Do kuchni. Nie wyprowadzisz mnie już z piekła. Z tobą weszłam tylko w kolejny krąg. Ma dusza przeklęta do dziś krąży w czeluściach piekła, tylko czasem w rozpaczy woła twe imię. Bo jeżeli moje szczęście zaklęłam w twoich oczach, to czy kiedyś znów je odnajdę? Wybacz mi, wybacz. Masz swoje metody, by się zemścić, za zadany przeze mnie ci ból. Zasłaniasz mi oczy. Nie mogę znieść, kiedy na mnie patrzysz, a ja Cię nie mogę poznać. Cierpię torturę, gdy dotykasz mnie wzrokiem, a ja czuję tylko twój zapach w pokoju. Auuuć! Słyszę twój śmiech.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz