sobota, 19 lipca 2014

Tylmanowo!

Dziś obudziło mnie to słowo. Na nogi postawiło, łzy i smutek z twarzy zmyło. Trudność sytuacji i przyczynę problemów uświadomiło. Chyba jeszcze kilka innych czynników na to się złożyło: Listy do Lucyliusza, ciągłe poczucie braku zrozumienia, brak pochwał, przewlekły strach, że każda rzecz przeze mnie wykonana, jest nie dość dobra, nie dość dopracowana, że się nie staram, że żołnierz na wojnie też o życie walczyć musi i do domu kaleki wraca, tego mnie tu babka uczy. I może nawet byłoby prawie sielankowo, może o pracę bym się nie bała, gdyby nie moja szczera opinia, że kocham dzieci i chętnie bym kiedyś jedno adoptowała. Od tej chwili, ilekroć wchodzę do pokoju chorej, czuję żmii wzrok na swej szyi. Ktoś tu mnie zawsze 24/7 pilnuje, teraz dodatkowo bacznie mój brzuch obserwuje. Instynktownie wyczuwa, konkurenta, ktoś poza nią już po to ciało sięgał. Ma motyw by zabić, bo zazdrość ją od teraz trapi. I nagle swój stres rozumiem, i źródło szaleństwa, i moja złamana bezwzględnym posłuszeństwem wola, a przez to upośledzona  inteligencja. I moje załamania nerwowe, bo nie potrafię już trafnie zinterpretować żadnego twojego wiersza. I przecież nie ten ktoś ukochany mnie rani, nie mężczyzna jest nieukiem, to kobieta. Ta kobieta jest niestała, nieszczęśliwa, 2-krotna mężatka, bogata z drugiego małżeństwa. To ona, przez Rosjan zgwałcona, z prostej polsko-niemieckiej chłopki w modliszkę przekształcona. Małe cele kosztem innych osiągać nauczona. Kolejną opiekunką bawiona, ciągle szuka nowszej, młodszej. Gdy chodzi o tortury, w fantazji nieograniczona. Kobieto szalona! Jest praca w Tylmanowej dla spedytora. Język niemiecki jako wymóg stawiają. Sił swych muszę spróbować, od zera znowu zacząć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...