sobota, 26 września 2015
W imię...
Miałaś miesiąc temu umrzeć. Lecz przeżywasz. Znowu jest ranek i czujesz ból kości. Przypominasz sobie skąd ten ból się wywodzi i co od miesięcy, lat, żyjąc ze staruszką, przechodzisz. Podchodzisz do lustra, widzisz zmęczone, posiniaczone oczy. Myjesz twarz, zęby, zaplatasz warkoczyk. Myślisz: co dzieje się z twoim przyjacielem. Martwisz się. Przypominasz sobie, co o nim mówią. Co on przemilcza. Odwracasz twarz od lustra, zamykasz oczy. Czas leczy rany, ale nie te, które ci zadano w imię...miłości...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz