poniedziałek, 18 maja 2015

Najmniejsza jednostka społ.

Biorę głęboki oddech i lecę, zapadam się, tonę. Mijam domy, ogrody, ludzi, obcych i znajomych. Przyglądam się im z bliska, są zajęci sobą, swoją rodziną, żoną nie usłyszą mego wołania, nie uratują od spadania. I widzę i jego, o status: żonaty, dzieciaty walczącego. Nie widzę go szczęśliwego. Przecież tego chciał, a smutny jest, dlaczego? Nie chcę się zatrzymać akurat obok niego, lecz los za mnie zdecydował, albo Bóg, nie moja w tym głowa. Mam go wspierać radą, kobiecą psychikę objaśniać, szukać wyjścia, w problemach pocieszać. Nauczyć go kochać, uczyć żonę kobiecości, a potem, gdy to się dokona odejść, szczęścia nie zazdrościć. Wejść w tę najmniejszą jednostkę społ. i pomóc jej się zmienić, wyrwać ją z biedy. Chcę im pomóc, bo ja kocham Jego, ale on i ona są małżeństwem i teraz stanowią jedność. Więc spotkam się z kandydatem jego, którego wystawił wprawdzie nie dla mnie, lecz muszę wyzbyć się egoizmu wszelakiego. Zapomnę o urazach, zapomnę o tym nawet, jak go kochałam...dla dobra najwyższego, by uratować od nędzy rodzinę i jego samego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...