poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Gdy pada deszcz

Zabieram Ci znów chwilę, całą siódmą jej część. Oddaję wciąż za mało, dla mnie to wielki wysiłek woli. Czy słyszysz to, po sali rozległ się śmiech. Patrzę ponad siebie, widzę nieba bezkres. Przez kraty, słyszę szumny świat, uliczny hałas i deszczową pieśń. Czuję tępy ból, nie słyszę głosu sumienia. Może wina przeszła na gangstera, który do zbrodni przymusił mnie. Zdobędę się 44 raz na akt przebaczenia, bo tego ktoś pewnie potrzebuje, tego świata, a w nim małą mnie. Jeszcze chwilę przyglądamy się sobie, bezrozumnie. Żyjemy tu i teraz. Ten chroniczny ból, trauma dobija mnie...A może to za tym chłopcem tęsknota. Ech, teraz już wiem kto zawinił: prastary deszcz.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...