poniedziałek, 16 listopada 2015
Żona podróżującego w czasie
Powoli przechodzę w inny wymiar, w stan, do którego będzie miało coś, lub ktoś inny dostęp. Twoja twarz blednie, sylwetka zanika, choć nie używałam do mazania gumki, nie noszę już szkolnego piórnika. Zostały już tylko oczy, odbijają niczym lustro każde piękne kłamstwo, plugawe oszustwo. Nic mnie już u ciemnookich mężczyzn nie zaskoczy. Nicość odcina wartościom drogę. Bezduszność, milczenie stało się miłości wrogiem. Patrzę więc na mężczyzn z boku, stojąc w miejscu, nie mam pewności co do poradności wykonania jakiegokolwiek kroku. Nikomu nie ufam. Razem z twoim odejściem umarła moja skora do radości dusza. Więc i ja odchodzę do tej, którą byłam przed wiekiem, a może wczoraj. Ratuję resztki godności, uciekam od potworności. Od mężczyzny z piekła rodem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz