niedziela, 1 listopada 2015
Pięta Achillesowa
Za oknem listopad i słońce. Drzewo z pożółkłymi liśćmi było wczoraj. Opadły wszystkie, nagle, bez ostrzeżenia, w ciągu jednego zaledwie dnia. Taka jest fizjologia zmiany, następuje błyskawicznie. Jeśli się nie przyzwyczaisz do zmian, jeśli nie poddasz pod ich absolutną władzę, znikniesz wcześniej z tego świata, niż przewidziała to natura. A ja upadam, poddaję się rozpaczy, tracę włosy, przyjaciół, kochanków, kilogramy. Nie trwam jak Tadż-Mahal, jak Chiński mur, ani terakotowa armia. Jestem człowiekiem, który wierzy w wartości. I mam coś, co sprawia, że niszczeję: sumienie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz