poniedziałek, 28 września 2015
Dzień, w którym pękło niebo
I nadszedł ten dzień, zupełnie niespodziewanie. Wszedł, zapukawszy, zdjął buty, płaszcz odwiesił w szafie. Potem usiadł w salonie, za stołem i rozpiął ubranie. Guzik za guzikiem, potem za mankietem mankiet. Stałam wtedy w oknie, nie słyszałam wspinania się po stopniach. Patrzyłam w dal i choć na ten dzień od lat czekałam, to gdy wszedł niczego nie usłyszałam, nawet w jego stronę nie spojrzałam. Potem zakończyłam oczekiwania lata, postawiłam kropkę i czekać przestałam. A ty wtedy właśnie bezszelestnie w moje życie wszedłeś. Postawiłeś w wazonie brunatne liście i niczym wiatr do uszu wspomnienia zacząłeś szeptać. Lecz ja przeszłam obok ciebie zamyślona, spojrzałam nawet przez ciebie roztargniona. I gdy na chwilę słońce rozjaśniło twą postać, przetarłam oczy i zadrżałam, bo mężczyznę z krwi i kości ujrzałam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz