sobota, 9 maja 2015

Imię Róży

W końcu znalazłam miejsce, które nazwałam domem. Lecz on się rozpada, jego mury drżą już w posadach. I może wkrótce nastąpi koniec. Dom ten od początku nie miał drzwi, ani okien. Nie było tu cennych przedmiotów, miłych rozmów, wspólnych niedzielnych obiadów, ani domowych pierogów. Wszyscy się stąd już wynieśli, zabierając ze sobą pamiątki i wartościowe rzeczy,i...złodziei. Zostawili ciszę i echo porzuconej nadziei. Porzucili zalegający na półkach kurz, meble, pościelone łóżko i wszechobecne pajęczyny, ogród pełen dzikich róż. Został w nim tylko jeszcze stróż, który opiekuje się domem dusz. Codziennie, gdy już swych róż doglądnie, zasiada przy świata oknie i patrząc na cienie tańczące na ścianie, chce z nimi porozmawiać, lecz wie, że cienie nie są do tego zdolne. Więc przeprasza po raz kolejny, że nie jest rozmowny, swą samotność obejmuje i znowu to samo obiecuje, że jutro, gdy odpocznie, będzie do tańców bardziej skory. I milcząc, myśli sobie, że ma tyle samo do powiedzenia w sprawie własnego życia i śmierci, co gadając w kółko o tej, czy owej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...