wtorek, 29 lipca 2014
Ostatni krzyk
I znowu nie umiem o tym mówić, pisać. W gardle staje kołek, kiedy słyszę troskliwe pytanie sąsiadki o kogoś z południa Polski. Trochę bliższej sąsiadki. O kogokolwiek zapytałaby, odpowiedziałabym to samo. Chciałam jak zwykle udać, że nie zrozumiałam pytania. Lecz kiedy zwierza mi się kobieta z nieszczęścia swojej porzuconej córki, wtedy zaczynam myśleć. Pokazywanie smutku, płacz nie mają sensu, każdy je widział tyle razy w telewizji. Ale nie umiem odgrywać oskarowej roli, że mi na nim już nie zależy. Chciałabym...umieć. Jesteśmy w kontakcie, ale to tylko kolega. Tylko kolega...I znów ten mądry wzrok, doświadczonej mężatki i matki swojej porzuconej córki. Jej córka ma 28 lat. Nie znajdzie nikogo już. Mówię, że znajdzie. Po czym odwracam twarz, wydaje mi się, że zobaczy w moich oczach krzyk: przecież ja mam 36, a w tym samym wieku miałam ostatni raz mężczyznę. Ostatni raz w życiu...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz