czwartek, 31 lipca 2014

Kimkolwiek jest kocham Go

Różne są rodzaje łez, te smutkiem, żałobą naznaczone i te radosne, gdy ze szczęścia serce w nas rośnie. Łzy, gdy czujesz, że to wszystko to już przeszłość. Łzy ulgi, że już tam nie powrócisz. Kiedy z mroku wychodzimy na rozkwieconą łąkę. I kiedy czujemy, że jednak to było prawdziwe, niesprawiedliwe, życie w klatce. Kiedy jeszcze ciągle gdzieś ten strach się czai i pozostanie w głębi serca na zawsze, lecz już nie jest tak paraliżujący. Nie umiem wytłumaczyć, czym jest to więzienie, w którym muszę przebywać 3/3, samotność, której nie pomnożę razy dwa. Ale czasem pojawia się ktoś, lub coś, co wydobywa ze mnie śpiące uczucia, wlewa jakiś rodzaj tajemniczej tęsknoty. On tylko ma klucz do mojego serca, potrafi przytulić słowem. Dziś gładził mnie po policzku, nie mówił nic. Był spokojem, falą wrażeń, lawiną myśli, telepatycznym westchnieniem. Tak silny i groźny niczym burza, a zarazem czuły i łagodny niczym lipcowy poranek. Gdy fala emocji została nieoczekiwanie przerwana poczułam wdzięczność, słabość, zmęczenie, napływające do oczu łzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...