niedziela, 8 lutego 2015

Uciekając przed nieszczęściem

Już początek lutego, a ja się ciągle ukrywam, przed Tobą chowam. W obietnicach się pogubiłam, już nie zważam na słowa. Krzyczę, że nienawidzę. Szlocham, że kocham. Ty grozisz, że odchodzisz. Ciągle tak bliscy i ciągle tak obcy. Rzucasz się w wir pierwszy lepszy. Prąd niesie Cię w jej stronę. Chwytasz się tamtej ręki, niczym tratwy. Wołam: Nieee! Ona tonie i ciągnie twą dłoń w morską kipiel. Zakładacie sobie obrączki złote. Jeszcze błyszczą pod wodą. Rzucam Ci się na ratunek. Lecz wbita w moje udo ciupaga powstrzymuje mnie. Dziewczyna chybiła, w me serce nie trafiła. Lecz skutecznie udzielenie ci pomocy uniemożliwiła. Teraz pokonana leżę, podczas gdy ona świętuje i się Tobą cieszy. Krew sączy się z rany. Potem wstaję. Podchodzę do obrazu. Patrzę na was razem i płaczę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...