niedziela, 1 listopada 2015

Czego szukam?

W kościele szukam ochrony, spokoju, kogoś, kto się za mną wstawia i na ziemi od biedy wybawia. Chodzę do kościoła, w nim często przebywam i się ukrywam. Bo kościół karmi głodnych, podaje rękę upadłym, pociesza strapionych, umacnia prawych, przytula porzuconych, bezdomnych, słabych. Jak by to było, gdybym, tam się ukrywając, wyciągnęła rękę do swojej siostry lub brata, lecz zamiast niego dotknęła ręki swojego kata? Czy umiałabym to przełknąć, nie zawyć z bólu, pod jego spojrzeniem nie pęknąć? Lecz chodzę do kościoła też dlatego, by akceptować każdego. Wybaczać. Lecz daleko mi do świętego, który swoje 5 min. wykorzystuje do tego, by ratować bliźniego. Bo świętość to zaledwie moment, gdy wybierasz czyjąś krzywdę, a swoją obojętność, lub tylko jedno: człowieczeństwo. Tak jak św. Maksymilian Kolbe. Lecz ja nie odegram w niczyim życiu, aż tak wielkiej roli. Ale być może, jeśli przedrę się przez ten ból, lęk, niepewność, jeśli będę jeszcze przez lata w samotności płakać, jeśli nikomu się nie zwierzę, nikomu o problemie nie opowiem, to być może odegram w końcu swoją oskarową rolę. I może spotkam jakąś złą, lub dobrą duszę, której moja litość zmieni lub nie życie. Lecz złapię tę chwilę, ten moment, nie odejdę obojętnie, schylę się, podniosę, lub drzwi otworzę i do środka zaproszę. Wtedy dopiero o nim zapomnę, gdy stanę się dla ludzi ratowniczym pogotowiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...