wtorek, 12 maja 2015
(Nie)spełnienie
Uwielbiam wiosenne poranki, gdy słońce zawstydzone zagląda do okien przez firanki. Kocham ptaki, które radośnie przekrzykują miejskie hałasy, zagłuszają szumy, partnerów nawołując nawet wówczas, gdy wokół ludzi tłumy. Kocham stare drewniane góralskie kościoły i średniowieczne bazyliki mariackie, pozłacane ołtarze i szacunek, jakim prosty lud je obdarza. Kocham to, gdy pośród niepewności własnej przyszłości, kalejdoskopu nieszczęśliwych splotów zdarzeń, jestem wśród innych ludzi w kościele, by łączyć myśli, słowa, a może tylko ćwiczyć prawidłową postawę...Lubię spotykać tam skupione twarze, pokorne, ciche i lubię oddawać swój czas i krzyż Jezusowi w darze. Kocham marzenia, które wypowiadane szeptem w kościelnej ławce przynoszą ból, duchowe cierpienia. I kocham, gdy serce upadłe ramię anioła podnosi i tylko patrząc głęboko w oczy, ból odbiera, śmierć łagodzi, gdy marzenie tylko upokorzenie przynosi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz