niedziela, 15 lutego 2015

Nie wywołuj wilka z lasu

Ja zawsze wierzyłam, że moja miłość jest spełnieniem moich marzeń i nigdy nie umiałabym zdradzić. Lecz była to bardzo skomplikowana relacja, na dodatek w pewnym momencie, z powodów ekonomicznych musiałam wyjechać za granicę. Zostałam poddana próbie, bo pracowałam w zamknięciu przez 24/7 przez 3 miesiące (potem przerwa 2)opiekując się starszą, chorą osobą. Było to wbrew mojej naturze i w efekcie popadłam w konflikt z samą sobą. Miałam kontakt ze światem zew. poprzez gg. Po kilku latach takiego odosobnienia utraciłam instynkt samozachowawczy. Wpadłam w depresję. Cierpiałam. Z klinicznego punktu widzenia byłam chora. Pisali do mnie całkiem przypadkowi mężczyźni, lecz ja sądziłam, że to ten mój mężczyzna, ponieważ inteligencja osoby opiekującej się chorą osobą zaczyna drastycznie się obniżać. Wierzyłam w każde ich słowo, jak nastolatka, jak dziecko. Choroba z każdym rokiem coraz bardziej się pogłębiała. Tym bardziej, że czytałam wiele blogów, których, jak sądziłam, on jest autorem. Wynikało z nich, że prowadzi bardzo bujne życie erotyczne, mogła to być tylko fikcja literacka, lub nie. Pisano coraz częściej, zabawiano się moją nieświadomością. Czasem podawali się ci mężczyźni za faceta, w którym się bujałam, potem się wypierali. Ja szukałam ratunku w rozmowach, oni nie mieli zamiaru mi pomagać, wyciągali nagie zdjęcia itd. robiłam, czego chcieli. Myślałam, że przecież już i tak nie ma sensu wracać na dobrą drogę, bo być może on ma kogoś. Przy tym cały czas sądziłam, że to on do mnie pisze. Żyłam w traumie. W końcu kiedyś i on napisał, bo wysłał mi zdjęcie. Byłam szczęśliwa, ale zdezorientowana. Uwierzyłam, że ci "wszyscy" to może być on. Ale potem znowu cisza, za to pisali ci inni. Szybko wyczuli, że jestem jak marionetka, poddana całkowicie ich woli. Miałam czasem przebłyski świadomości, że to całkiem obcy faceci, którzy być może mną manipulują, ale szybko wypierałam tę myśl. Tak bardzo pragnęłam, by on do mnie napisał, że sobie to wmówiłam. Do czasu, aż nie pojawił się ten WŁAŚCIWY. Długo zwlekał, żeby się do mnie odezwać. Wiedział już o wszystkim. Może nawet na początku to on pisał, wypróbowując moją wierność, lecz widząc, że się zgadzam na wszystko, zrezygnował ze znajomości i podał mój nr. komuś innemu. On był mężczyzną, którego nie da się zapomnieć, a ja pozwoliłam na to by odszedł. A teraz będę musiała z tym żyć, że odszedł. Do końca życia będę szukać odpowiedzi, czy gdybym nie zmieniła stylu życia, gdybym nie poświęciła się dla chorej i sama się przez to nie rozchorowała, to czy bylibyśmy razem? Czy poddał mnie próbie i czy ta wiedza o mnie zaważyła o jego odejściu? Dziś boję się rozmawiać z mężczyznami. Piszą nadal, lecz przerażają mnie. Boję się, bo poznałam nie tylko męską, ale i swoją naturę, bo ta manipulacja, mimo, że była w pewnym sensie gwałtem, też w końcu zaczęła sprawiać mi przyjemność. Przeraża mnie, że ktoś może zrobić coś wbrew mojej woli, a ja nie jestem zdolna się temu przeciwstawić. Ale wiem już, że życie nie zawsze jest jednoznaczne. A słów typu zdrada, lepiej nie używać, bo można wywołać wilka z lasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...